-
-
Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
kamildzianka > 02-04-2009, 18:26
Tytul ciekawy, zachecajacy, a jakze cyniczny!
Czytam, czytam ostatnie watki, gdzie powtarzaja sie te same tresci:
Ktory stan wybrac?
Ile wziac pieniedzy?
Co zwiedzic?
Co zabrac?
Postanowilam zebrac to w jedna kupe i troche wam rozjasnic w glowach.
Ja sie, bron Boze, nie uznaje za jakiegos guru, za znawce tematu. Operkowalam dwa bite lata, wrocilam do Polski i znowu wrocilam do Stanow. Tutaj mieszkam, wyszlam za maz i chce pomoc operkom, bo ta praca to ciezki kawalek chleba. Ten tekst to tylko moja opinia, nie chce nikogo urazic.
A wiec przyszle operki, operzy!
Nie ma znaczenia, gdzie bedziecie. Waszym priorytetem maja byc dzieci i pod tym katem trzeba wybierac rodzinke. Z nimi bedziecie spedzac kazdy dzien, bawic sie, karmic. Czy to NYC, czy mala miejscowosc, piec domow na krzyz - dzieci sa najwazniejsze.
Nie jestem jakas fanatyczna niania, ktora zachwyca sie nad dziecmi! Ogolnie rzecz biorac wole towarzystwo zwierzat, niz dzieci, bo ja nie lubie halasu.Jestem taka, jak wy - coz, czas wyjechac, najlatwiej jako operka, dziecmi sie pozajmuje, bo przeciez to nie takie trudne. Nic bardziej blednego!
Ale patrzac z perspektywy czasu widze, jak wazne jest wybieranie odpowiedniej rodziny. Nie wazna jest ilosc samochodow, dojazd, miejscowosc. Nie wazne obowiazki, bo przy dobrych dzieciach to nawet sprawia przyjemnosc, a przy zlych nawet byle podanie szklanki wody robi sie z grymasem na twarzy.
Musicie wiedziec, przy jakich dzieciach bedzie wam najprzyjemniej. Sama nie przepadam za maluchami, nie lubie ich placzu, doprowadza mnie to do wscieklosci. Z malymi dziecmi sie nie dogadasz.Dlatego wybralam starsze, od 5 lat wzwyz. I bylo to pieknym doswiadczeniem, bo takie dzieci sa zabawne, chlonne, sluchaja sie, sa aktywne, mozna z nimi porozmawiac na powazne tematy i czegos ich nauczyc.
Nie wazni sa rodzice, nie wazna miejscowosc. Tylko dzieci. Z nimi bedziecie od rana do wieczora!
Teraz jaki stan wybrac... Coz, znowu bede trabic swoje - niewazne!
Mam wrazenie, ze wszyscy, ktorzy wyjezdzaja za granice, uciekaja przed czyms. Jedna przed wspomnieniami, druga przed rodzina, trzecia przed utracona miloscia, czwarta nie chce isc na studia, itd. Kazdy z nas mial i ma powod, aby wyjechac. Dla mnie ten wyjazd byl rowniez ucieczka i bardzo mi pomogl. Odzylam, rozwinelam skrzydla, a co najwazniejsze - uwierzylam w siebie! Skoro potrafilam wyjechac tak daleko i wytrzymac dwa lata, znaczy, ze jestem silna.
Dlatego wybor odpowiedniego miejsca, stanu jest tak wazny! Bo skoro chcecie uwierzyc w siebie, nie mozecie wybrac jakiejs pipidowy, prawda? Chcemy zaimponowac znajomym z Polski "Tak, wyjechalam do Stanow, mieszkam w Nowym Jorku... A co u ciebie?". Rozumiem to jak nikt, tylko czy taki wybor, podyktowany jedynie checia podbudowania siebie, da wam satysfakcje? Da, ale tylko pozorna i na krotko.
Wydaje mi sie, ze moze macie Kompleks Wsi, czyli za wszelka cene chcecie trafic do duzego miasta. Boicie sie malych miasteczek, zeby nie czuc sie jak w Polsce. Chcecie chlonac Ameryke wszystkimi porami, pic z jej zrodla.Prawidlowo. Ale Ameryka jest wszedzie, nie tylko w LA, NYC, Chicago, Miami.
Zauwazylyscie, ze Polacy, ktorzy sa za granica, glosno sie zachowuja? To wlasnie ludzie z Kompleksem Wsi. Udalo im sie wyjechac, praktycznie uciec z malej wsi i czuja sie BOGAMI, ktorzy maja prawo rozrabiac, klac - przeciez nikt ich tam nie zna. Wydaja ostatnie pieniadze na markowe ciuchy, zeby w razie powrotu do Polski opowiadac, jak tam bylo na obczyznie, ile dup zaliczyli, ile zarobili. A prawda moze byc taka: pracowali przy zmywaku, albo myli kible. Ale przeciez trzeba zaimponowac rodakom!
Dlaczego czlowiek z wielkiego miasta nie ma potrzeby zaimponowania? Bo dla niego miasto to kurz, spaliny, halas, korki, male mieszkania. Miasto to nie zbawienie!
Pamietam jeden z moich eks wyjechal na lato do Niemiec na zarobek. Wrocil i przyszedl pod moj dom, niby porozmawiac, ale co chwila wyciagal swoja nowa komorke z polifonicznymi dzwonkami, aparatem, itd. Wtedy to byl szal! Dal za niego 2300zl. Myslal, ze podroze polegaja na imponowaniu ludziom, ze wszyscy zaczna go podziwiac i szanowac. A dla mnie wtedy wydal sie o, taki malutki, jak ta kropka ".". Podroze, doswiadczenia to cos, co zostaje w was! Nie wazne, GDZIE, wazne Z KIM i CO tam bedziecie robic. Wazne, jacy jestescie w srodku, czy podroz, taki dlugi wyjazd was zmieni na lepsze. Nie trzeba imponowac ludziom! Nie trzeba wydawac kupy dolarow na swietne ubrania, zeby pozniej nikt nie mial watpliwosci, ze bylyscie w Stanach. Ten wyjazd ma was zmienic i zmieni. To ma byc wasza nagroda, a nie klapanie buzia GDZIE sie bylo, CO sie kupilo, ILE sie zarobilo. Rozumiecie?
Dlatego stan nie jest wazny. Oczywiscie - lepiej isc tam, gdzie sa jakies atrakcje do zwiedzania. Osobicie polecam albo wschodnie, albo zachodnie wybrzeze. Tam sa najwieksze skupiska ludzi, sa mozliwosci, pogoda, jesli nie taka, jak w Polsce, to jest duzo cieplejsza. Im dalej ku srodkowi, tym mniej ludzi, ale i taniej. No i pozniej jest srodek, czyli Chicago.
Teraz o nastawieniu operki. Coz, czytam wasze posty i wyglada na to, ze bardziej nastawiacie sie na zakupy, na zwiedzanie, niz na opiekie nad dziecmi. Zrozumiale, tylko musicie sobie uswiadomic jedna rzecz: jedziecie tam do pracy. To jest waszym celem. I ta praca nie jest lekka! Niejednokrotnie bedziecie plakac z bezsilnosci, z tesknoty, ze zwyczajnego zmeczenia.
To nie beda wakacje! Czasami nie bedzie czasu na zwiedzenie lokalnych atrakcji, bo na weekend bedziecie chcialy zwyczajnie odespac caly tydzien, albo akurat nie bedzie wolnego samochodu. To nie tak, ze codziennie bedziecie sobie gdzies wychodzic wieczorem ze znajomymi i pojsc na kawe, jak jedna dziewczyna pisala. Kawusia tu, kawusia tam... Nie bedzie tak.
Rodzinom oplaca sie zatrudnic operke, chociaz faktycznie placa te 6000$ dla biura. Ale i tak wychodzi im taniej, niz mieliby zatrudniac dochodzaca nianie. Taka operka jest praktycznie dostepna 24/7, mozna ja zawolac do dzieci w srodku nocy, albo na weekend. "Przeciez nam nie odmowi, bo u nas mieszka". No i operka przy okazji posprzata, poodkurza, wypierze, ugotuje. No, kurde - pelna pomoc domowa! Szkoda jeszcze, ze nie mozna jej adoptowac.
Musicie ustalic priorytety: jade tam do pracy. Chce byc najlepsza operka, jaka mieli do tej pory. Chce sie sprawdzic sama przed soba. Dzieci i ich dobro jest najwazniejsze. Jesli uda mi sie zaoszczedzic troche pieniedzy, to postaram sie pozwiedzac, ale jestem tam zatrudniona DLA DZIECI.
Ja jechalam wlasnie z takim nastawieniem i udalo mi sie przetrwac. Zacisnelam zeby i robilam to, co do mnie nalezalo. A te dziewczyny, ktore chcialy pozwiedzac, zabawic sie, wczesniej czy pozniej uciekaly od rodzinki. Dzieci nie byly dla nich priorytetem. Nie dawaly sobie z nimi rady, nie pokochaly ich. Kochaly wyplate, kochaly ten zgiekl, zolte taksowki, Miasto, Ktore Nie Spi. I dlatego nie daly sobie rady.
Praca operki jest ciezka i trzeba nastawic sie na klopoty, bo takowe beda. Owszem, trzeba sie nastawic pozytywnie - ja nie chce nikogo straszyc, ani zniechecac, ale nie jest lekko. Trzeba uciszyc swoje serce, tesknoty, stlumic emocje i wtedy dacie rade spedzic rok, moze dwa lata.
Kazda operka po przyjezdzie do rodzinki placze. Ja nie moglam patrzec na dziewczynki w pierwszy dzien. Myslalam "Co ja tutaj robie?! Powinnam byc teraz w domu, pomagac wlasnej rodzinie. Sprzedalam sie za 140$ tygodniowo!". Bylo mi ciezko, ale zacisnelam zeby. Podpisalam kontrakt, a dla mnie to swietosc. Nie lamie sie danego slowa.
Pieniadze - bardzo przydatna rzecz.Jestem dosc oszczedna, udalo mi sie zebrac niezla fortunke i przywiezc do Polski. Sa operki, ktore chca ZYC w Stanach, czyli wydawac, wydawac, cieszyc sie pieniedzmi, zakupami i nie myslec o jutrze. Sa tez takie, ktore oszczedzaja, zbieraja dla rodziny w Polsce. Mimo mojej oszczednosci przywiozlam duzo, duzo ubran, wyjechalam do Tajlandii, kupilam dobry aparat, moglam sobie pozwolic na kino co sobote, na restauracje. Niby 140$ (teraz 170$) to niewiele, ale starczy na wszystko. Tylko trzeba sobie ustalic jakis limit.
Dlatego nie trzeba wiezc zadnych dolarow ze soba. Zarobicie na miejscu. Po co tachac pieniadze przez granice? Roznie moze sie zdarzyc - moga was okrasc, mozecie cos zgubic. Mowicie, ze warto miec na poczatek "w razie czego". No wlasnie, w razie czego? Co sie wam moze stac? Nic. Jestescie pod opieka biura, urzedu imigracyjnego.
Na pewno warto zachowac sobie na koncie ok. 500$, bo tyle jestescie winne, gdybyscie rozbily samochod hostom. Trzeba tyle miec. Byla operka, ktora wydawala tygodniowe pieniadze i nie miala niczego. Rozbila samochod i nie miala z czego oddac. I jak taka rodzinka na nia patrzy?
Albo byla operka, ktora wydala wszystko, wrocila do Polski gola i wesola, wiec rodzice kupili jej samochod, zeby wygladalo dla ludzi, ze sama na to zarobila. Troche wstyd przyjechac bez gotowki, prawda?
Co zabrac? Niewiele. Jak juz pisalam, bedziecie miec tyle sklepow (nawet w malych miejscowosciach, nawet na wsiach!), ze nie wiadomo, na co najpierw patrzec! Tutaj piekne buty, tutaj jakis plaszcz, tutaj pachnie mi pizza, tutaj jakies swietne lody sprzedaja, tutaj przecena, wiec trzeba wpasc! Sklepy sa wszedzie, a szkoda tachac ze soba kupe ubran z Polski, skoro i tak tutaj nakupujecie multum. Ja odsylalam 3 wielkie paczki do domu wlasnie z ubraniami, ktorych nie zalozylam ani razu! Tutaj wszystko jest piekniejsze, tansze, nie farbuje.
A prezenty dla host-rodzinek? Niewielu bedzie sie z nich cieszyc. Oni maja tyle dobr, przyzwyczajeni sa do zbytkow, ze nie umieja cieszyc sie z prezentow. Przywiozlam hostce recznie robiona parasolke z Tajlandii - polozyla w kacie i tak przelezala pare miesiecy, az wyjechalam. Kupilam drugiej hostce oryginalne swiece - wosk w kulkach, ktory sie sypie do naczynia i dopiero podpala. Ona byla milosniczka swiec, a takiej nie miala. Nigdy nie widzialam, zeby cos z tym zrobila. Moze nawet nigdy tego nie otwarla. Dla dzieci ksiazeczki, malowanki z filcem, gre planszowa, zestaw do tworzenia makatek - malo co z tego bylo otwarte. Dzieci lubia swoje sprawdzone zabawki.
Amerykanie chyba nawet nie lubia prezentow, wola sobie sami kupic, co im tam pasuje do domu. Dlatego szkoda waszego szukania po sklepach, nerwow, pakowania. Oni tego i tak nie docenia. Maja zwyczajnie za duzo.
To, co nas cieszy, dla nich bedzie czyms juz znanym. Ja sama ciesze sie z prezentow, poniewaz wyroslam jeszcze w czasach, gdy rzeczy byly na kartki, chodzilo sie w tych samych ubraniach. Ludzie potrafili oszczedzac, nie bylo telewizora, nie bylo pralki, a kto mial lodowke, to byl pan! Gdy sie dostawalo mandarynki, banany, to tylko w paczce na Swieta Bozego Narodzenia. Dlatego nas ciesza prezenty, chocby te najmniejsze. Mozna je powoli rozwijac, aby nie uszkodzic, czuc sie docenionym, ze ktos o nas pamietal. A teraz ludzie sa PRZYZWYCZAJENI do tego; MAJA PRAWO dostawac prezenty. To przywilej.
Mnie jedna hostka dala pod choinke to, co sama dostala, a co jej sie nie spodoalo. Jakies tanie mydelka, albo ksiazke, ktora miala u siebie i juz jej nie czytala. Przykre, nie? A my sie tak staramy!
A czy ktorakolwiek host-rodzinka powitala was prezentem, jak my to robimy? Jeszcze o takiej nie slyszalam. Oni nie daja prezentow, bo nie chca byc zbyt blisko. Wola zachowac dystans, a my swoja polska goscinnoscia chcemy zawladnac sercami Amerykanow. Szkoda zachodu!
Waszym celem maja byc dzieci oraz pozostawienie po sobie dobrego wspomnienia: "Mielismy Polke i bylismy z niej bardzo zadowoleni".
Przemyslcie to sobie i jestem pewna, ze macie inne poglady, ktore chetnie przeczytam. -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
agulka > 02-04-2009, 20:34
Hej Kamila.
Ciekawy watek. Szanuje Twoje zdanie, ale mam odmienne poglady ;-) W USA spedzilam 2 lata, wiec podobnie jak Ty. Wrocilam do domu tylko na 2 miesiace i przeprowadzilam sie do Szwajcarii. Bedac w USA mialam niezle porownanie - mieszkalam rok pod Cleveland w stanie Ohio... Tam sa wioski, w ktorych nie ma sklepow, chodnikow i nawet najblizszy market to jakies 20 minut samochodem, ze o mallu nie wspomne. Bylam, przezylam..wiec nie wymyslam.
Tak wiec ja trzymam sie opcji, ze dobor stanu jest rownie wazny jak wybor rodziny. To nie chodzi o "szpan" oo bo mieszkam tu i tu. Nie, to chodzi o to, aby przezyc ten rok jak najlepiej.. Ja rok w Ohio zmarnowalam - to tak jak wakacje u babci. Nie mam kompleksu wsi, ale nie po to jechalam do USA, zeby wyladowac na zadupiu.
Odnosnie rodziny - nie tylko dzieci sa wazne. Kontakt z rodzicami tych dzieci tez jest istotny. Mieszkasz z nimi pod jednym dachem, chcac nie chcac sie widujecie. Warto trzymac dobry kontakt, byc bezposrednim tak jak Oni. Rozmawiac z nimi nie tylko o dzieciach.
Z moja druga rodzina bardzo sie zaprzyjaznilam. Dzwonimy do siebie, piszemy. Byli tacy od samego poczatku i nadal utrzymuja kontakt mimo, ze praktycznie nie widzielismy sie juz od 15 miesiecy nadal jestem na biezaco z ich zyciem, oni z moim itd.
Nie jest tak, ze au pair jest 24/7 - jezeli juz cos takiego sie zdarzy - trzeba rozmawiac z rodzina, zglosic agencji, zmienic rodzine. Nie taki jest kontrakt i jesli au pair sie na to godzi - no coz.. to sprawa indywidualna.
Weekendy wygladaja roznie - w trakcie pobytu w Ohio bez przerwy to samo, zakupy, kino kregle zero innych atrakcji. Chyba , ze latem to wypady nad jezioro.. w tygodniu raczej nie wychodzilam, w sumie nie bylo co robic ;/
Zycie w DC to juz zupelnie inna sprawa. I tu sie akurat nastapila zmiana, bo wychodzilam codziennie. Jak juz siedzialam ktoregos dnia w domu, to host sie smial, ze chyba jestem chora, ze nigdzie nie ide
Mialam szczescie do rodziny, ktora przestrzegala godzin pracy. Pracowalam do 6 pm i rowno o 6pm mama wracala z pracy co oznaczalo, ze ja jestem free. Na samym poczatku mieszkala z nami poprzednia au pair i pokazala mi okolice, przedstawila znajomych - tak poznalam Virginie, swoja najlepsza przyjaciolke po dzis dzien.
Wychodzilam codziennie, czasem tylko na kawe czy na kolacje, ale wychodzilam i mialam swoje normalne zycieW trakcie pracy zajmowalam sie dziecmi jak najlepiej umialam. Pomagalam czesto nawet gdy nie musialam, ale potrzebowalam tez swojego zycia z dala od dzieci. Mozna polaczyc wyjazd au pair z praca, przygoda, nauka i zwiedzaniem. Naprawde Trzeba tylko trafic na dobra rodzine i w miare grzeczne dzieci i dobra lokalizacje
Owszem jedziemy tam do pracy - ale zauwaz nawet sam program au pair mowi, ze jest to polaczenie pracy z poznaniem kultury itd. Trzeba umiec to wszystko polaczyc. Chcesz dac z siebie wszystko - pod warunkiem , ze i rodzina daje cos od siebie. Jezeli rodzina traktuje au pair zle, to nie sadze aby ta dawala z siebie wszystko.. to musi dzialac w 2 strony
Nie kazda au pair placze. Sa ciezki dni, ale to jest wpisane w kazdy rodzaj pracy. Radzenie sobie z tesknota to juz sprawa inddywidualna.
Jesli chodzi o wiek dzieci :
Pracowalam w Ohio z trojka : Charlie 4 miesiace, Cooper 3 latka, Kristina 2 -domowe przedszkole, byly dni kiedy mialam dzieciowstret zwlaszcza pod koniec, gdy rodzina nie byla mila..
W Silver Spring mialam 3 dzieci - Kate niecale 3, Claire 7 i Joe 9 ( chory na zespol Aspergera). Kazdy wiek mi odpowiadal, choc najbardziej cieszY mnie praca z malymi dziecmi.
W chwili obecnej pracuje z Maya - gdy przyjechalam do Szwajcarii miala 1,5 roczku, za miesiac urzadzamy 3 urodzinki
To jaki wiek zalezy od tego jak my sie z tym czujemy, sa au pair,ktore boja sie malych dzieci, obawiaja sie, ze zrobia im krzywde itd, sa takie ktore nie lubia placzu. Ja np nie lubie pyskatych nastolatkow, wiec od razu wiedzialam, ze chce maluchy. Fascynuje mnie odkrywanie przez nie swiata, cieszy mnie kazdy maly drobiazg..eh moglabym sie tak rozpisac w nieskonczonosc. Jednym slowem kocham maluchy
Prezenty
Kazda rodzina milo mnie przywitala. Nie chce sie rozpisywac o obecnej bo mieszkam w Szwajcarii, a watek dotyczy USA,ale moje obecna szefowa to Amerykanka, wiec jakby nie patrzec w temacie
Rodzinka z Ohio na miesiac przed moim przyjazdem zaczela odliczac dni. Przywitali mnie z kwiatami na lotnisku, a w domu czekali dziadkowie i siostra hostki. Przywitalam sie z dziecmi, zjedlismy kolacje i chwile porozmawialismy. Dostale mile prezenty, od siostry hostki dostalam pamietnik na zapisywanie wrazem z pobytu , od rodzicow sliczna kartke z wielkim napisem witamyA od hostow dostalam kartke z zalaczona karta telefoniczna
Mimo, ze koncowka z ta rodzina nie wypalila ...to i tak ich mile wspominam.
Druga rodzina - z lotniska odebral mnie host z 7 latka. Mala cala droge opowiadala, ze pomagala sprzatac moj pokoj na moj przyjazdGdy dojechalam do domu akurat przyjechala mama. Dostalam mnostwo gift card na powitanie, bo uznali, ze chcieli mi cos dac, ale w zasadzie sie nie znamy tak dobrze, wiec uznali, ze karty na kawe, kino i do sklepu na pewno polubie
Na 2 dzien pojechalismy na wycieczke do Baltimore - rodzinka, ja i byla au pair.
Od kazdej rodziny dostalam prezenty na pozegnanie - za kazdym razem bylo to cos osobistego, cos wybieranego pod katem moich upodoban.
Nie jestem wyjatkiem, wiele moich kolezanek mialo podobne doswiadczenia z rodzinami, wiec nie mozna pisac , ze wszystko zle, ze nie dbaja o to. To wszystko zalezy od ludzi. Wszedzie tak jest, nie wazne, czy to USA, Chiny czy Polska..
Rozpisalam sie, troche pomieszane to, ale ja jak zwykle w biegu jestem.
Podusmowujac, wszystko zalezy od rodziny na jaka sie trafi... Moim zdaniem jesli juz od poczatku cos bedzie nie tak - nalezy zmieniac rodzine jak najwczesniej i szukac tej jednej jedynej, ktora sprawi, ze Wasz rok w USA bedzie niezapomniamy..czyli taki jak byc powinien!
GOOD LUCK -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
kamildzianka > 02-04-2009, 21:19
Aga, masz racje.
Mozliwe, ze ja trafilam na jakies sztywne rodzinki, zadna mnie niczym nie przywitala, chociaz ja mialam prezenty z Polski i dla kazdej kobiety w rodzinie kwiatka.
Powiem ci, ze mnie Ohio akurat odpowiada. Kevina rodzice mieszkaja w Ohio kolo Columbus - mala wioseczka, jedna ulica, domy wzdluz ulicy. Ale te domy sa piekne, maja ogrod, sami gotuja, a 40 minut drogi od nich sa sklepy, cale kompleksy, nie jest zle!
W obu rodzinkach mieszkalam w domu z ogrodem, co najmniej dwoma samochodami i do sklepow tez bylo z 20-30 minut. Ale za to jakie! Chodnikow nie bylo, tylko same domki, rowno przystrzyzone trawniki, sasiedzi, ktorzy machali reka na dziendobry - normalnie Simsy.Ale mnie sie to podobalo! Wcale nie potrzebowalam ciaglych atrakcji, szumu. Gdy mialam ochote pozwiedzac - jechalam pozwiedzac. Gdy mialam ochote na jakis wypad - bralismy samochod i jechalismy na zakupy, czy nad jezioro. I bylo swietnie. Wcale nie trzeba jakiejs szczegolnie atrakcyjnej okolicy, aby sie dobrze bawic.
Rodzice - coz, malo sie ich widzi, wiec nie plakalam za nimi.Nie przywiazalam sie do rodzicow. Jednego ojca widywalam tylko poznymi wieczorami, a i to nie w kazde. Jedna matka wychodzila o 5 rano, wracala ok. 8 wieczorem. Wszyscy oni utrzymywali dystans na poziomie pracownik-pracownica. Chociaz z hostka drugiej rodzinki moglam porozmawiac o wszystkim, bo byla otwarta dla mnie, ale czasami miala pretensje o glupoty, wiec wolalam borykac sie z problemami sama.
Ja wieczorami po prostu mialam ochote na chwile ciszy, na samotnosc. Bralam dobra ksiazke, albo ogladalam cos w telewizji. Nie chcialam nigdzie wychodzic, chcialam odpoczac.
Moze to tez zalezy od charakteru operki - jedna woli cisze, druga chce sie wyszalec. No i dla jednej "wyszalec" znaczy spotkanie z przyjaciolmi przy dobrym jedzeniu, a dla innej party z przypadkowymi studentami i brak hamulcow.
Nadal uwazam, ze wszedzie mozna sobie dobrze czas zorganizowac, chociaz, faktycznie, lokalizacja tutaj pomaga. Ja sie w duzym miescie zle czuje - dziecko jakies za sciana placze, psy szczekaja, ktos sie na podworzu drze, rano o 7 przyjezdza smieciarka i trabi pod oknem, jest brudno, ludzie sa niemili, jest daleko do sklepow, bilety kom. miejskiej duzo kosztuja, nie ma gdzie sie pojsc poopalac, wszystko to beton i cegla, jest drogo, trzeba nosic ubrania do pralni i placic. Czy nie lepiej zyc w jakims domu z ogrodem, gdzie pies swobodnie biega, gdzie mozna wskoczyc w samochod i pojechac gdziekolwiek?
Ile osob, tyle opinii. -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
agulka > 02-04-2009, 21:26
Dokladnie, ile au pair tyle roznych zdan. Kazdy powiniem to przezyc na wlasnej skorze. Bedac w Pl wszystko wyglada idealnie. Dopiero w USA czlowiek sie budzi ze snu i widzi jak to zycie wyglada.
Moje zdanie na temat Ohio znasz. Na chwile ok, ale na rok to juz tragedia...
Ogolnie to ten temat powieniem pokazac przyszlym au pair, ze nie zawsze jest rozowo, ale to nie oznacza, ze musi byc zle
Nigdy nie znajdzie sie rodziny idealnej tak samo jak nie ma idealnej au pair ;-) -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
dominikan@ > 02-04-2009, 22:00
Nie wiem czy pierwszy czy nie pierwszy raz ale musze się z tobą Kamildzianka nie zgodzić.
- Zaczynając o tych pospolitych miejsc operowania typu NYC, LA i Miami bądź też innych dużych miast . Absolutnie się nie dziwie że wszyscy chcą właśnie tam operować bo wg mnie miejsce zamieszkania rodziny jest bardzo ważne. Jestem w pełni świadoma tego iż mogę odrzucać oferty super rodziny tylko dlatego że mieszkają tam gdzie nie chce żeby mieszkali ale wybierając taką rodzinę chociaż będę miała pewność że w czasie swojego wolnego nie będę się nudzić. Bo powiedz szczerze co mi po super rodzinie która będzie mieszkała godzinę jazdy samochodem od cywilizacji a w okolicy nie będzie żadnej au pairki! Czy będę wówczas szczęśliwa bo rodzina będzie dla mnie miła a dzieci się mnie będą słuchały??? Wątpię.
- " ....Mówicie, ze warto mieć na początek "w razie czego". No właśnie, w razie czego? Co sie wam może stać? Nic. Jesteście pod opieka biura, urzędu imigracyjnego..." A np: w razie tego że ja jechałam do Wielkiej Brytanii przez znaną agencję au pair i rodzina nie odebrała mnie z dworca a dodzwonić się do niej nie mogłam. No więc na dworcu czekałam sobie od 11 rano do 21 (byłam wówczas po 20 godzinach jazdy autobusem) i do rodziny się dopiero dodzwoniłam o 23. Miałam szczęście że miałam jakiś awaryjny nr telefonu do kogoś kogo wogóle nie znałam bo to znajomy znajomych i gdyby nie ta osoba to spędziła bym noc na dworcu bo rodzina powiedziała że przyjedzie po mnie rano. Tak tak byłam pod opieką agencji!!! która ma siedzibę w Birmingham i nie raczyła wówczas zrobić nic!!! Choćby właśnie dlatego warto mieć więcej kasy bo w życiu różnie bywa i możesz sobie być pod opieką biura i urzędu imigracyjnego ale nikt cię tam za rączkę prowadzić nie będzie! Wiem że w przypadku USA jest trochę inaczej ale wiem również to ze czytają to przyszłe au pairki z krajów UE.
- Co do prezentów to jestem świadoma że dla nich nasze prezenty to bezwartościowe śmieci (chociaż moja angielska host rodzina zawsze bardzo się z nich cieszyła albo udawała że cieszy - ale jeśli nawet udawali to byli bardzo przekonywujący) ale co to za au pairka która jedzie do dzieci z pustymi rękoma!!! Jakoś trzeba zagadnąć te maluchy które często co roku przyzwyczajają się do nowej osoby często zaczynają ją kochać a tu nagle pojawia się nowa osoba!! Jak inaczej podejść do takich dzieci?? Nawet jeśli zabawka im się nie spodoba i rzucą ją w kąt to co z tego?! Chciałam dobrze. Próbowała. Moja host rodzina przywitała mnie piękną kartką powitalna a pożegnała mnóstwem prezentów od siebie i dzieci (które były naprawdę bardzo kosztowne) nie wspominając o prezencie urodzinowym, Bożo Narodzeniowym i kartkach urodzinowych które stale dostaję mimo iż byłam ich au pairką w 2005 roku.
Ps. Agulka w pełni się z tobą zgadzam z twierdzeniem ze nie ma idelanych rodzin. Wg mnie idealna rodzina jest tak idealna że nie potrzebuje au pairki -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
kamildzianka > 02-04-2009, 22:06
Ja sie ciesze, ze mamy jakas konstruktywna dyskusje.
Dominikana, tez masz racje!
Ale taki przypadek z olaniem operki na lotnisku to sie rzadko zdarza i wspolczuje ci tej nerwowki, ktora wtedy pewnie przechodzilas. W USA to chyba nie do pomyslenia.
Mysle, ze jakas niemiecka operka, czy amerykanska nawet by nie pomyslala, aby cokolwiek przywiezc dla rodzinki. Ja mojemu facetowi musialam pare razy powtarzac, ze w dobrym tonie jest przywitac sie prezentem. Gdyby nie ja, przyjechalby z pustymi rekoma, a to takie faux pas w mojej rodzinie (chyba w wiekszosci polskich).
Wychodzi na to, ze moje rodzinki zupelnie sie nie angazowaly, nie dostalam prezentow ani na poczatku, ani na koncu. Co za swinie! -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
Johnson > 02-04-2009, 22:15
kamildzianka, agulka
obie macie po części racje
ja osobiście uważam ,że tutaj w polsce....to są nasze marzenia...bo kto by nie chciał mieszkać na Florydzie, czy w CA. Wszystko zostanie zweryfikowane przez najlepsza ofertę.... a w Stanach ? Uważam ,że będzie wielkie rozczarowanie...opadną klapki z oczu i zobaczymy prawdziwą amerykańską rzeczywistość... może akurat komuś się trafi cud miód rodzinka i przeżyje częściowy american dream, ale ile procent z całej społeczności aupair ?
No nic
ja się nie nastawiam zbytnio pozytywnie...jade tam aby przede wszystkim podszkolic jezyk -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
dominikan@ > 02-04-2009, 22:16
Kiedyś gdzieś czytałam ze jedną au pairkę rodzina przywitała na lotnisku z wielkiem transparentem WELCOME ktoś tam... To musiało być naprawdę miłe.
Kamildzianka ja wiem że niektóre au pairki traktują ten wyjazd jako wakacje na luzie i wogóle i tak samo niektóre rodziny do tego podchodzą "o następna au pairka"! Każdy kto już był au pair ma jakieś tam swoje doświadczenia jedni milsze inni nie niestety. -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
cailet > 02-04-2009, 23:00
Jakkolwiek byśmy nie podchodzili do wyjazdu, jakichkolwiek byśmy nie mieli oczekiwań i czegokolwiek byśmy się nie spodziewali, będzie inaczej. Taka już kolej rzeczy.
I wydaje mi się, że najważniejsze jest zdawać sobie sprawę, że taki wyjazd, bez względu na to, na jaką rodzinę się trafi, gdzie się będzie mieszkać i co robić w wolnym czasie, taki wyjazd po prostu zmienia człowieka. Nie ma siły, żeby stało się inaczej. Jednym daje szansę dorosnąć, dojrzeć, poukładać sobie plany na przyszłość. Innym pomaga znaleźć znajomości (przyjaźnie) na całe życie, odkryć pasje, które będą ich napędzały przez bardzo długi czas.
I - nie czarujmy się - dla większości z nas będzie to z pewnością lekcja pokory. Bo jakkolwiek by na to nie patrzeć, rozmawiamy o roku spędzonym poza domem, z obcymi ludźmi (bardziej, czy mniej mili, zawsze na początku są obcy), z mnóstwem obowiązków i odpowiedzialnością za dzieci. Rozmawiamy o roku, kiedy trzeba samemu o siebie zadbać. I nie mówię tutaj tylko o zaradności finansowej. W grę wchodzi również zorganizowanie sobie czasu wolnego, zadbanie o "higienę psychiczną", nierzadko też szybka szkoła walki o swoje i asertywności.
I przy tym wszystkim... to już od nas zależy, czy to będzie przygoda życia. I mimo wszelkich przeciwności dla większości pewnie będzie. Jak czytałam historie życiowe dziewczyn na tym forum, to niemal wszystkie mówią pod koniec: "Nie żałuję, to był dobry wybór" Chociaż, jak pisze Johnson, American Dream trafia się może promilowi operek.
I jasne, że można wybierać rodzinę, dzieci, miejsca, oferty... Dla jednych jest ważne miejsce, dla innych rodzina. A tak naprawdę we wszystkich rodzinach znajdą się plusy i minusy. I nie ma uniwersalnego wzoru, co wybrać, albo czego nie wybierać.
Za to są pytania, które trzeba zadać. I odpowiedzi też nie ma już uniwersalnych. Ostatecznie, to my wybieramy, ale z odległości paru tysięcy mil ciężko przewidzieć, na co się trafi.
Takie moje zdanie. Pewnie niektórzy go nie podzielą... tym bardziej, że nie mam jeszcze doświadczenia w operowaniu. Ale mam za sobą podobne doświadczenia i przynajmniej w pewnej części wiem, o czym mówię -
Re: Kto stan wybrac, czyli jak zaimponowac znajomym z Polski
kamildzianka > 03-04-2009, 1:23
Tak, idealnie to ujelas - lekcja pokory.
To nie bedzie tak, jak u rodzicow - wracanie pozno, pyskowanie. Tutaj trzeba bedzie polozyc uszy po sobie i zamknac buzie, zanim bedzie za pozno. Nie bedzie dasow, strzelania min.Przynajmiej u mnie tak bylo - nigdzie nie czulam sie swobodnie, zawsze uwazalam na to, co mowie, jak sie usmiecham. Czulam sie obserwowana i oceniania.
Nauczylam sie tlumic wszystko w sobie i ignorowac. Kto by sie przejmowal hostka, ktora jest w ciazy i ma odpaly? Albo pseudo-terapeutka, ktora nie potrafila wlasnych dzieci wychowac? Albo dzieckiem, ktore w ciebie rzuca, co akurat ma pod reka? Albo psem, ktory zdycha na twoich oczach, a dzieci sie tym nie przejmuja? Kto ma sie przejmowac? Ja? Po pewnym czasie juz sie nawet nie chce myslec, wspolczuc, denerwowac sie. Ot, nie moja rodzina, jestem znieczulona.