-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
agulka > 07-07-2005, 20:15
Cytat:Czy nie dostane dzieciowstretu?
hmmm gdybys miala dostac dzieciowstretu, to juz dawno bys to miala..
:wink:
bedzie dobrze i zycze kolejnych udanych 10 miesiecy.. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
monica07 > 08-07-2005, 0:59
[quote name="MONIKA"]
Czy dam rade?
[/quote]
A kto ma dac rade jak nie ty wlasnie? 8) -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Markosz > 08-07-2005, 10:27
Monica zmien ten obrazek bo jest okropny, bez obrazypoza tym strasznie deformuje strone
pozdro -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Jo > 08-07-2005, 10:32
nom dziwny ten obrazek :lol: sama rysowalas ? :twisted: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
monica07 > 08-07-2005, 14:57
Nie nie sama heheh. Rysowal go Moby.
Juz zmieniam zeby po oczach nie razil i sie nie wpatrywal w was. Na snooopiego.
Monka czyli na pewno zostajesz na next year?Zdaze cie odwiedzic -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
ewa^^^ > 08-07-2005, 19:10
monica07 nie widac Twojego avatarka tylko adres strony internetowej (przynajmniej u mnie) . Wybierz sobie z innej stronki, bo wlasnie z tej co masz sie nie pokazuja czesto.
P.s> Moby?? ten łysy co ?piewa?? ja myslalam, ze to dziecko jakies namalowało. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 08-07-2005, 19:11
Mam nowego floga. Beda na nim zdjecia tylko i wylacznie Bostonu.
Odnosnik na moim flogu. 8) -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
monica07 > 09-07-2005, 1:57
ewa ja tez tak z poczatku myslalam,a to Moby - ten lysy hehe
Teraz mam nowego avatarka.
Monka zapodaj wiecej zdjec. Ladny ten Boston. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 10-07-2005, 0:49
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-07-2005, 20:23
Pogoda nadal piekna i letnia, pracy mam malo, ale dopada mnie male wkurwienie na wszystko i nic.
No bo tak.
Teraz sobie bimbanke urzadzam, bejbik spi suma sumarum jakies 5 godzin dziennie, ja pracuje 10, take narobic sie nie narobie. Jezdzimy z nimi na basen, na plaze, do parkow. Czasem zostajemy z Mloda w domu, a Sue zabiera dzieciaki i jedzie tylko z nimi. I juz mnie masakra dopada, jak widze te male bachory, ktore sa totalnie niesamodzielne. Nie ma tu mowy o zadnej pomocy z ich strony, a Holly ma skonczone 5 lat, rocznikowo 6, czyli powinna byc w miare samodzielnym czlowiekiem. Will za to wali w gacie, ryczy jak Ann rano wychodzi do pracy, ponad to mlodzi sa totalnie nie zdolni bawic sie sami. Ktos musi ich non toper zabawiac i ... Wkurwiam sie, bo jak pomysle, ze bede miala na glowie male nadal bejbi, ktore zacznie raczkowac, a potem trzeba ja bedzie uczyc chodzic i ciagle karmic jakimis miksturami plus te dwie male cholery, dopada mnie deprecha na maxa.
A tu sa wymagania, nie ma mowy o tym, zeby sie dzici same bawily, trzeba je zabawiac, trzeba z nimi w girki grac i zapewniac im atrakcje pierwszej klasy, jak pomysle, ze "moi starzy podopieczni" chodzili do parku i to wsio, a ci na baseny, plaze, farmy, fairy, do kina, muzeum. I wez teraz troje zapakuj i lataj z nimi. Kurwa. Wiec to nie bedzie taka ot opieka, bedzie to latanie miedzy trzema dzieciarami, ktore bez wzgledu na wiek sa totalnie niesamodzielne.
A ja zalatwiam Harvard i poczatkowo myslalam, ze wezme angielski i portugalski, ale chyba bym sie w tym wypadku zachapala na amen. Nio z bejbikiem luz, bo, np. jak spi bym sie uczyla, ale z mlodymi. Jedyna nadzieja w tym ze Holly do szkoly pojdzie na dluzej, ale to i tak kropla w morzu.
Oczywiscie sa tez dobre strony, mam wolne weekendy z piatkiem wlacznie, czasem 4 dni nawet, mam 150 i nigdy mniej, a czesto wiecej ( w zeszlym tygodniu 160, w tym 170 na mur beton), co nie zdarzalo sie w moim starym domu nigdy i w wielu rodziach sie nie zdarza. Ponad to Ann zaplacila za moj Extension Program bagatela 200$. Ale znow wkurwienie, bo nie wiem, co bedzie z moim ubezpieczeniem, ktore rozszerzone na drugi rok kosztuje 425$!!!
I w ogole przyszlosc. Tzn wiem, ze chce tu zostac na studia, juz niby co nieco obcykane, ale nie wiem, czy dobrym pomyslem jest bycie wiecznie operka, bo dostane naprawde poteznego dzieciowstretu sie obawiam. Z drugiej strony bezpieczniej mi byloby byc nadal a ta rodzina, bo z wiza mi na pewno pomoga, a to jakby nie bylo wielki problem zawsze jest, poza tym ekonomicznie ze wzgledu na moja manie prania, kapania sie i zuzywania wody w ogole. Nio i mialabym cara z benzyna i koma na stowe na swoj uzytek. Ale tu druga strona medalu, jak pomysle, ze mam nadal byc w tym wiezieniu operkowym. No bo nawet nikogo zaprosic nie mozna, bo to nie Twoj dom. Nie wiem, co oni sobie wyobrazaja, ale...
:roll:
I takie mnie watpliwosci wszelakie dopadaja. Ale pociesza mnie Amor.