| Statystyki |
» Użytkownicy: 9,999
» Najnowszy użytkownik: bigfal
» Wątków na forum: 1,973
» Postów na forum: 83,555
Pełne statystyki
|
| Użytkownicy online |
Aktualnie jest 27 użytkowników online. » 0 Użytkownik(ów) | 26 Gość(i) Bing
|
| Ostatnie wątki |
Porady na długi
Forum: Mess
Ostatni post: Balley
16-08-2019, 12:23
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,741
|
Au Pair w kuchni :)
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
05-09-2018, 17:02
» Odpowiedzi: 268
» Wyświetleń: 32,666
|
zarzadzanie/merketing/tur...
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
05-09-2018, 16:41
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 1,572
|
Aparat ortodontyczny w UK
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
16-08-2018, 16:28
» Odpowiedzi: 14
» Wyświetleń: 5,296
|
aviator okulary
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
16-08-2018, 16:24
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 699
|
Kredyt jako małżeństwo
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
13-08-2018, 17:21
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 1,824
|
Kuchnia :)
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:29
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,469
|
Taniec?
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:27
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,254
|
Pytanie. Czy w Hiszpanii ...
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:24
» Odpowiedzi: 4
» Wyświetleń: 2,385
|
remach
Forum: Kosz
Ostatni post: mare454cg
14-03-2018, 9:26
» Odpowiedzi: 95
» Wyświetleń: 15,080
|
|
|
| Światowe życie FutureAuPair |
|
Napisane przez: FutureAuPair - 05-04-2007, 1:26 - Forum: Historie życiowe
- Odpowiedzi (68)
|
 |
Długo dorastałam do decyzji o założeniu tutaj swojej historii. Conajmniej o 1.5 roku za długo. Ale w końcu po kilku rozpoczętych i wykasowanych blogach stwierdzam: czas zabrać się poż?dnie do roboty Szczegóły mojej pierwszej operskiej przygody niedługo na zawsze pokryj? pajęczyny zapomnienia, szkoda byłoby gdyby to samo stało się z przygod? numer 2 (coprawda jeszcze nie rozpoczęt?, ale juz planowan?).
Na forum jestem od dłuższego czsu, ale na pewno większo?ć z Was mnie nie zna, bo jestem raczej biernym czytaczem niż aktywnym wypowiadaczem. Może więc na dobry pocz?tek streszczę moj? operska karierę.
Jak to się mówi: do trzech razy sztuka.
Podej?cie numer 1:
Zawsze wiedziałam, że w Polsce nie zagrzeję miejsca na dłużej. Wierzę,że gdzie? tam, jeszcze nie do końca wiem gdzie, czeka na mnie fajne życie. Nie wiem jak dokładnie będzie wygl?dać, ale wiem , że będzie super Podobno jako 5-latka twierdziłam,że jak urosnę to wyjadę do "Holiłudu". Do "Holiłudu" nie wyjechałam, ale za to jako naiwna i nie do końca dojrzała 19-latka, ?wieżo po maturze, spakowałam walizki i dnia (chyba) 8.09.2001 stanęłam na duńskiej ziemi. 11.09.2001 byłam już z powrotem w domu. Zaryzykuję stwierdzenie,że był to chyba najkrótszy wyjazd jako aupair :oops: i chyba powinien znaleźć się w księdzie Guinessa. Szkoda,że wcze?niej się tym nie zajęłam, bo teraz miałabym na swoim koncie jakis rekord, a tak mam tylko kr?ż?cy w rodzinie dowcip: "Pojechała Ewa do Kopenhagi"...
Na pewno nie była to najlepsza decyzja jak? podjęłam (nie pierwsza zreszt? i nie ostatnia). Po powrocie było już za późno na studia, prace dorywcze raz były, a raz nie i ogólnie przebimbałam sobie cały następny rok. Do dzi? mi wstyd...Ale z drugiej strony wierzę,że nic nie dzieje się bez przyczyny i widocznie tak wła?nie miało się stać,a każda pomyłka czego? uczy....
Podej?cie numer 2:
Później przyszły studia. Anglistyka. Pierwszy rok super. Później zaczęło mi się trochę nudzić, jeszcze później zaczęłam się powoli dusić na uczelni, aż w końcu po zdaniu licencjata, spakowałam walizki i dnia 29.08.2005 stanęłam na kolejnej obcej ziemi - tym razem belgijskiej. I tym razem zostałam tam na rok. i był to najlepszy rok w moim życiu. Zaraz na pewno znajd? się sceptycy twierdz?cy, że operowanie to zawsze mordęga, ale ja spędziłam w Belgii poprostu dłuuugie wakacje.
Mieszkałam na przedmie?ciach Antwerpii, cudownego klimatycznego miasta. Rodzinka ?wietna: dwójka dzieciaków: 8-lenia Camille i 6-leni Harry (zbaczaj?c z tematu: za kilka lat będzie łamał wszystkie niewie?cie serca swoimi wielkimi br?zowymi oczętami i najdłuższymi na?wiecie rzęsami. Je?li w końcu zdecyduję się na fotolog,to pochwalę się z jakim facetem mieszkałam pod jednym dachem ) Harry'ego uwielbiałam od pocz?tku. Z Camille nie było tak łatwo. 8-latka, wygl?dała na 15 lat a zachowywała się na 28. Charakterek miała. A że ja również jestem twarda sztuka, to miałysmy spięcia. Czasem modliłam się,żeby nie wygadała matce o naszych kłótniach. Do dzis nie wiem czy skarżyła się czy nie, w każdym razie je?li nawt tak ,to Kate- hostka- nigdy nie zdradziła, że wie. Równa była z niej babka. Obala mit,że hostka w domu to najgorsze co może sie trafić. Pracowała dorywczo, w większo?ci w domu. A kiedy nie pracowała, pisała swoja powie?ć zycia. A oprócz tego była ?wietna mam? (co na zachodzie wcale nie jest takie oczywiste). Co rano budziła dzieciaki, robiła ?niadanie, zabierała do szkoły... A ja w tym czasie smacznie spałam. Z reguły wstawałam o 9, w ci?gu roku zdarzyło się tylko chyba ze 3 razy, że to ja zabierałam dzieciaki do szkoły. Rano wstawiałam pranie, pakowałam naczynia do zmywarki i fruu na kurs holenderskiego. Raz na dwa tygodnie robiłam prasowanie, raz w tygodniu sprz?tałam- oczywi?cie za dodatkow? kasę( prasowanie i sprz?tanie zasługuj? na oddzielny opis, bo z czyms takim wcze?niej sie nie spotkałam, więc to innym razem), ale w zasadzie z reguły do 15:00 byłam wolna. Później odbierałam dzieciaki ze szkoły, jedli?my we czwórkę podwieczorek, później kate zabierała Harry'ego na balet czy piłkę nozn?, ja Camille na muzykę, balet,pływanie,gre na flecie itd., wieczorem robiły?my razem kolację i tyle. Kiedy Steve-host-wracał do domu (w zasadzie się z nim nie widywałam), zabierali dzieci na górę,myli,czytali ksi?zki i robili wszystko to co normalni rodzice powinni robić. A ja byłam wolna (oczywi?cie z wyj?tkiem okazjonalnych babysittingów)...Dom był duży (stary i trochę przerażaj?cy - przypis autorki ), więc miałam swoj? własn? czę?c domu: sypialnia,salonik z kominkiem, którego nigdy nie używałam, łazienka i mnóstwo prywatno?ci.
Wieczorami czasmi udało się złapać jakis dodatkowy babysitting u s?siadów, albo znajomych Kate. Ale z reguły siedziałam w domu(oczywi?cie gdzie? w necie!) , bo niestety autobusy do Antwerpii wieczorem jeździły rzadko,a wracały jeszcze rzadziej. Ale w Brasschaat też były fajne kafejki,puby,piękny park więc nie było źle. A poza tym w miasteczku tuż obok mieszkała moja najlepsza psiapsióła. Wyjechałysmy w zasadzie w tym samym czasie. ona dwa tygodnie wcze?niej do przyjaciółki Kate (trójka dzieciaków koszmarków :twisted: i ho?ci niezbyt przykładaj?cy się do roli rodziców. Tylko chodz?ca cierpliwo?ć jak Magda mogła wytrzymać tam rok. Ja trzasnęłabym im drzwiami po tygodniu). Strasznie się cieszę,że j? tam miałam. Wiadomo, nawet mieszkaj?c z najfajniejsz? rodzin?, zawsze zdarzaj? się mniejsze lub większe dołki,a wtedy dobrze mieć kilka kilometrów od siebie jak?? cz?stkę domu 
Weekendy miałam wolne. A wtedy oczywi?cie shopping w Antwerpii, kino, puby, czasmi jaki? klub, sporo zwiedzania (Belgia jest swietn? baz? wypadow?- wszędzie blisko). Z dodatkowym sprz?taniem i babysittingami miesięcznie miałam 500-550 euro więc troszkę się szalało. Teraz żałuje,że tyle kasy poszło na bzdury, jakie? ciuchy,których nie nosze,jedzenie, od którego tylko kilka centymetrów tam gdzie nie trzeba przybyło. .. Nic nie zaoszczędziłam :? ,ale za to spędziłam fajny, relaksuj?cy rok. A Bykowi ceni?cemu przyziemne przyjemno?ci i odrobinę luksusu, było to bardzo potrzebne
Trzeci wyjazd będzie już bardziej przemy?lany,troszkę zmieniłam swoje priorytety. Ale o tym następnym razem. Je?li oczywi?cie kto? chce to czytać :?:
|
|
|
| Spam, Scam, Oszuści |
|
Napisane przez: Kitens - 10-03-2007, 16:26 - Forum: SCAM, SPAM i inni oszuści
- Odpowiedzi (445)
|
 |
pisze w sprawie maila jakiego dostalam od Atty Lopez Genero. Gosciu zaczal ze mna mailowac w sprawie Au Pair. Nic nie wydawalo sie poejrzanego, byl bardzo doswiadczony w temacie au pair/agencji. Po kilku mailach skaplam sie ze facet wysylal zdjecia po prostu z wyszukiwarki google. To bylo smieszne. Kiedy podal namiary na maila agencji do ktorej nalezy i moj znajomy (z USA) chcial zadzwonic to nikt nie odbieral telefonu, a pan Lopez pisal ze tylko przez maila moge sie z nimi kontakotowac heh. Wydaje mi sie ze to sprawka 2 gosci ktorzy chca aby au pair im wplacila 1600$ aby dostac vize i bilet do USA.. albo to jakis chory zbok z Miami ktory moze sprzedaje jakos dziewczyny jak juz sa w USA. Dlatego jak dostaniecie maila od tego faceta to najlepiej nie odpisujcie.
|
|
|
| Język referencji |
|
Napisane przez: Kratka - 03-03-2007, 0:20 - Forum: O wszystkim związanym z programem Au Pair
- Odpowiedzi (19)
|
 |
Mam pytanie o to w jakiem jezyku powinny byc referencje?
Jesli wyjezdzam z angielskiej agencji to dostane prawdopodobnie angielski wzor, ale osoba ktora ma to podpias nie zna angilskiego.Tłumaczyc to na polski, a pozniej to co napisze ten ktos na angielski, czy moze sama wypelnic? Tylko co gdy zadzwonia i zobacza ze ta osoba nie zna angielskiego?
|
|
|
| Odludzie, czyli gdzies in the middle of nowhere. |
|
Napisane przez: Katarzyna. - 27-02-2007, 0:47 - Forum: Historie życiowe
- Odpowiedzi (16)
|
 |
Witam.
Jestem au pair w US ( okolice Waszyngtonu) od jedenastu miesiecy.
OKOLICE... No wlasnie. Moze tragicznie nie jest, ale piec mil (10 km) do metra, to chyba przesada. Au pair pozbawiona samochodu, to chyba najgorsze, co moze byc. :mad: Do jajblizszego sklepu mam jakas godzine drogi piechota, i gdy chce gdzies wyjsc, to musze laskawie prosic moich hostow, zeby mnie podwiezli (nie zawsze sa szczesliwi z tego powodu).
Ale to nie koniec. Inne au pairki maja stacje metra pod nosem, i na dodatek mieszkaja obok siebie, takze po pracy moga sie spotkac. Ja mam piec km do najblizszej au pair, i w okolicy nie ma nawet Starbuksa, zeby sie spotkac (hmm, czym do niego dojechac?).
Anyway, moj firma,, jest w poszukiwaniu nowej rodziny. Zajmuje im to juz trzy miesiace, i zostal im ostatni tydzien.
Pwiedzialam im, ze chcialabym mieszkac w jakims wiekszym miescie, i blisko innyc au pairek, a oni wyskakuja z rodzina w Ohaio, gdzie dom stoi na cornfield :evil: a w okolo nic, tylko pustka. Rodzinka super, ale niestety ja juz usycham z samotnosci, a pod czas tygodnia jestem skazana na widzenie tylko hostow, i ich synka.
Oczywiscie odmowilam Ohajowcom, i dzis sie patrze, a tu rodzina z MD, rowniez odludzie.
I co Wy na to? Czy Wy macie podobnie?
Jak mozna mlode dziewczyny wysylac gdzies to the middle of nowhere?
:mad:
Z gory dziekuje za kontynuowanie tematu.
|
|
|
| Nowe Przygody Caninhy Na Wyspach |
|
Napisane przez: caninha - 17-02-2007, 22:10 - Forum: Historie życiowe
- Odpowiedzi (9)
|
 |
Siemankoo! 8)
Oto przedstawiam Państwu "Nowe Przygody Caninhy Na Wyspach" - czyli jak "spadłam z konia" w Wielkiej Brytanii....
Z Polski wylecialam 6 grudnia, ale Mikolaja jadacego zaprzegiem na niebosach nie dostrzeglam :wink: . Podroz mialam swietna (troche sie stresowalam, bo juz daaawno nie lecialam samolotem) i poznalam dwie sympatycznie dziewczyny w samolocie. Mielismy kilka razu turbulencje, i to nawet duze, ale w koncu szczesliwie wyladowalam w Liverpoolu. Stamtad odebrala mnie moja nowa rodzina. Pojechalismy do ich domu slicznym Jeep'em Grand Cherokee!!! Oprowadzili mnie po domu i pokazali pokoj na drugim pietrze z pieknym widokiem na Manchester. Potem juz nie bylo tak pieknie...
Dzien zaczynalam o 7.00 a konczylam przewaznie o 23.00, czasami nawet pozniej. Pierwsze co robilam to sniadanie dla Kfir'a (chlopak,5 lat), potem szlam go obudzic, on schodzil na dol, a ja w tym czasie musialam przewinac dwoje dzieci (Eden-dziewczynka 2,5 i Nimrod-chlopczyk 1,5), po czym zejsc na dol i przygotowac im mleko w butelce. Eden prawie codzinenie zanim zdazylam wejsc do ich pokoju wywalala wszystko z szafy, takze mialam dodatkowa robote. Kiedy Kfir konczyl sniadanie(codziennie to samo do jedzenia), trzeba bylo go ubrac w szkolny mundurek wyprasowany dzien wczesniej i zaprowadzic do szkoly odleglej o jakies 2 km, czyli co najmiej 20 min drogi w jedna strone (z powrotem mialam pod gorke). Po powrocie robilam sniadanie dla Eden i Nimrod'a, z tym ze na koniec wszystko i tak ladowalo na podlodze. Nastepnie rutyna, czyli wyciaganie i wycieranie naczyn ze zmywarki, sprzatanie kuchni i duzego pokoju w ktorym jadly dzieci. Potem sprzatanie pokoi dzieci i pokoju rodzicow (tzw. 'tidy up') co polegalo na sciagnieciu poscieli i przescieradla i schowaniu do szuflady, po czym ulozenie wg SCISLE OKRESLONYCH REGUL poduch, poduszek i poduszeczek na lozkach. Najgorszy byl pokoj rodzicow bo tam musialam robic wszystko od linijki (idealnie rowna posciel, idealnie ulozone poduszki pod katem 90 stopni, idealnie odsloniete zaslony i podniesione atlasowe rolety (bez zagniecen!), oraz pozbieranie porozrzucanych po pokoju rzeczy i ubran). Raz w tygodniu trzeba bylo 'total clean up' ich pokoj, czyli scieranie kurzy z szafek, mycie trzech luster i trzech wielkich zdjec oprawionych w drogie ramy z podswietleniem, wiszace na scianie, odkurzanie pokoju, materaca, zaslon przy oknie, jak i 4 zaslon przy lozku z baldachimem oraz oparcia przy lozku itp. Moja Host powiedziala mi ktoregos dnia, ze to dlatego to wszystko bo ona jest uczulona na kurz, a poza tym chce zeby wszystko w jej pokoju wygladalo jak w hotelu. 8O Powiedziala mi tez kiedys rano, ze miala okropna noc i nie mogla spac bo nie miala swoich 3 satynowych poduszek + jednej pod nogi, tylko 2.
Potem schodzilam na dol do piwnicy i prasowalam stosy ubran (dzieci mogly miec na sobie pizame najwyzej przez dwie noce, mundurek byl codziennie dawany do brudow (co z tego ze czysty) a posciel wszystkich domowanikow prana raz w tygodniu). Nastepnie, zaleznie od rozkladu dnia: mycie dwoch lazienek na gorze (Kfir mial swoja lazienke w pokoju, rodzice - swoja) i jednej na dole, sprzatanie biura ojca, znajdujecego sie w oddzielnym domku na ogrodzie, mycie podlog, klamek, drzwi, krzesel i co tam jeszcze mozna wymyc. Do wszystkiego naturalnie byly oddzielne sciereczki i detergenty (a sprobuj sie pomylic!). Codziennie trzeba bylo odkurzac caly dom, robic pranie, rozwieszac je i prasowac juz suche. Nie zapominajmy tez, ze przez ten caly czas dzieci 'byly na wolnosci', a babka nie zwracala na nie uwagi (caly dzien siedziala w domu). Tak wiec dochodzilo jeszcze przewijanie najmlodszych, przygotowywanie posilkow i karmienie, sprzatanie na biezaco po nich, kladzenie codziennie ok.12 Eden i Nimrod'a spac + mleko dla obojga, odbieranie Kfir'a ze szkoly i codzienna kapiel wszystkich dzieci, razem z myciem im wlosow.
Eden miala pokoj razem z Nimrod'em i byl to pokoj ksiezniczki. Caly rozowy, z mnostwem porcelanowych lalek na polkach i wiszacych pod sufitem, lozko z baldachimem oraz plazmowy telewizor z odtwarzaczem DVD i VHS. Zadnej z zabawek nie wolno bylo jej dotykac. Zreszta tak samo jak samych dzieci, a bylo to tylez bardziej uciazliwe, ze byly one wcielonymi diablami (no moze oprocz Nimrod'a) i robily wszystko co im sie podobalo. Wychowanie ich przez matke sprowadzalo sie do samych prosb, jak np. 'Eden,PROSZE,nie ciagnij mnie za wlosy, PROSZE nie bij mnie, PROSZE nie gryz, PROSZE nie kop, PROSZE nie wrzeszcz, PROSZE chodz tutaj, PROSZE nie idz tam, PROSZE nie niszcz...' itd. Dzieci mialy oczywiscie matke gleboko w powazaniu, jak i mnie rowniez. Nawet glosu nie moglam na nich podniesc, tak wiec bachorki pozostawily mi na ciele kilka pamiatek...
Tak samo Kfir mial w swoim pokoju plazmowy TV z DVD i VHS oraz wlasna lazienke. Ja swoj pokoj widzialam 2 razy dziennie - kiedy wstawalam i kiedy szlam spac. Poza tym okazalo sie, ze kaloryfer jest zakrecony i zadnymi silami, nawet obcegami, nie dalo sie go odkrecic, tak wiec mialam tam wlasna, mini Grenlandie. Na tylku siadalam 2 razy dziennie - na sniadanie, po powrocie ze szkoly Kfir'a i na czas kolacji ok.20. Jedzenie jest tam dokladnie tak samo obrzydliwe jak to wszyscy opowiadaja. Wszystko na plastikowych tackach, gotowych do podgrzania w mikrofalowce. Owoce i warzywa tez pakowane na tacki, zawsze stare, pomarszczone i prawie bez smaku. Zazwyczaj dzien konczylam po posprzataniu ze stolu po kolacji, wlaczeniu zmywarki (naczynia musialy byc wczesniej wymyte sama woda, garnki-woda z plynem) i posprzataniu kuchni, czyli kladlam sie lozka ok.23.30-24.00.
Teraz policz sobie ile dostawalam za godzine mojej pracy: ok.15 godzin dziennie non stop, 6-7 dni w tygodniu, tygodniowka wyplacana w nd - 80 funtow. Malo emocji? No to idziemy dalej...
Po pierwszym tygodniu, w pon, weszlam na gg zeby porozmawiac z rodzicami i opowiedziec im o wszystkim. Moj ojciec sie strasznie wkurzyl i powiedzial, ze we wt z samego rana zadzwoni do agencji w Polsce i...wiadomo, nawtyka im. We wt zadzwonila do mnie babka z agencji na domowy numer i powiedziala, ze tak dalej nie moze byc, ze to jest wykorzystywanie mnie, i ze znalazla dla mnie nowa rodzine, i jezeli tylko chce, moge sie przenisc do nich, ale trzeba to jakos tak zorganizowac, zeby ta matka nie wiedziala o niczym do czasu mojego odejscia. Polecila mi kupic karte z ang numerem do komorki, zebysmy sie mogly spokojnie kontaktowac. Tego dnia juz nie zdazylam tego zrobic, ale nastepnego poszlam do sklepu, gdzie facet kazal mi zostawic komorke na jeden dzien zeby mogl mi zdjac sim locka, bo zadna angielska karta nie dzialala u mnie. Nastepnego dnia rano(czwartek) zadzwonila babka z agencji do domu (tego w Anglii) i powiedziala, zebym dzisiaj symulowala jakas chorobe, zebym nie musiala pracowac i zebym nie mowila tej matce, ze to z agencji dzwonili, zeby nie nabrala podejrzen. Kazala mi tez wymyslic historie np. o kolezence z Londynu, ze to ona do mnie dzwonila. Potem musialam wymusic na mojej Host pozwolenie na wyjscie z domu na 10 min, zeby odebrac komorke i nowa karte. Po powrocie powiedzialam tej matce, ze sie strasznie zle czuje, ze dostalam okres i ze mnie boli brzuch i poszlam na gore do swojego pokoju. Za chwile ona mnie zawolala, zebym zeszla na dol, bo 'MAMY (ona nie sprzatala kompletnie nic!) duzo do zrobienia przed swietami'. Nie odpowiedzialam, jak kazala mi babka z agencji i udawalam ze spie. Wtedy ona weszla do mnie na gore i sila sciagnela mnie z lozka. Powiedziala, ze ona tez tak ma, ale nie moge z tego powodu przestac sprzatac, bo do swiat tylko 3 dni, i ze jak chce to ona moze mi dac jakies bardzo mocne lakarstwo na to, ale mam zejsc natychmist na dol i bez wzgledu na wszystko, zabrac sie do roboty. Na dole zapytala mnie co sie dzieje, bo ona nie wierzy w moja historyjke o kolezance z Londynu i wie ze to byla babka z agencji. Zaczela do mnie krzyczec dlaczego ja oklamalam i czy zamierzam jej pomoc przy sprzataniu ('pomoc'-dobre sobie...). Wtedy jej powiedzialam (tak jak mi kazali z agencji), ze ja mam w umowie tylko 25-30 godzin pracy w tygodniu za minimalna stawke 55 funtow, z wolna sb i nd, a nie 15h dziennie, i ze do za duzo dla mnie, ale moge pracowac przez 8-10 nawet 12 godzin dziennie, z racji tego ze zblizaja sie swieta i jest wiecej pracy. Wtedy ona mnie zapytala (wrzeszczac oczywiscie) czy zamierzam u niej pracowac tyle ile ona chce, czy wogole. Kiedy moje dalsze proby zalagodzenia sytuacji sie nie powiodly, a host nawet nie probowala sie opanowac, powiedzialam w koncu, ze w takim razie wogole. Wtedy ona kazala mi pojsc na gore i sie spakowac, bo 'to nie jest hotel i mam sie wyniesc z jej domu do 12.00'(wtedy bylo jakos tak kolo 11.30). No to poszlam na gore, spakowalam sie, moje bagaze zniosl facet ktory w tym czasie cos tam jej naprawial w domu, i zapytalam czy w takim razie moze mi zaplacic za te dni od pon do czw, a ona na to ze NIE! No to jej powiedzialam, ze bedzie miala duze problemy i postraszylam ja policja, jezeli nie zaplaci. Nie zaplacila i sila wyrzucila mnie za prog. Ten pracownik wzial moje torby do swojego samochodu i zawiozl mnie na stacje kolejowa. Po drodze powiedzial, ze jak skonczy u niej prace, to moze mnie zabrac do nowej rodziny (ktora znalazla dla mnie w czasie tej calej porannej awantury, polska agencja!) bo chociaz to nie po drodze do jego domu, to nie moze mnie tak z czystym sumieniem zostawic na ulicy, ale zebym nic nie mowila tej babce, bo nie chce stracic pracy u niej.
Zostawil mnie na tej stacji ok. 12.30. Przez pierwsze 3 godziny siedzialam tak w poczekalni i zamarzalam, az w koncu zapytalam kasjera (taki starszy, siwy pan) czy ma moze goroca herbate i, ze moge mu zaplacic. On powiedzial ze nie ma problemu i ze nie musze placic. Potem przyniosl mi jeszcze butelke z goraca woda, zebym sie ogrzala, zaproponowal mi goraca zupe, a na koniec zaprosil do srodka, do ogrzewanego pomieszczenia. Byl bardzo mily, rozmawial ze mna i ciagle pytal czy moze mi jakos pomoc. O 17 przyjechal ten pracownik i zawiozl mnie do domu nowej rodziny.
Rodzicow z dwojka dzieci wprawdzie nie bylo, ale byla ich najstarsza corka Laura (21 lat), ktora pokazala mi dom i moj nowy pokoj. Ona musiala za pol godz wyjsc, wiec na wieczor zostalam sama. To nie byl dom - to byl PALAC!!! 10 pokoi, 3 lazienki, 6 telewizorow, 1 kominek i 3 wielkie akwaria z zolwiami morskimi i egzotycznymi rybami. Do tego 3 komputery i ogromny ogrod. Kiedy rozmawialam przez tel z moja nowa host i opowiadalam jej co sie stalo, ona nazwala ta babe 'bitch' Najsmieszniej bylo jeszcze kiedy o 3 w nocy obudzilo mnie pukanie do moich drzwi, a kiedy je otworzylam, zobaczylam jakiegos 'troche' podpitego kolesia w garniaku, ktory przedstawil sie, przeprosil ze mnie obudzil i zapytal czy mam jakies fajki bo mu sie strasznie jarac chce Okazalo sie, ze to byl jeden z 3 kolegow, ktorych Laura przyprowadzila po imprezie do domu. Jeden z nich spal niezywy na kanapie w duzym pokoju, a dwoch probowalo przez caly czas zlapac pion. Kolesie okazali sie spoko, pogadalismy razem i wypilismy zdrowie wszystkich au-pair! :very happy: O 4.30 wrocilam do swojego lozka i spalam w nim do 10 rano. Rano ogladnelam sobie 2 filmy i zjadlam iscie krolewskie sniadanie. Pelen luz
Kiedy w sb wieczorem poznalam nowa rodzine, to myslalam ze mi serce wystrzeli z piersi, a oni zdawali sie wogole nie przejmowac tym wszystkim. Znaczy sie powiedzieli "Hi; Hello; Hello; Hi; Nice to meet You" Koniec. I porozchodzili sie do swoim pokoi :/ Jednak nastepnego dnia wszystko sie wyjasnilo: oni po prostu byli wczoraj strasznie padnieci, bo wrocili z nart. Rodzinka okazala sie spoko. Ogolem skladala sie z 5 osob: Suzanne-matka, Rupert-ojciec i ich 3 dzieci: Laura(dziewczyna,21), Jamie(chlopak,17) i Max(chlopak,12). Miasteczko nazywalo sie Knutsford (kto chce sobie poszuka na mapie). Spedzilam z nimi Swieta, dostalam nawet maly podarunek (pudelko wykwintnych czekoladek i sliczny dlugopis), oni zas ode mnie kartke z zyczeniami i podziekowaniami. Oni obchodza wszystko zupelnie inaczej niz my (znaczy sie w Polsce) wiec co chwile cos innego mnie szokowalo, jak np.nie maja Wigilii,prezenty otwieraja nastepnego dnia rano,na obiad wielki indyk(czy tam kurczak-co kto woli) no i prawie wszystko (oprocz ciasta sedziwej juz babci) wyciagane z plastikowych torebek, odgrzewane w mikrofalowce albo w piekarniku itp. No i na pewno nikt tam nie zawraca sobie glowy liczeniem do dwunastu wszystkich swiatecznych potraw - o karpiku nie wspominajac
Sylwester mialam troche ubogi (jak na moje standardy 8) ), bo Suzanne i Rupert robili w domu przyjecie dla 14 doroslych i 10 dzieciakow. Oczywiscie Au-Pair nie moglo na nim zabraknac... :?
Tak wiec zabawe zaczelam o godz. 20 od wypicia duszkiem pierwszej szklanki z woda (to nie literowka!). Do 1 w nocy musialam siedziec w pokoju w ktorym aktualnie przybawala gromadka okropnie rozwrzeszczanych i rozpieszczonych bachorow. Potem oczywiscie po uzyskaniu przyzwolenia popedzilam na impreze do kolezanki polki i jej znajomych, ktora odbywala sie w ich sluzbowym mieszkanku. Naturalnie wszyscy byli juz tak zrobieni w trupa, ze glupio mi bylo odstawac od reszty, wiec postanowailam szybko nadrobic straty Impreza skonczyla sie o 7 rano, o 10.30 wrocilam do domu. Nie powiem zebym wygladala wtedy kwitnaco...Od tego dnia imprezy odbywaly sie codziennie, a konczyly ok.2-4 w nocy (w sumie to nad ranem). Prace zaczynalam od 8/9 rano do 12/13, potem mialam przerwe i znowu od ok.16 do 18. O 18.05 naturalnie wychodzilam juz na impreze Babka sie czasami burala o to ze codziennie wychodze (no chyba po calym dniu zapier... moge wyjsc na noc, nie?), i ze tak pozno wracam, i ze nastepnego dnia jestem niezywa, i ze spie w czasie przerwy (a co ja obchodzi co robie w czasie swojej przerwy) itd...ale wszystko na poziomie, kulturalnie zwracala tylko uwage, wiec nie przejmowalam sie tym zbytnio Robota nie byla ciezka, tylko nie moglam zrozumiec dlaczego mam myc codziennie podlogi w pokojach, do ktorych nikt nawet nie zaglada, albo ogolnie sprzatac tam gdzie jest czysto O_o' Ale robilam swoje bo babka trzymala sie godzin i dobrze placila (a propo-tamtych pieniedzy nie udalo sie do tej pory odzyskac ).
Nadchodzil jednak Wielkimi Krokami 10 stycznia, czyli dzien powrotu ich stalej au-pair, wiec trzeba bylo znalezc mi jakas rodzine. Znalazly sie dwie chetne, z czego jedna zrezygnowala, bo wybrala juz sobie jakas dziewczyne do pomocy. Spotkalam sie wiec z ta druga rodzina,ktorej czlonkowie, jak sie okazalo, pochodzili z Afryki, no i, zeby to jakos ladnie ujac, byli innego koloru skory (dobrze, ze nie jestem rasistka ) Po spotkaniu, dowiedzialam sie, ze nie sa mna specjalnie zainteresowani, bo "nie wykazalam inicjatywy podczas wizyty". Znaczy sie nie skakalam przed dzieckiem jak malpka, kiedy ono ogladalo bajke, ani nie zadawalam mnostwa pytan, jak chocby: "A ten wasz kraj, Zimbabwe, to gdzies na Koncu Swiata lezy czy jeszcze dalej???" :? Bylam zalamana, bo Suzanne powiedziala mi, ze jezeli oni sie na mnie w koncu nie zdecyduja, to "Bye, Bye Marta! Wracasz do Polski"... Jednak los sie do mnie usmiechnal i rodzinka wyslala maila z potwierdzeniem, ze mnie biora. Przyjechali po mnie w niedziele i zabrali do swojego domu, ktory od tego momentu mial sie stac rowniez i moim drugim domem.
Po przyjezdzie do nowego domu (trzecia przeprowadzka w ciagu miesiaca) zostalam oprowadzona po wszystkich pokojach. Domek jest nieduzy, nie taki jak poprzednie palace wiec luksusow nie mam, ale nie jest tak zle Przynajmniej nie ma duzo sprzatania 
A wracajac do rodzinki, to sklada sie na nia troje osob: Chipo (matka), Gondai (ojciec) i Panashe (dzieciak). Tak sie pewnego razu zaczelam zastanawiac ile to oni moga miec lat (znaczy rodzice, bo dzieciak ma 4). I tak sie jakos zlozylo, ze tego samego dnia gadalam sobie z Gondai'em i zeszlo na temat wieku wlasnie. Zapytal mnie, jak mysle, ile on i Chipo maja lat. No to mowie, ze oboje wygladaja na takich kolo 30. I w tej chwili on sie zaczal smiac i mowi, ze to bardzo mily komplement No i kazal mi zgadywac. Okazalo sie, ze on ma 39, a ona 33! No czegos takiego sie nie spodziewalam Zeby dac komus prawie 10 lat mniej...hehe No ale sami sprobojcie kiedys, jak bedziecie mieli okazje, ocenic ile lat ma Murzyn. Nie idzie.... Zreszta oprocz uwarunkowan genetycznych, oni prowadza bardzo zdrowy tryb zycia. Chodza na silownie i fitness raz w tygodniu, Gondai cwiczy karate od 5 lat, nie jedza fast foodow, tylko owoce, warzywka, pija duzo wody i takie tam.
Co do moich codziennych obowiazkow, to jest to zaprowadzanie Panashe o 8.30 do szkoly (prace zaczynam o 7.30) i odbieranie go o 11.30.
Tak wiec o 7.30 budze chlopaka i ide mu robic sniadanie. W czasie kiedy on je, ja sciele jego lozko, uprzatam troszke kuchnie i jezeli sa, a sa bardzo rzadko, wyciagam naczynia ze zmywarki. Przez reszte czasu cos tam sie krzatam zeby nie bylo, ze len jestem :wink: Do szkoly nie dosc ze mam po gorke, to jeszcze w yard'ach. W domu jestem ok. 9 i do 11.30 jestem wolna. O tej godzinie wychodze z domu odebrac dzieciaka ze szkoly. Kiedy jestesmy z powrotem, robie mu cos na lunch i on idzie sie bawic. Ja (zalezy od rozkladu jazdy) myje wtedy 2 lazienki/zamiatam i odkurzam/wycieram kurze/robie pranie/myje podloge w kuchni itp. Zeby nie bylo - to jest lista obowiazkow na caly tydzien! Ja mam do zrobienia codziennie tylko pare z tych rzeczy + uprzatanie takich pomieszczen jak Playing Room, Kitchen, Panashe's Bedroom.
Ok.16 zaczynam cos gotowac na obiad dla malego i czasami dla siebie. O 17.30 wracaja z pracy rodzice i wtedy gotuja normalny obiad (wlasciwie to obiado-kolacje, bo jemy o 20) a ja mam juz wolne. Ogolem nie mam prawie nic do roboty, a jak jeszcze by porownac to z moimi poprzednimi domami to juz wogole jakbym sie obijala przez caly dzien, hehe 
Problem jedynie w tym, ze mam placone za 5 godz. dziennie, a skoro zaczynam prace o 7.30 to 5 godzin mojej pracy uplywa o 15, a prawda jest taka, ze musze siedziec w domu do 17.30/18 az moja host wroci z pracy. Czyli za ok.3 godziny mam nie placone :? Myslalam, ze babka sama w koncu dojdzie do wniosku, ze tak nie mozna, ale ona tylko siedzi cicho jak mysz pod miotla i liczy, ze ja nic nie powiem na ten temat. Tyle ze sie w koncu przeliczy, bo ja juz nie zamierzam dluzej tego tolerowac i jutro (zeby nie bylo, dopiero po wyplacie, hehe ) powiem im co i jak :evil: .
Trzymajcie za mnie kciuki !!!
Pozdrawiam
|
|
|
| Plany a rzeczywistość |
|
Napisane przez: edyta_s - 24-01-2007, 17:37 - Forum: Historie życiowe
- Odpowiedzi (905)
|
 |
Dzi? ma do mnie zadzwonić rodzinka z Niemiec, która jest mn? zainteresowana (tzn. już praktycznie mowi?, że chc?, żebym przyjechała, dzieciaki mnie polulubily itp, ale wiadomo, roznie bywa),gadam z nimi (tzn. mailuję) od paru tyg (też ze starszymi dzieciakami - bo jest ich czworka, ale matka nie pracuje). I "lekko" sie stresuję Nie do?ć, że obcy język, to jeszcze gadanie przez tel z osobami, których praktycznie nie znam - dla mnie to taki mały kozmarek Ale czego sie nie robi dla marzeń ;p i wła?nie nawet nie wiem dokładnie, o czym oni jeszcze chc? ze mn? gadać - co? wspominali że o umowie, ale co jak nast?pi taka przykra cisza, a ja nie bede wiedziala o co spytac, bo juz wiekszosc o nich wiem? Kazdy z was tak panikowal?
Poza tym parę osób zaczęlo mi gadać o niebezpieczeństwach na mnie czyhajacych :roll: (rodzinkę poznałam przez neta) Znajomy mojej mamy ma sprawdzić istnienie takiej rodziny w ogóle, chc? zawrzeć umowę, tata by mnie do takowej rodzinki dotransportowal - my?lę, że raczej nie miałabym co się obawiać. Chyba
|
|
|
|