-
-
Re: Kryzysy
young_lady_88 > 26-09-2012, 21:18
[quote name="margerich"]Dzisiaj np. do tostów (bo małemu trzeba odkrajać skórkę) użyłam czarnego, cieńkiego noża, na co mały: "nie mozesz brac tego noża! on jest do czego innego!" Bez przesady. Masz pod ręką, to nie jest żadna różnica czy wezmę ten czy inny nóż, ważne by nie chodzili głodni, a oni potrafią czasem szukać dziury w całym.[/quote]
nie znosze jak dziecko mnie poucza, co innego jak poprawia moje bledy jezykowe albo sugeruje cos w mily sposob, ale np. ta moja trzylatka z poprzedniej rodziny powtarzala wszystko co uslyszala o mnie od matki brrrrr dobrze ze juz mnie tam nie ma, to zawsze bedzie horror jak sobie przypomne. tam to dopiero mialam kryzys.
adrols91 ja mysle ze musisz wiecej wychodzic, spedzaj jak najmniej czasu w domu. poznaj ludzi, idz do szkoly, zacznij jakies zycie towarzyskie czy jakies hobby czy sport poza domem, wtedy poczujesz ze robisz cos dla siebie i bedzie Ci lepiej, nie tylko praca i praca, to naprawde moze czlowieka zdolowac, wiem bo sama tak mialam. -
Re: Kryzysy
agata. > 26-09-2012, 23:49
Mój kryzys trwa od prawie trzech miesięcy.
Wszystko robie nie tak, albo za wolno.
Zły kolor kubka, za wcześnie obudzilam dzieci, za późno obudziłam dzieci, za czyste ubrania mają, za brudne ubrania mają, niedokładnie poodkurzałam pajęczyny, nierówno przesunęłam kanapę, za długo zajmuje mi szorowanie wanny...
Obawiam się, ze niedługo powiem mojej hostce co o niej myślę. -
Re: Kryzysy
margerich > 28-09-2012, 22:07
ej, bo im się wydaje że my siedzimy w ich umyśle i wiemy takie detale, co jest ich ulubioną rzeczą, gdzie co kłaść itd
ja też to odczułam. Naprawdę można się zdołować kiedy się starasz, a ktoś wychwytuje nieistotne niuanse i Ci je wyjaskrawia.
Ja np. bardzo się staram, ale znów mam problem z małym chłopcem. Daje im muffiny, chociaż nie muszę, przyrządzam fajne desery, pomagam w lekcjach, uśmiecham się, bawię się z nimi, a dziś gdy odebrałam 5 latka z przedszkola nie wiadomo czemu zaczął ode mnie uciekać, a sorry, tam są ruchliwe ulice, więc opieprzyłam go że ma stać i czekać na mnie a nie lecieć przed siebie. On mi robi za take rzeczy na złość. Jedziemy autobusem, móię do niego żeby nie stawał butami na siedzeniach, bo są całe w błocie, a on do mnie że poprzednia au pair mu pozwalała a ja jestem niedobra, po czym położył swojego buta na moim kolanie, żeby celowo mnie umazać. Nie wiem jak mam na niego wpłynąć. Leci co chwilę do hostki i na mnie skarży. To jest chore zachowanie. -
Re: Kryzysy
margerich > 10-10-2012, 13:25
Myślałam że mnie kryzys nie dosięgnie a jednak.
Kiedy szukałam swojej przyszłej host family to było czymś mega ekscytującym. snułam plany o swoim roku w wielkiej stolicy, nauce języka, fajnej przygodzie itd Kiedy miałam mnóstwo propozycji, z różnych państw, przebierałam, zastanawiałam się, ale się cieszyłam. Pierwsza rozmowa na skajpie dała mi sporą radość że dałam radę z rozmową z obcokrajowcami. Kiedy dostałam maila że mnie wybrali, skakałam z radości. Później robiły się schody. Nie wiem czy ja mam złe podejście, w co wątpię, czy o co chodzi. Dzieci są mega rozpuszczone, nie mają szacunku do swojej au pair, mały myśli że jestem jego służącą. O ile rodzice zwrócą im uwagę żeby dobrze się zachowywali, o tyle jest znośnie. Ale często bywają męczące momenty jak dzisiaj. Jednego dnia, gdy dam im coś słodkiego itd skaczą z radości i mnie uwielbiają, drugiego starszy się kłóci bo nie chce czegoś zrobić, młodszy mu w tym pomaga, a rodzice patrzą się na mnie jakby to była moja wina, że dzieci są nieznośne. Najgorsze w byciu au pair jest to że rodzice są z dziećmi w ciągu dnia góra dwie i pół godziny, a ja caly dzień wyłączając czas kiedy dzieci są w szkole. Ja robię za złego policjanta, oni nie zawsze mnie słuchają, nie działa ani bycie surową, bo wtedy już w ogóle jest klęska, ani bycie miłą. Nie wyobrażam sobie spędzić tutaj roku z takim zachowaniem dzieci. Małemu czasem kompletnie nic nie pasuje, nawet to, że odłoże książkę tam gdzie ja chce a nie tam gdzie on chce. Naukę języka mam wprawdzie bo z znimi gadam, ale po całym dniu harówy nie mam siły uczyć się gramatyki etc a bez tego ani rusz. Każdy dzień jest taki sam, weekendy są przytjemne bo spoytkam się ze znajomymi operkami, ale brakuje mi tu kogoś bliskiego, patrzę na tę rodzinę, widzę że tworzą wspólnotę, wspierają się, a ja tu jestem całkiem sama.
Niedługo rodzina wyjeżdża do rodziny, jadą wszyscy, mnie nie zabierają. Wiem że nie jestem członkiem rodziny itd, ale czasem jak czytam Wasze posty, że jeździcie gdzieś z Waszymi hostami, to dziwnie się czuje bo mi tego nie zaproponowali. Nie żebym chciała z nimi jechać, ale miłoby bylo usłyszać chociaż kurtuazyjnie zadane pytanie, czy nie chciałabym do nich dołączyć.
Za kasę jaką mam - ponad 100 funtów, uważam że robię zbyt wiele rzeczy. Prasowanie, robienie tea dzieciom, pranie, pilnowanie ich, użeranie się, marznięcie przed szkolą czekając aż łaskawie się pośpieszą ... wszystkiego ja muszę pilnować. Rano, gdy rodzice wychodzą do pracy i kawałek ze mną i z dziecmi do szkoly, ja muszę wczesniej je ubrac, pilnowac czy myją zeby - co jest katorgą, a gdy stoim w holu, hostka nawet nie raczy starszemu podać kurtkę żeby włożył, stoi i patrzy żebym ja to robiła. Niby detale, ale ... au pair jest od pomocy gdy rodziców nie ma w domu, a nie przejmowania za nich wszystkich możliwych obowiązków. -
Re: Kryzysy
natalla85 > 10-10-2012, 22:07
margerich dokladnie cię rozumiem..moje dzieciaki też są mega rozpuszczone, nie słuchają się mnie praktycznie nigdy!! W domu tylko ja sprzątam, ale spoko to nie jest najgorsze w sumie, tylko właśnie te dzieci które często są nie do zniesienia.. Ja miałam mega kryzys w zeszłym tygodniu..hostka zauważyła że coś jest nie tak, porozmawiałyśmy szczerze i trochę jest lepeij, ale i tak ciężko..ja przecież nie wiem o czym myśli moja hostka np. dziś miałam nieprzyjemną sytuacje bo 5 latka zrobila siku na łózko..poszla z tym do do mamy, ktora akurat rozmawiala z hostem przez telefon, ja konczylam zmywac.. Hostka poprosila mnie bym poszla umyc małą. Kiedy wychodzilysmy z lazienki hostka zobaczyla ten dywan i z pretensjami do mnie, ze nie ściągnęłam poszewki z dywanu i w ogole zaczela sie czepaic o bzdury i zaczela mi mowic ze nie jestem juz dzieckiem i nie moze mi mowic wszystkiego. W ogole nie kumam tej akcji..troche przegiela..oczywsicie jej zaczelam mowic by sie uspokoila i ze po prostu nie zdazylam tego jeszcze zrobic bo dopiero co wyszlysmy z lazienki...ja wiem ze rodzice sa przepracowani i zmeczeni..ale bez przesady!! troche zrozumienia dla au pair.. Co do wyjazdow..moi tez wyjezdzaja w nast. tyg. na 4 dni, ale mnie nie wezma bo biora babcie i ja sie nie zmieszcze..mi to akurat na rękę, ale ciekawe jak to będzie w przyszłości... -
Re: Kryzysy
margerich > 10-10-2012, 22:28
ja też uwielbiam czasem te ich spojrzenia, a raczej hostki, że coś jeszcze nie jest zrobione, jak ja non stop coś robie, nie mam czasu w ciągu dnia chwilę odpoczac, siąde 20 minut i cały czas coś robię. Ledwo się wyrabiam, bo czesto mam godzinę po szkole na przypilnowanie lekcji, a dzieci skore do odrabiania nie są, przypilnowania czy cwiczą na instrumentach, zrobienia tea, zmycia miliona garnków, sprzątnięcia kuchni, bo jest burdel po tea, wszystko porozlewane i zrobienia dzieciom kąpieli. Jeszcze jak hostka wraca to latam i wszystko ogarniam, odkładam suche garnki i talerze, prasuje na jutro mundurki itd -
Re: Kryzysy
harc > 11-10-2012, 0:15
czemu nie szukaliście młodszych dzieci? -
Re: Kryzysy
natalla85 > 11-10-2012, 11:12
Teraz myślę, że to był błąd..opiekuję się 3 latkiem i 5 latką.. Jedyny plus ich wieku to taki, że chodzą do szkoły więc ja mam trochę czasu dla siebie.. ale jeśli chodzi o dzieciaki to myslę, że to właśnie najgorszy wiek do opiekowania się.. margerich współczuję szczerze..łączę się w bólu -
Re: Kryzysy
margerich > 11-10-2012, 12:52
ja teraz z perspektywy czasu widzę, że faktycznie, z dziecmi w okolicach 5 lat cięzko się dogadac. Nic nie rozumieją, nie chcą pomagać, myślą że świat kręci się wokół nich, a jedyna metoda to przekupstwo. Mało wychowawcze, ale tylko w ten sposób mam na to dziecko jakiś wpływ. Rano nie mam czasu się z nim uzerac i prosic przez dwie godz żeby się ubrał, bo niestety czas płynie szybko, a spóźnić się nie możemy. -
Re: Kryzysy
Megi11 > 11-10-2012, 15:31
Hej, no z tymi kryzysami to trzeba sie ciagle zmagac, najgorsze ze jak jestes sama w obcym kraju bez nikogo to liczysz tylko na siebie ze wszystkimi problemami io kryzysami musisz sobie radzic sama. Ja jestem od 3 miesiecy w Dusseldorfie, dzieciaki 9 i 10 lat , maja swoje humory a czesem to jak mala odstawia cyrki o byle co to serio ma sie dosyc.. do tego dochadzi jeszcze tesknota za domem(jeszcze 3 miesiace i na swieta wracam) no i perspektywa tego ze musisz tu rok siedziec niby na wlasne zyczenie ale wiadomo ze tak jak sie myslalo i wyobrazalo nie jest.Codziennie stresy ,znoszenie humorow dzieciakow, jeszcze u mnie dochodzi ze nie wiem co dalej po tym mam robic.. skonczylam liceum , zdalam mature i wyjechalam do Niemiec z marzeniami dalszej nauki tutaj, teraz nie jestem tego az taka pewna i chcialabym jeszcze pojechac na rok jako au pair do Angli bo cos mnie tak ciagnie,zobaczyc jak gdzie indziej jest ale pozniej z drugiej strony 2 lata minal i bez zadnej szkoly czy studiow tak kiepsko.Jedyni mi mowia cos innego , jeszcze innego rodzice, hostka namawia zeby tutaj masakra ..