• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

forumAuPair.pl - Świat Operek

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Portal
       
  • Witaj, Gość
    Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

    Użytkownik
      

    Hasło
      





    Szukaj na forum

    (Zaawansowane szukanie)

    Statystyki
    » Użytkownicy: 10,001
    » Najnowszy użytkownik: mathaamoug
    » Wątków na forum: 1,973
    » Postów na forum: 83,555

    Pełne statystyki

    Użytkownicy online
    Aktualnie jest 39 użytkowników online.
    » 0 Użytkownik(ów) | 39 Gość(i)

    Ostatnie wątki
    Porady na długi
    Forum: Mess
    Ostatni post: Balley
    16-08-2019, 12:23
    » Odpowiedzi: 1
    » Wyświetleń: 1,746
    Au Pair w kuchni :)
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    05-09-2018, 17:02
    » Odpowiedzi: 268
    » Wyświetleń: 32,708
    zarzadzanie/merketing/tur...
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    05-09-2018, 16:41
    » Odpowiedzi: 2
    » Wyświetleń: 1,576
    Aparat ortodontyczny w UK
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    16-08-2018, 16:28
    » Odpowiedzi: 14
    » Wyświetleń: 5,301
    aviator okulary
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    16-08-2018, 16:24
    » Odpowiedzi: 0
    » Wyświetleń: 703
    Kredyt jako małżeństwo
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    13-08-2018, 17:21
    » Odpowiedzi: 3
    » Wyświetleń: 1,829
    Kuchnia :)
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    11-06-2018, 12:29
    » Odpowiedzi: 1
    » Wyświetleń: 1,473
    Taniec?
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    11-06-2018, 12:27
    » Odpowiedzi: 1
    » Wyświetleń: 1,259
    Pytanie. Czy w Hiszpanii ...
    Forum: Mess
    Ostatni post: dasznierja
    11-06-2018, 12:24
    » Odpowiedzi: 4
    » Wyświetleń: 2,390
    remach
    Forum: Kosz
    Ostatni post: mare454cg
    14-03-2018, 9:26
    » Odpowiedzi: 95
    » Wyświetleń: 15,111

     
      Przemoc w domu hostów?
    Napisane przez: carona - 24-10-2012, 12:35 - Forum: Byłam Au Pair - Odpowiedzi (6)

    Do tej pory byłam bardzo zadowolona ze współpracy z moimi hostami. Byli mili, interesowali się mną, rozmawialiśmy o dzieciakach, wszystko było ok.



    Wczoraj jednak spędziłam trzy godziny w pokoju starszego z chłopców, słuchając o jego problemach i mam bardzo duży dylemat.



    Host od razu wydał mi się surowy, ale rzeczowy, miły. Taki niegroźny misiek. Słyszałam kilka razy kłótnię hosta z Edwardem (starszy z chłopców) i było naprawdę głośno, wrzeszczeli na siebie, spadały przedmioty. Host mama mnie jednak uprzedziła, że Ed ma problemy z zachowaniem, lekkie zaburzenia czy coś, w każdym razie łatwo wpada w złość, jest krnąbrny i trudny. Więc usprawiedliwiłam te krzyki i spadające przedmioty tym całym zaburzeniem i się nie wtrącałam. Wczoraj jednak byłam świadkiem scysji Eda z hostem. Chłopcy ustalili ze mną, że po szkole chcą trochę odpocząć, zanim zabiorą się za odrabianie lekcji czy inne obowiązki, więc dałam im 20 minut wolnego czasu i oczywiście od razu pognali do komputera. Host siedział w swoim biurze (wrócił wcześniej z pracy) i się nie odzywał, podsłuchał widocznie początek rozmowy, kiedy negocjowałam z chłopakami czas odpoczynku (spokojnie, rzeczowo, w przyjaznej atmosferze), ale nie dosłyszał reszty, bo jak wszedł na górę, zaczął takim zimnym, okropnym tonem mówić tylko do Eda (na młodszego nie podnosi głosu nigdy), że musi się mnie słuchać, robić co ja mu każę i jak nie będzie, to wyrzuci mu komputer przez okno. I to nie było tylko - zrób to, bo ja zrobię to. To było opisywanie, co zrobi. Że komputer rozpadnie się na kilkadziesiąt części, będzie leżał za oknem, na chodniku... A Ed stał na baczność i kiwał głową. No niemiło, ale tylko podeszłam i wyjaśniłam całą sytuację, że nic się nie stało, chłopcy ze mną rozmawiali bardzo grzecznie, nie sprawili żadnego kłopotu i w ogóle. I nawet nie przeprosił czy coś, po prostu wyszedł. I to wcale nie było jakieś strasznie złe, ale potem musiałam przekonać Eda, żeby poćwiczył na gitarze (musi ćwiczyć 15 minut dziennie).



    I spędziłam trzy godziny (dosłownie!) przekonując go, że powinien zejść na dół i poćwiczyć. Oczywiście z racji tego, że trwało to tak długo, przyszedł host i odwalił gadkę o obowiązkach, ale ja byłam zaraz obok, więc nie krzyczał, tylko groził, że będzie krzyczeć. Postanowiłam jakoś dotrzeć do Eda, przekonać go, że nie jestem taka straszna i to po prostu mój obowiązek, żeby przypilnować, że zrobił wszystko, co powinien. Poprosiłam go, żeby ze mną porozmawiał, powiedział, co się dzieje i... no właśnie.



    Chłopak boi się taty. Ale nie tak normalnie, że czuje respekt. Płakał. I mówił, że host go bije, że go dusił, że na niego ciągle wrzeszczy, że on nienawidzi swojego życia i chce umrzeć. Po groźbach hosta zabarykadował nas w pokoju i płakał. Zdaję sobie sprawę, że może trochę przesadzać w opowieściach, jest tylko dzieckiem, ale nie wydaje mi się, żeby kłamał. Zresztą podczas naszej rozmowy zadzwoniła do niego hostka i mówił jej przez telefon, że host na niego znowu krzyczy i że on się boi. Jest oczywiście druga strona medalu - Ed naprawdę potrafi być irytujący, niegrzeczny, krnąbrny i baaardzo trudny. Ale to zamknięte koło, bo podejrzewam, że to częściowo jego reakcja na to, co robi host. Buntuje się i tyle. Nie wiem, co mam zrobić. Chciałabym porozmawiać z hostką, ale przecież nie wylecę z tekstem, że host się znęca nad młodym, albo że kompletnie nie zgadzam się z metodami wychowawczymi hosta. Powiedziałam Edowi, że może zawsze do mnie przyjść, jeśli będzie mnie potrzebował, ale to dwunastolatek i nie jest z rodzaju tych miłych, wrażliwych i otwartych. Nie przyjdzie do mnie i nie powie, że się boi. Po pierwsze mi jeszcze nie do końca ufa - jestem tu dopiero cztery tygodnie, po drugie - jestem kolejną au pair w domu, więc najwyraźniej poprzednie też nie rozwiązały tego problemu, więc dla niego to równoznaczne z tym, że ja również nie pomogę. A chcę! Tylko nie wiem jak.



    I nie mówcie, że mam zmienić rodzinę. Bo tego nie zrobię.

    Wydrukuj tę wiadomość

      Spotkanie w Szwajcarii
    Napisane przez: ewa.m - 21-10-2012, 21:55 - Forum: Spotkania - Odpowiedzi (6)

    Cześć!!

    Jestem już jakiś czas au pair w Szwajcarii w pobliżu Lausanne, ale nie poznalam jeszcze żadnej Polki. Czy któraś z Was jest w okolicy?

    Super byloby się spotkać Smile

    Pozdrawiam!!

    Wydrukuj tę wiadomość

      DZIEWCZYNY SZUKAM KOLEÅ»ANEK :) PISAĄ
    Napisane przez: talusia08 - 17-10-2012, 17:07 - Forum: Spotkania - Odpowiedzi (3)

    Cześć Dziewczyny ,

    Mieszka może któraś w okolicach Carlow albo Portlaoise?

    Pracuje jako au pair od połowy lipca mieszkam na wsi <nie polecam nikomu> Big Grin

    szukam koleżanek by porozmawiać spotkać się podróżować itp, z kimś zawsze raźniej ileż można samemu pozdrawiam Smile



    pisać dziewczyny Smile fajnie było by chociaż czasem na gg popisać Smile

    Wydrukuj tę wiadomość

      Boję się zmienić rodzinkę
    Napisane przez: zanciol13 - 16-10-2012, 17:48 - Forum: Wielka Brytania - Odpowiedzi (12)

    Hej dziewczyny...

    Jestem Au Pair do jakichś 7 tygodni i z każdym dniem czuję się tutaj coraz gorzej. Chodzi dokładnie o moją rodzinkę. Opiekuję się roczną dziewczynką, którą uwielbiam... Jest bardzo pogodna, nie marudzi, nie buntuje się itd... Ale problem stanowią jej rodzice.

    nie traktują mnie źle, tzn. nie biją mnie, nie wyzywają, ani nie gnębią, ale w ich oczach ja tutaj jestem tylko i wyłącznie dla nich, nie dla siebie.

    Mój dzień zazwyczaj zaczyna się o 7.30, kończy o 18.00 ... Zaczynam od porannego zamiatania i mycia podłogi w salonie i kuchni, żeby Mała mogła się tam bawić, a później gdy się obudzi, to przebieram ją, myję, daję śniadanko, bawię się, zabieram na baby classes itd. O 18 wracają rodzice do domu, więc moje obowiązki w tedy się kończą. Już pominę kwestię, że nie mogę włączyć telewizji, poczytać czegokolwiek lub ugotować, bo to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że to trochę ciężkie kiedy opiekuję się takim maleństwem, ale podam Wam przykład mojego problemu...

    Kiedy jestem z Małą i bawię się z nią w salonie, a jej mama albo tata akurat pracują w domu na górze, są momenty takie, że Mała zajmuje się sama sobą, to znaczy, że znalazła sobie zabawkę, którą sama próbuje rozpracować, albo coś ją zaciekawiło, więc ja siedzę na ziemi i patrzę co ona robi... Ale później słyszę zarzuty ze strony jej rodziców, że nie mam z nią wystarczającej interakcji , bo jak pracują w domu, to są momenty, że nie słyszą nic... Kolejna sprawa to ich ulubione słowa: Zabawka interaktywna i rozwój... Mam bawić się z nią zabawkami, którymi ona się not a bene bawić nie chce, bo one są interaktywne, więc ona się w tedy dobrze rozwija... Ma autobus z abecadłem, więc mam się z nią tym bawić, ma wieżę , na której musi naciskać kolory, które usłyszy w poleceniu itd... To nic, że to maleństwo bawi się tym, co jest głośne, lub co ją zaintryguje, a nie tym, co ją rozwija według naukowców, nie?

    Przykładów możnaby wymieniać mnóstwo...

    Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka, również Au Pair... Zjadłyśmy razem lunch, który wcześniej ugotowałyśmy, pobawiłyśmy się z Małą i nakarmiłyśmy ją i tyle. Zajęło to góra półtorej godziny. No i wczoraj moi host-rodzice wzięli mnie na rozmowę i okazało się, że ich sąsiadka jest szpiegiem i podgląda przez okno co robię z Małą, kiedy wychodzę itd... Powiedziała im, że była u mnie koleżanka... powiedziałam, że powiedzieli, że mogę zaprosić kiedyś kogoś na kawę, ale widocznie coś się pozmieniało, bo usłyszałam, że oni nie wiedzą, czy moja koleżanka jest odpowiednią osobą, do kontaktu z ich córką i inne równie absurdalne rzeczy... tak więc zapraszać do domu nikogo nie mogę, ani z nikim się spotykać podczas spacerów itd -.-'

    Ah, poza tym sąsiadka powiedziała im, że widziałą jak leżę na kanapię, a Mała biega po pokoju... o tak, bo puściłam jej bajkę, ale nie chciała siedzieć, to chodziła przy tym tańcując wokoło telewizora, bo w bajce była muzyka... i to był tylko jeden raz...

    Wiadomo, że nikt nie jest idealny, ale staram się jak mogę... Mała bardzo mnie lubi i lubi zabawy, które wymyślam, czy piosenki, które jej śpiewam, ale to chyba mało ważne, bo za mało używam zabawek interakcyjnych i za mało ją rozwijam...



    Ze sprzątaniem też są cyrki... z tego co wiem, Au Pair ma być pomocą dla rodziny, a nie Kobietą do Sprzątania... Co prawda za sprzątanie dostaję 20funtów więcej, ale to co ostatnio usłyszałam, zwaliło mnie z nó... Mała miała drzemkę około 11, ja miałam sprzątać po 16, bo w tedy moja host mama miała wziąć Małą i iść z domu żebym mogła posprzątać... ale postanowiłam nie tracić czasu, zakasałam rękawy i wszystko to co mogłam zrobić nie budząc Małej, zrobiłam... na popołudnie zostało mi jedynie odkurzanie i mycie podłóg oraz sprzątanie pokoiku dziecięcego... No i po 1.00 do domu wróciła host mama... I zamiast pochwalić mnie, że nie marnuję czasu, albo, że jak super, że pomyślałam o tym itd, lub chociaż żeby przemilczeć tą sytuację, to usłyszałam: "Następnym razem jak jesteś Au Pair, to jesteś Au Pair i nie sprzątasz. Bycie Au Pair i sprzątanie, to dwie różne rzeczy!"... Przecież Mała spała, a ja przy sobie cały czas miałam baby-monitor -.-' (Tak dla ścisłości: moja host mama jest Polką, host-tata Brytyjczykiem) .

    Poza tym co do tej sąsiadki... Zaczynam się bać cokolwiek robić, bo czuję się jak w domu naszpikowanym pluskwami i kamerami (swoją drogą, już ich zaczęłam szukać, bo wcale bym nie była zaskoczona, gdybym takowe znalazła)! Gdzie jakaś prywatność? Wiem, że boi się tylko ten, co ma coś na sumieniu, ale czy ja mogę wiedzieć co takiej "życzliwej" przyjdzie do głowy?!



    Poza tym z moją host rodzinką nie mam praktycznie żadnego kontaktu i nie traktują mnie jak kogoś, kto mieszka z nimi w jednym domu, bardziej jak powietrze... Uwielbiają powtarzać ,że ja tu jestem dla Nich, a nie dla siebie...



    I teraz rodzi się pytanie... jak zmienić rodzinkę? Nie jestem tu za pośrednictwem żadnej agencji, ani nic, nie mam więc do kogo się zgłosić o ew. pomoc... Jestem tu na własną rękę i nie podpisywałam z rodzinką żadnej umowy. Bardzo się boję im powiedzieć, że nie czuję się tutaj dobrze, bo jak zakomunikowałam już 2 tygodnie emu, że zostaję na 10 miesięcy, a nie na 12, to się na mnie patrzyli jak na zabójcę, bo przecież ich córka nie może tak często zmieniać Au Pair itd... i chyba z pół godziny trwało wytłumaczenie mi jak bardzo jestem nieodpowiedzialna zmieniając zdanie... (nie moja wina, że muszę złożyć papier na s tudia w lipcu)...

    Poza tym, wczoraj zakomunikowali mi, że teraz już nie mają do mnie w ogóle zaufania itd...



    Ja się pytam: co ja tu jeszcze robię?!



    Ale nie wiem jak zmienić roddzinkę... obawiam się wszelkich konsekwencji.. mają mój adres, telefony rodziców, ciotki... Jak myślicie dziewczyny?

    Poza tym, nigdy nie myślałam, że w życiu trafi mi się coś gorszego niż moje technikum... no i wylądowałam tutaj. Chyba nigdy nie byłam tak zestresowana i tak przybita w swoim życiu...



    help! ;(

    Wydrukuj tę wiadomość

      Wyspy Bahama?
    Napisane przez: Darti - 16-10-2012, 1:28 - Forum: Inny kraj - Odpowiedzi (3)

    Co o tym myslicie?

    O tej rodzice?

    Ogłoszenie wygląda na oszustwo?



    http://www.aupair.com/pl/oferta-pracy-ni...337935.php



    Można podawać linki? Big Grin

    Wydrukuj tę wiadomość

      AuPairCare
    Napisane przez: sylvia - 15-10-2012, 17:52 - Forum: Agencje Au Pair - Odpowiedzi (6)

    Mam pytanie do dziewczyn które mają room na APC.



    Ja profil mam od niedawna i jeszcze go nie do końca ogarniam.

    Szczególnie chodzi mi o zasady funkcjonowania, mianowicie, czy agencja w jakikolwiek sposób ingeruje w cały proces, czy przedstawia rodzinom kandydatki, czy jakoś porównują preferencje rodzin i profil kandydatki? Czy też zostawiają to na pastwe losu- tzn. czekasz aż jakaś rodzinka się jakimś cudem Tobą zainteresuje.



    Druga sprawa, mianowicie sam wygląd profilu, otóż przy uzupełnianiu było tego mnóstwo: doświadczenie, pytania, list do rodziny, jazda samochodem itp. teraz tego nie widze, mam tylko jedną stronę z podstawowymi informacjami nic więcej. Czy da się jakoś zobaczyć jak mój profil widoczny jest dla rodzin? Ja nawet nie wiem jakie mi wybarali zdjęcie profilowe..



    I ostatnia kwestia, na stronie głównej APC są przykładowe rodziny, czy kandydatka może wyszukac rodzinę i się sama do niej odezwać, czy to tylko tak dali dla picu?



    Pozdrawiam!

    Wydrukuj tę wiadomość

      historia raczej miłosna
    Napisane przez: aniao - 12-10-2012, 18:50 - Forum: Historie życiowe - Odpowiedzi (3)

    Poznaliśmy się w 2008 roku na wakacyjnym wolontariacie we Francji. On-holender, ja-polka; on-protestant, ja- katoliczka. On-bogaty, ja-biedna. Dzieliło nas wiele...zwłaszcza te 900 kilometrów pomiędzy polską a holandią. Spotykaliśmy się raz w roku w Sylwestra. I tak po kilku latach na przełomie 2010 i 2011 roku odkryliśmy, że to co nas łączy to miłość. Ludzie listy piszą...Nie myślałam, że nam się uda, ale on pisał. Ja odpisywałam i latałam do niego a on do mnie. Kiedy wreszcie nadszedł moment, w którym moje mgr przed nazwiskiem stało się faktem przyszedł czas na podjęcie decyzji co dalej. I tak postanowiłam zostać au pair w Holandii. Trafiłam do fajnej rodzinki. Choć mam wrażenie, że trochę tu nie pasuję, bo trafiłam do świata całkiem innego. To nie jest moja polska rzeczywistość...Życie w luksusie nie jest czymś w moim stylu. I bardzo mnie irytuje, że moja bogata rodzinka traktuje mnie jak służącą. Weekendy spędzam z moim ukochanym. Jaki mamy plan...Po prostu być razem szczęśliwi Smile

    Mam nadzieję, że dam radę przeżyć ten pierwszy rok tutaj jako pani magister sprzątająca, nauczę się języka i znajdę normalną pracę. A myślałam, że królewiczów poznają tylko księżniczki w bajkach, a nie ja w prawdziwym życiu. A tu taki jeden się trafił i świata poza mną nie widzi. Życie jest czasem cięźkie...ale piękne

    pozdrawiam Smile

    Wydrukuj tę wiadomość

      Utrecht
    Napisane przez: aniao - 12-10-2012, 18:27 - Forum: Spotkania - Odpowiedzi (2)

    Cześć wszystkim,



    Od 1 września jestem au pair w Austerlitz, małej wiosce pod Utrechtem. Szukam au pairek, które chciałyby się spotkać w Utrechcie od czasu do czasu.

    pozdrawiam i czekam na kontakt. Ania Smile

    Wydrukuj tę wiadomość

      Wycieszka do Polski
    Napisane przez: wercia109 - 11-10-2012, 13:06 - Forum: USA - Odpowiedzi (7)

    Niektóre z was zdecydowały się na krótki urlop w Polsce, ale zastanawia mnie, ile mniej więcej Was taka przyjemność kosztowała. Domyślam się, że w takim przypadku ciężko jest odłożyć jakiekolwiek pieniądze, bo z moich obliczeń wynika, że jest to koszt rzędu ok. 5000/6000zł. Czy opłaca się wydać tyle za tydzień spędzony z rodziną, w swoim małym mieście, gdzie nie ma nic ciekawego do roboty? A może lepiej przeczekać i te same pieniądze wydać na pół roku utrzymania na studiach po powrocie? Smile

    Wydrukuj tę wiadomość

      Czy rodzina mnie wykorzystuje?
    Napisane przez: kasiek88 - 09-10-2012, 15:33 - Forum: Wielka Brytania - Odpowiedzi (21)

    Cześć dziewczyny! Piszę do Was, bo bardzo źle się tu czuję. Jestem w Aberdeen od 3 października i po prostu czuję, że chyba kiedyś stąd ucieknę w nocy Sad Cztery lata temu pracowałam jako au-pair w Niemczech (ale bez pośrednictwa agencji) i nieźle podszlifowałam język. Ponieważ niedawno skończyłam studia językowe, pomyślałam, że warto zaraz po obronie pojechać do Wielkiej Brytanii, żeby poprawić swój angielski. Myślałam, że pracując jako au-pair poczekam na dyplom, a potem chciałabym znaleźć pracęu jako Teaching Assistant. Wiecie - jako au-pairki mamy możliwość nauczyć się języka, trochę zarobić i tak wpaść w wir innego, zagranicznego życia. Wszystko byłoby ok, ale...

    Rodzina przez internet wydawała się spoko, matka sympatyczna, podobno oboje rodzice bardzo pracowici. Zgodziłam się na opiekę nad 4 dzieci (dwuletnie bliźnięta - chłopiec i dziewczynka, dziewczynka 4 lata i najstarsza 6), bo z opisu wynikało, że nie będzie tak źle. Miałam dostawać 70 funtów tygodniowo, kończyć pracę o 19, kiedy dzieci idą spać i mieć 1 dzień w tygodniu wolny. Tymczasem... Wczoraj to już NAPRAWDĄ myślałam, że padnę. Wstaję o 6.50, żeby zdążyć chociaż umyć twarz rano, ubrać się i założyć soczewki. Niestety nadgorliwy tatusiek budzi swoje dzieci wcześniej, o 7.00 - nie wiem, po co całą 4 od razu, bliźniaki mogłyby przecież jeszcze pospać, są małe i nie muszą iść do szkoły na 9. A poza tym ja mam je budzić o 7.10, jak już sama będę w miarę gotowa. Potem mam pomóc wszystkim dzieciom wykąpać się (czasem ojciec pomoże), przygotować śniadanie (ojciec dziś pomógł, bo nie było czego włożyć do garnka na śniadanie), dopilnować, żeby umyły zęby itp. O 8.55 odprowadzam najstarsze do szkoły i przedszkola, w tym czasie najmłodsze same zostają w domu (strasznie boję się je zostawiać, ale rano jest za mało czasu, żeby ciągnąć ze sobą wszystkie, szczególnie, że szkoła jest dosłownie 3 minuty stąd zresztą rodzice robili tak samo). Potem przychodzę, mam się bawić z maluchami, o 10 dać im posiłek i o 11.15 brać je ze sobą, żeby odebrać średnią z przedszkola. Potem wracamy do domu, mam im wszystkim dać jeść, a potem położyć spać na 2 godziny drzemki. O 14.30 budzę je, daję im znowu jeść i o 14.55 zostawiam same w domu i idę po najstarszą. Wracamy, czekam do 16 i znowu daję im jeść, tym razem obiad wczoraj matka dołożyła mi nowy obowiązek, bo zamierza wracać chyba trochę później... Potem czekamy na rodziców. Gdy przychodzą nie mam wolnego dalej jestem do pomocy i tak, dopóki dzieci nie pójdą spać 19.00, czasem 19.30, może 20.00. Jestem tu dopiero 6 dni, a naprawdę mam dosyć Sad Chyba nie wytrzymam, jestem okropnie zmęczona i nie mam nawet czasu iść do Job Centre (musiałabym jechać dość długo jakimś autobusem w nieznanym kierunku) i pozałatwiać swoich spraw, już wiem, że oni nie zamierzają mnie nigdzie rejestrować. Nie jestem już ubezpieczona, bo skończyły się studia. Niechby się coś stało.

    Co do wynagrodzenia umawialiśmy się na 70 funtów tygodniowo, zobaczę jutro, ile dadzą. Miało być więcej, jeśli będą ze mnie zadowoleni... A ja już nie mam sił, żeby się uśmiechnąć Sad Jest coraz gorzej. Nie zależy mi już na pieniądzach, nie tym kosztem. Dobrze, że chociaż mogę zjeść obiad (sztuczny bo sztuczny, ale zawsze coś), jak matka przyjdzie i delektować się spokojem teraz, gdy leżakują.

    Wczoraj... Byłam z dziećmi sama bez pomocy od 7 rano do 21.30 (no jak tak można!!!), bo rodzice aktywnie udzielają się w kościele po pracy, a pracują na pełen etat itp. Matka po pracy wpadła, zabrała dwie najstarsze na basen i przywiozła je po 2 godzinach. W domu nie ma jedzenia (to odrębny wątek, zaraz opiszę), skończyło się pieczywo, mleko, parówki, nie ma czym dzieci karmić. Ale od dzieci ważniejszy był wczoraj dla nich kościół... Może wreszcie dziś skoczą do supermarketu.

    Jedzenie. Jak oni się odżywiają? Jak ja mam się tu odżywiać? Świństwami? Na śniadanie płatki z mlekiem, dla maluchów kaszka z proszku. Ja to robię. Przekąska o 10 ciastka i kakao dla maluchów. O 12 zupka chińska dla maluchów, kanapka dla średniej (dziś jadła ciastka bo nie było przecież chleba). Potem o 14.30 dla całej trójki czipsy i słodkie deserki. Na obiad kluchy z zupki chińskiej albo inne przyprawione jakimiś syfiastymi przyprawami. W ogóle nie jedzą warzyw i owoców, którymi ja się głównie żywię w Polsce. Nawet nie nie zapytali, co lubię. Na kolację znowu jakieś kluchy, a dla maluchów papka z proszku. I raz dziennie multiwitaminka (syrop z tesco) i inny syropek z zawartością 100 mg ibuprofenu w 5 ml...

    Jestem przeziębiona. Dzieci mnie zaraziły, same też chodzą i kichają, kaszlą i dwa razy miały gorączkę. Ja też miałam w niedzielę, czułam się okropnie. Jestem ateistką, czego oni chyba nie chcą przyjąć do wiadomości. Pierwszego dnia pytali mnie o wiarę, powiedziałam, że nie chodzę do kościoła (nie chciałam używać mocnych słów), ale musiałam uczestniczyć w wieczornej modlitwie. Chcieli mnie koniecznie zaprowadzić do kościoła (są protestantami), powiedziałam, ze chętnie pójdę raz i zobaczę, jak to jest na protestanckiej mszy żeby porównać. Pech chciał, że tego dnia rozłożyło mnie choróbsko i marzyłam wprost o łóżku, a nie o mszach. Wiecie co? Byliśmy w kościele w sumie 4 godziny... Z dzieciakami... Przyjechaliśmy godzinę wcześniej, bo ojciec jest nadgorliwy, potem msza trwała 2 godziny i była beznadziejna popisywał się jakiś baran-pastor ze Stanów i odstawił niezły kabaret. A potem jeszcze godzina po mszy na kawce, ciasteczku i herbatce z innymi wiernymi. Nic ich nie obchodziło, że naprawdę źle się czuję i że ich dzieci pozarażają inne maluchy. Myślałam, że tam wykituję. A po kościele musiałam jeszcze sama pójść do supermarketu i kupić sobie cytrusy (witamina c, przecież nie będę piła tego słodkiego świństwa z tesco!), prawdziwy czosnek (nie sproszkowany), żeby zrobić sobie na noc z mlekiem i herbatkę na gardło. Nawet pieniędzy mi nie dali, dobrze, że miałam swoje. Jedynie ojcu się zrobiło głupio, ale powiedziałam, żebyśmy się rozliczali w środy, żeby minął tydzień. Tak będzie uczciwie.

    Ci ludzie niby wydają się sympatyczni, ale raczej przeszkadza im to, że nie chodzę do kościoła bo od niedzieli są jacyś inni wobec mnie. Poza tym mam wrażenie, że obciążają mnie teraz coraz to nowymi obowiązkami, żeby sami mogli mieć święty spokój. A przecież nie będę tak tyrać dla głupich 70 funtów!!! Chcę się rozwijać, a nie mam zupełnie możliwości, chcę poznawać nowych ludzi, znaleźć tu pracę. Przez internet obiecali pomóc, a teraz? I nie odpowiadają mi ci przykościelni, fanatyczni ludzie, z którymi oni chcą mnie zapoznać. Bo sama czuję, że nie umiem się z nimi porozumieć. Nie mam nic przeciwko wierze, ale bez przesady. Żeby 4 godziny siedzieć w kościele i na siłę się uspołeczniać... Nie mam tu wolności, jestem uziemiona.

    Kolejna rzecz, która mnie denerwuje. Mam niby swój pokój, ale w moim łóżku, pod moją pościelą codziennie leżakuje średnia w ubraniu, w którym była w przedszkolu. Brzydzę się trochę, wiecie, jak jest w przedszkolach. No i poza tym to jest chyba MÓJ pokój. Szpera w szufladach, rusza moje rzeczy i nie ma przeproś. Nie mam własnego ręcznika. Poprosiłam pierwszego dnia, dostałam kąpielowy, którego teraz i tak używa cała rodzina. Drzwi do mojego pokoju nie zamykają się. Nie posprzątali w pokoju, który mi dali. Nie opróżnili szafki i mam tylko jedną szufladę, podłogi są brudne, zakurzone. Dobrze, że chociaż pościel nowa... Co to ma być, ja się pytam? Mam strasznie długi dzień pracy, nie mogę się rozwijać i nie mam prywatności i jeszcze zamierzają mnie ciągać po kościołach ale już nigdy więcej nie pójdę. I nie zamierzam uczestniczyć w ich modlitwach. Chciałabym znaleźć sobie jakichś znajomych, ale powiedzcie mi kiedy? Jak? Mam wolne tylko niedziele, ale do centrum daleko.

    I jeszcze chcą mnie w grudniu zostawić samą z 4 dzieci na 10 dni!!! Niby ma przyjechać jakiś wujek i będzie wpadać ciocia, ale to już chyba lekka przesada. To oni są rodzicami!!! Nie zamierzam tu zostawać do grudnia, zaczynam szukać czegoś poważnego, żeby stąd uciec. Może mogłybyście coś poradzić?

    Dziewczyny kochane, poradźcie mi, co mam robić, wytrzymywać to wszystko? Zobaczyć, ile mi zapłacą, uciekać? Szukać pracy? Zarejestrować się w job centre w inny sposób niż osobiście? Strasznie mi smutno, mam wrażenie, że oni mnie wykorzystują z Panem Bogiem na ustach. Może któraś z Was jest w Aberdeen i mogłaby się ze mną spotkać w niedzielę i wesprzeć duchowo? Chciałabym znaleźć pokrewne dusze w tym okropnym mieście. A myślałam, że będzie tak fajnie Sad Poradźcie coś Sad

    Wydrukuj tę wiadomość

    • Pierwsza
    • Poprzednia
    • Następna
    • Ostatnia