-
-
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Ninka Jones > 23-01-2008, 2:34
no wła?nie sie zastanawiałam czy to żart czy humor nie dopisuje, tak jak mi :? (pełnia dzisiaj więc to żadna niespodzianka)
i miałam wam co? napisać! tym gadaniem o jechowcach przywołały?cie mi dwie dzisiaj! łaż? po bloku i szukaj? idiotówbyłam w piżamie więc otworzyłam drzwi i zamknęłam przed nosem -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Yoanna > 23-01-2008, 12:46
nin 75 od osoby? mysle ze i taniej znajdziesz.. -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Vorissa > 23-01-2008, 13:31
a ja wam powiem, ze przez te 18 lat mojego zycia zaden Jechowiec nie 'zaszczycil' mnie swoimi odwiedzinami...
Jula, Twoj humor raczej jest zrozumialy, chyba ze akurat ma sie muchy w nosie to mozna tego nie zrozumiec :lol: -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Yoanna > 23-01-2008, 13:42
zaden?
pamietam jak w podstawowce mielismy jednego jechowego w klasie. i weszlo takie cos ze codziennie zaczynalismy lekcje modlitwa. i jak tylko wstawalismy to on rzucal sie do ucieczki za drzwi, zeby czasem czegos nie uslyszec ;P prawoslawni nie uciekali, tylko zajmowali sie swoimi sprawami w tym czasie.. -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Vorissa > 23-01-2008, 14:08
teraz w liceum mam 1 ateiste, 1 ktora 'wierzy' bo zeby sie nie wyrozniac, i tak rodzice kaza, ale jak co do czego to pierwsza wysmiewa wszystko zwiazane z wiara
i 2 metalowcow ( chlopak i dziewczyna ) ktorzy nie wierza, ale chodza na religie bo im rodzice kaza, ale nie odmawiaja modlitwy etc...
no i zawsze sie znajdzie jeszcze pare osob, ktore 'wierza' bo musza itd...
Yo, no i naprawde, ZADEN :lol: tez sie dziwie, bo nie raz w miescie opowaidaja ze chodza itd, a ja tutaj na wsi... to chyba tym bardziej powinni chodzic, no ale ich nie ma. -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Yoanna > 23-01-2008, 19:41
mnie w miescie nachodzili, u babci na wsi... nawet jak w sheffield au pair bylam :lol: chociaz nie wiem w sumie jacy to wyznawcy byli bo szybko sie ich pozbylam :wink: paaanie ja tu mam prasowanie -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
idril > 23-01-2008, 21:52
u mnie jechowych to cala masa. ciagle chodza po dobach i pieprza smuty.
co do wiary to ja nie za bardzo rozumiem jak mozna komus kazac wierzyc w cokolwiek?!
albo sie wierzy albo nie. wiara i zaanagazowanie w nia powinna byc sprawa indywidualna, co maja do tego rodzice?! chociaz tak teraz po glebszym zastanowieniu to sama mam znajomych ktorym rodzice kazda isc na religi e bo jak nie to ich pieklo pochlonie.
ale to dziwny argument. przeciez jak to powiedzial Mark Twain w piekle sa ciekawsi ludzie... -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Vorissa > 23-01-2008, 23:10
a skad on to moze wiedziec ? :lol: :lol: :lol:
czyzby tam byl i wrocil ? :lol: :lol: :lol:
Jula, skoro mieszkamy z rodzicami itd... to chyba normalne ze nas wychowauja w religi/ badz nie, w jaka sama wierza. Z czasem dziecko samo wybiera sobie droge, i po skonczeniu 18 lat robi co chce. Tak jest z wiekszoscia moich znajomych, malo kto zostaje przy religi, bo nie odpowiadaja im 'warunki', wiekszac nie lubi sie wysilac (mowie na podstawie wlasnych doswiadczen, nie oskarzam innych o to samo) i wszystko by chciala za darmo, no a jak wiadomo w powszechnym swiecie tak nie ma. -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
idril > 24-01-2008, 1:40
Vorissa zgadza sie.
sama uwazam ze dziecko trzeba od malenkosci uczyc ze w cos wierzyc musi. bez wiary jest ciezko.
jednak uwazam ze wiek 18 lat to nie jest zaden wyznacznik. to w zasadzie wiek w ktorym dosjatej sie papierek o pelnoletnosci. nie raz dorosla osoba mozna nazwac 15-sto latka (dziala to w obie strony, nawet 30-latki nieraz sa dziecmi) i uwazam ze szczera rozmowa z rodzicami na temat wiary powinna zalatwiac sprawe.
mam na mysli osiagniecie kompromisu ze np. mozesz nie chodzic na religie, do kosciola ale pamietaj o wierze ktora masz w duszy w sercu.
przetocze tutaj dwa autentyczne przyklady z zycia moich znajomych, ktorych stanowiska rodzicow w ogole nie rozumiem.
1. moja kolga z klasy powiedzial dla swoja mamy ze nie chce chodzic na religie. ona przez pol dnia (doslownie kilka dobrych godzin) lezala prawie ze krzyzem w korytarzu i zanosila sie placze poniewaz jej zdaniem jej syn stracil wiare.
2. mojej przyjaciolki brat chcial zmienic wyznanie. rodzina postawila mu ultimatum. albo jestes dalej katolikiem albo nie pokazuj sie w domu (chlopak jest na studiach w innym miescie).
czy to normalne reakcje?! nie sadze...
w mojej rodzinie dzieci sa wychowywane w jako takiej wierze. o prawda nie ma chodzenia do kosciola, nie ma modlitw wieczornych przy lozku ale sa rozmowy o wierze, o jej sensie, o tym ze jest Bog ktory pomaga w najciezszych momentach itp.
jednak nie ma tez zadnych regorystycznych zasad odnosnie intensywnosci wiary czy tez jej znaczenia w indywidulanym zyciu kazdego z domownikow.
i mimo ze moje rodzenstwo nie ma 18 lat ich postawa wobec Boga i religii jest szanowana i akceptowana. nikt na nikim nie wymusza wiary.
i dlatego stwierdzenie ze do 18 lat trzeba robic co rodzice karza (mowimy o wierze nie o innych sprawach!) do mnie nie przemawia.
zreszta ja w ogole bylam zawsze jak dorosla traktowana w domu. jesli mialam 16 lat i wychodzilam na dyskoteke i mowilam ze pilam tam piwo nikt nie robila z tego wielkeigo halo.
a mimo to nie pije jakos specjalnie duzo, nie pale, nie cpam, sie nie puszczam
dla kontrastu powiem ze moja siostra cioteczna dla ktorej matka zawsze wszytskiego zabrania, nie przyjmuje do wiadomosci (nie wierzy w) wybrykow corki, nie rozmawa z nia, jest najwieksza rozpijaczona puszczalska panienka jaka znam.
a na ironie dodam jeszcze ze jej matka jest bardzo ortodoksyjna katoliczka (codziennie do kosciola przed praca).
a do dodania pikanterii powiem jeszcze ze ma dwie sprawy za pobicie sasiadki i za okradniecie tira.
a to sie rozgadalam.
a co do marka twaina to chyba to logiczna. nie chcialybyscie podyskutowac kiedys z hitlerem, neronem? ja bardzo. -
Re: zbliza sie godzina zero-> Julii rosną szkrzydla...
Vorissa > 24-01-2008, 2:05
Jula, nie traktuje 18 lat jako ten glowny wyznacznik, ale hm... ten glupi wiek ma sie jako tako i 'cos tam' zmienia.
Mimo wszystko po osiagnieciu pelnoletnosci ma sie calkowita odp. karna itd. za czym idzie ze 'CALKOWICIE' decydujemy o wlasnym zyciu. w szkole to rodzice wyrazaja zgode/badz nie o tym czy mamy uczeszczac na lekcje religii... po skonczeniu 18 lat nie potrzeba juz ich podpisu, bo sami o tym decydujemy a przynajmniej w mojej szkole tak jest.
przede wszystkim Polska jest krajem jakim jest i mentalnosc tez jest beznadziejna i trudno pogadac niektorym na temat wiary, ja nie mam takiego problemu, z mama moge o wszystkim pogadac, ja tam swoja wiare mam... etc. ale tez z doswiadczen wiem ze wiary tak samej z siebie sie nie nabierze, bo ktos/cos musi nami pokierowac, moze pokazac to czego nie dostrzegamy czy cos w tym stylu... dlatego jako tako potrafie zrozumiec to przymuszanie rodzicow, w koncu wychowuja dzieci iczegos tam oczekuja, chociaz nie zawsze maja racje.
religia w szkole to wg. mnie lekka porazka, katecheci ( nie ksieza) zazwyczaj kaza sie uczyc jakis regulek notatek i pisac z tego spr. zero rozmow o wierze, religii czy zyciu.
ja tam nie narzekam za bardzo, jedynie co mnie denerwuje w ksieze ktory mnie uczy toto ze on ZAWSZE musi miec racje, niewazne czy ja ma czy nie... i to chyba jest glowny problem dzisiejszych uczacych religii, nie wszystkich, sa tacy (znam) ktorzy swietnie dogaduja sie z ateistami, maja mnostwo takich znajomych etc i sa powszechnie lubiani, a inni to szkoda gadac. nie zmusi sie czlowieka do wiary samym straszniem o piekle... mnie uczono o Bogu pelnym milosci, moze stad moje podejscie...
zreszta to sa w ogole ciezkie tematy, trudne i czasami nawet nieprzyjemne...
a co do Hitlera etc - ja bym nie chciala, Hitlera bym sie bala najzwyczajniej...