• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

co ja tutaj robie? -historia magdy

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • co ja tutaj robie? -historia magdy
       
  • co ja tutaj robie? -historia magdy
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maya > 09-07-2006, 12:33

    Widzę,że sporo się u Ciebie dzieje... oby tak dalej się dobrze układało.Pisz jak tylko możesz...
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maada > 11-07-2006, 4:18

    dzieki Maju, ze czytasz moje wypociny



    Wlasnie wrocilam z biblioteki i chyba sie zakochalam.... :lol: Jakbym wiedziala ze tacy przystojniacy tam chodza to bylabym tam codziennie :lol:

    Przynajmniej mam pretekst zeby zaczac sie uintelektualniac Pozyczylam milion ksiazek do nauki angielskiego....i biore sie powaznie za nauke :!: Postanowione :!: Dalej tak byc nie moze zebym czula sie jak ostatnia idiotka, bo nie rozumiem co mowia ludzie, albo nie umiem wyrazic tego co mysle i czuje.



    Jakkolwiek, abstrahujac od mojej beznadziejnej znajomosci angielskiego, moim najwiekszym problemem tutaj jest w dalszym ciagu :? jazda samochodem :?



    Najlepsze jest to ze od kilku dni jezdze z gps-em i dalej mam problem :twisted: A mianowicie -wczoraj jak jechalam na moje "spotakanka" to w 1 strone host wszystko poustawial i bylo ok. W druga strone "maszyna zwariowala" i wywiozla mnie na 2 koniec miasta...Cudem :!: :!: wrocilam do domu. Zaczepilam ludzi, powiedzieli mi w jakim kierunku powinnam jechac i jakos trafilam.



    Dzisiaj wsiadlam do auta i niestety jak wybralam opcje "dom" -to byla ona juz zmodyfikowana przez moja wczorajsza przygode i pojechalam w to samo miejsce co wczoraj :!: Jakies 10 mil w plecy....wrr....Juz chyba wole jezdzic z mapa :!:



    Z dzieckiem radze sobie coraz lepiej. :wink: Tuli sie ciagle do mnie, wiec pewnie mnie polubila troszke A jak odstawia szopki to olewam i juz. Ma fochy to jej problem. :twisted: Jakbym sie tak przejmowala jak na poczatku to bym tu zwariowala, a jeszcze chyba jestem na to za mloda buahahaha :lol:



    Hosci dalej mi mowia jaka jestem "wspaniala osoba" 8O Podoba mi sie to, nie powiem :lol: Jakkolwiek zdaje sobie sprawe ze dla amerykanow wszystko jest "great"...taaa...jak dziecko zrobi kupke to jest "GREAT JOB", jak ja sie za 1 razem zgubilam to tez bylo "GREAT JOB" -bo przeciez nie rozbiam auta :!: a jak cos jest naprawde fajne to tez jest "GREAT JOB"....hehhh....AMERYKA.....

    Ciekawe pod co moje "wonderful person" podpiac :roll: :wink:



    A odnosnie wczorajszych "randek" to nie chce mi sie nawet pisac....porazka.... :?



    Hehh dobrze ze chociaz w bibliotece sa fajni faceci, jutro musze tam zajrzec :wink:
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maya > 11-07-2006, 9:43

    A czemu z randek nic nie wyszło?opowiadaj!Co? mi sie zdaje,że po moim przyjezdzie do usa bede musiała częsciej chodzic do biblioteki,hehehe. :lol:
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    WAMPIREK > 11-07-2006, 10:40

    Kochana,ale skoro z tamtych randek nici (jak mowisz) to na pewno z biblioteki ulotni sie jakis randkowicz



    Mam nadzieje,ze juz niedlugo nie bedziesz sie gubic albo to urzadzonko bedzie prawidlowo Ciebie prowadzic
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maada > 12-07-2006, 5:04

    Gosh...Mialam taki ciezki dzien ( i dlugi...

    A wiec bachorka spala dzisiaj do 9...Bylam wiec cala szczesliwa , zwlaszcza ze umwilam sie z hostem ze wroci wczesniej z pracy i pojedziemy do banku. Wyliczylam sobie wiec ze bede pracowac jakies 7 h, wiec szybciutko zleci...

    A tu niespodzianka...Ten sobie nie poszedl do pracy...Po pierwsze -nianawidze jak on zostaje w domu i patrzy mi na rece, po drugie -bachor przy nim glupieje i robi sie nieznosny.



    Dzisiaj mala myslala ze on jest juz w pracy (bo spal), wiec smiala sie rano, w 5 min zdjelam jej pampersa i ja przebralam. W normalne dni, jak on przychodzi rano sie z nia witac, to ta zaczyna histeryzowac i szopka pod tytulem ubieranie sie trwa godzine...Wyobrazcie sobie wiec co sie dzieje jak on jest caly dzien w domu....Glowa mnie tak bolala, ze bralam tabletke.



    Ale jej cyrki to jeszcze moge wytrzymac...Kluczowym punktem dnia byla moja wyprawa do banku...Wiec oczywiscie ja mialam prowadzic, a on mial mi mowic gdzie jechac...Taa...Wyjezdzamy i zaczyna sie cyrk. Jade 28 mil/h a on: za szybko! zwolnij! jedz 25! spoko...duza roznica...dobra...jade dalej na innej drodze tak 32 moze...a on: jedz szybciej! za wolno! ma byc 35! A ja mu tlumacze, ze to trudno jest tak rowniutko wycyrklowac, ze mi wychodzi te 2 mile mniej albo wiecej...A on: to patrz na wskaznik!

    Ja nienawidze go sluchac jak prowadze, wiec i tak wlaczylam sobie gps-a...W pewnym momencie on mowi -"tu skrec". A na gpsie mi wyskakuje ze dopiero za 0,5 mili. I ja mu to mowie. A on "skrecaj". Wiec dobra, zjechalam na dobry pas. A on za chwile -"nie, nie tutaj !!!!". I oczywiscie kto byl winny -ja...Pozniej na swiatlach pytam sie -prosto czy w lewo...Cisza...wiec ja czekam. A on: "jak nie wiesz gdzie jechac to jedz gdziekolwiek, nie mozesz stac na swiatlach bo jestes nieprzewidywalnym kierowca!!!!" I juz tu sie skonczyla moja granica...Tak sie zdenerwowalam, ze pozniej to juz wiem ze jechalam beznadziejnie...wlasciwie to juz nie wiedzialam co robie....Po wyprawie do banku dziewczynka chciala pojechac do ksiegarni i jak wysiadlam z samochodu przed ta ksiagarnia to sie tak rozryczalam, ze musialam sie chowac zeby wycierac oczy. Nie chcialam, zeby ten kretyn pomyslal ze jestem histeryczka...No ale jakkolwiek chyba sie skapnal ze popsul mi niezle humor...Ja poszlam z mala ogladac ksiazki, a on w tym czasie przyniosl mi kawe. Pozniej mnie przepraszal ze sie przez niego zestresowalam, ale na cholere mi jego przeprosiny...Wiem, ze nie jestem dobrym kierowca, ale on sie czepia nawet o pierdoly w stylu 2 mile za malo, co mnie stresuje i pozniej ogolnie jade gorzej....



    No i podlizywal sie pozniej caly wieczor, sumienie moze go ruszylo...Zaprosil moja siostre do Disneylandu.. On do mnie z tekstem "Mowilas siostrze ze jedziemy do disneya? nie byla zazdrosna? fajnie by bylo jakby z nami pojechala. bo ja wzialem wiekszy apartament wiec mialaby swoj pokoj. to co chcialaby?" A ja mowie ze dziekuje za zaproszenie ale to dluga droga do stanow i pewnie rodzice baliby sie ja puscic sama...A on:" linie lotnicze sie nia zaopiekuja i to dla rodzicow tez fajnie bo beda mieli wakacje od niej".



    A pozniej to juz mnie rozwalil zupelnie...Bo on sie zawsze strasznie czepia o moj angielski, poprawia mnie, jak ja cos mowie to twierdzi ze nie rozumie, choc doskonale wie o co chodzi mimo ze nie powiedzilam tego na poziomie advance. Dzisiaj np wysluchalam w trakcie cudownej podrozy do banku wykladu, bo pomylilam slowka "wymowa" i "intonacja"...Luz...dla mnie to nawet w polskim jest podobne..Sara nigdy tak nie robi...W kazdym razie on do Sary "Wiesz Magda uzywa w codziennej konwersacji wiecej idiomow niz Rebekka" -(poprzednia oper) Oczywiscie to nieprawda -raz uzylam idiom w ciagu calego pobytu.



    To wszystko nie zmienia faktu ze dzisiaj pracowalam do godz 18.45...Swietnie...Sary (hostki) nie bylo w domu, a on musial 'pracowac' -co oznacza gadac przez tel i siedziec przy kompie.



    Mialam tak fatalny humor, tak mnie bolala glowa, ze pomyslalam..."Po co ja sobie wszytsko utrudniam...Tak mi bylo dobrze w pl...Chce moja mame, moich przyjaciol...Chce do domu...."Cale szczescie kolezanka polka-operka z norfolk dorwala mnie na gadu i pyta sie jak tam...I ja jej opowiedzilam moj super dzien...Ona zadzwonila do mnie, gadalysmy godzine i juz mi lepiej...



    A z ta jazda samochodem bo mnie doluje strasznie, bo ja mam naprawde spore problemy...A nie moge tez nie jezdzic, bo samochod jest potrzebny zawsze i wszedzie tutaj...Nie ma autobusow ani nic takiego...A ten debil mnie jeszcze doluje...ehhh....
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maya > 12-07-2006, 9:14

    Nie warto sie przejmowac takim kolesiem-olać go!widze miała? ciężki dzień,ale dasz rdae-tylko nie daj się...
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    WAMPIREK > 12-07-2006, 19:19

    ALE KRETEYN (za przeproszeniem) !! Dosłownie jak na egzaminie na prawko :/ Nowe miejsce ,nie znasz je ...a ten już oczekuje od Ciebie perfekcji !!!!!

    Musisz być silna,wiem ,że to tak łatwo mówić..ale musisz byc !! Z czasem sadze ,ze sie odpornisz...albo (mam nadzieje) on sie zmieni



    P.S. Pytanko z innej beczki ,wiesz moze od ilu pkt przyjmowali na dziennikarstwo we Wrocku ??
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maada > 13-07-2006, 2:13

    Wampirku, za moich czasow :lol: tj. rok temu przyjmowali od 75 punktow, ale wtedy byl test. Teraz licza sie wyniki matury i nie wiadomo jak to odniesc do wczesniejszych wymagan....A wybierasz sie na dziennikarstwo ?? Fajne studia, polecam :wink: chociaz osobiscie caly czas marze o psychologii...
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    maya > 13-07-2006, 9:23

    Popieram-psychologia to jest to! :wink: Mimo,że nie studiuje jej to jednak bardzo bym chciała :wink:
  • Re: co ja tutaj robie? -historia magdy

    WAMPIREK > 13-07-2006, 16:16

    Ja nie wiem co i jak Dziennikarstwo mi sie podoba (szczegolnie prasowe No coz zobaczymy jak to bedzie
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia