| Statystyki |
» Użytkownicy: 10,000
» Najnowszy użytkownik: PorterAgove
» Wątków na forum: 1,973
» Postów na forum: 83,555
Pełne statystyki
|
| Użytkownicy online |
Aktualnie jest 26 użytkowników online. » 0 Użytkownik(ów) | 26 Gość(i)
|
| Ostatnie wątki |
Porady na długi
Forum: Mess
Ostatni post: Balley
16-08-2019, 12:23
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,745
|
Au Pair w kuchni :)
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
05-09-2018, 17:02
» Odpowiedzi: 268
» Wyświetleń: 32,703
|
zarzadzanie/merketing/tur...
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
05-09-2018, 16:41
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 1,576
|
Aparat ortodontyczny w UK
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
16-08-2018, 16:28
» Odpowiedzi: 14
» Wyświetleń: 5,301
|
aviator okulary
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
16-08-2018, 16:24
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 703
|
Kredyt jako małżeństwo
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
13-08-2018, 17:21
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 1,829
|
Kuchnia :)
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:29
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,473
|
Taniec?
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:27
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1,259
|
Pytanie. Czy w Hiszpanii ...
Forum: Mess
Ostatni post: dasznierja
11-06-2018, 12:24
» Odpowiedzi: 4
» Wyświetleń: 2,390
|
remach
Forum: Kosz
Ostatni post: mare454cg
14-03-2018, 9:26
» Odpowiedzi: 95
» Wyświetleń: 15,110
|
|
|
| wykształcenie ! |
|
Napisane przez: Lexoe - 31-10-2011, 5:12 - Forum: O wszystkim związanym z programem Au Pair
- Odpowiedzi (6)
|
 |
Nigdzie nie znalazłam takiego tematu.
Chciałabym zostać Au Pair i wyjechać do Anglii, jednak nie mam wykształcenia średniego, ponieważ zrzuciłam technikum bo musiałam zacząć pracować.
Czy potrzebuję wykształcenia średniego żeby zostać Au pair? w każdej agencji będę o to pytana ?
z góry dziękuję za odpowiedź.
|
|
|
| Jesteśmy w Ameryce! |
|
Napisane przez: gatta - 29-10-2011, 14:01 - Forum: Historie życiowe
- Odpowiedzi (74)
|
 |
No dobra, wcale nie jesteśmy, ale od dziś to moja afirmacja
Spędziłam wczoraj cały dzień z gorączką, czytając wasze historie i pomyślałam, że też napiszę, a co!
Pierwszy raz o wyjeździe do Stanów jako au pair pomyślałam kilka lat temu, ale robić jakiś film? Ze mną w roli głównej? Spadajcie na szczaw, nic nie robię!
Pod koniec sierpnia moja mama zauważyła na moim biurku jakąś ulotkę o wolontariacie w USA i zapytała, czy znowu myślę o wyjeździe. To powiedziałam, że tak, mimo że nie No bo myślałam, że przedłużą mi umowę w mojej dotychczasowej pracy. No ale, stwierdziłam, że jednak kiedy jak nie teraz mam spełniać marzenia o Nowym Jorku (bo musicie wiedzieć, że ja już nie jestem pierwszej świeżości, wkrótce stuknie mi 25 lat). Zatem zarejestrowałam się na stronie APIA, zaczęłam wypełniać internetową aplikację i zadzwoniła do mnie pani Iwona z biura, żeby już to zostawić, ona mi wyśle papiery i umówi z Ewą na rozmowę kwalifikacyjną. Pozbierałam więc w trudach i mękach referencje, formularz medyczny (ach, kilka łez się ulało przez ‘mojąâ€™ przychodniowi lekarkę, szczęśliwie 200 letnia prywatna pani doktor była bardziej skora do pomocy), wyrobi łam nowy paszport (ach te problemy z odciskami palców) i załatwiłam tryliard innych papierności. W tym czasie dowiedziałam się, że nowa pani dyrektor nie chce mnie już widzieć w swoich murach, więc grzecznie podziękowałam za współpracę i stałam się oficjalnie bezrobotna. Co tylko zmobilizowało mnie do napisania pięknego listu do host family i uśmiechania się do kamery, żeby pokazać tym tam w Ameryce, że jestem fajniejsza, niż w rzeczywistości.
Poszłam w końcu z duszą na ramieniu na rozmowę z panią Ewą. Rozmawiając z nią przez telefon, jak przystało na królową autoprezentacji, powiedziałam, że mój angielski jest koszmarny i ja nie wiem, czy to ma sens. No ale pojechałam. Zgubiłam się troszkę (choć E. mieszka 3 przystanki ode mnie) ale po 4 godzinach wyszłam od niej przekonana, że z TAKIM doświadczeniem, to ja sobie będę przebierać w rodzinach.
Nadszedł w końcu dzień, w którym pani Iwona zadzwoniła z informacją, że papiery są w Londynie. Po tygodniu na moim profilu pojawiła się prośba o poprawienie filmiku, bo za sztywna na nim jestem. Wzięłam więc flachę do prawej dłoni, fajkę w usta i pokazałam, że potrafię się wyluzować
Tym sposobem w poniedziałek po południu zobaczyłam upragniony komunikat: Your application is now being circulated to host families! A w środę wieczorem miałam pierwszą rodzinę, która zapragnęła mnie mieć. A kilka godzin później- drugą.
|
|
|
| Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz |
|
Napisane przez: muezza - 26-10-2011, 17:56 - Forum: Kosz
- Odpowiedzi (12)
|
 |
Witam!
To nie jest prośba o pomoc, tylko o ocenę i opinię. Chciałabym, żeby ktoś zupełnie postronny wypowiedział się na temat tego, co zdarzyło się mi, bo ja same nie wiem, co o tym myśleć. Przepraszam, że to wszystkie takie długie wyszło, ale chciałam dokładnie zarysować sytuację 
Jakiś czas temu zdecydowałam zrobić sobie tzw. gap year i postanowiłam wyjechać za granicę jako au pair. Wszystko układało się wprost znakomicie, bardzo szybko znalazłam rodzinę we Francji przez portal Au pair World. Wszystko wyglądało znakomicie, jak już powiedziałam, dwójka dzieci, zarobki ok, wszystko legalnie, opis obowiązków w porządku, mieli poprzednio au pair przez dłuższy czas, jedyne "ale" to była lokalizacja - mieszkali kilka kilometrów od małego miasteczka. Uznałam jednak, że nie będzie mi to przeszkadzać. Nie poprosiłam o kontakt do poprzednich au pair i nie zawiązałam z nimi kontaktu i nie wiem, czy to nie był duży błąd.
Przyjechałam więc do Francji 2 tygodnie temu. Przez pierwszy tydzień wszystko było w porządku, nic niezwykłego. Byłam zadowolona, ona też wyglądała na zadowoloną i tak twierdziła. Robiłam wszystko o co zostałam poproszona, bawiłam się z dziećmi przy każdej okazji, bo dzieciaki, muszę powiedzieć były świetne. Za dodatkowe pieniądze, tak jak się umówiłyśmy, sprzątnęłam dom (miałam to robić raz w tygodniu). Starałam się nie przeszkadzać, w czasie wolnym po prostu jechałam do miasteczka, żeby złapać jakieś wi-fi. Mieli jakieś problemy z dostawcą internetu, zdarza się. Wydawało mi się, że wszystko jest tak jak należy, dzieciaki, zwłaszcza młodszy bardzo mnie lubił i wkładałam naprawdę serce w zajmowanie się nimi. Wiadomo, że na początku muszę nauczyć się wszystkich zwyczajów tego domu itp., co wydawało mi się robiłam dosyć szybko. Jeśli została mi zwrócona raz uwaga na jakiś szczegół, nie było potrzeby powtarzać mi tego ponownie. Pomagałam proszona i nieproszona. Umowy nie zdążyliśmy podpisać, bo miałam najpierw założyć konto we francuskim banku, co wymagało zaświadczeń z podpisem jej męża, który w środku tygodnia pracuje w Paryżu.
Ta idylla trwała tydzień. W ostatni czwartek miałam dzień wolny, wróciłam wieczorem z miasteczka, pobawiłam się chwilę z dziećmi w kuchni, zrobiłam sobie jedzenie, po czym udałam się do swojego pokoju. Po może 2 h zapukała ona, prosząc o pomoc w znalezieniu pierścionka. Ubrałam się, zeszłam z nią do kuchni. Przeszukałyśmy ją całą. Ponoć zostawiła pierścionek na blacie kuchennym. Zaczęłam mieć złe przeczucia, no ale cóż, byłam niemal pewna, że go nie widziałam, co więcej nie wiedziałam, jak on wygląda. Ponoć szczególnie ważny, pamiątka itp. Zaproponowałam, żeby przeszukała moje rzeczy, żeby była pewna, że go tam nie ma. Zadzwoniła do męża, mąż przez telefon bardzo mnie prosił, żebym oddała ten pierścionek. Oczywiście nie muszę chyba nic mówić, że nie miałam nic wspólnego z tajemniczym zniknięciem pierścionka, tak więc nie mogłam go oddać. Ukraść pierścionek w ogóle, a już w pierwszym tygodniu pobytu, to równie dobrze mogłam popełnić od razu samobójstwo. Powiedziała, że jeśli się nie znajdzie, będziemy musiały udać się na policję. Nie miałam nic przeciwko, jak na mój gust mogła ich od razu wezwać. Tak więc następnego dnia, bo dalej pierścionek nie został odnaleziony, pojechałyśmy na policję. Opowiedziałam policjantowi, jak to wszystko wyglądało, itp. Oprócz tego nieformalnego przesłuchania na policji, ona sama przez cały dzień męczyła mnie pytaniami z gatunku: dlaczego dwa razy byłam w nocy w łazience, dlaczego wpuszczałam kota kuchennymi drzwiami, skoro zwykle wchodzi innymi, dlaczego w ogóle miałam otwarte okno i inne takie. Starałam jej wszystko spokojnie tłumaczyć, ale sama nie bywałam pewna, dlaczego akurat coś robiłam tak a nie inaczej, wg niej coś kręciłam. Przyjechała policja, 2 miłych panów, zgodziłam się na przeszukanie swoich rzeczy. Podczas przeszukania towarzyszył mi ten, który mówił po angielsku, w trakcie przeszukania odebrał telefon, pogadał chwilę po francusku, przerwał przeszukanie i poprosił, żebym zeszła z nim na dół. Pierścionki (okazały się być trzema, które można było jakoś łączyć i nosić jako jeden, z jakimiś sporymi kamieniami dla ozdoby) były na podwórku, niedaleko drzwi kuchennych. Oczywiście padło, że to ja jestem winna, bo przecież ktoś inny. Dowodem koronnym było wpuszczenie w nocy nieszczęsnego zwierzaka do domu. Nie miałam żadnego dowodu na swoją niewinność. Tak czy inaczej stwierdziła, że musi to przemyśleć. Reszta dnia, sobota i część niedzieli minęły normalnie, nawet zaczęłam myśleć, że może jeszcze uda się sytuację jakoś rozwiązać. Zaproponowała mi zrobienie kilkudniowej przerwy od siebie, żeby się zastanowić. Zgodziłam się, bo byłam zmęczona i zestresowana. Jej mąż miał wracać w poniedziałek rano do Paryża, miałam się z nim zabrać. W ostatniej chwili zmienili zdanie, stwierdzili, że jednak jadą wieczorem, bo z dziećmi zostanie jej matka, która przyjechała na kilka dni. Rodzina zapłaciła mi za ten tydzień, który pracowałam, całe szczęście. W międzyczasie doszło jednak do awantury tym razem zostałam oskarżona o próbę porwania młodszego dziecka, bo wzięłam go na spacer wokół domu. Mały zobaczył psa sąsiadów, strasznie ucieszył i podeszliśmy te 10-15 metrów. Kiedy matka się już uspokoiła, oświadczyła mi, że nie nawet jeśli nie była to próba porwania dziecka, to wzięłam go na zbyt daleki spacer. Jednym tchem wymieniła jeszcze inne moje wielkie przewinienie pierwszego dnia, kiedy zostałam wieczorem sama z chłopcem, wbrew jej zaleceniu, wykąpałam go. Gwoli ścisłości, musiałam mu zmienić pieluszkę, za przeproszeniem narobił po uszy, a kiedy jeszcze go przebierałam, obsiusiał się, a nigdzie nie było mokrych chusteczek, więc wpakowałam małego do wanny i tylko go obmyłam. Jednak nie było z nią żadnej dyskusji, wg niej to była totalna samowolka. Ah, oskarżała mnie jeszcze, że zbyt dużo czasu spędzam w swoim pokoju, kiedy ich nie ma (lubiłam swój pokoik, więc jeśli zrobiłam wszystko, co miałam do zrobienia i nie miałam dzieci do opieki lub młody spał, wędrowałam tam, bo przecież tam miałam swoje rzeczy).
Odkryłam tylko wczoraj intrygującą rzecz. Mam starych znajomych we Francji, poprosiłam ich o przechowanie mnie i zaczęłam się rozglądać za innymi rozwiązaniami mojej sytuacji, bo wbrew wszystkiemu chcę tutaj zostać we Francji, nauczyć się języka, ponownie zalogowałam się na Au pair world i ze zdziwieniem zauważyłam, że tamta rodzina dokładnie dzień przed całą tą nieprawdopodobną historią ze znikającym pierścionkiem była aktywna. Może przypadek, ale nagromadzenie tylu przypadków, to aż nieprawdopodobne... Jestem też niemal pewna, że nigdy nie widziałam tych pierścionków na jej ręce (okazały się mieć dosyć duże i charakterystyczne kamienie), a co już mówić o tym blacie kuchennym.
Tak więc nie sądzę, żeby powrót tam był możliwy. Te kilka dni były najgorszym czasem w moim życiu, ze stresu nie mogłam jeść, spać, bałam się robić cokolwiek. Nie zamierzam wracać tam, żeby cały czas żyć w stresie, że nie daj Boże, coś znów zaginie, że znów nieopatrznie zareaguję i wykażę daleko posuniętą samodzielność... Może rzeczywiście wina jest po mojej stronie, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że gdyby nie moi przyjaciele, zostałabym bez dachu nad głową na te kilka ostatnich dni. Proszę więc tylko o niezależną opinię, ocenę całego wydarzenia i z góry dziękuję.
|
|
|
| badanie lekarskie |
|
Napisane przez: Kasia_92 - 20-10-2011, 0:46 - Forum: Kosz
- Odpowiedzi (12)
|
 |
Dziewczyny, jadę do rodzinki 1 listopada, dzis mi napisali, że potrzebuję jakiegoś potwierdzenia od lekarza, że nie biorę narkotyków, nie pije alkoholu itp. Robiła to któraś z Was? Nie wiem czy jakiś formularz jest i czy może być to po polsku?
Pozdrawiam!
|
|
|
| Broxbourne, Herts |
|
Napisane przez: Kassid2 - 19-10-2011, 18:17 - Forum: Spotkania
- Odpowiedzi (6)
|
 |
Hejka. Czy jest ktoś kto operował w Broxbourne, Herts lub w okolicy??
Proszę o pomoc bo wydaje mi się, że to jakaś wiocha totalna :/
|
|
|
|