-
-
Re: Ilusiek in da UK :D.
ell > 02-08-2009, 18:19
A powiedz mi - tą rodzinkę swoją to znalazłaś sama czy przez agencję? Bo ja szukałam na własny rachunek i dzisiaj rodzina wysłała mi kontrakt i mam chyba... second thought :| . Kurczę, strasznie dużo tego sprzątania! Ty też tak masz? Sama nie wiem, może wybrzydzam, a wszystkie rodziny w UK są takie? Nie wiem sama... Może się jeszcze wstrzymam i poszukam czegoś lepszego? Najbardziej się boję trafić na oszustów? Do USA się nie bałam, a tutaj blisko i mam jakieś głupie wątpiliwości... Mogę tak niedyskretnie spytać ile godzin pracujesz i za jakie pieniądze? Nie chcę Ci tutaj zaśmiecać wątku, więc może wkleję ten kontrakt na ogólnym i napiszesz mi co o tym myślisz, co? proszę, proszę, proszę :oops: -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ila > 03-08-2009, 0:39
Rodzinkę znalazłam przez internet.
Pracuję od poniedziałku do czwartku. Teraz w wakacje siedzę z dziećmi cały dzień. Jak zacznie się szkoła, to będę je odwozić na 8.30 do szkoły, odbierać o 15.30 (więc między tymi godzinami będę mieć czas wolny), zrobić pracę domową i siedzieć z nimi aż wrócą rodzice (ok. 18). Mam auto do swojej dyspozycji, za benzynę płaci rodzinka (no chyba że chciałabym jechać w jakąś dłuższą trasę to wtedy ja dopłacam). Lekkie prace domowe - zmywarka, pranie, ścieranie stołu w kuchni etc, robienie dzieciom posiłków.
Dostaję 70 funtów na tydzień.
Pisałam już w Twoim wątku o kontrakcie, wszystko zależy od Ciebie, jeśli lubisz sprzątać to ok, ale jakby nie patrzeć to przy takiej ilości w pewnym momencie się wreszcie zmęczysz. Au pair to nie tylko praca ale też poznawanie nowego kraju, kultury, ludzi etc. -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ell > 03-08-2009, 8:47
Święta racja. AmenAle i tak będę czytać Twój wątek! Zazdroszczę Ci tych warunków, bo to faktycznie godziny fajne, pieniądze może niezbyt (ale ja nie jadę tam dla pieniędzy, raczej dla przygody), ale na przetrwanie wystarczą. No i fajnie Cię traktują. szczęściaro. Ja się najbardziej obawiam trafić do rodziny, która będzie traktować mnie jak tanią siłę roboczą z Polski (o czym zapewnia mnie mój "kochany" tatuś :? ) -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ila > 26-09-2009, 10:00
Pora na update z mojej strony bo wieki nie pisałam co u mnie.
Chyba jako nieliczna z dziewczyn na tym forum trafiłam na super rodzinkę (aż się włos na głowie jeży jak czytam niektóre Wasze historie). Początek był ciężki, wiadomo - nowy kraj, mieszkanie u obcych ludzi, przestawienie się na angielski, jazda autem po lewej stronie etc. Dzieci nieźle dał mi w kość na początku - testowanie, bycie as naughty as possible etc. Na szczęście hości - Emma i Chris są tacy, że jak coś jest nie tak jak trzeba to od razu działają. Są dość surowi w stosunku do dzieci (zwłaszcza Emma, Chris siedzi troszkę pod pantoflem) ale w pozytywnym sensie, widać że bardzo kochają dzieci i bardzo się o nie troszczą.
W każdym razie, teraz jest już świetnie, przyzwyczailiśmy się do siebie, dzieci poszły do szkoły, więc jest pewnego rodzaju rutyna (odwożę je do szkoły na 8.30 mam wolne do 15.30, odbieram je, daję jeść, odrabiam z nimi pracę domową i czekam na któreś z rodziców, przeważnie do ok godz. 19). Z hostami też mam super kontakt, dużo rozmawiam z Emmą, jest tu dla mnie jak mama, mogę jej wszystko powiedzieć i wiem że zawsze mi doradzi.
Bałam się troszkę o jazdę autem, w sensie, że zdałam sobie sprawę, że dużo jeżdżę w swoich sprawach (codziennie siłownia, poza tym salsa 2 razy w tygodniu, college, wypady ze znajomymi etc.) i myślałam, że będą kręcić nosem na to, ale okazało się że wręcz przeciwnie - cieszą się, że nie nudzę się i zawsze płacą za benzynę. Poza tym wiedzą doskonale, że mieszkamy troszkę na uboczu i bez auta byłabym uziemiona w domu bo gdziekolwiek chce się wyjść to trzeba jechać.
Wczoraj wieczorem miałam fajną rozmowę z hostką, jakoś zeszłyśmy na temat jej poprzedniej operki (ja jestem ich drugą) i dała mi do zrozumienia że bardzo mnie lubią, że idzie ze mną pogadać i że po 2óch miesiącach mam lepszy kontakt z nimi i dziećmi niż ta poprzednia po roku z nimi. Zrobiło mi się tak bardzo miłooo.
W ogóle to jestem teraz chora i już drugi dzień leżę w łóżku (na szczęscie to nie swine flu tylko paskudne przeziębienie); w każdym razie, rodzinka w każdy piątek jeździ na kolację żeby uczcić początek weekendu i zazwyczaj jeżdzę z nimi. Wczoraj nie pojechałam bo naprawdę źle się czułam więc zostałam w domu. Jak wrócili to wszyscy przyszli do mojego pokoju i w ramach tego, że nie mogłam być z nimi kupili mi mojego ulubionego Kubusia do piciai stertę magazynów do czytania żeby mi się nie nudziło w łóżku .
Jednym słowem, dobrze mi tu. Ostatnio się zastanawiam czy by tu nie zostać dłużej niż rok, dzieci czasem coś tam mówią, że chciałyby żebym została dłużej, troszkę głupio mi zapytać Emmy tak wcześnie o to, zobaczymy.
No i w ogóle poznałam fajnego faceta na salsie. I chyba coś jest w powietrzu ale jeszcze nie zapeszam, jesteśmy po jednej randce, która była baaardzo pozytywna, zobaczymy jak się akcja rozkręci, będę Was informować .
No i chyba tyle. -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ell > 26-09-2009, 11:41
love is in the air
Zdrowiej tam! I pisz częściej, co? 8) -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ila > 26-09-2009, 12:07
Tak jest, proszę Pani!
Ell, a Ty w ogóle jak? Bo z tego co pamiętam to miałaś być tu niedaleko mnie ale przez ten dziwny kontrakt w końcu zrezygnowałaś. Szukasz dalej rodzinki czy dałaś sobie spokój? -
Re: Ilusiek in da UK :D.
shante > 26-09-2009, 23:57
Aaach, brzmi jak bajkaDobrze, że chociaż Tobie się układa, naprawdę to czysta przyjemność dla oczu czytać tak pozytywny update Trzymam kciuki za nowego kolegę... ;D -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ell > 27-09-2009, 8:54
[quote name="ila"]
Ell, a Ty w ogóle jak? Bo z tego co pamiętam to miałaś być tu niedaleko mnie ale przez ten dziwny kontrakt w końcu zrezygnowałaś. Szukasz dalej rodzinki czy dałaś sobie spokój?[/quote]
Punkt za dobrą pamięć! (a podobno zakochani mają problemy z trzeźwym myśleniem :wink: )
Wiesz co, dałam sobie spokój z tym wyjazdem w tym roku, bo stwierdziłam, że wreszcie skończę te moje nieszczęsne studia. Gdybym wyjechała teraz to nie wiem, czy chciałoby mi się jeszcze :roll: . Poza tym mam dwa plany na przyszły rok: A) zmieniły się przepisy wizowe, więc będę próbowała znowu wyjechać jako au pair do USA; B) <gdyby pierwszy nie zadziałał lub "odkochałabym się" z USA> wyjadę do UK jako au pair na jakiś czas, rozejrzę się tam w życiu "codziennym" i później poszukam sobie już na miejscu innej, lepiej płatnej pracy i mieszkanka. W każdym bądź razie w Pl się jakoś niezbyt widzę.
Ale muszę Ci napisać, że Twój przykład daje mi nadzieje na to, ze w UK też można być traktowanym dobrze, bo to jakie życie wiedziesz do tej pory było zarezerwowane dla dziewczyn w USA, ale jeśli czytasz historie innych dziewczyn to sama widzisz, że podejrzanie trend się zmienia i część wiedzie "niewolnicze" życie, które zawsze kojarzyło mi się z UK. A więc gratuluję rodzinki, szczęściaro! -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ila > 27-09-2009, 10:16
Cytat: Punkt za dobrą pamięć! (a podobno zakochani mają problemy z trzeźwym myśleniem :wink: )
Ej no, ja dopiero jestem pre-zakochana, więc jeszcze nie jest ze mną tak źle :wink: .
Ell, Twój plan mi się podoba, brzmi rozsądnie. Zawsze lepiej mieć jakieś zabezpieczenie w postaci studiów. Też miałam taki moment, że chciałam rzucić studia wpizdu i wyjechać ale w końcu jakoś dociągnęłam i mam chociaż ten licencjat.
Wiecie co Wam powiem, ja to chyba faktycznie jestem w czepku urodzona, operkuje już 3 raz, każda rodzinka była w porządku, a mimo to, co kolejna to lepsza od poprzedniej.
Wczoraj miałam babysitting. Zrobiłam moim monsterom kolację, potem się trochę pobawiliśmy i poszliśmy na górę obejrzeć DVD (jedna z zasad w tym domu - jak dzieci są grzeczne przez cały dzień, to mogą obejrzeć DVD przed spaniem). Dzieciaki był dość zmęczone, Amber padła szybciutko, Liam jak zwykle harcował że hej :wink: ale też naszło go spanie, podszedł do mnie, przytulił się i pyta: Ila, położysz się obok mnie żebym mógł się do Ciebie przytulić bo lepiej mi się tak zasypia? Awwwwwwww, cute. Zrobiło mi się tak miło, bo Liam to typ chłopca który zazwyczaj zgrywa takiego macho, big boy'a no i takie przytulanie się to tylko z nielicznymi. Pochwaliłam się Emmie jak wróciła, zaczęła się śmiać i stwierdziła, że powinnam się czuć zaszczycona .
No i czuję się już dużo lepiej, w związku z tym widzę się dziś z Laurenem. Trzymajcie kciuki . Przygotował randkę niespodziankę, aż strach się bać .
Have a lovely day, guys! -
Re: Ilusiek in da UK :D.
ila > 01-10-2009, 16:42
Mały update.
Najpierw krótkie wprowadzenie - oficjalnie jesteśmy parą z Laurenem (juhu!). Zanim zaczęłam się z nim spotykać, to czasem widywałam się z takim jednym kolegą z salsy, Stevem. Nic między nami nie było, mieszka niedaleko, też się tu niedawno przeprowadził i nikogo oprócz mnie nie znał. Więc przez pewien czas widywałam się i ze Stevem i z Laurenem (z tym, że ze Stevem tylko na stopie koleżeńskiej).
Wczoraj zapytałam Emmę przy śniadaniu czy miałaby coś przeciwko jakby Lauren od czasu do czasu przychodził na kawę. Powiedziała, że pogada z mężem. Jak wrócili z pracy, to powiedzieli, że musimy porozmawiać, bo jest kilka spraw do omówienia, ale nie chcą rozmawiać przy dzieciach, zresztą ja wychodziłam na salsę. Obiecałam, że wrócę przed 23 żebyśmy mogli pogadać. Wróciłam no i miałam kazanie...
1) Nie życzą sobie Laurena w domu jeśli ich tu nie ma, czyli może przychodzić tylko i wyłącznie jeśli oni tu są. Ok, nie czepiałam się, rozumiem, w końcu to obca osoba, po jakimś czasie powinni się do niego przekonać.
2) Pamiętacie jak mówiłam o aucie i benzynie. Niestety było zbyt pięknie i mam dopłacać z własnej kieszeni. Okazało się, że przed ostatnich kilka dni zapisywali codziennie ile mil wyjeździłam i doszli do wniosku, że za dużo, jak chcę jeździć, to sama kupuję benzynę. Troszkę się wkurzyłam, bo dziś się skapnęłam, że źle mi te mile wyliczyli. Do szkoły w jedną stronę jest 17 mil, więc dziennie robię 17 razy 4 (zawieźć dzieci - wrócić do domu, odebrać dzieci - wrócić do domu) czyli wychodzi 68 mil dziennie. Emmie wyszło tylko 30 (pewnie zapomniała, że jeżdżę przecież z dziećmi 2 razy dziennie) i dlatego mi nie pasowało jak wczoraj mi powiedziała, że wyjeździłam ponad 150 mil na własne potrzeby w krótkim czasie bo na pewno tyle nie zrobiłam. Więc do tej kwestii muszę z nią dziś wrócić.
3) Teraz najlepsze - na początku postu wspomniałam o Stevie i Laurenie. Emma i Chris byli przekonani, że randkuję z nimi naraz. Stwierdzili, że owszem to moje życie prywatne, ale woleliby żebym jakoś tę sprawę rozwiązała bo, uwaga, demoralizuję dzieci. A to jest niedopuszczalne, zwłaszcza, że dzieci chodzą do szkoły katolickiej. Lol, myślałam, że spadnę. Wyjaśniłam im co i jak. Nie moja wina, że większość moich znajomych to faceci, ciężko im chyba zrozumieć, że można przyjaźnić się z facetem ot tak, bez sexu.
Poza tym ok, innych problemów nie znaleźli heh.