• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Administracja
       
    • Kosz
       
    • Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz
       
  • Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz
  • Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    muezza > 26-10-2011, 17:56

    Witam!



    To nie jest prośba o pomoc, tylko o ocenę i opinię. Chciałabym, żeby ktoś zupełnie postronny wypowiedział się na temat tego, co zdarzyło się mi, bo ja same nie wiem, co o tym myśleć. Przepraszam, że to wszystkie takie długie wyszło, ale chciałam dokładnie zarysować sytuację



    Jakiś czas temu zdecydowałam zrobić sobie tzw. gap year i postanowiłam wyjechać za granicę jako au pair. Wszystko układało się wprost znakomicie, bardzo szybko znalazłam rodzinę we Francji przez portal Au pair World. Wszystko wyglądało znakomicie, jak już powiedziałam, dwójka dzieci, zarobki ok, wszystko legalnie, opis obowiązków w porządku, mieli poprzednio au pair przez dłuższy czas, jedyne "ale" to była lokalizacja - mieszkali kilka kilometrów od małego miasteczka. Uznałam jednak, że nie będzie mi to przeszkadzać. Nie poprosiłam o kontakt do poprzednich au pair i nie zawiązałam z nimi kontaktu i nie wiem, czy to nie był duży błąd.



    Przyjechałam więc do Francji 2 tygodnie temu. Przez pierwszy tydzień wszystko było w porządku, nic niezwykłego. Byłam zadowolona, ona też wyglądała na zadowoloną i tak twierdziła. Robiłam wszystko o co zostałam poproszona, bawiłam się z dziećmi przy każdej okazji, bo dzieciaki, muszę powiedzieć były świetne. Za dodatkowe pieniądze, tak jak się umówiłyśmy, sprzątnęłam dom (miałam to robić raz w tygodniu). Starałam się nie przeszkadzać, w czasie wolnym po prostu jechałam do miasteczka, żeby złapać jakieś wi-fi. Mieli jakieś problemy z dostawcą internetu, zdarza się. Wydawało mi się, że wszystko jest tak jak należy, dzieciaki, zwłaszcza młodszy bardzo mnie lubił i wkładałam naprawdę serce w zajmowanie się nimi. Wiadomo, że na początku muszę nauczyć się wszystkich zwyczajów tego domu itp., co wydawało mi się robiłam dosyć szybko. Jeśli została mi zwrócona raz uwaga na jakiś szczegół, nie było potrzeby powtarzać mi tego ponownie. Pomagałam proszona i nieproszona. Umowy nie zdążyliśmy podpisać, bo miałam najpierw założyć konto we francuskim banku, co wymagało zaświadczeń z podpisem jej męża, który w środku tygodnia pracuje w Paryżu.



    Ta idylla trwała tydzień. W ostatni czwartek miałam dzień wolny, wróciłam wieczorem z miasteczka, pobawiłam się chwilę z dziećmi w kuchni, zrobiłam sobie jedzenie, po czym udałam się do swojego pokoju. Po może 2 h zapukała ona, prosząc o pomoc w znalezieniu pierścionka. Ubrałam się, zeszłam z nią do kuchni. Przeszukałyśmy ją całą. Ponoć zostawiła pierścionek na blacie kuchennym. Zaczęłam mieć złe przeczucia, no ale cóż, byłam niemal pewna, że go nie widziałam, co więcej nie wiedziałam, jak on wygląda. Ponoć szczególnie ważny, pamiątka itp. Zaproponowałam, żeby przeszukała moje rzeczy, żeby była pewna, że go tam nie ma. Zadzwoniła do męża, mąż przez telefon bardzo mnie prosił, żebym oddała ten pierścionek. Oczywiście nie muszę chyba nic mówić, że nie miałam nic wspólnego z tajemniczym zniknięciem pierścionka, tak więc nie mogłam go oddać. Ukraść pierścionek w ogóle, a już w pierwszym tygodniu pobytu, to równie dobrze mogłam popełnić od razu samobójstwo. Powiedziała, że jeśli się nie znajdzie, będziemy musiały udać się na policję. Nie miałam nic przeciwko, jak na mój gust mogła ich od razu wezwać. Tak więc następnego dnia, bo dalej pierścionek nie został odnaleziony, pojechałyśmy na policję. Opowiedziałam policjantowi, jak to wszystko wyglądało, itp. Oprócz tego nieformalnego przesłuchania na policji, ona sama przez cały dzień męczyła mnie pytaniami z gatunku: dlaczego dwa razy byłam w nocy w łazience, dlaczego wpuszczałam kota kuchennymi drzwiami, skoro zwykle wchodzi innymi, dlaczego w ogóle miałam otwarte okno i inne takie. Starałam jej wszystko spokojnie tłumaczyć, ale sama nie bywałam pewna, dlaczego akurat coś robiłam tak a nie inaczej, wg niej coś kręciłam. Przyjechała policja, 2 miłych panów, zgodziłam się na przeszukanie swoich rzeczy. Podczas przeszukania towarzyszył mi ten, który mówił po angielsku, w trakcie przeszukania odebrał telefon, pogadał chwilę po francusku, przerwał przeszukanie i poprosił, żebym zeszła z nim na dół. Pierścionki (okazały się być trzema, które można było jakoś łączyć i nosić jako jeden, z jakimiś sporymi kamieniami dla ozdoby) były na podwórku, niedaleko drzwi kuchennych. Oczywiście padło, że to ja jestem winna, bo przecież ktoś inny. Dowodem koronnym było wpuszczenie w nocy nieszczęsnego zwierzaka do domu. Nie miałam żadnego dowodu na swoją niewinność. Tak czy inaczej stwierdziła, że musi to przemyśleć. Reszta dnia, sobota i część niedzieli minęły normalnie, nawet zaczęłam myśleć, że może jeszcze uda się sytuację jakoś rozwiązać. Zaproponowała mi zrobienie kilkudniowej przerwy od siebie, żeby się zastanowić. Zgodziłam się, bo byłam zmęczona i zestresowana. Jej mąż miał wracać w poniedziałek rano do Paryża, miałam się z nim zabrać. W ostatniej chwili zmienili zdanie, stwierdzili, że jednak jadą wieczorem, bo z dziećmi zostanie jej matka, która przyjechała na kilka dni. Rodzina zapłaciła mi za ten tydzień, który pracowałam, całe szczęście. W międzyczasie doszło jednak do awantury tym razem zostałam oskarżona o próbę porwania młodszego dziecka, bo wzięłam go na spacer wokół domu. Mały zobaczył psa sąsiadów, strasznie ucieszył i podeszliśmy te 10-15 metrów. Kiedy matka się już uspokoiła, oświadczyła mi, że nie nawet jeśli nie była to próba porwania dziecka, to wzięłam go na zbyt daleki spacer. Jednym tchem wymieniła jeszcze inne moje wielkie przewinienie pierwszego dnia, kiedy zostałam wieczorem sama z chłopcem, wbrew jej zaleceniu, wykąpałam go. Gwoli ścisłości, musiałam mu zmienić pieluszkę, za przeproszeniem narobił po uszy, a kiedy jeszcze go przebierałam, obsiusiał się, a nigdzie nie było mokrych chusteczek, więc wpakowałam małego do wanny i tylko go obmyłam. Jednak nie było z nią żadnej dyskusji, wg niej to była totalna samowolka. Ah, oskarżała mnie jeszcze, że zbyt dużo czasu spędzam w swoim pokoju, kiedy ich nie ma (lubiłam swój pokoik, więc jeśli zrobiłam wszystko, co miałam do zrobienia i nie miałam dzieci do opieki lub młody spał, wędrowałam tam, bo przecież tam miałam swoje rzeczy).



    Odkryłam tylko wczoraj intrygującą rzecz. Mam starych znajomych we Francji, poprosiłam ich o przechowanie mnie i zaczęłam się rozglądać za innymi rozwiązaniami mojej sytuacji, bo wbrew wszystkiemu chcę tutaj zostać we Francji, nauczyć się języka, ponownie zalogowałam się na Au pair world i ze zdziwieniem zauważyłam, że tamta rodzina dokładnie dzień przed całą tą nieprawdopodobną historią ze znikającym pierścionkiem była aktywna. Może przypadek, ale nagromadzenie tylu przypadków, to aż nieprawdopodobne... Jestem też niemal pewna, że nigdy nie widziałam tych pierścionków na jej ręce (okazały się mieć dosyć duże i charakterystyczne kamienie), a co już mówić o tym blacie kuchennym.



    Tak więc nie sądzę, żeby powrót tam był możliwy. Te kilka dni były najgorszym czasem w moim życiu, ze stresu nie mogłam jeść, spać, bałam się robić cokolwiek. Nie zamierzam wracać tam, żeby cały czas żyć w stresie, że nie daj Boże, coś znów zaginie, że znów nieopatrznie zareaguję i wykażę daleko posuniętą samodzielność... Może rzeczywiście wina jest po mojej stronie, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że gdyby nie moi przyjaciele, zostałabym bez dachu nad głową na te kilka ostatnich dni. Proszę więc tylko o niezależną opinię, ocenę całego wydarzenia i z góry dziękuję.
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    hellomaurice > 26-10-2011, 19:50

    Jeśli nie są gotowi na to, żeby zaufać osobie, którą przyjmują pod swój dach, naprawdę nie rozumiem, po co to robią. Już nawet pomijając okropną sytuację z rzekomą kradzieżą (ogromnie ci tego współczuję, naprawdę) - spacer wkoło domu porwaniem dziecka? Wykąpanie go samowolką? To jasne, że słyszymy historię tylko z twojego punktu widzenia, ale jeśli wszystko było tak, jak opisujesz (a nie widzę powodu, dla którego miałabyś zmyślać), zamiast się przejmować, ciesz się, że już cię tam nie ma; ręce mi opadły, jestem w szoku i nie podzielę się moją opinią na temat tych ludzi, bo musiałabym użyć samych niecenzuralnych słów. Trzymaj się i powodzenia.
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    gatta > 26-10-2011, 20:15

    Wiesz co, ja rozumiem, że trudno w 100% zaufać nowo poznanej osobie, że można się martwić o swoje dziecko, no ale wszystko ma swoje granice. To co opisujesz brzmi wprost niewiarygodnie, dlatego w ogóle się nimi nie przejmuj i dobrze, że nie zamierzasz do nich wracać.
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    bossowsky > 26-10-2011, 20:39

    nie potrafię sobię wyobrazić co bym zrobiła na Twoim miejscu i jak się zachowała.



    faktem jest, że jak się jedzie z agencji to możesz to zgłosić i jeżeli Twoja sytuacja powtorzyłaby się z innymi au pair, to powinni wykluczyć rodzinę z programu. w Każdym bądź razie dobra rzecz , która możesz zrobic to ostrzec inne Au pair. jest taki wątek, ewentualnie możesz dodać nowy na Francji.

    Powodzenia
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    Ash > 26-10-2011, 20:51

    Ogólnie jeśli chodzi o kradzież to ciężka sprawa... u nas też zniknął nagle łańcuszek hostki, nigdy mnie nie oskarżyła ale czułam się winna i odpowiedzialna za to, że jej łańcuszek zaginął. Ale w tym czasie mieliśmy dwóch robotników którzy odnawiali łazienkę, więc Hostka po cichu mówiła, że to może oni. Często w domu hostka np. powie 'where IS MY IPOD?" a jak powiem, że nie wiem to powie, że zostawiła na prapacie a teraz go tam nie ma i znowu ja czuje sie winna, chociaż tak naprawdę zostawiła go np. w kuchni. Ale nigdy wprost o nic mnie nie oskarżyła. I poza łańcuszkiem nic nie zginęło, przynajmniej nic wartościowego ;p



    Co do Twojej historii ciesz się, że już Cie tam nie ma
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    muezza > 27-10-2011, 15:02

    Oczywiście, zawsze kij ma dwa końce, więc możliwe, że ze strony tej rodziny historia brzmiałaby dokładnie odwrotnie... takie jest ich prawo. Wydaje się mi, że nie mogę sobie dużo zarzucić, że źle postępowałam czy coś takiego. Zamierzam po prostu zostawić to daleko za sobą i nigdy więcej do tego nie wracać.



    Podam ich nazwisko w tym specjalnym wątku z odnośnikiem do tej historii. Nie lubię rzucać oskarżeń bez pewności, że są uzasadnione, ale zalecenie ostrożności nie zawadzi.
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    owieczka dolly > 27-10-2011, 18:52

    Bardzo dobry pomysl..choc i tak nie da ci dokladnego obrazu - bo po pierwsze ty bedziesz sie bardziej starac i oni tez..



    Ale nic nie tracisz a zyskasz wieksza pewnosc czy ta rodzina ci odpowiada..



    Z tym angazowaniem sie w zycie rodzinne - z jednej strony to jest fajne ( o ile rodzina prowadzi fajne zycie - tzn wyjscia do knajp, kina, muzeow itp. i cie tam chce zabrac i oplacic wejscie, jedzenie - to jest ok - ja niestety tego nie mam i mi szkoda bo mozna skorzytac..wiadomo operkowa kasa i czasem klopoty z transpotrem ograniczaja takie atrakcje).. z dugiej zas strony rodzina moze oczekiwac pelnego zaangazowania w jej zycie..i mi to pachnie troche praca non stop..(ale ja to sie zrobilam podejrzliwa :roll: )..bo chyba normalne ze chce sie samu posiedziec w pokoju czy spotkac z facetem..



    dlatego warto bys sie przekonala sama..
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    adziszkowa > 30-10-2011, 13:16

    Straszna historia. Bardzo Ci wspolczuje! Nie dosc, ze zupelnie nowe realnia czlowiek stara sie jak moze to jeszcze taka sytuacja. O starej host rodzinie zapomnij jak najszybciej, moze i ten pierscionek byl bardzo wartosciowy, ale zeby wzywac policje? Jak dla mnie dziwna sytuacja. Sama posiadam koty i wiem, ze nie raz wezma cos do buzi od tak dla zabawy, a piescionek sie w sumie troche turla i niezla zabawka dla kota. Z tym dniem probnym u rodziny w Paryzu bardzo dobry pomysl, oczywiscie nie da sie w ten sposob wszystkiego sprwadzic, ale chociaz zauwazysz jakies nawyki sposob zachowania sie, co jedza, czy krzycza na dzieci, czy zwracaja im uwage, jak spedzaja czas wolny. Powodzenia i wiecej szczescia u nastepnej host rodziny
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    Piotr > 30-10-2011, 19:50

    Fatalnie współczuję ci.To porwanie dzieciaka śmieszne wręcz żałosne,ja jak opiekuję się moim mogę go zabrać gdzie chce i kiedy chce(jak nie jest w żłobku,czy kolacja za chwilę) Zazwyczaj co dzień go gdzieś wyciągam i to samochodem z 2km od domu.Nie legalne umycie dziecka 8O jej jeżeli ja bym tak zrobił z moim to by było spoko(było by odebrane dbam o niego).Trafiłaś na fatalną rodzinę,staraj się znaleźć inną bo stracisz rok na studiach a język?? Też można fatalnie trafić,ja nie mam najlepszych hostów niektóre dziewczyny mają lepiej,ale nie mam konfliktów a jestem już 4 i pół miesiąca.Jeszcze jak mały śpi to ja u siebie mamy pokój obok więc drzwi uchylone i więcej słyszę niż bym był na dole.Jak mam babysitting też tak robię usypiam go i na komputer,hości nic nie mówią są spoko(mogli by być bardziej rozmowni).Mogli by mieć coś przeciwko,ale co mam przy nim siedzieć jak śpi czy na dole na TV i bym nie wiele słyszał jak by się obudził.Nie jednokrotnie mogli by się doczepić do czegoś,ale ja też bym miał swoje argumenty.Życzę powodzenia i znajdź przynajmniej podobną rodzinę do mojej(ale gadatliwą)a spędzisz fajny rok we Francji.
  • Re: Znikające pieścionki i itp. - prośba o niezależny komentarz

    KajaWroc > 31-10-2011, 16:21

    [quote name="muezza"]Skontaktowałam się z francuską agencją au pair, którą prowadzi Polka. Ma dla mnie wstępną propozycję z Paryża. 2 dzieci, 2 i 5 lat. Pieniądze nawet lepiej niż przyzwoite. Jedyne "ale" to fakt, iż chcą zmienić obecną au pair na inną. Jak powiedziano mi, spodziewali się kogoś, kto naprawdę stanie się częścią rodziny i będzie brał w jej życiu czynny udział, jadał z nimi posiłki, rozmawiał o rzeczach ważnych i błahych itp., a dziewczyna ponoć trochę się od nich izolowała, wolała spędzać czas sama w swoim pokoju, a każdą uciułaną wolną chwilę spędzała z chłopakiem. Spodziewali się też większego zaangażowania w zabawy z dziećmi, że inicjowałaby je, nie tylko przyglądała się z boku. Klasyczna niezgodność charakterów i oczekiwań? Co sądzicie? (Może jestem przesadnie ostrożna, ale teraz wolę zapytać.) Obiecałam do jutra dać znać, czy jestem zainteresowana czy nie, a to brzmi jak wyjście z sytuacji.



    C.[/quote]



    Spotkaj sie z nimi ale mi to tez smierdzi praca NON STOP ,bo czy jak jestes w swoim domu rodzinnym to caly czas siedzisz w salonie z rodzicami i rodzenstwem?kazdy potrzebuje intymnosci,a wlasny pokoj jest wlasnie od tego by w nim czasem posiedziec...wiesz rodzicom sie zawsze wydaje ze ich dzieci sa super i zabawa z nimi to bulka z maslem,moze ta dziewczyna probowala sie z nimi bawic ale dzieci ja mialy w dupie?to naprawe dziala demotywujaco ,ze skutkiem jest wlasnie potem siedzenie z boku i gapienie sie na dzieci,a zreszta cholera jasna sziedziala z nimi i pilnowala by sie im nic nie stalo wiec o co chodzi tym starym?moi tez mi wyrzucaja czasem ze siedze w pokoju na kompie-NO SORRY ALE W POLSCE MAM SWOJ DOM I MOZE CHCE POGADAC PO POLSKU Z PRZYJAIOLMI,poogladac od czasu do czasu polskie filmy..im wszystkim sie chyba wydaje ze sa tacu swietni,ze 24 godziny na dobe z nimi to sama rozkosz i jeszcze MY powinnysmy za to placic!
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Następna