-
-
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
women > 12-12-2013, 11:09
Nic nie ukrywaj, to może nie dobrze wpłynąć na Twoją sytuacje, tak samo nie mów od razu o wszystkim. Przedstaw to, jak to wygląda ale nie w sposób, w który rodzina może sobie zadawać pytania, to czemu tam jesteś jeszcze, dlaczego tego nigdzie nie zgłaszasz. Najlepiej po prostu powiedz, że szukałaś czegoś innego niż jest teraz, że się rozczarowałaś i nie wyglądaj to najlepiej ale bądź ostrożna bo czasem rodzina może to wykorzystać " jeśli raz, dałaś się w ten sposób podejść, i byłaś od wszystkiego, to teraz też możesz"
Wiesz o co chodzi, także najpierw w ogóle obczaj rodzinę jaka ona jest... -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
Gosia1423 > 12-12-2013, 22:06
Na pewno nie zatajaj, bo prawda wcześnie czy później wyjdzie. Najlepiej powiedzieć pół prawdy, czyli że szukasz drugiej rodziny, gdyż u tej kończy ci się kontrakt. Nie jest dobrze mówić źle o swoim dotychczasowym "pracodawcy"... -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
mar > 13-12-2013, 0:33
Dzięki za rady, każda się przyda, gdyż moja sytuacja jest nieco "delikatna", muszę postępować z rozwagą by nie zrazić do siebie potencjalnych hostów i jednocześnie być w stanie wytłumaczyć w sposób taktowny, dlaczego nie chcę pozostać w miejscu, w którym obecnie jestem/dlaczego szukam nowej rodziny. -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
irmina > 17-12-2013, 21:39
Dokladnie, nie pal za soba mostow. Nigdy nie wiadomo, kiiedy bedziesz potrzebowala pomocy akurat tej rodziny... -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
jaSowa > 20-12-2013, 8:22
Też miałam ''trudne dzieci'' dużo miłości i cierpliwości. Tyle trzeba. -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
mar > 23-12-2013, 13:16
W ostateczności nareszcie wróciłam do Polski, ale nie ukrywam ostatnie dni były naprawdę wyczerpujące psychicznie. Jednak jeden tydzień, w którym pracowałam mniej więcej 62 godziny całkowicie zmotywował mnie do jak najszybszego opuszczenia wyzyskującej host rodzinki (mimo, że chciałam tam nieco przeczekać równocześnie szukając nowej rodziny, do której bezpośrednio bym się przeniosła). Co prawda sytuację próbowałam rozwiązać polubowanie - poprzez dialog (może po usłyszeniu moich zastrzeżeń, byliby w stanie skorygować swoje zachowanie), mówiąc w prost, że pracuję za dużo, że jestem zbyt zmęczona przez to i nie mam czasu dla siebie. Niestety kompletnie nie potrafili tego zrozumieć! "Ale jak to za dużo? A jeszcze nie pokazałam ci jak i gdzie prasować. Nasze inne au pairki miały znacznie więcej pracy niż ty"; "Skoro jesteś tak zmęczona, to po co wieczorami schodzisz by posiedzieć na Internecie"... brak mi słów na ich mizerną argumentację. Po tym szybko spakowałam manatki i wróciłam do Polski. Gdyby tylko zdecydowali się odciążyć mnie, może bym została na miejscu, bo ironicznie przyzwyczaiłam się do tych małych diabłów a one do mnie także. Obecnie szukam lepszej, rozsądniejszej rodzinki. Nadal się dziwię, dlaczego poprzednie au pairki dawały się tak wyzyskiwać (a słyszałam od moich byłych hostów jeszcze inne historie wyzyskiwanych dziewczyn, które jakoby miały mnie przekonać, że przecież dużo nie pracuję , że np. jakaś ich kuzynka też ma au pair, która musi robić jeszcze w restauracji i w ciągu dnia to ma wyłącznie czas dla siebie po zamknięciu restauracji po 21). Uważam, że nie powinno się sobą tak pomiatać!
Mostów za sobą nie spaliłam, rodzinka powiedziała, że uważa mnie za członka rodziny i jakbym była w ich okolicy to nic mi nie szkodzi w odwiedzeniu ich, itd >so much win... -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
joasin > 07-01-2014, 3:03
Trochę po ptokach, ale też opowiem jak to było u mnie- tak dla innych au pairek.
Z wykształcenia jestem pedagogiem i od 4 lat pracuję jako niania, doświadczenie więc miałam gdy jechałam do mojej francuskiej rodzinki. Ale takich trzech potworów się nie spodziewałam.
Pierwszy dzień spędziłam z hostką i z najmłodszym z synków (starsi byli w szkole). Istny dramat. Krzyczał na mnie (dzień wcześniej wyjechała ich ostania au pair i bardzo za nią tęsknił, szukał jej po całym domu), nie pozwalał się dotknąć, ubrać, nakarmić- wszystko miała robić mama. Widząc jego zachowanie postanowiła zostać dzień dłużej w domu aby mały mógł się przyzwyczaić. I ponownie horror. W końcu słuchając jego "nienawidzę cię", "wyjdź stąd!" pobeczałam się i nie mogłam dojść do siebie. Nie wyobrażałam sobie spędzić tam kolejnych 3 miesięcy, zwłaszcza, że hostka, po powrocie męża robiła się strasznie nerwowa i ciągle się kłócili.
Ale... następnego dnia zostałam z małym sama. Całkiem sama. Starsi w szkole,a a ja i najmniejszy razem. Do moich obowiązków należało odprowadzenie starszych do szkoły o 8.30 i przyprowadzenie ich o 12 do domu. Wyszliśmy o 8.20 (do szkoły są 3 minuty z buta), ale najmłodszy postanowił, że mam go wziąć na ręce. Szanując swój kręgosłup, nie zgodziłam się na to i rozpoczął się foch na całą wieś. Do szkoły ciągnęłam go za jedną rękę (aż czubki butów pozdzierał),a pod szkołą zatrzymałam się i powiedziałam, że dopóki nie przeprosi będzie tu stał i nie pójdziemy do domu. Uwierzycie, że staliśmy tak aż do 12.30 ? (starsi chłopcy wrócili już nawet do domu, czekali pod drzwiami, a ja dalej z małym stałam pod szkołą). W końcu przeprosił i wróciliśmy. Od tej pory wiedział, że nie może sobie ze mną pozwalać- wiadomo, zdarzały się róóóóżne fochy,ale generalnie wystarczała chwila w kącie żeby przeprosił. Zawsze ta sama, spokojna metoda- najpierw ostrzeżenie, potem odprowadzenie do kąta (takiego, w którym nie będzie się miał czym bawić)- wyjaśnienie dlaczego tam stoi i powiedzenie, że ma się nad tym zastanowić i wyjdzie z kąta jak przeprosi. Przychodziłam co jakiś czas i sprawdzałam, czy jest gotowy. Na początku trwało to nawet 30 minut, ale przed wyjazdem maluch nie lądował już nawet w kącie bo przepraszał jeszcze zanim dostał karę.
Niestety- po powrocie rodziców zaczynał się horror. Wszelkie moje metody szły w zapomnienie i maluch rozpoczynał swój zwykły, przed-mój-au-pairowy-cykl-wydarzeń: krzyk, wrzask, żądanie jedzenia według jego widzimisię. Rodzice tak mało czasu mieli dla maluchów (wyjeżdżali o 7 rano i wracali o 19), że robili wszystko co oni chcieli. A oni to wykorzystywali. Wiem, z doświadczenia, z tej sytuacji i z innych dzieci, z którymi pracowałam, że najważniejsze, to pokazać swój autorytet. Gdybym się ugięła w ciągu tych 5 godzin stania to wyglądałoby to tak jak z rodzicami. Ale nie dałam się- chłopaki nie zjedli lunchu, bo nie zdążyłam go przygotować (świetny pierwszy dzień nie?, prawie się spóźnili do szkoły ale nie dałam się. I wygrałam
A jeśli chodzi o mój plan dnia to wyglądał tak:
rano chłopcy budzili się sami (ranne ptaszki), ja wchodziłam na górę o 7.30 i wspólnie z mamą przygotowywałam ich- pomagałam ze śniadaniem, piłam swoją herbatę, jak ktoś nie miał śniadania do szkoły to szykowałam, sprawdzałam czy chłopcy są gotowi. o 8.00 jeden z nich jechał do szkoły samochodem z kolegą, dwóch odprowadzałam do szkoły (gdy przyjechałam kończył się rok szkolny, najmłodszy jeszcze do szkoły nie chodził, ale we wrześniu wylądował w przedszkolu) na 8.30. Do 12.00 miałam czas "wolny"- jeśli było coś do zrobienia w domu to starałam się zrobić- generalnie sama dbałam o kuchnię, bo cały dzień to ja w niej urzędowałam. Do tego jakieś powierzchowne porządki- raz na dwa tygodnie odkurzyłam żeby odciążyć hostkę, czy zmusiłam chłopaków żeby posprzątali swoje pokoje. Gdy widziałam zalegający stos wypranych ubrań to włączałam TV i przez te 4 godziny prasowałam , w między czasie szykując posiłek dla chłopaków. O 12.00 szłam po chłopaków, dawałam im obiad, o 13.30 biegli sami do szkoły (młodszy zostawał ze mną). Do 16.00 bawiliśmy się razem lub ja siedziałam na kompie a on oglądał jakąś bajkę lub bawił się, czasami drzemał (miał niesamowitą jak na 3latka zdolność bawienia się jednym samochodem przez 2 godziny). O 16 chłopcy wracali, jakiś podwieczorek, zadanie domowe, trochę zabawy- czasem trening lub wyjście do parku. O 19 kolacja i wracali rodzice. Wtedy zaczynał się moj czas wolny, ale bardzo rzadko z niego korzystałam. Zwykle czekałam do końca kolacji, pomagałam sprzątnąć ze stołu, czytałam chłopakom bajki na dobranoc i spędzałam godzinę z hostami w błogim spokoju. Naprawdę lubiłam moją rodzinę i wcale nie czułam potrzeby "rozstawać się" z nimi w swoim wolnym czasie.
Urocze było budzenie się w niedzielę, gdy naprawdę miałam wolne, wrzaskiem wbiegającego do mojego pokoju malucha i oświadczającego, że teraz będziemy się bawić.
Za te wszystkie przyjemności i nieprzyjemności dostawałam 400euro miesięcznie, plus opłatę za przejazd do Francji i z powrotem, samochód do dyspozycji (także mojej własnej, niekoniecznie związanej z dziećmi), własny rower (kupiony specjalnie dla mnie!), pokój z łazienką, polską TV (!), i 3 tygodnie wakacji nad pięknym francuskim oceanem z dzieciakami i całą rodziną. I takie zapasy mojego ulubionego tuńczyka jakich świat jeszcze nie widział- żarłam go codziennie
W te wakacje jadę znowu i już nie mogę się doczekać mojego dożartego JUŻ 4latka -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
Natalia91 > 14-05-2014, 16:33
Witam serdecznie.
Czytałam ten wątek od początku i pomyślałam sobie, że wreszcie znalazłam bratnie dusze i że ktoś przeżył to samo co ja. Obecnie jestem aupair drugi raz, u innej rodziny. Pierwszą rodzinę wspominam bardzo źle. Musiałam tam robić prawie wszystko, myśleć o wszystkim i dostawałam za to małe pieniądze. Moim zdaniem, bycie aupair polega na pomaganiu rodzicom przy dzieciach, zabawie z nimi, a nie na wychowywaniu ich. Moja pierwsza rodzina tak myślała. Dzieci robiły co chciay, dostawały, co chciały, a mnie w ogóle nie szanowały. Wiecznie były płacze z byle powodu. Mieli górę zabawek, a kłocili się o jedną. Każda dnia odliczałam godziny do 18, ponieważ wtedy była kolacja i szły potem z matką na górę. Oni chyba oczekiwali ode mnie, że będę jakąś gosposią czy coś. Rozumiem pomóc przy praniu, ale u nich prani było praktycznie codziennie. Do tego musiałam zawozić dzieci do przedszkola, potem na zakupy, pranie, gotowanie obiadu, odebranie dzieci i potem bycie z nimi do tej 18.
Pamiętajcie, dziewczny, nie dajcie się wykorzystywać! Wy tam nie jedziecie, żeby prowadzić dom, tylko, żeby zająć się dziećmi. To one są Waszym zadaniem, a nie jakieś inne rzeczy. -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
smerfetka > 15-05-2014, 15:52
Hej dziewczyny, może Wy ocenicie czy jest tu coś nie tak czy może przesadzam. Jestem au pair drugi raz (pierwszy był totalnym niewypałem), na początku wszystko było super, host rodzina przemiła, dzieciaki bardzo fajne, nie było problemów. Od jakiegoś czasu jednak coraz więcej spraw jest na mojej głowie. Zaczynam o 9 a kończę przeważnie dopiero jak posprzątam po kolacji (ok.18:30-19) albo i jeszcze później (kiedy muszę np.dzieci położyć spać). Dwójka starszych jest w szkole od 9 do 15, więc do tego czasu mam tylko najmłodszą (2 lata), ale w tym czasie muszę zrobić pranie, posortować je, poukładać, ogarnąć dom, przygotować lunch i obiad. Przedtem było tak, że jak starsze wracały ze szkoły to host mum przejmowała całą trójkę i tylko czasami prosiła mnie o pomoc w prygotowaniu obiadu i potem ogarnięciu po posiłku.
Teraz ja z nimi siedzę cały czas, gotuję codziennie (nawet jak mam dzień wolny), pilnuję listy zakupów żeby zawsze wszystko było, przypominam o zajęciach dodatkowych, przez ostatni tydzień musiałam nawet pilnować ekipy remontowej! Oczywiście nie dostaję ani grosza więcej niż na początku a jak próbowałam z hostami rozmawiać na ten temat to usłyszałam, że takie są moje obowiązki a oni nie mogą mi więcej płacić.
Dodatkowo dzieci zaczęły sprawiać mega problemy, kompletnie mnie nie słuchają (te starsze), ignorują moje prośby, groźby i zakazy. Z najstarszym toczę ciągłą wojnę o 'przewodnictwo w stadzie', momentami traktują mnie jak sługę (usłyszałam ostatnio, że moim obowiązkiem jest sprzątaćich pokój). Mała jest rozpuszczona i owinęła sobie wszystkich wokół palca. Jak coś chce to do dostaje (nawet jak była niegrzeczna w ciągu dnia i już ma zapowiedziane, że nie dostanie deseru po obiedzie, jej mama daje jej ten deser 'bo to w końcu małe dziecko')
W dodatku jak chcę pobyć sama ze sobą to mogę iść tylko na spacer do lasu, bo najbliższego miasteczka mamy ok.10 km... Poza tymi wszystkimi obowiązkami tutaj jest naprawdę ładnie, cisza, spokój, jak mam problem to mogę przyjść i pogadać z hostami, poznałam już całą rodzinę...
Wszyscy w Polsce mówią, że mam wracać albo poszukać innej rodziny. A Wy jak sądzicie? -
Re: Problemy wychowawcze - "trudne" dzieci
Sunniva > 15-05-2014, 19:14
Czy miałaś ustalony wcześniej jasny schedule?
Ja bym zmieniła rodzinkę jak tak mega wykorzystują.