• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

Przemoc w domu hostów?

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Byłam Au Pair
       
    • Przemoc w domu hostów?
       
  • Przemoc w domu hostów?
  • Przemoc w domu hostów?

    carona > 24-10-2012, 12:35

    Do tej pory byłam bardzo zadowolona ze współpracy z moimi hostami. Byli mili, interesowali się mną, rozmawialiśmy o dzieciakach, wszystko było ok.



    Wczoraj jednak spędziłam trzy godziny w pokoju starszego z chłopców, słuchając o jego problemach i mam bardzo duży dylemat.



    Host od razu wydał mi się surowy, ale rzeczowy, miły. Taki niegroźny misiek. Słyszałam kilka razy kłótnię hosta z Edwardem (starszy z chłopców) i było naprawdę głośno, wrzeszczeli na siebie, spadały przedmioty. Host mama mnie jednak uprzedziła, że Ed ma problemy z zachowaniem, lekkie zaburzenia czy coś, w każdym razie łatwo wpada w złość, jest krnąbrny i trudny. Więc usprawiedliwiłam te krzyki i spadające przedmioty tym całym zaburzeniem i się nie wtrącałam. Wczoraj jednak byłam świadkiem scysji Eda z hostem. Chłopcy ustalili ze mną, że po szkole chcą trochę odpocząć, zanim zabiorą się za odrabianie lekcji czy inne obowiązki, więc dałam im 20 minut wolnego czasu i oczywiście od razu pognali do komputera. Host siedział w swoim biurze (wrócił wcześniej z pracy) i się nie odzywał, podsłuchał widocznie początek rozmowy, kiedy negocjowałam z chłopakami czas odpoczynku (spokojnie, rzeczowo, w przyjaznej atmosferze), ale nie dosłyszał reszty, bo jak wszedł na górę, zaczął takim zimnym, okropnym tonem mówić tylko do Eda (na młodszego nie podnosi głosu nigdy), że musi się mnie słuchać, robić co ja mu każę i jak nie będzie, to wyrzuci mu komputer przez okno. I to nie było tylko - zrób to, bo ja zrobię to. To było opisywanie, co zrobi. Że komputer rozpadnie się na kilkadziesiąt części, będzie leżał za oknem, na chodniku... A Ed stał na baczność i kiwał głową. No niemiło, ale tylko podeszłam i wyjaśniłam całą sytuację, że nic się nie stało, chłopcy ze mną rozmawiali bardzo grzecznie, nie sprawili żadnego kłopotu i w ogóle. I nawet nie przeprosił czy coś, po prostu wyszedł. I to wcale nie było jakieś strasznie złe, ale potem musiałam przekonać Eda, żeby poćwiczył na gitarze (musi ćwiczyć 15 minut dziennie).



    I spędziłam trzy godziny (dosłownie!) przekonując go, że powinien zejść na dół i poćwiczyć. Oczywiście z racji tego, że trwało to tak długo, przyszedł host i odwalił gadkę o obowiązkach, ale ja byłam zaraz obok, więc nie krzyczał, tylko groził, że będzie krzyczeć. Postanowiłam jakoś dotrzeć do Eda, przekonać go, że nie jestem taka straszna i to po prostu mój obowiązek, żeby przypilnować, że zrobił wszystko, co powinien. Poprosiłam go, żeby ze mną porozmawiał, powiedział, co się dzieje i... no właśnie.



    Chłopak boi się taty. Ale nie tak normalnie, że czuje respekt. Płakał. I mówił, że host go bije, że go dusił, że na niego ciągle wrzeszczy, że on nienawidzi swojego życia i chce umrzeć. Po groźbach hosta zabarykadował nas w pokoju i płakał. Zdaję sobie sprawę, że może trochę przesadzać w opowieściach, jest tylko dzieckiem, ale nie wydaje mi się, żeby kłamał. Zresztą podczas naszej rozmowy zadzwoniła do niego hostka i mówił jej przez telefon, że host na niego znowu krzyczy i że on się boi. Jest oczywiście druga strona medalu - Ed naprawdę potrafi być irytujący, niegrzeczny, krnąbrny i baaardzo trudny. Ale to zamknięte koło, bo podejrzewam, że to częściowo jego reakcja na to, co robi host. Buntuje się i tyle. Nie wiem, co mam zrobić. Chciałabym porozmawiać z hostką, ale przecież nie wylecę z tekstem, że host się znęca nad młodym, albo że kompletnie nie zgadzam się z metodami wychowawczymi hosta. Powiedziałam Edowi, że może zawsze do mnie przyjść, jeśli będzie mnie potrzebował, ale to dwunastolatek i nie jest z rodzaju tych miłych, wrażliwych i otwartych. Nie przyjdzie do mnie i nie powie, że się boi. Po pierwsze mi jeszcze nie do końca ufa - jestem tu dopiero cztery tygodnie, po drugie - jestem kolejną au pair w domu, więc najwyraźniej poprzednie też nie rozwiązały tego problemu, więc dla niego to równoznaczne z tym, że ja również nie pomogę. A chcę! Tylko nie wiem jak.



    I nie mówcie, że mam zmienić rodzinę. Bo tego nie zrobię.
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    LadyInRed > 24-10-2012, 13:22

    A dla mnie zmiana rodziny to najlepsze wyjście. Aupair to nie Matka Teresa. To też nie pracownica opieki społecznej ani Anioł Stróż dziecka. Nie jest nawet członkiem rodziny, więc w razie wu zostanie potraktowana jako wróg.

    Kiedyś też wierzyłam, że jako aupair mogę być (niemal) prawdziwym członkiem rodziny, w pełni zaufać hostom i być pewna, że w przypadku jakichś problemów oni mi pomogą. Teraz wiem, że tak nie jest, wystarczy poczytać historie dziewczyn, a zauważy się, że hości (zwłaszcza ci, którzy mieli już u siebie kilka aupair) bywają wyrachowani i potrafią się pięknie "odwdzięczyć" aupair, która naprawdę chciała dobrze, a przekroczyła tę granicę, którą oni uważają za "prywatne sprawy rodziny".
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    balbina > 24-10-2012, 13:46

    a ja nie uważam, że powinnaś zmienić rodzinę ( jeśli oczywiście dobrze się w niej czujesz ).

    Wiem, że takie rozmowy musze być cholernie ciężkie - szczególnie dla obcej osoby. Jednak w życiu trzeba się nauczyć takich rzeczy, poprzez owijanie w bawełne, podchodzeniem z poczuciem humoru ( czasem nawet do poważnej sytuacji ), zasugerowanie czegoś.

    i tak drobnymi kroczkami podejśc do tej sytuacji, bo pewnie sama sobie nie wyobrażasz ( zresztą jak sama napisałaś), że podchodzisz do HM i mówisz, że jej mąż wyżywa się na dzieciach, na Edzie.

    Może jak będziecie coś przygotowywać, obiad czy coś i podczas rozmowy coś napomknąć, że wydaje Ci się, że HD jest bardzo restrycyjny ( nie wiem czy w tym przypadku to odpowiednie słowo), krzykliwy ( jakieś odpowiednie epitety ) w stosunku do Eda i on przez to dużo płacze i cierpi. - i tak ona powinna rozwinąć tą rozmowę lub pogadać ze swoim mężem.

    Nawet w taki delikatny ( bardzo delikatny!) sposób możesz to zasugerować HD.

    Mówię, to czego ja używam w życiu i naprawdę mi się to przydaje.

    Mam nadzieję, że uda Ci się coś wskórać - wierze w Ciebie!

    Moc operek : )
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    carona > 24-10-2012, 14:50

    Dziękuję, dziewczyny, za odpowiedzi. Nie chciałam pisać tego wcześniej, bo to nie jest ani miejsce, ani powód, ale w moim domu też nie było najlepiej, a nawet było dużo gorzej i po prostu odejście z takiego domu, zmiana rodziny nie jest dla mnie wyjściem. Wiem, że to tylko praca, że to nie moja rodzina, ale wiem, że ja jako dziecko marzyłam o kimś, kto by mi pomógł uporać się z tymi problemami. Nie mówię, że zaraz przemodeluję rodzinę, zbiorę ich na poważną rozmowę, albo stanę się bohaterką i uratuję dziecko przed złym ojcem, bo, szczerze mówiąc, znam tylko połowę historii i nie wiem, co się naprawdę działo w tym domu, jak to wszystko naprawdę wyglądało, bo mnie tu nie było. Z drugiej strony zastanawia mnie, jak bardzo musiałby się zastanawiać nad zmyślaniem czy wyolbrzymianiem tej historyjki, żeby przy łóżku trzymać pistolet na gumowe kulki, a przy drzwiach chorągiewkę, którą blokuje drzwi?



    Wiem natomiast, że dziecko się boi i że mi o tym powiedziało. Jaką nauką dla niego będzie, jeśli teraz odejdę? "Nie mów nikomu o swoich problemach i troskach, bo od ciebie ucieknie"?! Nie wyobrażam sobie, że po swoich doświadczeniach z dzieciństwa tak po prostu odchodzę od kogoś, kto potrzebuje pomocy. Odejście bez próby pomocy jest dla mnie najłatwiejszym i, wybaczcie, najbardziej tchórzliwym wyjściem. Opiekuję się dziećmi, bo je kocham. Nie mówię, że jestem Matką Teresą, nie jestem z opieki społecznej i nie mam kwalifikacji do zrobienia czegokolwiek, co mogłoby w rzeczywisty sposób pomóc. Ale mogę tu być i wspierać. I zawsze mi się wydawało, ze właśnie o to chodzi w byciu nianią, opiekunką czy operką. Dopóki mi nie dzieje się krzywda i nie narażam siebie, zamierzam tu zostać i pomóc tak, jak umiem. Nawet gdyby jedyną rzeczą, którą mogę zrobić, było podanie chusteczki, przytulenie czy powiedzenie kilku słów na pocieszenie.
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    balbina > 24-10-2012, 15:30

    Jeżeli sama doznałaś coś takiego to doskonale znasz sprawę i sama wiesz czego potrzebowałaś kiedy byłaś w domu, w takich sytuacjach.

    Dziecko wtedy potrzebuje jakieś osoby, która go zrozumie, będzie mnie nim, komuś kto może zaufać.

    Człowiek ma odruch pomocy z natury, jednak niektórzy boją się, wstydzą pomagać i uciekają od problemy. Dobrze, że chcesz zmierzyć z tym czoła, tylko jak sama napisałaś - dopóki nic nie zagraża Tobie.

    Może poszperaj na jakiś innych forach, psychologicznych, dla superniani?

    Ja napisałam co bym zrobiła, ale nie mówię że to jest profesjonalizm przecież, bo się nie znam na takich rzeczach. Być może ten HD też miał taką sytuację jak był mały i teraz staje się takim (wyolbrzymiając?) "tyranem".

    Bądź czujna : )
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    Piotrek1990 > 26-10-2012, 0:10

    [quote name="LadyInRed"]A dla mnie zmiana rodziny to najlepsze wyjście.[/quote]



    W przypadku kiedy dziecko otwarcie mówi jej że chce umrzeć? A po kilku latach dowiedzieć się że młody popełnił samobójstwo i dręczyć się myślami typu "Mogłam coś wtedy zrobić..."? Pozdro i poćwicz...



    Możliwe że chłopak chce zwrócić na siebie uwagę ojca w efekcie czego się buntuje. Ja w dalszym ciągu starał bym się pozyskać zaufanie chłopaka, a następnie motywować młodego żeby wywiązywał się z obowiązków zapewniając że ojciec zauważy poprawę i go doceni. Jeśli to nie dawało by zamierzonego efektu pogadał bym z HD, zasugerował bym żeby częściej chwalił młodego za każde nawet najdrobniejsze przejawy dobrego zachowania i jest to skuteczniejsze niż szantaż czy groźby, bo widać gołym okiem młody łaknie uwagi i szacunku ojca tylko nie wie jak to ukazać i robi to w najmniej pożądany sposób.
  • Re: Przemoc w domu hostów?

    carona > 26-10-2012, 0:39

    [quote name="Piotrek1990"]
    [quote name="LadyInRed"]A dla mnie zmiana rodziny to najlepsze wyjście.[/quote]



    W przypadku kiedy dziecko otwarcie mówi jej że chce umrzeć? A po kilku latach dowiedzieć się że młody popełnił samobójstwo i dręczyć się myślami typu "Mogłam coś wtedy zrobić..."? Pozdro i poćwicz...



    Możliwe że chłopak chce zwrócić na siebie uwagę ojca w efekcie czego się buntuje. Ja w dalszym ciągu starał bym się pozyskać zaufanie chłopaka, a następnie motywować młodego żeby wywiązywał się z obowiązków zapewniając że ojciec zauważy poprawę i go doceni. Jeśli to nie dawało by zamierzonego efektu pogadał bym z HD, zasugerował bym żeby częściej chwalił młodego za każde nawet najdrobniejsze przejawy dobrego zachowania i jest to skuteczniejsze niż szantaż czy groźby, bo widać gołym okiem młody łaknie uwagi i szacunku ojca tylko nie wie jak to ukazać i robi to w najmniej pożądany sposób.[/quote]



    Dziękuję Ci bardzo za tę odpowiedź.



    Minęły dwa dni od tej naszej rozmowy i jestem trochę spokojniejsza. Wczoraj sytuacja z ćwiczeniem na gitarze znowu się powtórzyła - najpierw rozmawialiśmy o jego ulubionej grze, był zafascynowany jakimś nowym pomysłem i się uśmiechał, a potem momentalnie mu się odmieniło i stał się strasznie niemiły i stwierdził, że on więcej na gitarze grać nie będzie, rzuca to i ma dosyć. W domu była tylko hostka, więc ona sobie z nim radziła, ja się lekko wycofałam, bo chciałam zobaczyć, jak ona sobie z nim radzi. I miała bardzo podobne metody do mnie. Była spokojna, rzeczowa, konkretna. Nie podnosiła głosu, używała rozsądnych argumentów.

    Ja jestem bardziej przyjazna, ona starała się być bardziej racjonalna, ale wyszło na to samo - nie dał się przekonać. No i wtedy mu spokojnie powiedziała, że jeśli jego życie ma polegać na wracaniu ze szkoły i komputerze, to komputer sprzeda, książki, które bardzo lubi też. I... podziałało. A mi puściły nerwy i się popłakałam (we własnym pokoju), bo moje przyjacielskie podejście g**wno dało i się poczułam jakby mnie karano za bycie miłą.



    Dzisiaj znowu było niemiło, bo nie smakował mu obiad, popłakał się i pobiegł oglądać telewizję... Kiedy kazałam mu odrobić lekcje i poćwiczyć na tej nieszczęsnej gitarze, rzucił pilotami. Ale lekcje zaczął odrabiać. Zadzwonił host, rozmawiał z chłopakami, a później ze mną. I powiedziałam, że nie za bardzo mogę zapanować nad Edem, że jest niegrzeczny. Odłożyłam słuchawkę i poszłam na górę do Eda.



    I porozmawialiśmy po raz drugi. Powiedziałam, że tak dłużej być nie może. Nie chcę rozmawiać z jego tatą o tym, jak się zachowuje, że się mnie nie słucha. Że musimy coś razem ustalić, znaleźć rozwiązanie. Na co on stwierdził, że gitara mu się kojarzy tylko z przykrościami i tym, że się go zmusza i krzyczy. Kiedy powiedziałam, że nigdy nie podniosłam na niego głosu i czuję się, jakby mnie za coś karał, a ja nie wiem, za co, po prostu bez słowa poszedł na dół i zaczął grać.



    Jeśli chodzi o to, chyba mam przełom. jeśli zaś chodzi o hosta- mam wrażenie, że usłyszał fragment mojej poprzedniej rozmowy z Edem i trochę się wystraszył, że się zorientowałam, co się dzieje, bo interesuje się, jak sobie radzę z Edem i nie słyszałam od tamtej pory żadnych krzyków. Staram się go informować o tym, jak sobie radzę, chwalę chłopaków za co tylko mogę i nie narzekam za bardzo na to, jak się zachowują, żeby widział, że się starają.



    Na pewno spróbuję skorzystać z niektórych z Waszych rad i napiszę, jak mi dalej idzie.
  • Starszy wątek Nowszy wątek