-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Markosz > 13-05-2005, 18:01
Wiesz.... jak czytam za kazdym razem te opowie?ci to nie wiem czemu, ale mam ci?gle u?miech twojej hostki Kris na jednym ze zdjec co jest na forum, to chyba ona tam jest. Kurcze ten usmiech jakis taki ciepły jest, ze wogóle nie potrafie sobie wyobraźic jak pod t? rado?ci? kryje sie tyle "brudu", wkoncu to brudasica -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Ilona > 13-05-2005, 21:16
Ja mysle,ze nie wolno nam do konca oceniac innych po tak krotkiej znajomosci ich.Oczywiscie w kazdej plotce jest troche prawdy.Sasiedzi gadaja,oceniaja itd.Zastanawiam sie dlaczego tak ludzie lubia mowic o innych.Mysle,ze troszeczke dlatego aby ukryc cos ze "swojego podworka".
My tez w swojej pracy nie jestesmy przeciez idealne.Nie lubimy jak nas ktos ocenia.Tym bardziej negatywnie.
Nikt na tym forum nigdy nie napisal o sobie.Owszem byly oceny wlasnej osoby pod katem jaka jestem dobra w czyms./jazda autem,zabawy z dziecmi,dobre robie zakupy itd./Chodzi mi jednak o to czy swoja prace wykonuje naprawde idealnie pod nieobecnosc hostow w domu.Cz nie robie rzeczy,ktorych w czasie zajmowania sie dziecmi nie powinnam robic.Troche samokrytyki niektorym by sie przydalo.
NIE OCENIAJ BO SAM ZOSTANIESZ OCENIONY :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!:
nie jestem idealna,ale tak jakos glupio sie czyta slowo"brudasica".Nie musi byc,az tak zla skoro wytrzymalas Monika z nimi tyle czasu.Ty taka pedantka.
Nie znasz dobrze tej kobiety,nie staralas sie jej do konca poznac,zrozumiec jej zachowan.Opierasz sie na opiniach innych,ale im tez nikt nie dal prawa jej oceniac.Traumatyczne przezycia pozostawiaja slad w psychice i czasami warto sie z taka osoba zblizyc,aby ja dobrze poznac.Ona w tej swojej niezaleznosci i samodzielnosci w sumie to jest napewno nieszczesliwa.Jesli jeszcze wszyscy sie od niej odsuwaja to poglebia to te chec udowodnienia wszystkim,ze "ja sobie poradze".Kolo sie zamyka.
Ciekawa jestem kto pierwszy wyciagnie do niej reke i cieplo tak od serca z nia porozmawia.Bez oceniania.
Bardzo sie dziwie,ze sie tak podniecacie ta historia.
Tyle jest pieknych rzeczy o ktorych na tym forum mozna by pogadac.Nie mozna przeciaz cale zycie tylko narzekac.
Chwalmy sie co zrobilysmy dobrego ale tez co zlego.Jakie my jestesmy.
Troche wiecej radosci na tym forum bo zaczelo wiac tragizmem.
Pozdrawiam -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Markosz > 13-05-2005, 21:50
Ilona ja bym polecał psychologie studiowac albo nieeee, lepiej filozofie. Masz gadane dziewczyno :lol: :lol: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
martamaua > 13-05-2005, 22:47
Markosz zgadzam sie
Jesli chodzi o prace to nie mam do siebie zadnych zarzutow.To co robie,robie dobrze.Angazuje sie w dzieci,czuje sie za nie odpowiedzialna.Jesc maja,cieplo maja i pobawie sie z nimi itd.Zle sie nie czuja.Jesli chodzi o porzadki to co mam w planie zawsze zrobie i nie po lebkach tylko dobrze.Bo do porzadkow jestem przyzwyczajona i nie lubie robic byle jak.Wiec wszyscy sa zadowoleni -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 14-05-2005, 0:08
Ja nie oceniam mojej hostki, jako zlego czlowieka, ale wiem, ze jest na pewno zla hostka, ale tez przynajmniej nie najlepsza matka. I to nie tylko moja opinia. (Dzieci Shopii, ktora jest jedna z "opiniujacych", to najgrzeczniejsze i najfajniejsze dzieciaki, jakie kiedykolwiek poznalam). Nikt mi o Kris nie opowiadal ot tak, ale jak sie zalilam, ze cos jest nie tak, albo ze cos mi sie nie podoba, slyszalam pocieszenie tylu, "nie matrw sie, nie ty pierwsza, bo...".
Ja akurat mam hosta w domu, takze nie jestem jedna z osob, ktorych bez wzgledu na pore dnia zastaniesz na forum. Fakt, jak Mike ma spotkania, dzwonie sobie do wszystkich, ale nie oznacza to, ze dzieci w tym czasie sa glodne, czy spragnione. Nie oznacza to tez, ze podczas, gdy host jest w domu nie dzwonie. Tak samo z netem. Wpadam, ale nie jestem jedna z tych, ktore notorycznie siedza, az sie czasem zastanawiam, czy ciagle off, czy dzieci sa duze i sie same soba zajmuja.
Co do dzieciakow nie mam sobie nic do zarzucenia. Az zal mi je teraz opuszczac, bo tak super mamy relacje.
Nie bez powodu moi hosci na exit interview powiedzieli mojej LCC, ze chciali, zebym zostala z nimi dwa lata. Osobe, ktora uwazaliby za zla dla dzieciakow, czy "nie taka" jaka by sobie zyczyli chcialiby na drugi rok? I to podczas spotkania, ktore definitywnie rozwiazuje nasza wspolprace?
Co do slowa Brudasica. Musialabys tu zamieszkac, zeby wiedziec dlaczego ten niemily epitet przylgnal do mojej hostki. Bo to, ze ona nie sprzata i nie sprzatala to nic, dla mnie to ostatnia fleja. Ja myslalam ze spale sie ze wstydu, bo zostawilam kiedys stringi w suszarce. Dla niej nie bylo i nie jest problemem robic ze wspolnej lazienki poczekalni dla swoich brudnych, porozwalanych po podlodze gaci! I te gacie sobie leza z tydzien. Kazdy moze ogladac. Lazienka wspolna. To ze kurz sie po podlodze wszedzie wala, ze w lazience brudno, ze sie nie kapia i nie dbaja o siebie (bo oboje hosci maja ten problem). Faktycznie wytrzymalam, bo uswiadomilam sobie, ze to nie moj dom, ze to tylko miejsce pracy, ze swoj pokoj postaram sie utrzymac w czystosci, co nie jest latwe, bo po parkiecie sie wszystko niesie. Wytrzymalam, choc niejednokrotnie slyszalam, ze ile ja sie razy w ciagu dnia kapie, dwa!! 8O Wytrzymalam, choc wielokrotnie, jak prasowalam sobie ciuchy, slyszalam, ze to strata czasu i po co ja to robie. Czy wreszcie wytrzymalam nawet to, ze uslyszalam, iz rachunek za wode wiekszy, bo nauczylam dzieci myc rece i spuszcac wode w toalecie.
Nie znam dobrze tej kobiety, ale to co znam mi sie nie podoba, a nie jestem psychiatra, zeby ja leczyc, ani ofiara, ktora da soba pomiatac.
Ja sie nie podniecam ta historia, dla mnie to koszmarne i tyle. A napisalam, bo to tez czesc mojego operstwa, ta historia.
Co do radosci i apropos tematu Brudasica.
Sytuacja z wczoraj. Kenzie "sie zalatwiala", nie wnikajac co dokladniej robila, tatus wytal jej tyleczek i spuscil wode w toalecie, a mala (MOJA LASKA!!!), "Daddy, you have to wash your hands now", a daddy, "why?"
mnie w tym momencie normalnie strzelilo. Bylam z Kenzie dumna jak diabli i zniesmaczona/przerazona, bo ile w tym domu musi byc bakterii wszedzie, skoro oni za przeproszeniem po sraniu rak nie myja!!!
Co mnie wciagacie w takie rozwazania w piatek wieczorem. :wink: Wole w tygodniu, bo teraz weeeeeeekendddddddd!
Emm, gadalysmy dwie godziny. Napisz mi co z ta rodzinka potem i baw sie dobrze.
Sunny, zawdzwonilam do ciebie, ale Cie nie bylo to postanowilam zadzwonic do Agi, a ze dwie godziy zlecialy, musialam spadac do fotki na wizee. Cmmok, zadzwonie w tygodniu. 8) Ide sie opalac.
LATO TO JEST TO. :twisted: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Ilona > 14-05-2005, 0:40
Markosz-trafiony zatopiony.Ty chyba jasnowidz jestes.Oba kierunki trafnie podales.Serio.Ty sie tez marnujesz.
Jak fajnie sie przeczytalo co robi nasza kolezanka.Co zrobila?Nic innego jak wlasny rachunek sumienia.Chyba powiedziala szczera prawde i tylko prawde.Tak mi sie wydaje.W takich chwilach mozna naprawde dojsc do wielu przemyslen.Oczywiscie na swoj temat i naszych hostow,znajomych i bardzo nam bliskich osob.Czasami warto.To takie wewnetrzne oczyszczenie.Mozna w takich chwilach za wszystko co robimy dobrze chwalic siebie.Nie musimy czekac,az zrobi to ktos inny.Sami mozemy sie dowartosciowac.Warto jednak zauwazyc u innych dobre jego strony i nie uwazam,ze bedzie to podlizywanie sie jak danej osobie powiemy to.Nawet jesli beda to nasi hosci.Szczerosc jest wazna i daje dobre rezultaty.To sa nasi pracodawcy,ale przy tym normalni ludzie.Napewno pojawi sie czesciej na ich twarzach usmiech
to czego tak bardzo czasami oczekujemy.
Ja lubie ludzi i staram sie w nich najpierw dojrzec ich dobre strony.Ludzie nie rodza sie przeciez zli.Nasze przezycia czesto maja wplyw na nasze zachowania.Warto jednak nad soba popracowac.Nie siedzimy wtedy w bagnie emocji.Fajnie jest byc szczesliwym ,ale to tylko od nas samych zalezy.Niestety,a my czesto za nasze niepowodzenia lubimy obarczac innych.Tak jest prosciej.Tylko najczesciej jest tak,ze to co nam sie nie podoba u innych to my mamy sami do przerobienia u siebie.
To wszystko przerobilam i wiem,ze warto.O ile jestem szczesliwsza teraz.
Przesylam wszystkim cieple pozdrowienia :wink: :wink: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
martamaua > 14-05-2005, 1:17
To witaj w klubie.Kocham oba te tematy -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Ilona > 14-05-2005, 1:20
To prawda,ze Polacy chyba najbardziej/owszem sa tez wyjatki/dbaja o higiene.Amerykanie oszczedzaja wode bo jest droga.U nas tez jest droga coraz drozsza,ale lubimy pachniec/zaznaczam sa wyjatki/. Problem rzadszego mycia pojawia sie chyba w wiekszosci rodzin.Tutaj dziewczyny moga sie wypowiedziec.To fakt,ze nie przejmuja sie tak ja u nas,ze dzieciak np.2 latek chodzi jeszcze z pampersami,ze nie myje rak itd.Oni dbaja o swoja warstwe ochronna na ciele i zyja zgodnie z powiedzeniem,ze czeste mycie skraca zycie.Zycie w nienagannej sterylnosci nie daje odpornosci na bakterie,grzyby i inne wirusy.Tak sie wypowiadaja lekarze.U nich leczenie drogie wiec moze tak staraja sie ochronic przed chorobami.Oni nie biegaja z dzieciakami jak u nas z katarkiem,kaszlem czy jakims przeziebieniem zaraz do lekarza.Oczywiscie byc moze ich sluzba zdrowia jest na innym poziomie jak nasza/chociaz jak u nas idziesz do prywatnej kliniki to tez sie toba zajma prawidlowo/,ale nie rejestrujesz sie w danym dniu i za chwile idziesz do rodzinnej lekarki.Niestety u nich wizyty sa oczekiwane.
Oni wola czesciej posciel zmieniac bo to pranie jest tansze jakby sie codziennie wszyscy mieli kapac.Tak wiec dziewczyny Polki sa najladniejsze,ale tez chyba najdrozsze w utrzymaniu.Chodzi mi o podwyzszenie rachunkow w domach naszych hostow.Prad,woda.....
Jesli nie maja zastrzezen co do pracy to jedyny powod jakby chcieli sami zmiany to co powiedzieliby,ze dziewczyna za czesto sie kapie i tego samego dzieci uczy.Ciekawe co na to biuro :?: :?: To sa jednak tylko moje abstrakcyjne przemyslenia :oops: :oops: :oops:
Uczmy jednak dalej ich dzieciaki kultury,slowa prosze,przepraszam,dziekuje.Z tym tez u nich nienajlepiej.
No sa rodzinki fajne,ktore same zwracaja na te sprawy uwage i to zaraz widac,ze te dzieci sa inne w zachowaniu.Jakie one jednak maja byc jak praktycznie co roku maja inna opikunke,a kazda co innego wymaga.Mnie jest zal tych dzieciakow.
No ,ale to juz inny temat.Nie zawracam juz glowy.Caluski,pa -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 14-05-2005, 1:28
A o co chodzi?
Zmienialam juz miejsce nadawania a tu sie rozwija? :wink:
Ja Wam powiem, ze jestem teraz naprawde happy.
Sam fakt, ze jak tu przyjechalam moja garderoba skladala sie z samych czarnych ciuchow. Od gaci, przes spodnie i wszystkie inne. Teraz nie mam prawie nic czarnego. Mam za to zolte, pomaranczowe, czerwone, rozowe, zielone i niebieskie laszki i usmiech, ze w koncu jest, jak byc mialo. Czyli zaczyna sie naprawed ukladac.
Co dziwne, codziennie sni mi sie Polska i dom, ale w drugim tygodniu moich polskich wakacji juz mnie ciagnelo do roboty, do bostonskich smieci. I teraz juz nie wiem, gdzie to moje miejsce jest?
i Juz mnie nie wciagajcie w dysputy, bo lece. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Ilona > 14-05-2005, 1:43
Monika to,ze teraz nie masz czarnych ciuchow to znaczy,ze wreszcie czujesz sie wolna,nikt Ci nie narzuca swojej woli i masz prawo decydowania o sobie.Sama i tylko sama.
Czarne w domu to twoja mroczna czesc duszy.Troche podswiadomego buntu.Sadz,ze kochasz swoja mame,ale troszeczke chyba chcialas zrobic na przekor i wyjechalas.Mam racje.
To sie nazywa mowa ciala i kolory,ktorymi sie zaczynamy otaczac.
Nic dodac nic ujac.
Radosc masz w sobie to uwidaczniasz to na sobie.
Trudno bedzie wracac do domu/w co ja nie bardzo wierze,tzn.te powroty/.
Tutaj decydujemy o sobie i niestety a moze stety sprawda sie ,ze jak sobie czlowiek posciele to sie tak wyspi.Czyli niech tak nasi rodzice sie nie martwia bo my sobie chcemy dobrze" poscielic",prawda :?: :?: :?: :?: :?: :?: :?: :
Ja mysle,ze ty jestes mimo wszystko typ samotnika,bo na fotkch ciagle sama
Daj troche zdjec z tlem Bostonu,widoki ,pokaz te swoja radosc w miejscu w,ktorym zyjesz obecnie.Pozdrawiam Cie :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: