• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    martamaua > 23-05-2005, 19:43

    Ze mnie tez Witam w klubie.

    Odebralam to jakbys go bronila conajmniej i od razu bulwers

    Wiesz bo mnie meczy to takie gadanie ciagle.Te sie wyzywaja,te ja komentuja.Widac,ze nie zmienisz laski niech sobie pisze co chce,niech zyje swoim zyciem.A co sobie o niej myslisz to sobie mysl.

    Jakas stypa sie na forum zrobila....
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    taka_jedna > 23-05-2005, 19:56

    aajjjjj dokladnie....

    ale nic juz nie pisze bo zasmiecam watek Moniki





    mam nadzieje ze Monika tez zrozumie o co mi chodzilo



    i ludzie nie wyzywajcie sie bo po co sobie psuc zycie takimi 'glupotami'?





    pozdrawiam wszystkich
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Ilona > 24-05-2005, 0:44

    Witam,

    A mnie w tym wszystkim zastanawia na ile Monika przezywala wewnetrznie odejscie od dzieci.Nic na ten temat nie piszesz.Chodzi mi o to,ze przeciez nauczylas troche rzeczy w koncu te maluchy/chociaz nie byli zadowoleni z mycia rak dzieciakow czestego-woda droga?/prawda?.Jakie masz uczucie w sobie myslac,ze ktos inny bedzie bawil sie z tymi dziecmi,czegos wymagal albo nie.Zbieral jakby nie bylo pewne owoce Twojej pracy.Nie ma sie takiego zalu w sercu i smutku.

    Interesujacy jest w ogole temat rozstania z dziecmi po tak dlugim czasie.Ciekawe czy one wiedza,ze poszlas do innego dziecka.Jak one na taka wiesc reagowaly?/

    Szkoda tych wszystkich dzieciakow,ktore co roku maja nowa opiekunke.Kazda inne wymagania."Kreciola "w glowie dostaja poznie od tego.

    Sa pozniej takie a nie inne.

    Przesylam pozdrowienia :wink: :wink:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 24-05-2005, 3:02

    Dzieci...

    Weekend byl szalony. Najpierw piatek pakowanie w tempie blyskawicznym, bo wlasciwie w godzine caly moj stuff byl w samochodzie. Potem przepowadzka, ale bez rozpakowywania. Pozniej cala sobota koncert. I w niedziele wielkie sprzatanie mojego pokoju i ukladanie wszystkiego. Bo w poprzednim room'ie nie mailam dostatecznej ilosci polek, a tu mam az nadto. W niedziele wieczorem rozmowa z Ann, "jak to bedzie", itp. I dzis pierwszy dzien pracy.



    Strasznie mo sie tesknilo za moim Kochaniem i jego rodzinka. W zasadzie weekendy zawsze spedzam z nimi, wiec bylo mi strasznie dziwnie.



    Ogolnie nie zdazylam jeszcze zatesknic za moimi maluchami, ale caly czas mowie o ich "moje dzieci to, a tamto".



    Mala Juliett jest slodka i choc rano dala mi niezle popalic, bo darla sie tylko dlatego, ze "nie jestem jej mama", pozniej smiala sie i "pogadalysmy sobie", mysle, ze lody na dobre zostaly przelamane.



    Wracajac jeszcze do moich starych dzieci. Kiedy bylam w PL w ogole za nimi nie tesknilam. Pisze szczerze. Prawda jest taka, ze moj 45h (plus more) skedzul spowodowal, ze sie moimi dziecmi "przejadlam". Juz nawet moi rodzice stwierdzili, ze jak dla kogos, kto jest tylko operka, nie ma swoich dzieci, ani "przedszkolnego" doswiadczenia i pewnego dnia dostaje pod swoja opieke troje malych dzikusow, 45 godzin w tygodniu (zwazywszy jeszcze na brak prywatnosci w moim starym domu, ktory powodowal, ze dzieci byly mna mojej glowie zawsze, kiedy ja bylam w domu, a one nie spaly) to zbyt wiele. I to prawda. Przywiazalam sie do nich niesamowicie, ale prawda jest tez taka, ze to nie moje dzieci i nie mam najmniejszego wplywu na ich losy, takze na to, czy jeszcze mnie zobacza, czy nie, wiec to musial byc dziwny rodzaj przywiazania. Zreszta, jak im powiedzialam, ze odchodze, ale chce zeby wiedzilay, ze nadal ich kocham i chce widywac, bo przeciez zostaje w tym samym miejscu, Kris (kiedy sie dowiedziala) wykrzyczala mi w twarz, ze to przeciez nie sa moje dzieci i nie moja sprawa, jak oni je poinformuja o tym, ze odchodze i ja nie mam sie w to wtracac, bo ja tu tylko pracuje. 8O (Ciesze sie, ze nie musze juz z ta chora kobieta obcowac). Nie musze tego komentowac. Od poczatku zdawalam sobie sprawe, ze chocbym na uszach stanela, dla bezuczuciowej brudasicy bede tylko operka, ktora choc jest dla dzieciakow, jak mama, jest tylko dziewczyna z "dzungli". Wiedzialam, ze cokolwiek zrobie, mlodzi nigdy nie stana sie moimi dzicmi, w tym sensie, ze bede mogla mic z nimi kontakt nawet jesli bym odeszla. A wiedzialam, ze odejde.

    Oczywiscie brakuje mi ich, ale bede starala tak te sprawe rozegrac, zeby ich moc widywac. Wszak bede pracowala trzy dni w tgodniu..



    Teraz jestem u mojego Amora i spadam, bo musze sie pytulic.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 24-05-2005, 19:56

    W moim nowym domu jest za duzo pysznych slodyczy. :twisted:



    Poza tym Ann jest zajebista, zaproponowala, zebym zrobila prawko asap (chcialam to robic we wrzesniu). Oczywiscie ona za wszystko zaplaci i luz.



    Z samochodem jakos sobie radzimy, dobrze, ze moj Amor ma swoj wlasny, to jakby co robi za taxi.



    No i ta nieszczesna prywatnosc. Dzieci maja zakaz wchodzenia na nasze pierto, co oznacza, ze mozemy tam paradowac w recznikach czy stringach i nikomu nic do tego. Jest to dla mnie niezwykla nowosc po dziewieciu misiacach w domu, w ktorym nawet nie moglam w gaciach u siebie w pokoju siedziec.



    I np dzis pracuje od 10, czyli sie wyspalam. teraz dziecinka spi, nikogo w domu i pieknie.



    Caly czas czekam za wiza do Kanady. Jade tam za dwa tygodnie. A tez weekend zaczynam w czwartowe poludnie, takze super.



    I nie wiem, co z moim esejem "historycznym".



    Oczywiscie jeden minus, zimno i leje. Slonce umarlo.



    Ciekawe co z moimi "starymi" dziecimi?



    Wczoraj, jak mnie Thiago odwozil do domu sobie pomyslalam, a dlaczego my do Sue jedziemy. I jakos nie dociera do mnie, ze stary dom, juz nie jest miejscem mojego zamieszkania.



    Ide po batona. :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    joelle > 24-05-2005, 20:12

    Cytat:Dzieci maja zakaz wchodzenia na nasze pierto, co oznacza, ze mozemy tam paradowac w recznikach czy stringach i nikomu nic do tego.



    Monia, czyli ile macie dzieci w domu? bo z tego co czytam to jest mała Jull, a s? jeszcze jakie?? :-)

    A wła?nie, masz możliwo?ć odwiedzania swoich "starych" dzieci? tzn. czy stary dom jest blisko czy daleko od nowego? :-)
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 25-05-2005, 5:36

    Tak, opis mojej nowej rodziny naskrobie niebawem. Dzieciaki sa trzy. Moja mala i Wiil lat 3, plus Holly lat 5. Dwojgiem zajmuje sie Sue, ja tylko Julliet.



    Moj nowy i stary dom dzieci jakies 10 minut samochodem. Ale nie mam szans na spotkanie sie z dziecmi. moze podstepem sie znajde tam, gdzie wiem, ze beda, ale nie ot tak. Porypani hosci sie na to nie zgadza. takze na spotkania oich staych dzieci z Willem i Holly, ktorzy sie nawzajem uwielbiaja.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    agulka > 25-05-2005, 9:08

    to jak Sue wyjedzie zostajesz z 3 dzieciaczkow? eh, fajnie..ja juz sie nie moge doczekac, kiedy do moje trojki pojade
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 26-05-2005, 6:14

    Moja nowa dziecinka jest strasznie kochana. Generalnie nie ma problemow z rykiem. I Ann, nasze godziny pracy ona wypisuje na wyrost. Do szostej znaczy, ze o piatej idziemy do restauracji na obiad, albo przyjezdza pizza. :lol: Dzis tez mialam wpisane do 9.30 babysitting, ona wrocila o 8 i luz. I za wszystko dziekuje i prosi. Juz mam ubezpieczenie czyli Subaru jest do uzytku.



    Wczoraj wieczorem Sue wyszla, a ja zostalam w domu. Mloda sie wydzierala, bo nie chciala ogladac mamy kapiacej mlodych, wzielam wiec Jull i poszlysmy sobie "pogadac", Ann zaraz przybiegla, ze dziekuje, ze mi ekstra zaplaci, ze docenia. W takim domu nikt mi nie musi mowic o robieniu prania, czy zmywaniu (wsadzaniu do zmywarki) naczyn. Po prostu, jak w domu.



    Jedyny problem, pogoda. Mamy huragan, leje deszcz i do tego oszalamiajaca temperatura dochodzaca w porywach do nawet 5 stopni C. Nie mielismy pradu prawie caly dzien, potem sie cos piec zaial i nie chcial grzac. ogolnie same przygody.



    Jutro o 12 w poludnie zaczynam moj weekend. Na szczescie dluzszy. Odrobie za szalensto zeszlego tygodnia.



    Ide spac, bo wiatr szaleje, a tu usypia mnie momentalnie.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Ally > 26-05-2005, 11:08

    Wow wreszcie fajna rodzinka, ale masz pogode, u nas około 20 stopni w cieniu i ogolem słońce itp a u Ciebie huragan 8O
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia