-
-
Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 20-03-2006, 22:23
Tak sobie mysle, ze skoro za niecale 2 tygodnie bede "operowac" w DE, mam juz pelne prawo zalozyc swoj wlasny temat, zeby sie wyszalec;P
No wiec o au pair zdecydowalam sie zostac po prawie 3 miesiacach "nic nie robienia". Szukalam sobie normalnej pracy, niestety, gdybym chciala sama utrzymac sie w Sopocie, byloby to praktycznie nierealne, z kolei mieszkajac z rodzicami, w Slupsku, mialam problemy ze znalezieniem czegokolwiek.
Wczesniej bylam "normalna" studentka w Szczecinie, niedale pol roku (2 lata temu). Wspolnie z moja przyjaciolka podjelysmy decyzje o zrezygnowaniu, bo meczylysmy sie na fizyce i nie wiadomo, ile bysmy czasu nie poswiecaly na nauke, poprostu sobie z tym nie radzilysmy. Nie zebysmy byly glupie, poprostu ten kierunek byl zwyklym przypadkiem - mimo swietnych wynikow w lo zadna z nas nie dostala sie na wymarzony kierunek, a kierowane glupia presja spoleczna chcialysmy studiowac cokolwiek. To byl powazny blad, zwlaszcza, ze fizyki w lo praktycznie nie mialysmy. Juz wtedy, zamiast jechac na studia, trzeba bylo sprobowac "operowania" - i to wlasnie po maturze pierwszy raz taka mysl sie pojawila.
Po rzuceniu studiow zaczelysmy szukac pracy, zeby moc zostac w Szczecinie, nie musiec wracac do dziury zabitej dechami, w ktorej zycie nie istnieje - do Slupska. W tym samym czasie moja sis bardzo zachorowala, czesciowo przez to moja rodzina zaczela miec dosc powazne problemy finansowe, powiedzmy, ze duzo rzeczy zebralo sie naraz - moje studia, jej choroba, padl moim rodzicom pub, wszystko to w jednym okresie.
W kazdym razie ja pracowalam sobie w nalesnikarni, na samo wspomnienie tej pracy niedobrze mi sie robi. Co sie tam wycierpialam to moje i nie chce do tego wracac. Pewnego dnia moja byla przyjaciolka (inna, dziewczyna mieszkajaca w Gdansku) znalazla oferte studiow w trojmiescie, nabor zimowy, niestety, na studia zaoczne. Mialam jeden dzien na decyzje i stwierdzilam, ze warto, przynajmniej bede blisko siostry, kiedy jestem jej bardzo potrzebna. Jakie przeprawy mialam z owczesna wspollokatorka tez wole nie mowic, do tej pory uwaza, ze wyrzadzilam jej straszliwa krzywde, chociaz dobrze wie, co sie wtedy dzialo, a ja powiedzialam jej o swojej przeprowadzce miesiac wczesniej i probowalam szukac kogos na swoje miejsce. Wyszlo na to,z e ona placi tyle samo, co mieszkajac ze mna, a ma pokoj tylko dla siebie.
W Gdansku zylo mi sie na poczatku bardzo dobrze, chociaz od poczatku nienawidzilam swoich studiow, wiedzialam, ze niczego nowego sie tam nie ucze i tylko marnuje swojc zas i pieniadze. Poza uczelnia tez sporo sie dzialo, przeszlam bardzo duzy zawod milosny, "rozstalam sie" tez z przyjaciolka, ktora mialam za najblizsza mi osobe i moglam z nia porozmawiac doslownie o wszystkim. To tez bylo bardzo ciezkie, dziewczyna zachowala sie naprawde okropnie. O tym jednak nie ma sensu sie rozwodzic... Przeprowadzilam sie od niej, z Gdanska do Sopotu, do kawalerki znajomego (tzn on przeprowadzil sie z kolei do Poznania, wiec moglam od niego wynajmowac), niestety nie bywalam tam za czesto - nie mialam pracy, zajecia tylko co 2gi weekend, bez sensu bylo ciagnac od rodzicow kase na zycie nic nie robiac. Niedawno, konkretnie w styczniu, stwierdzilam,z e nie ma sensu ciagnac tego dalej. O wiele za pozno. Takie zycie w zawieszeniu, uczeszczanie do uczelni, ktora jest mi PO NIC poza papierem, to nie dla mnie. Poza tym musialam wreszcie wziasc sie w garsc, bo jesienia przeszlam dosc powazne zalamanie nerwowe. Tak zastanawiajac sie i kombinujac, pomyslalam, ze moze warto by zostac au pair, ze przeciez juz kiedys chcialam. Szukalam, szukalam, kombinowalam, jak odlozyc kase na agencje. Tak trafilam tutaj.
Przeczytalam chyba wszystko, co mozliwe, zanim sie odezwalam, w kazdym razie znaczna wiekszosc interesujacych mnie rzeczy. Dowiedzialam sie m in, ze wcale nie musze korzystac z agencji i placic im za nic. Tak zaczelam szukac rodzinki, na poczatku ukierunkowana tylko na kraje Skandynawskie, potem stwierdzilam,z e zaryzykuje i dopisze do swoich list (chyba ponad 10 serwisow internetowych, ale to tak na marginesie;p) rowniez inne miejsca.
Dostalam kilka dosc interesujacych propozycji - Wieden, Tampere (Finlandia) i Hamburg.
W Wiedniu mialam opiekowac sie 3 dzieci + 1 w drodze i psem, a warunki takie sobie, wiec podziekowalam. W Tampere juz lepiej.. no, wlasciwie pod. Miasteczko zwane Kangsalaa, z ktorego na wlasny koszt musialabym dojezdzac do miasta, kurs jezykowy dopiero od wrzesnia, 260e miesiecznie i calkiem sporo sprzatania + 2 dzieci i pies. Mimo wszystko bylam bardzo napalona na ta prace, bo Finlandia, bo Tampere - stolica mojego kochanego gotyku;> ...ale dzis dostalam odpowiedz na maila od mojej przyszlej hostki - z Hamburga.
Rodzinka 5 osobowa, mamuska ma jakas swoja firme, ojciec jest marynarzem, dzieciaki 2 chlopcow 13 i 14 lat + dziewczynka lat 5 i to nia mam sie zajmowac(5h dziennie + 3 babysittingi). swoja droga sliczna i bardzo podobna do siostry mojej przyjaciolki, tez przeuroczej. no i od 14 lat maja "operki", ostatnia jest zreszta z polski i jutro mam z nia rozmawiac przez tel, mam nadzieje ze mnie nie zaskoczy jakas niemila niespodzianka :twisted: dowiem sie tez dokladnie, jak bedzie wygladal moj pokoj - narazie wiem tylko, ze bede miala swoja lazienke i oddzielne wejscie. a dom jest w pieknej okolicy w hamburga, na ulicy, ktora zreszta dosc dobrze znam, bo doslownie kilka domow dalej w ubiegle wakacje pracowal moj ojciec, w klubie brydzowym, uczyl stare babki i dziadkow grac w karty;p w kazdym razie jestem dobrej mysli, mam dostac kurs jezykowy + 100e tygodniowo, w tym zawiera sie juz moj bilet na metro i autobusy (kobieta stwierdzila, ze normalna stawka w DE to 260 miesiecznie ale wg niej to za malo), moja przyszla hostka wyslala mi tez papiery do swojej agencji, zeby tam wszystko zalatwili. Oczywiscie bede miala tez ubezpieczenie zdrowotne i takie tam, ogolnie rzecz biorac jestem naprawde zadowolona. Powiedziala, ze bardzo mnie chce i jesli ja tez jestem na tak, ona podziekuje wszystkim innym kandydatkom i mam powiedziec, kiedy dam rade sie tam pojawic - choc ona chcialaby, aby bylo to jak najszybciej. A ja? Szok, nie spodziewalam sie wyjechac wczesniej niz na poczatku maja, ewentualnie, ostatecznie po swietach..... (nie jestem wierzaca, ale wiadomo, to okres, w ktorym cala rodzina sie spotyka itd.. a ze moja jest dosc rozbita po roznych czesciach swiata, zawsze czeka sie na to z utesknieniem).
Tak wiec umowilam sie z przyszla hostka, ze przyjade 2.4. Teraz czekaja mnie przygotowania - papiery, pakowanie (z tym to bedzie ciekawie, bo czesc rzeczy mam tutaj, w slupsku, czesc w sopocie), pozegnanie z moim sopockim gangiem (to sie odbedzie 31.3, juz sie boje;>), rozstanie z sis (to bedzie chyba najrtudniejsze..) i hejaaaaaaaaa do hamburga:>
Uffff.......... troche sie rozpisalam i zdaje sobie sprawe z tego, ze brzmi to nieco chaotycznie, ale b. trudno opisac to wszystko w kilku zdaniach... w kazdym razie bede informowala na bierzaco o postepach - np rozmowie ze "stara operka" itd :] 3mam sama za siebie kciuki ;p -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 21-03-2006, 0:41
dzieki dziewczyny za mile slowa, cos takiego wiele znaczy nawet z ust nie znanych mi osob :} tym bardziej, ze prawie zawsze, kiedy juz komus opowiem swoja skrocona historie (bo to jest naprawde tylko kropelka w wielkim oceanie, mowi, ze nigdy w zyciu by sie po mnie czegos takiego nie spodziwal. no ale taka juz jestem, czasami mi sie zdaje, ze ludzie, ktorych "los ciezko doswiadczyl" (jakos glupawo to brzmi, a ja nie lubie sie uzalac;p) staja sie odporniejsi i dobrze wiekszosc rzeczy znosza. tylko z drugiej strony czasami boli mnie,z e znajacy mnie ludzie uwazaja mnie za superszczesliwa osobe bez zadnych problemow i wrecz zazdroszcza niewiadomo czego :roll: w kazdym razie nie zasmiecam, bo nie o tym tu mialo byc. jutro wieczorem napisze, jak rozmowa z agnieszka, moja, niedlugo, poprzedniczka :] -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 21-03-2006, 20:12
no to sie zaczelo;P jestem po rozmowie z agnieszka. troche mnie przerazila 8) , ale ogolnie nie jestem zle nastawiona.. no wiec zacznijmy od tego, ze moja 5latka nie mowi po angielski :!: :!: :!: ja nie wiem, co moja przyszla hostka sobie mysli!!!!!!!!! chyba, ze jest zdania, ze nie szkodzi, ze nie mowie po niemiecku, wazne, ze rozumiem !!! zaraz bede do niej pisala w tej i kilku innych sprawach (tylko mam nadzieje, ze sie nie okaze, ze jednak zmienilysmy plany i tam nie jade, bo skasowalam wszytskie swoje profile, podziekowalam fince i wiedence - czy jak tam sie tego nie pisze;p - a, i jeszcze holandce:/ cholera jasna), ale wracajac do Louisy (tak nazywa sie moja 5.latka), podobno idzie sie z nia dogadac, jest bardzo ok, tylko czesto placze za mama (to mi sie kojarzy z tym, co napisala marta u siebie) :roll: biedna, cos mi sie zdaje, ze od poczatku bede do niej bardzo przywiazana. juz teraz zaczyna mnie rozczulac;p w kazdym razie mala poza przedszkolem ma jeszcze basen i konie, lubi rysowac i ciagle sie w cos bawi, im glupsza zabawa, tym lepiej (chyba sie z nia dogadam, bo uwielbiam szalec :twisted: )
z hostami kontakt jest ZADEN. on ma firme w berlinie i widzi sie go "od swieta", ona tez prawie nie rozmawia, po godzinach kazdy ma swoje zycie. dla mnie to nawet, szczerze powiedziawszy, dobrze, bo jakos nie jestem taka calkiem pierwsza do mocnego integrowania sie - moze dlatego tak ciagnelo mnie do zimnych ludow finlandii hehe;> w kazdym razie w tym zerowym kontakcie jest "maly" minus - nigdy nie wiesz, kiedy bedziesz miec babysitting, mozesz sie o tym dowiedziec nawet tego samego dnia (ale z tego co juz zdazylam zaobserwowac, to chyba calkiem powszechne zjawisko w operskim swiecie).
ze sprzatania mam raz w tygodniu dzieciece pokoje + wielka gora prania i prasowania (mamuska mi zawsze mowila, ze kiedys przyjdzie mi zaplacic za wykrecanie sie od tego w domu;p), a poza tym nic, bo maja oddzielna sprzataczke.
chlopcami tez martwic sie nie musze, trzeba tylko troche walczyc ze starszym, bo w czasie babysittingow potrafi udawac, ze juz spi, a po jakims czasie wstac i siasc do komputera, za co potem obrywa sie operce. dobrze, ze juz wiem, ze trzeba go pilnowac :twisted: no, chyba, ze rodzice wyjada na weekend sluzbowo, wtedy caly dom na glowie.
swoja droga z ich wyjazdami tez jest calkiem ok - wyjezdzaja wiosna/latem prawie co drugi weekend do domku na wsi i wtedy dom masz dla siebie. tylko co z tego, skoro oficjalnie NIKT nie moze cie odwiedzac? z tym jest troche zonk, zamiast zaprosic wlasnego ojca na herbate do siebie, bede sie z nim musiala widywac na miescie?;p z tym, ze ogolnie to roznie bywa, bo poprzednia operka (jeszcze przed ta, z ktora rozmawialam) miala lepsze warunki, wiec nie wiem. w tej sprawie tez napisze do hostki, teraz przynajmniej wiem, jakie dokladnie mam zadac jej pytania (papiery jeszcze nie wyslane, moge ponegocjowac :twisted: ale i tak z $ jest u nich ok i nie tylko z $, wiec raczej bede sie ich trzymala).
co jeszcze? hmm... urlopow oczywiscie tez nie moge sobie zaplanowac, mam je wtedy, kiedy oni maja. mam nadzieje, ze na castle party albo m'era lune uda mi sie pojechac;( bo wlasnie wtedy chcialam wziasc sobie tydzien;p w kazdym razie hmm co tu jeszcze (jestem strasznie rozemocjowana, przepraszam za niespojnosc textu;>) acha!! nie bede miala "tygodnia wstepnego" spedzonego ze stara operka! co do tego tez musze sie jakos dogadac, bo juz wole pojechac wczesniej, ale cokolwiek sie dowiedziec, zeby ktos mi pokazal, gdzie jest przedszkole louisy, gdzie na konie, gdzie na balet, bo hostka podobno agnieszce prawie nic nie pokazala.. mam jednak nadzieje, ze tym razem bedzie inaczej, skoro zadnej operki nie bedzie, zeby mi powiedziec.. 8O
w pokoju mam jakis lipny tv, ale akurat to nie problem, bo wezme sobie swoj, ale!!!!! nie mam internetu!!!!!! i nie ma mozliwosci podlaczenia;( ja tam umre! juz nawet kombinuje, zeby zalatwic sobie laptop, bo to i tak mialam w planach, ale bede musiala koniecznie dowiedziec sie, czy jest mozliwosc kupienia sobie bezprzewodowego neta (Cos takiego jak u nas oferuje chyba era albo plus), nawet jakbym miala placic ze swojej kieszeni, to jest mi niezbedne)
z wyjsciami, jesli nie mam babysittingow, tez nie ma problemu, bo mam swoje oddzielne wejscie, a ich nie interesuje, gdzie wychodze i kiedy wracam. moge sobie np w weekend pojechac do domu i wrocic w pon rano;p a to mi akurat pasuje bardzo. tylko tutaj tez male ale: agnieszce zdarzalo sie tak, ze miala juz kupiony bilet do pl, a potem okazywalo sie, ze MUSI zostac. coz, przynajmniej wiem i bede musiala i z tym jakos sobie radzic.
ogolnie rzecz biorac jestem zadziwiajaco spokojna o to wszystko, a jednak chcialabym miec chwile na przywykniecie do sytuacji, chociaz 1 dzien z poprzednia operka;/ poza tym sama bede sobie musiala zakupic bilet miesieczny, wiec jak przyjade po mala pierwszego dnia? jestem jednak dobrej mysli, bo jednak oni wiedzieli, ze ktos, kto juz jakis czas jest, moze sobie ze wszystkim poradzic, a ja moge miec jakis klopot na samym poczatku. zaraz zabieram sie za pisanie maila do hostki i dokladnie wypytam o wszystko. albo przyjezdzam wczesniej, albo prosze o bardzo dokladne instrukcje. i kurs angielskiego dla louisy ;> -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 22-03-2006, 21:55
Caly dzien siedzialam jak na szpilach, co chwile biegajac do komputera, zeby sprawdzic poczte. Nachodzily mnie momentami nawet takie czarne mysli, ze jednak ze mnie zrezygnowala, ze gdzies nie doczytala, jak wyglada moja historia z niemieckim.. swoja droga troche mnie to dziwi - czy matka nie zastanawia sie, jak jej operka dogada sie z jej corka?
Hostka w koncu odpisala, powiedziala, ze moge przyjechac, kiedy mi pasuje, ale w takim razie jade chyba w .... niedziele... bo jezeli mam jechac 2-3 dni pozniej, byc ze stara operka tylko 2 dni, wole jechac w niedziele, w dodatku bede miala darmowy transport. Tylko tak jakos mi dziwnie.. sis chyba dopiero teraz zrozumiala, ze wyjezdzam - zapytala, kiedy wracam, a po odpowiedzi "na swieta" najpierw myslala, ze zartuje, a potem polecialo jej kilka lez. Przez to i ja troche sie rozkleilam;P I teraz zaczynam lekko panikowac - wyjazd w niedziele wieczorem, ja ani przygotowana do wyjazdu, ani nic. Mam w tej chwili zero gotowki, a musze zainwestowac w sporo rzeczy. Musze pojechac w piatek do sopotu, a w sobote przyjedzie po mnie rodzinka, zebym zabrala troche rzeczy - kolejny dzien do tylu, prawdopodobnie bede sie pakowala w niedziele. Uwielbiam takie zalatwianie wszystkiego na ostatnia chwile;/ ...chociaz moze to i dobrze, nie bede miala czasu na zastanawianie sie nad czymkolwiek? No nie wiem. W kazdym razie mam nadzieje, ze w miare szybko uda mi sie zalatwic sobie net, inaczej oszaleje;p ...pojawia sie tez troche obaw, wlasciwie coraz wiecej, ale narazei jestem dobrej mysli. Wlasciwie moze i dobrze sie potoczylo - ze wyjezdzam tak szybko. Niestety, czas mnie gonil i tak musi byc. Dam rade :> -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 25-03-2006, 16:47
dziekuje wam bardzo dziewczyny za wsparcie;* wiele to dla mnie znaczy mimo tego, ze sie nie znamy :> teraz bardzo duzo sie dzieje, dlatego niebardzo mam czas na pisanie na forum....
wczoraj mialam pojechac do sopotu, pozednac sie ze swoimi przyjaciolmi, jednak musialam zdecydowac - albo zabrac dzisiaj, rowniez do trojmiasta, moja sis, ktorej bardzo na tym zalezalo, albo spotkac sie z friendsami. trudna decyzja, ale siostra jest dla mnie najwazniejsza na swiecie, a moje dziewczynki to zrozumialy i obieclaysmy sobie, ze spotkamy sie w swieta. jak sie potem okazalo, dobrze zrobilam, ze nie pojechalam - po poludniu zlapala mnie straszna migrena i mialam takie wrazenie, jakby bol nigdy mial nie przejsc - tego nie da sie opisac:/ przeszlo mi dopiero dzis przed poludniem, dlatego tez nawet dzis nie pojechalysmy:/ w ogole na niczym nie moge sie skupic, bo jeszcze jestem troche nieprzytomna...
...wczoraj bylysmy z sis w mtv pl ;p ja tego nie widzialam, ale podobno to krotki wywiad, ktory zrobili mi i sis, kiedy zabralam ja na koncert tokio hotel, jej ukochanego zespolu, do hamburga. tam tez podobno wygladalam jak nacpana;p wszystko dlatego, ze bylysmy przez chwile w pierwszym rzedzie, gdzie rozwscieczone fanki tak napieraly, ze nie mozna bylo oddychac i malo nie zemdlalam;/ (na koncercie zespolu, za ktorym nawet niespecjalnie przepadam;p)
no, w kazdym razie dzis jestem bombardowana smsami, dzwonila tez do mnie przyjaciola i biedna plakala prawie do telefonu... tez malo sie nie rozplakalam;p ale jednoczesnie zrobilo mi sie bardzo milo - w takich momentach mozna sie naprwde dowartosciowac, poczuc, ze jest sie komus potrzebnym i ze twoja obecnosc ma dla kogos znaczenie , nie jestes innym obojetna.
co jeszcze... troche pokrece chronologie;P w czwartek bylam z sis i rodzinka po moje rzeczy z sopotu, wtedy tez dowiedzielismy sie, ze malenstwo idzie do szpitala we wtorek.. k*** mac:/ akurat dzien po moim wyjezdzie:/ z tym tez jest mi ciezko, znow jest tak samo, jak kiedy wyjezdzalam dos zczecina na studia , znow wszystko naraz - powinnam byc tu, a nie moge...
piatkowe przedpoludnie spedzilam czekajac w kolejce u lekarza po glupi podpis, ze nie jestem na nic chora. potem, jak pisalam, umieralam;p (i nie czuje, ze rymuje;p)
dowiedzialam sie tez, ze do konca tygodnia bede mieszkala w pokoju goscinnym - to w zwiazku z tym, ze moja poprzedniczka jeszcze bedzie w hamburgu. zrobilo mi sie bardzo milo, ze zostane od poczatku bardzo dobrze potraktowana, ze nikt nie bedzie nam kazal cisnac sie w jedym pokoju itd - z drugiej jednak strony bede lekko skrepowana za kazdym razem, kiedy bede wychodzila z pokoju;PPPP ale moze dzieki temu, ze od poczatku bede miala wieksza stycznosc z host rodzinka, szybciej sie do siebie przyzwyczaimy. wszedzie trzeba szukac pozytywow:>
narazie to tyle, musze jeszcze tyle rzeczy zrobic... rozpakowac swoje rzeczy z sopotu, posegregowac, co zostawiam tutaj, co zabieram, wyprac, spakowac.... najsmieszniejsze jest to, ze powinnam sie juz zaczac stresowac, a jestem zadziwiajaco spokojna, pomimo tego, ze powinnam bac sie niektorych rzeczy;> i tak wierze, ze sie pouklada. mam juz taaaakie plany.....;>
a wasze pamietniki poczytam juz naprawde niedlugo, jak tylko znajde chwilke czasu, bo narazie doba ma dla mnie za malo godzin......;> -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 26-03-2006, 20:27
Dzis troche dziwny dzien. Ciagle klocimy sie z Malenstwem - wszyscy jestesmy teraz bardzo nerwowi w zwiazku z wyjazdami - kumulacja jest maxymalna, bo nakladaja sie na siebie 2 powazne sprawy.
Poza tym pakowalam sie przez pol dnia, nienawidze tego robic.. jestem z siebie dumna, ze nie robie tego kilka h przed wyjazdem;p chociaz i tak jeszcze sporo rzeczy musi wyschnac, wiec pewnie jutro czeka mnie bardzo napiety grafik - musze jeszcze troche rzeczy pozalatwiac, troche dopakowac. We wt po przyjezdzie tez za bardzo sie nie wyspie, moze z 3-4h, potem czeka mnie zalatwianie neta, przejazdzka w celu zarejestrowania legalnego pobytu itd.. A potem spotkanie ze stara operka i hejaaaaaa do pracy.. boje sie juz teraz troszke;p ale martwi mnie tylko sam poczatek, bo pewnie czeka mnie wspolna kolacyjka pokazowka zapoznawcza;p itd.. a moj niemiecki lezy i kwiczy, moge mowic tylko po ang pomimo tego, ze niemiecki rozumiem..... mam jednak wielka nadzieje, ze po tygodniu juz jakos mniej wiecej zalapie, "o co kaman" (;p), a potem dalej pojdzie samo - bede miala kurs, slowniki i poprostu bede ZMUSZONA mowic, mowic, mowic. Czekam z niecierpliwoscia. Boli mnie tylko, ze musze tu zostawic sis, a ona teraz naprawde mnie potrzebuje:/ dobrze, ze swieta sa tak blisko i niedlugo sie zobaczymy. -
Re: Mala Mi i jej przygody w Hamburgu :>
xMala__Mi > 14-04-2006, 10:44
musze niestety poprosic o zamkniecie mojej historii, poniewaz nie mam u siebie dostepu do internetu i bede od czasu do czasu wklejala b.dlugi wywod na bloga (milla.blog.pl), a tu pewnie i tak nikomu nie chcialoby sie czytac;p troche zonk, ze tak wyszlo, ale nie wiedzialam:>