-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Gość > 05-02-2005, 14:13
i weszlam i... nic! Monia, co w koncu z ta familia? albo nic tu nie ma albom slepa... -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 07-02-2005, 5:11
Chcialabym wszystko uporzadkowac, bo mam troche czasu, a niektorzy sie dopominaja, co mile, choc czasem w depreche mnie wpedza, ze taka niesystematyczna w tym temacie jestem.
Wrocmy pamiecia do zeszlego roku. Ale poszlo. :wink:
Swieta spedzilam w przesympatycznej atmosferze. Hosci zostawili mnie na tydzien z Honda do mojej dyspozycji i cisza, o jakiej z dziecmi moglabym tylko pomarzyc. Odespalam, posprzatalam swoj bajzel, zrobilam co mialam... i wolnosc. Generalnie kursowalam miedzy domem Thiago i swoim host housem. Nie bylo to proste, bo sniagu spadlo wtedy "od matra", ale czego sie Monka nauczy, to sie nauczy. Nigdzie sie nie wpitolilam, co mile, bo caly czas nie wiem, jak stoje z ubezpieczeniem za samochody, ktorych uzywam. :?
Hosci zostawili mi podarki pod choinka. Oczywiscie zaraz po przebudzeniu, bo wyjechali bladym switem, polecialam sprawdzic, co tez tam mam. Nie bylam bardzo zdziwiona widzac stuff from CVS. Tandetne pierdy, az zal. Blyszczyki, lakiery do paznokci, cienie do powiek (ja tego na co dzien, do pracy z mlodymi, nie uzywam, wiec nie wiem, co im padlo), wszystko mialo oszalamiajaco promocyjne ceny 99 centow. Tzn ja tych cen nie widzialam na podarowanych produktach, ale w CVSie jestem codziennie, wiec... Jakze bylo moje zdziwienie, gdy ujzalam gift card opiewajacy na oszalamiajaca sume 75$. 8O Nie moglam sie nadziwic, czym sobie zasluzylam. Chyba wypadek z Kenzie, ktora pare dni wczesniej plakala, kiedy Monka wychodzila wieczorem, bo "ona nie chce, zeby Monka sobie poszla, bo ona Monke kocha i nie chce, zeby Monka ja zostawila" sprawil, ze hosci obdarowali mnie to niezwykla suma.
Od 24 grudnia w domu wlasciwie mnie nie bylo. A kiedy tylko sie pojawialam, bylo to natychmiast rejestrowane przez czujne oko sasiadki i "przyjaciolki rodziny". Takze tym bardziej nie chcialo mi sie tam pojawiac i bawic w BB. Bo baba miala klucze od domu i przykladowo przychodzila sobie swiateczne gotowanie robic. :?
Poczatkowo sadzilam, ze swieta z Brazylijaczykami beda do tylka, strasznie sie obawialam, ze sie gdzies rozrycze, czy cos, bo oni gadaja oczywiscie po portugalsku, a ja znow, jak ten dziobak z poczatkowych dni w Stanach, kiwam glowa, bo nic nie kapuje. (Tu mam mala przewage, bo potem pytam Thiago "ze co?!"). Bardzo milo sie rozczarowalam, bo Mlodzi Ludzie w mojej obecnosci uzywali anola, a z Mai i Pai (rodzicami Thiago) juz sie po portugalsku albo na migi potrafilam zakrecic.
Zostalam obdarowana, jak czlonek rodziny i wszyscy bardzo sie przejmowali, czy aby na pewno jest ok ze mna, czy jestem najedzona, napita i takie tam. Czulam, ze naparwde sie ktos mna przejmuje, nie o co w moim host domu. Zadzwonilam do nich (hostow) z zyczeniami, a Kris pierwsze, co zrobila, to zapytala mnie, czy z Honda wszystko w porzadku, bo sniegu tak duzo i czy czasem nic nie rozwailam. Dobrze, ze dzieciaki mi opowiadaly wszystkie story i fajnie z nimi bylo pogadac.
Poza tym, Brazylijskie jedzenie jest lepsze od polskiego. No musze to powiedziec. Choc oni jedza bardzo duzo red meat, ktorego ja nie tykam. Ale te owoce, salatki, same pysznosci, ktorych zadnymi slowami opisac sie nie da.
Od czasow Swiatecznych zaczelam nazywac rodzicow mojego Bojfrenda "Maj and Paj", co oznacza oczywiscie mama/tato. I tak sobie wolam "Oj Mai" i "Oi Pai", bo mi sie strasznie to podoba. Oni za to nazywaja mnie "filia" (to juz moja dowolna pisownia), czyli corka.
W czasie Swiat poduczylam sie tez paru nowych portugalskich zwrotow, co mnie cieszy, bo ten jezyk ma bardzo wiele slow podobnych do polskich (grypa, makaron, telewizor, pasta, kuchnia..ect) i mysle, ze byloby nie tak znow trudno sie go nauczyc.
Szeroki to samochod. :lol:
Hosci wrocili po tygodniu, jak huragan i szare codzienne obowiazki razem z nimi. Ale oto zblizal sie Sylwester. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 07-02-2005, 5:44
Sylwester, czyli 2004 na 2005.
Strasznie mi bylo smiesznie, ze dzwonie do domu, w ktorym juz wszystko skonczone, czyli 2005 juz jest, stad, gdzie byla siodma po poludniu i dopiero sie mialam prysznicowac. Oczywiscie na darmo liczylam, ze ten dzien bedzie dla mnie krotszy, jesli chodzi o moja prace, bo ona w chacie siedziala, a wlasciwie lezala.
Dwa dni wczesniej ostra moja infekcja oka upiekszyla mnie niezwykle, totez wygladalam oszalamiajaco. Dobrze, ze to to oko gdzie mam dluzsze wlosy. Wszystkie fotki z Sylwka mam z jednym okiem, bo to drugie sie nie otwieralo i wygladalo "nieapetycznie".
Podsumowujac moj rok 2004.
Skonczylam 21 lat. (smiesznie o tym pisac, gdy mam juz skonczone 22)
Zrobilam Prawo Jazdy.
Skonczylam drugi rok. (dostalam dziekanke)
Wyjechalam do USA. (a przedtem sie nalatalam ze wszystkim)
Nauczylam sie jezdzic samochodem. (dopiero na miejscu)
Moje dzieci sa ze mne zadowolone. (a ja z nich... czasem)
Ja jestem zadowolona ze swojego pobutu tutaj.
"Prawie" zadecydowalam, ze zostaje na drugi rok.
Ogolnie byl to rok jeden z najlepszych, jesli nie najepszy zaraz po 1983, w ktorym sie urodzilam.
Dla Thiago (przypominam :wink: czyt. "Czjago") nie byl to bardzo smutny rok, bo Mai zachorowala na raka. Moze zachorowala wczesniej, ale go "wykryli" i zaczeli leczyc. I tym paradoksalnym sposobem sie poznalismy, bo gdyby nie choroba Soniji, wrociliby do Brazylii.
Dziwne to wszystko... -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 07-02-2005, 6:21
Moje urodzinki, czyli 24 stycznia 2005. (poniedzialek)
Poszlam spac o 12pm, obudzilo mnie lazenie hostki o 4am i juz zasnac do rana nie moglam, takze o 6 poszlam wziac prysznic. Dzien zapowiadal sie zatem doskonale. W weekend byla burza sniezna i wielkie wiatry, sniegu spadlo poltora metra, wobec czego Matthew nie mial szkoly. Super. :?
W czasie, gdy mlodzi mieli nap, Matty rysowal, a ja kimalam na kanapie. Wszyscy dzwonili, rowniez "Polska", wobec czego na spanko, ale mi tez spanko w czasie pracy, nie moglm sobie pozwolic. I sie Mike skapnal, ze chyba cos nie tak, ze wszyscy do mnie dyrndaja. Nawet Sue, ktora, biedaczka, utknela na lotnisku, bo na weekend do Huston poleciala, a burza sniezna i stan kleski zywiolowej plus minus 25 stopni C nie pozwolily jej wrocic do Bostonu. (A w Texasie akurat jest bardzo cieplo. 8) )
Wieczorem moja host rodzina byla juz bardziej zorientowana. W kuchni, miedzy garami zaspiewali mi Happy Birthday i podarowali kartki. Od dzieci i do hostow. Podniecilam sie, bo w tej od hostow napisali, ze zaplaca mi za roundtrip to New Jork City. Do czasu, kiedy mi Thiago oczu nie otworzyl. Do NYC za 10 baksow moge pociagiem dojechac, "a spanie to gdzie? i za ile?" :? No z operkiej kasy, to mnie akurat interesuje.
Bylam na maxa padnieta. Wzielam Honde i pojechalam do oddalonego o 10 minut drogi (biorac pod uwage jazde niebezpieczna i nazbyt szybka) domu mego Bejbe. Zadzwonilam domofonem, a on, ze idzie. Zaplanowalismy, ze pojedziemy na obiad do jednej z dwoch fajnych brazylijskich kanjpek, w ktorych zazwyczaj jedamy w weekendy. Poprosil mnie, czy moglabym najpierw do Waalgreans, bo mamie musi kupic lekarstwo. Pojechalismy. Zostalam w samochodzie, bo padalam na twarz, nawet na siedzaco. Takze gdy zaproponowal mi, ze pojedziamy do domu, bo Mai przygotowala cos do jedzenia, nie mialam sily protestowac. Zdziwilo mnie, ze zanim weszlismy, dzwonil do domu. "Po co?"
Zdziwilo mnie, ze drzwi byly zakluczone, nigdy wczesniej nie byly.
Zdziwilo mnie, ze w hallu ciemno, zawsze jakies swiatelko bylo.
Wyskoczyli, jak na filmach wyskakuja. :lol: A ja musialam sie schowac w jego ramionach, co by mnie z oczami pelnymi lez nie widzieli.No w zyciu bym sie nie spodziewala. Zjedlismy kolacyjke, zwana obiadkiem, mialam tort z truskwakami i dwudziestoma dwoma swieczkami i wszystkich friendsow. Nawet Kevin z NYC przyjechal. Jupi. Zabraklo tylko Sue, ktora nadal walesala sie po lotnisku w Charlotte/North Carolina.
W drodze powrotnej rowniez nie zabraklo atrakcji. Jade, a tu pelno policji i glowna ulica zamknieta, plus wiekszosc pobocznych, a ciezarowki wywoza snieg. Czegos takiego, jak zyje, nie wiedzialam.
Oczywiscie, pojechalam "na slepo", jakos dojade. No faktycznie, dojechalam, ale w miedzyczasie utknelam na torach kolejowych. Honda bardzo latwo gdzies w tym sniegu sie zakopac, bo ma naped na dwa kola nie to, co dzip. No, ale na torach! Ze leniwa jestem, dupska z auta nie ruszylam, ale sie wykopalam. Wycieczka 10-13 minutowa, zajela mi tym razem 40 minut.
Dzien byl za to fajowy i choc w wyro padlam o 1am, bylam zadowolona. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 07-02-2005, 7:08
Z moimi urodzinami wiaze sie tez "historia z bojfrendem w tle". A mianowicie. Moi hosci nie byli uswiadomieni w tym temacie. Tzn, na poczatku wydawalo mi sie, ze jest za wczesnie, aby im o tym mowic, Potem, ze w koncu nie sa moimi rodzicami, a to moje prywatne zycie i nie musze im sie spowiadac. Takze jak dla nich mialam a lot of friends i tyle.
Dzien po moich urodzinach zapytali mnie, jak bylo. I mowie im, ze moi znajomi zgotowali mi taka, a taka niespodzinke. Sru tu tu tu, gadamy... and
Mike-"W jakiej restauracji byla ta impreza?"
Monka-"Impreza byla w domu".
Mike-"W czyim domu? U Sue?"
Monka-"Nieeeeeeeeeeeeeee".
Mike-"No to w czyim?"
Monka-" W domu mojego Bojfrienda!"
Wtem ujzalam Mika takiego oto 8O .
Pogadalismy, co i jak. Ze znam go tyle, a tyle, ze to, a tamto. I spokoj. Teraz mi kluczyki od Hondy zostawiaja i nawet nie pytaja, kiedy wroce, bo wiedza, ze jestem "bazpieczna".
Najsmiesznejsze bylo, ze mlodzi o Thiago wiedzieli, bo widzieli fotki, i Mike mi sie pyta, jak mu na imie, a ja ze "Czjago", ten mi sie pyta, jak to sie pisze, odpowiadam, ze "th" i ten zaczal gadac, "Tiago", z jezykiem miedzy zebami. I Monka, mowi, ze nie tak, tylko "Czjago", a Kenzie wrzeszczy, "Daddy, I saw Czjago!!!"
Masakra. Ale cale szczescie mam to juz za soba. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Caroline > 09-02-2005, 1:13
Monka wiemy że Ty jeste? super zajęta ale je?li my?lisz że się wywiniesz od napisania dlaczego ta niedoszła rodzinka poszła na odstrzał a Ty nadal jeste? z państwem "who cares" to się grubo mylisz! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Gość > 09-02-2005, 11:15
popieram Caroline! :lol: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
martamaua > 09-02-2005, 14:17
Ehh ty to fajnie Monia masz w tej Ameryce,ja na Danie nie narzekam ale mogloby dziac sie troche wiecej.Ile ty siedzisz tam w koncu?I mialas zmieniac rodzinke,narzekalas cos w tej sprawie?,bo jakis post o zmianie rodziny mi sie nawinal i chyba tez cos sie tam odzywalas :roll: Jak ci sie zyje ogolnie.Z tego co piszesz to niesamowicie tamwiec wlasnie dziwie sie czmu mialabys zmieniac itd.Kurde w sumie sama nie wiem co chce napisac :wink: Jak mi sie przypomni o co konkretniej mi chodzilo napisze hehe -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-02-2005, 9:32
Mam nadzieje, ze sie niektorzy ucieszyli z maila wczorajszego.
O rodzinie obiecuje, ze napisze, myslalam, ze zrobie to dzis, ale spalam, bo chorobsko mnie notorycznie rozklada.
I jeszcze jedno, jestem chuda!!! Jupi, nic nie jadam porzadnego chyba z miesiac, czasem, jak mi tesciowka w weekendy wcisnela, ale w tygodniu, nothing, bo mi nic w moim host domu nie smakuje. Takze jestem chudszaiz przed wyjazdem, a wtedy z nerwow tez schudlam. Teraz zas moje portki falling down. Do minusow nalezy zaliczyc niestety to, ze sama tez falling daln, a mianowicie moj musk (hihi) mozg ma sie rozumiec nie ma wystarczajaco duzo O2. Wiem, jestem stupid, ale wiecie babki, kazda chce byc chuda. :lol:
No co jest w pol do drugiej w nocy... Siedze w wyrze z laptopem, a towarzycho biega wokol. Life, life, ale zebym jeszcze zdrowa byla....
Do jutra! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
martamaua > 13-02-2005, 13:11
a ja wlasnie chce przytyc :!: 8)