-
-
Florida dream ??
edytakrotoszyn > 11-08-2009, 0:06
No wiec o czym tu opowiadac skoro sie jeszcze nie zaczeło?
moze o tym ze walczylam o mozliwosc wyjazdu z rodzicami przez poltorej roku - w ogole nie chcieli o tym slyszec. Kazda proba rozmowy z nimi konczyla sie mega klotnia...jednak po poltorej roku udalo sie- skakalam pod sufit doslownie. Zaczelo sie wypelnianie papierow i depereli. Aplikacja swietnie wyszla-bylam dumna. Zlozylam w marcu. (CC)Najpierw byla jedna rodzina (NJ) odrzucilam bo marzyla mi sie FL lub CA. potem nastepna (Chicago) potem nastepna (NYC) potem nastepna z CA (los angeles)niestety ta ostatnia odrzucila mnie bo chcieli starsza au pair no i wtedy sie zalamalam :twisted: rodzice postawili ultimatum- jezeli rodziny nie bedzie do poczatku sierpnia to nigdzie nie lecisz bo po roku nie zdzadzysz wrocic na studia. Musialam przyznac im racje. No i rach ciach kiedy juz stracilam nadzieje i rozgladalam sie za szkola wyzsza mialam rodzine. Jest rewelka wrecz :d
no wiec trafilo mi sie na Floryde. Dokladnie delray beach. Rozmawialam z hostka, byla bardzo mila i cierpliwa. Wszystko tlumaczyla. nie przeszkadzalo jej ze moj angielski jest conajmniej smiesznyMam od domku 1500m do oceanu, wlasny pokoj z prywatna lazienka. widzialam przez kamere skype. Uroczy, z wielkiem lozkiem z baldachimem i ogromna plazma. Dostane tez swojego laptopa. Do uzytku mam wlasny samochod bardzo zreszta ladny. Na ogrodzie jest swietny duzy basen i palmy. Ogolnie dom piekny okolica przepiekna- mam nadzieje ze na zywo jeszcze ladniejsza mam jednego 2,5 letniego chlopca, fajny bardzo. plan dnia niezbyt wyczerpujacy (pobudka o 7 o 9 zawoze go do przedszkola i odbieram o 4-5 wiec caly dzien mam wolne-moge byczyc sie na plazy czy nad basenem, potem daje mu obiad i o jestem z nim do 8, o 8 ma juz byc w lozku ) nie przemecze sie no to by bylo na ten poczatek... wylatuje 31 sierpnia. Z forum niestety nikt ze mna nie leci natomiast w biurze CC powiedzieli mi ze leci jeszcze 5 dziewczyn - ufff ale ulga.
no i po tylu mcach przygotowan czekania i walki z rodzicami przyszedl ten czas gdzie czesto leze sobie i mysle : "co ty glupku robisz!! ?? masz tu niesamowitych przyjaciol rodzine a wyjezdzasz na drugi koniec swiata" jednak z drugiej strony wiem ze to dla mnie szansa...niesamowita zreszta szansa. Ale te mysli czasami mnie dobijaja... hmm czy wy ten tak mialyscie"? boje sie tej samotnosci tam czy tego ze nie poradze sobie z jezykiem.
Wiem ze jest tu sporo au pairek ktore maja juz swoj pierwszy rok za soba. powiedzcie jak to jest z tym jezykiem? czy ciezko? ja tego sie najbardziej boje, bezradnosci w niektorych sytuacjach gdzie jezyk wezmie gore
ale ogolnie to sie ciesze ze lece zeby nie bylo ze narzekam :d -
Re: Florida dream ??
89dzoana89 > 11-08-2009, 0:18
Edyta zazdroszcze Florydy
Ja lece za 3 dni (SZOK) do UK i mam podobne obawy;(
Czy podolam z obowiazkami, nowym krajem, kultura, jezykiem...tez zadaje sobie pytania czemu zostawiam znajomyxh i rodzine...
Widocznie tak musi byc
Jednak to nasze marzenia!!!
Zawsze robi sie cos kosztem czegos innego :mrgreen:
Ale wierze ze oplaca sie :wink:
I wierze ze za rok i ja bede w USA
Powodzenia -
Re: Florida dream ??
kamildzianka > 11-08-2009, 0:41
Tez mialam to samo, mimo, ze operkowanie bylo w 2004, ale rok temu przeciez wyjechalam ponownie.
Tez myslalam: "Co ty robisz? Za pare dni wylot, pakujesz sie, matka zalamuje rece, ze cie nie zobaczy przez rok... Pies bedzie tesknil, szczeniak jeszcze... Co robisz? Sprzedajesz sie dla dolara, kurwo? Dla glupich 140$ za tydzien zaprzedajesz siebie, bedziesz jesc amerykanskie frykasy, zamiast zrec polski chleb? Bedziesz komus sprzatac, usmiechac sie grzecznie, znosic to wszystko DLA DOLARA?!"
Tak myslalam, ale wylecialam. Pierwsze dni sa pelne takich mysli, Dominikana juz napisala, ze sie siedzi przy rozpakowywaniu walizek i mysli "Co ja tutaj robie?! Moja rodzina na mnie czeka za drugim koncu swiata, a ja bede tutaj zyc jak paczek w masle, ale jakim kosztem?"
Wiecie, nas nauczono, zeby dziekowac za byle ochlapy, ze kopniaka w dupe, za marna prace za smieszne pieniadze. Nauczono nas, zeby sie poswiecac i byc skromna. Nauczono nas, zeby zyc godnie, wypinac polska piers, spiewac polski hymn ze lzami szczescia w oczach, pomagac rodzinie.
I, bron Boze, nie odmawiac niczego, bo Polak nie odmawia.
I po co?
W zyciu czasami dobrze jest byc egoista. To jest moj czas! Ja nie chce sie wiecznie ogladac na rodzine, co powiedza, jak im pomoc, jaka paczke wyslac, ze to brzydko pojechac z pustymi rekoma, ze to nie wypada, a tamto nie wypada, ogolnie WIECZNIE SIE CZYMS PRZEJMOWAC, bo tak nam wpojono. Bo nauczono Polki obslugiwac ludzi, pomagac, poswiecac sie.
Po co, pytam?
Polacy nie sa asertywni wstydem jest odmowic, upomniec sie o swoje, walczyc o marzenia. To ja mam zyc tak, jak inni, bo tak trzeba? Mam zyc tam, gdzie sie urodzilam, wyjsc za maz i w tej samej miejscowosci umrzec? Cale zycie przesiedziec w zasciankowej pipidowie, gonic marzenia, ktore wraz z koncem szkoly sredniej pryskaja. A bo pieniedzy nie ma, bo trzeba isc do pracy, bo potem zachodzi sie w ciaze, mlody maz pije, tesciowa zrzedzi. Nie maja innych perspektyw, bo ich marzenia zostaly zabite! Bo zyja tak, jak zyli ich rodzice i dziadkowie, ich kolezanki, sasiedzi. Grzechem jest sie wyrwac z tej spolecznosci, bo to pokazuje, ze jest sie LEPSZYM od nich.
„Co, smierdziala jej nasza miejscowosc? Wyprowadzila sie do Hameryki, Wielka Hamerykanka, ubrala sie inaczej, wielka z niej pani!â€
Zawisc na kazdym kroku.
A to jest wasze zycie. Kiedys trzeba przestac sie ogladac na rodzine, na przyjaciol, na sasiadow. Kiedys oni wszyscy umra, a ty zostaniesz sama ze swoimi zgwalconymi marzeniami? I co wtedy? Bedziesz wiodla zycie takie, jakie wszyscy naokolo, meczac sie z powodu frustracji i depresji, bo kolejne dziecko w drodze, dach przecieka, maz gdzies polazl.
Tak, jak sie rzuca palenie i tak, jak sie wycina raka, tak trzeba odciac pepowine, laczaca nas z rodzina i trzeba przestac, kurwa, myslec o tym, co oni powiedza i jak zareaguja. MY TWORZYMY SWOJA PRZYSZLOSC.
Kiedys same bedziemy miec rodziny, dzieci, ale ten wyjazd nauczy nas samodyscypliny, pokory przede wszystkim, cierpliwosci i staniecie sie twarde. Egoizm, ot co. To, czego potrzeba Polakom szczypty egoizmu, zeby nie sluchac moherowych babc, dziadkow-patriotow, kolezanek, dla ktorych szczytem marzen jest znalezc meza i zrobic dzieci. Wy same wiecie, co jest dla was dobre, co jest LEPSZE.
Moze sie myle, moze kiedys bede zalowac, ale ja chce wiesc lepsze zycie. Nie chce potyczek z paniami w urzedach, wyklocania sie w szpitalu, obelg w sklepie, podjudzania, skinow na ulicach, polamanych lawek w parku, pijaczkow pod kazda melina. Chce walczyc o swoje lepsze zycie DLA PRZYSZLYCH DZIECI.
Skonczylam pierdolic te wzniosle farmazony. -
Re: Florida dream ??
shante > 11-08-2009, 0:51
A ja po raz kolejny przytoczę historię au pair, którą zastąpię (Asi).Pojechała do Londynu z bardzo bardzo minimalną znajomością angielskiego, bo w szkole uczyła się i zdawała maturę z niemieckiego. I co? Dała radę! Jest tam już drugi rok i z tego, co zauważyłam, to świetnie sobie radzi. Chodziła na kurs, host family ją wspierała i z czasem coraz łatwiej jej szło. I z pewnością Ty również rozwiniesz umiejętności językowe, przełamiesz barierę i będziesz z siebie dumna.
Zapewne większość z nas zastanawia się, dlaczego właściwie wyjeżdża, skoro ma się na miejscu rodzinę, przyjaciół, niekiedy nawet studia albo pracę. Myślę, że każda z nas po prostu chce więcej od życia, pragniemy spełnić swoje marzenia, zobaczyć trochę świata, zdobyć bezcenne wspomnienia i kto wie - może ukształtować sobie lepsze perspektywy na przyszłość. To też forma sprawdzenia siebie w danych sytuacjach - naszych reakcji na tęsknotę za domem i rodziną, obcowanie z ludźmi różnych narodowości, wyznań, tradycji, 'porachunki' z dziećmi i hostami :wink: To też świetna forma na usamodzielnienie się.
Ach, i gratuluję trafienia na lokalizację, której pragnęłaś -
Re: Florida dream ??
aaleeksaandraa > 11-08-2009, 0:58
Kama ja to sobie chyba wydrukuję i będe czytała jak zacznę wymiękać.
Rozwialaś chyba wszystkie dylematy naszej koleżanki
Jedź dziewczyno i się nie zastanawiaj. pamiętaj, że wszystko jest ulotne, nawe nie wiesz, jak potrafią zmienić swój stosunek do Ciebie przyjaciele, kiedy najmniej się tego spodziewasz. I nie mówię tu o zmianie na lepsze. Kto był Twoim przyjacielem, będzie nim zawsze i gdziekolwiek będziesz.
Pamiętaj, że to Twoje życie! I nikt go za Ciebie nie przeżyje! -
Re: Florida dream ??
kamildzianka > 11-08-2009, 1:13
Po takim wyjezdzie przestaniecie sie przywiazywac.
Coz, byli przyjaciele, beda i nowi.
Byla rodzina, bedzie i nowa.
Byl chlopak - milosc wyparowala, bedzie nowy.
Byla Polska, bedzie inny kraj.
Czlowiek sie robi taki, hmm... slowa mi brak... wyzuty z uczuc, obrasta pancerzem. Juz nic nie boli, rzadziej sie placze, nie teskni sie juz. To jest SZKOLA ZYCIA. Jedni lubia zyc lekko i nie podnosza poprzeczki, inni wola miec satysfakcje i cos osiagnac. To nie jest wyjazd zarobkowy (he, jak dla kogo), ale to wyjazd, ksztaltujacy wasze wnetrze. Co zobaczycie, zwiedzicie, nauczycie sie - fajnie, przydatne, ale to, jak ten wyjazd was zmieni, zostanie w srodku i staniecie sie nowymi ludzmi.
Przyjaciele nie beda juz tacy sami, rodzina tez nie. Po powrocie zaczniecie sie dusic polskoscia i tym wszystkim, przed czym ucieklyscie do Stanow. Moze nie kazdy, ale ja zawsze powtarzam: Kto raz zaznal Ameryki, bedzie chcial do niej wrocic. -
Re: Florida dream ??
Yoanna > 11-08-2009, 2:12
ja w ameryce nie bylam ale z anglia mialam podobnie. pierwszy raz przyjechalam jako au pair do sheffield na 3 miesiace. potem musialam wrocic do pl zeby liceum skonczyc. to bylo straszne! straszne, straszne, straszne. ciezko mi bylo sie odnalezc. po 3 miesiacach! teraz po 3 latach w londynie to chyba w ogole nie dalabym rady sie odnalezc.. i powiem wam szczerze, ze to nie jest dobre. bo bardzo czesto czuje ze nie chce byc w uk na stale, ze kiedys chcialabym stad wyjechac (jednak jeszcze nie teraz :wink: ). ale powrotu do polski tez sobie nie potrafie wyobrazic. i takie to wszytsko glupie, pokrecone. emigracja odmienia zycie, na zawsze.
i tak jak kamildzianka pisze, staniecie sie twarde. ile ja tutaj przezylam, ile dobrych i zlych chwil bylo... ile razy trzeba bylo zacisnac zeby.. o komentarzach rodziny nie wspominajac bo przez pare miesiecy zyc mi nie dawali :roll: zwlaszcza chyba ten pierwszy rok gdy mieszkalam na swoim byl najtrudniejszy.. ale dalam rade :wink:
chciec to moc -
Re: Florida dream ??
ell > 11-08-2009, 8:55
[quote name="kamildzianka"] Kto raz zaznal Ameryki, bedzie chcial do niej wrocic.[/quote]
Czytałam te Twoje dwa posty i... Boże, dziewczyno, to o mnie!Nie potrafię sobie sama ze sobą poradzić po powrocie i nikt tego nie rozumie z mojego otoczenia. Więcej nawet - starają się za wszelką ceną zminimalizować to co tam przeżyłam i widziałam. Te wszystkie głupie uwagi na imprezach rodzinnych "O, Amerykanka nas zaszczyciła". Dlatego wracam tam za rok, bo znowu będę mogła (o dzięki ci organie ustawodawczy zmieniający przepisy wizowe :wink: ) -
Re: Florida dream ??
cailet > 11-08-2009, 12:06
Amen
A ja myślę, że wyjeżdżając trzeba po prostu być świadomym tego, że sporo rzeczy się zmieni. Głównie my. I być otwartym na to, co nam życie zaoferuje. Tak naprawdę to nie jest wyjazd na rok, tylko zmiana. Niektórzy wrócą, niektórzy nie.
Kamildzianka ----> zgadzam się z tobą w 100%. Ja jeszcze nie byłam w USA, ale mam za sobą ciekawe doświadczenia z Londynem i wiem, na przykładzie moim i moich znajomych... taki wyjazd zmienia.
Będąc samemu gdzieś daleko trzeba wreszcie podjąć decyzję, czego człowiek chce. Zostaje się samemu ze sobą i wreszcie, bez wpływów rodziców, znajomych itp zaczyna się rozumieć własne marzenia, pragnienia, plany. I tak, siłą rzeczy, pewne więzi się luzują, nie ma siły by było inaczej. Ale to się nazywa "dorastanie" i tylko w Polsce jakoś ludzie nie rozumieją, że młody człowiek powinien sam stworzyć swoje życie tak, jak ma na to ochotę.
Edyta -----> i dobrze robisz, że wyjeżdżaszTrzeba walczyć o to, czego się pragnie -
Re: Florida dream ??
sunkiss > 11-08-2009, 12:51
Wasze posty sa swwwietne ! podbudowaly mniei ciesze sie, ze nie tylko ja tak mysle ja zamierzam wyjechac do usa jako au pair po studiach, narazie zostaje mi summer au apair a rodzina i tak mi nie wierzy, ze wyjade na rok. tylko, ze pojde do pracy po studiach, pozniej maz z brzuszkiem piwnym, dzieci i tak do konca zycia... ooo nie !