• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 31-08-2005, 5:28

    Zaraz sobie z plaskiej walne. Wszystkie flogi, tzn bostonski i operkowy mozna uzywac, a do mojego nawet sie zalogowac nie moge. :mad:



    PS. Tak wpadlam tylko sie pochwlaic, mamy nowa zwierzyne w domu. KRABY. :roll:

    Mlody rano jednego przydusil i sie duren zdziwil, ze go przyskrzynil. :lol:



    A ja wlasnie omal zawalu nie dostalam, ze sie ktos do chaty wlamuje, a to zdurnialy krab skrobal.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    WAMPIREK > 31-08-2005, 14:12

    KRABY ??

    wow...

    niezle !!

    Monika...a po co jest ten ID..czy on jakos umozliwia zostanie Tobie tam na stale..czy jak ?
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 31-08-2005, 15:25

    ID umozliwia mi zrobienie prawka, tylko dlatego to chce. Poza tym, ID jest jak dowod osobisty, so nie potrzebuje nosic wszedzie paszportu.



    Teraz Wam powiem nowine. Napisala do mnie rodzina z... Melrose. Oczywiscie moj profil na Great ciagle jest aktualny, so.. I omal jajka nie znioslam, jak zobaczylam, ze sa z ulicy prostopadlej do mojej, ktorej to kazdego dnia namietnie uzywam po i w czasie pracy, zeby sie do downtown wydostac. Dzieci maja dwoje 4 i 5cio letnie. I ogolnie mili.



    Wczoraj zas gadalam z Ann na temet przyszlego roku. I czywiscie bede pracowac trzy full dnie plus poniedzialek half, jak mlodzi beda w szkole. I sie wkurzylam, bo mi trzy dni obiecywala. Teraz zobaczymy czy da mi wiecej money czy nie. Bo sama jej powiedzialam, ze juz cala chora jestem, ze "moj czas" nadchodzi.



    Obstawiam sie szkola na wypadek nadprogramowej pracy. Piatek ponoc zawsze mam miec wolny, a sobota i niedziela, tylko jak gdzies beda wychodzic, z tym, ze nie bedzie to dla mnie wielka komplikacja, bo bede miec tylko i wylacznie moj samochod i zaplacone extra za ten weekendowy czas. Czyli ujdzie. Natomiast poniedzialek mi "wciska" sila. Z jednej strony mam wobec niej dlug wdziecznosci, bo zaplacila za mnie ponadprogramowe 6 tys $, choc z drugiej teraz nie mam zamiaru jej za to placic swoja mega elastycznoscia. Tylko problem w tym, ze moja hostka jest dobra kobitka, co mogloby pomoc mi bardzo w uzyskaniu wizy studenckiej za rok. I tu moj dylemat.



    We'll see...
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 31-08-2005, 20:42

    Gosh, adrenalina mi skacze na mysl o czekajacym mnie dzis tescie na Harvardzie.



    Strasznie sie ciesze, ze wracam w mury szkolne... i to jakie. :wink:

    Choc nie chce zle wypasc. Ide z moim "Bagiem" i jego bratem.

    Moj chlop to typ "o test, super, let's do it!", jego brat za to orlem w szkole nie byl, ale jakby nie bylo oboje skonczyli high school w US, so ich angielski jest... zreszta, zobaczymy.



    No nic, spadam. 8)
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    WAMPIREK > 01-09-2005, 14:44

    No i jak Monika Tobie poszło ?? Trudne było ??
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    monica07 > 01-09-2005, 15:29

    i jak po tescie?

    a te kraby w domu to hoduja do zjedzenia czy dla przyjemnosci jak rybki w akwarium? mi sie kraby jako 'petsy' w glowie nie mieszcza ; )
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Alison H. > 01-09-2005, 18:57

    heh, MONIKA zapewne teraz oblewa, miejmy nadzieje, swoj sukces(czyt. udany test), dzieki temu mialam czas przejrzec jej cala historie- thx MONIA cala story bardzo zajmujaca, bylo milo sobie poczytac podobnie jak reszta czekam na ciag dalszy
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 01-09-2005, 20:41

    Chorera, nie moge sie zmobilizowac, zeby cos opowiedziec.

    Zaraz wpadne tylko zeby umyje, bo wlasnie prysznic sobie wzielam, wlosy jakims cudem rozczesalam i zeby mi zostaly.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 01-09-2005, 22:03

    Oto jestem.





    Wczoraj cale szczescie skonczylam prace o 3 nie o 6 jak zwykle, bo mlodzi mieli B-Day party gdzies, wiec Sue musiala zabrac i bejbi.



    Pogoda (przez huargan) byla powalona, bo padalo, strasznie wilgotno bylo i duszno, a ponad to ok 25 stopni C. Wyszykowalam sobie ciuchy juz rano, ale co z tego, jak w planach bylo wziecie matra, a ja i moje biale planowane spodnie..? Oczywiscie bylyby cale brudne, wiec wzielam dzinsy, w ktorych dupa mi sie gotowala. Jakiez wiec bylo moje zdziwienie, gdy moj chlop odbierajac mnie stwierdzil, ze jedziemy samochodem, bo przeciez pada! Zla bylam, jak to baba, gdy nie moze sie ubrac w cos, na co danego dnia ma akurat ochote. Cala droge nadawalam, ze mogl mi powiedziec, ze jestem zla, ze przeciez dwa razy do niego dzwonilam, a on nic nie mowil, ze samochod bierzemy. W koncu Mae (mama, Thiago) zaproponowala, ze mam wziac jej samochod i pojechac do domu sie przebrac, w czasie kiedy Thiago i Diogo beda brali prysznic. Tyle, ze ja jestem "locinia", ale nie az tak.



    Pojechalismy do Bostonu spoznieni. Nie wiem, jakim cudem dotarlismy na czas. Cali zadowoleni ze znalezionego miejsca parkingowego (co bylo nie lada wyczynem), pognalismy do budynku. Tyle ze okazalo sie, ze Harvard ma wiele budynkow, a to.. akurat nie byl ten wlasciwy. :roll:

    Ostatecznie znalezlismy wlasciwy, a tam... kilka setek osob. I kolejki do rejestracji, tzn do oddania papierka, ktory sie przy pierwszej rejestracji dostalo. Chlopaki maja nazwisko Araujo, so byli w innej kolejce niz ja. Swoja droga ich kolejka byla piec razy krotsza, oni juz siedziel na sali, a ja ciagle stalam w sznurku.



    Przy drzwiach zostal mi wreczony olowek i dwie kartki papieru, jedna z instrukcjami, co mam po tescie robic, druga z moimi danymi i numerkami, tzn karta odpowiedzi. Nastepnie przydzielono mi siedzenie.

    Sala niezwykle nowoczesna. "Odlaskowo" zielony dywanik wszedzie, krzeselkla jak w kinie z malutka "podstawka" do pisania, na ktorej swobodnie nie zmiesci sie nawet katrka A4. Reflektory, super czysta tablica, panie z przypietymi mikrofonikami (jak w Big Brotrzer'rze) i ... straszna klima. Zmarzlam tam okropnie.



    Poczatkowo nie mialam pojecia, o co w ogole chodzi. Pani kazala sprawdzic numerki i je zamalowac. Chyba caly czas bylam pod wrazeniem tego miejsca.



    Rozniesiono nam testy blyskawicznie, z zakazem ich otwierania. A nieopodal mnie Chinka z zaciekloscia przygladala sie pytaniom, bo... nie zrozumiala, ze nie wolno otwierac, coz zapewne jej umiejetnosci jezykowe nie staly na najwyzszym poziomie, bo glownodowodzaca kobiecina trabila o zakazie otwerania przez caly czas, gdy kolportowala zolte "ksiazeczki".





    Test skladal sie z czterech czesci po 25 pytan czyli ze stu pytan, nie bylo czasu na przerwy, choc mozna bylo udawac sie do toalety zostawiajac test na biurku.



    Pierwsza czesc stanowilo "sluchanie". Z CD play'era odsluchiwalismy konwersacji dwoch osob, a nastepnie w ciagu jednej minuty odpowiadalismy na trzy pytania dotyczace odsluchanej konwersacji. Poczatkowo staralam sie sluchac i w tym samym czasie czytac pytania, co bylo totalna glupota, bo powodowalo metlik we lbie. Na szczescie po trzech konwersacjach, (a bylo pewnie z 10) zepsul sie CD play'er, so nowym sluchalismy wszystkiego od razu, a ja pokapowalam, ze w zupelnosci wystarczy mi sluchanie, a jedna minuta pozniej na odpowiadanie to tez perfekcyjny czas.

    Sluchanie nie sprawilo mi wiekszych problemow, wszek slucham tu od roku.



    Druga czesc stanowilo "uzywanie i praktykowanie", gdzie podane byly sentencje podzielone na czesci, z czego w jednej czesci kazdej sentencji byl blad. Nalezalo go znalezc. Niektore bledy byly naprawde banalne, choc zdania bardzo podchwytliwe. I ta czesc poszla mi w miare gladko.



    Trzecia czesc to vocabulary. Nalezalo znalezc synonim do jednego slowa, ktore w zdaniu bylo podkreslone. Kosmiczne, jak dla mnie, bo o niektorych slowach pojecia nie mialam, a niby uzywam tego jezyka od roku. Chociaz wypelnilam wszystko, wiem, ze vocabulary u mnie lezy.



    I ostatnia czesc, czytanie ze zrozumieniem. Poszlo mi gladko, bo i czas mialam. Nawet nie wiem, jakim cudem tak mi perfekcyjnie tego czasu wystarczylo. Teksty byly cztery na przerozne tematy, od zanieczyszczen srodowiska, przez medycyne naturalna a "normalna", latajace kobiety na poczatku wieku XIX do elity US po War World II. Do kazdego tekstu trzy pytania.



    Nikt nie mogl sie ruszyc z sali, nawet jesli skonczyl wczesniej, bo zaden test nie mial prawa "wyjsc" z sali inna droga niz z glownodowodzaca.



    Ogolnie musze powiedziec, ze jestem zadowolona, choc i przerazona, na ile bede oceniona. Za dwa dni moge sprawdzic online, jak sie sprawy maja. Cala jestm hej, czy bede duzo gorsza, niz moi chlopcy po high school tu, od roku praktykujacy portugalski. :lol:



    Harvard zrobil na mnie mile wrazenie. I strasznie mnie cieszy perspektywa powrotu w mury szkolne. Jeszcze pamietam, jak rok temu zmarnowana bylam po sesji, a tu taka radosc, ze sie bede uczyc.

    Poza tym, od kiedy pamietam nie znosilam sie uczyc angola jako tako, czy pisac testow, tym zas razem sprawilo mi to przyjemnosc. Chyba przez wzglad na to, ze jednak ten rok cos mi pod wzgledem jezykowym dal.



    Teraz zalatwiam kurs piatkowy na Cambrigde, bo Harvard bede miec we wtorki i czwartki po dwie godziny. Tyle ze te dni pracuje full time, natomist piatek mam off, so nastepny kurs jest poldniowy. I jeszcze chcialam TOFELa, ale cholera w soboty jest, a jakos mi sie nie chce sobot na szkole tez przeznaczac. W koncu musze miec kiedys wolne.





    *(locinia, loca /portug. = crazy, psycho /ang.)
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 02-09-2005, 16:40

    Gosh, jak mnie moja wspollokatorka wnerwia. :mad:

    Jest niezadowolona, ze do chaty wraca, a stara mi sie pokazac, ze "och super bedzie". I taka sie sztuczna zrobila. Jeszcze tydzien i mam swoj, tylko swoj samochod, bez mowienia gdzie i na ile jade i cell. Wow. 8)

    Za siedem dni zaczynam prace z trojca. Trzymajcie palce, zebym nie ocipiala tu. Juz mi Ann zapowiedziala ze to beda crazy weeks and I gonna work a lot, but I'm gonna get extra money, so.. I'll be fine. :lol:



    I'm so rich now. :lol:

    Na moim konicie poltora tysiaka zielonych. :twisted:

    Wydawanie czas zaczac, najpierw do malla jade, potem czek na Harvard, ksiazki. Och, zeby mi choc polowa zostala. Na laptopa zapewne nie wystarczy juz. :roll:



    Have nice weekend people!

    Ja juz zaczelam labe wczoraj wieczorem, koncze d poniedzialek w nocy. 8)
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia