-
-
Re: co negocjowac a czego nie chciec
kasik > 02-06-2005, 21:55
W jezdzeniu samochodem akurat nie ma nic trudnego, wiec oliwka wsiadziesz, doznasz olsnienia, cudownie ci sie wszystko przypomni, i w droge! A mysle, ze jak tu sobie dajesz rade na naszych zajebistych drogach i w rownie zajeb... warunkach to co za problem w usa! Sama przyjemnosc jak dla mnie -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
Gość > 03-06-2005, 8:29
oj kasik kasik, gorzej jak zapomniesz, ze jak masz predkosc dosc mala to musisz wcisnac sprzeglo (na swiatlach) bo inaczej ci zgasnie (ja tam zapomnialam dwa razy :oops: )
albo wjezdzasz na skrzyzowanie bez zadnych swiatelek i ci przychodzi rozszyfrowywac nagle kto ma gdzie pierwszenstwo i albo pchasz sie a potem kumasz, ze ten facio po prawej to sie tak glupio patrzyl bo powinnas go puscic, albo stoisz i stoisz i zastanawiasz sie czemu kazdy sie na ciebie gapi, wszyscy trabia a nikt nie jedzie :lol:
ale to tylko pare razy sie zdarzylo na poczatku i kazdy wybacza jak widzi blondynke za kierownica :twisted:
ale ogolnie to szybko sie czlowiek wyrabia, oliwka, nie martw sie -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
ADZA2912 > 03-06-2005, 14:32
Cze?ć Kasik! Ja również nawiazałam kontakt z rodzink? z Washington D.C. z 3 chłopców,nazywaj? Peter-7, Ethan-5, Jonathan -2.czy przypadkiem to nie jest ta sama rodzinka bo chciałabym to ustalić i tobie też ta wiadomo?ć by się przydała. Gdyby było inaczej to miałyby?my rodzinki we wspólnej miejscowo?ci, i zawsze rażniej.Daj mi znać jak najszybciej bo umówiłam sie z nimi na rozmowe tel. w niedzielę. Mam termin wyjazdu na 25.07.2005r.Oto mój e-mail:kozyra_i@interia.pl lub gg iwona 5563040.Pozdrawiam -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
oliwka911gt > 03-06-2005, 14:48
wyglad blondynki prawie mam :lol: wiec podejrzewam ze mi wybacza :lol: -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
agulka > 03-06-2005, 17:35
hello adza!!! ja tez mam termin na 25 lipca...wyslalam Ci pw -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
leneczka > 05-06-2005, 10:17
o matko! to ile nas juz leci 25 lipca? -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
agulka > 05-06-2005, 17:13
oj troszke sie nas zbierze..oby jeszcze ten sam samolot byl :wink: -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
NELTILIA > 07-06-2005, 16:09
no to fajnie wam laseczki, a leci moze ktos 2 tyg pozniej ---> 8 sierpnia??? -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
MONIKA > 09-06-2005, 4:58
Co nastepuje.
Nie omijam postow, bo ktos je zalozyl, a ja nie czytam postow tego kogos. Last times nie mam zbytnio czasu na forum, ale wpadam sporadycznie i staram sie nadrabiac. Takze i tu.
Tym razem mnie zdziwilo, ze Emi zaklada post o negocjowaniu, skoro ona w fazie negocjowania nie jest. Ale rozumiem i popieram idee.
Od razu sie niektorym przyszlym operkom naraze, ale... Uwazam, ze lepiej i wiarygodniej bedzie, jesli wypowiedza sie osoby, ktore w operkowaniu maja jakies doswiadczenie, te, ktore negocjowaly, a pozniej w praktyce sprawdzily, jak to jest. Bo wg mnie opisywanie wygladu pokoju (nota bene znanego z opisu lub fotki w najlepszym razie) nie wnosi nic do sprawy.
Co negocjowac?
Pierwsze i najwaznejsze, zapytac o polozenie pokoju dla operki. Ma to ogromne znaczenie, zwlaszcza kiedy jedziemy do malych dzieci. Te jak wiadomo burza sie w nocy, wolaja mame, chca siku, bywaja chore. Budza sie rano w okolicach 6am i biegaja, dra sie, nie ma tu oczywiscie znaczenia, czy jest poniedzialek, czy niedziela, kiedy chcemy pospac dluzej. Jesli jestesmy sciana w sciane z pokojem dzieciecym bedziemy tego musialy sluchac i sie nie wyspimy. Po dluzszym czasie jest to bardzo, ale to bardzo denerwujace. Ponad to o 7.30-8 pm musimy zaczac zachowyac sie max cicho i tak naprawde "bardzo sie ograniczamy". Ma to takze zwiazek z prywatnoscia, bo jak wytlumaczyc podopiecznym, ze juz nie pracujesz i chcesz miec czas dla siebie?
Druga kwestia. Wlasna lazienka. Nie mialam jej w starym domu i bardzo mnie to denerwowalo. Nie ma mowy o paradowaniu pod prysznic w stringach, czy nawet zwyklych majtach, nie ma mowy o chodzeniu w reczniku, nie ma tez mowy o (no praszam) wysraniu sie w spokoju, bo dzieci rabia w drzwi i cos chca. Pamietam jak musialam sie dostosowywac z moim farbowaniem wlosow, zeby rodziny nie bylo. Bardzo frustrujace.
Wlasny pokoj "na odludziu", a takze wlasna lazienka jest koniecznoscia, gdzy jedziemy na wiecej niz trzy miechy. Bez prywatnosci, ktore w/w zapewniaja, bardzo trudno jest funkcjonowac.
Jestem swiadoma, co mowie, poniewaz w nowym domu mam (do podzilu z Sue) swoje pietro. Zamykane na osobne drzwi, wchodzisz osobnmi schodami, korytarz, lazienka i dwa pokoje. Nie macie pojecia, jak mnie cieszy, ze nie musze sie "ukrywac". Ze wszystkim, z godzinnym kapaniem, farbowaniem, sraniem, malowaniem przed wychodnym, z gola (dupa w stringach). Nie ma problemu, ze biore prysznic wieczorem o 11 czy 12. A rano nikt mi nie blokuje lazienki.
Dla mnie priorytetem jest wlasnie prywatnosc. Nie potrzebuje, zeby mnie ktos dogladal, dlatego to uwazam za bardzo istotne.
Trzecia rzecz komputer/TV/sprzet grajacy/telefon komorkowy.
W starym domu mialam kompa "na lozku" i sprzet grajacy w postaci malego radia z kasetami i CD. Tyle, ze ja tam wlasciwie w aucie sluchalam muzy, bo byla nowa Honda z 6 CDkami, so..
Nie mialam TV, ale nie ubolewalam, bo z Thiago ogladam mnostwo filmow na DVD i w kinie.
W nowym domu zas mam TV w pokoju. Kilka kanalow, dzieki ktorym marnuje czas. Radio dostalam od mojego Faceta, bo mial na zbyciu, a tu nie bylo. Wiem, ze jakbym Ann poprosila, to by mi kupila,ale dostalam. Komputer mam w piwnicy plus laptop na piertze. Ale nie na naszym pietrze. I strasznie mnie to wnerwia. Niby moge uzywac laptopa, jak bejbi spi i ok, ale wolalabym siedziec teraz u siebie i pisac, a nie w piwnicy.
Zobaczymy, co da sie z tym zrobic po wyjezdzie Mlodej, a takze jak zakupie swojego laptopa.
Nie zgodzilabym sie nigdy na rodzine, ktora w domu nie ma netu. Totalne wygnanie w takiej sytuacji, bo jak tu sie z ludzmi kontaktowac. TV nie jest moim priorytetem, ale milo, ze go mam. (Choc jak zastrzeglam wolalabym kompa). Telefon komorkowy jest milym bonusem, ale bez wiekszych komplikacji mozna sie bez niego obejsc. Jak widac nawet sie z facetem skumalam nie majac, jak dac mu numeru. :wink: Sprzet grajacy nie jest drogi "na zachodzie", so uwazam, ze kazda rodzina powinna nas wyposazyc w radio z CD i tape.
Polozenie. Oczywiscie nie wies i male miasto daleko od duzego. Jestem na przedmiesciach, 15 minut matrem do Bostonu. Nie narzekam. Centrum jest dobre, ale drogie i za szybko sie tam wydaje. Przedmiescia sa ok, bo jest zdecydowanie taniej (basen, solarium, paznokcie, ciuchy, drobne knajpki), a zawsze do szkoly i pubu blisko.
Kasa. W US zawsze bedzie to 139.05$, takze nie ma co negocjwac. Milo jest gdy rodzina docenia prace, ale tego negocjowac sie nie da. Niestety. Ja dostaje teraz 150$ za tydzien. Bo rodzina docenia. At least.
Zaraz po placy, czas pracy. Mialam 45 godzin tygodniowo, mam 30-35. Nie ma porownania, bo jakby nie bylo mam trzy full dni, po 10 godzin i drobnostki w pon i pt.
Czas pracy ma ogomne znaczenie jesli chodzi o wybor szkoly. W starym domu nie mialam mozliwosci chodzic do szkoly. Nie bylo kiedy. Dochodzily tu kompikacje samochodowe, bo ona uzywala Hondy do 6pm, a ja sie na kurs na 8 nie chialam zapisac, bo o tej godzinie mozg mi dymil.
Samochod. W US bez auta jestes, jak bez nogi. Nie ma mowy o chodzeniu, jezdzeniu rowerem, autobusem. Tu nie ma komunikacji miejskiej jako takiej. Jest merto, ale ono jezdzi w centrum duzych miast, nie "po przedmiesciach", czyli ja musze najpierw sie do tego metra dostac. Pieszo? Nie sadze. Miasteczka zbudowane sa juz z gory dla ludzi z samochodem, wszedzie te odleglosci.
Dzieci. Tu nie ma reguly, ale never wiecje niz 3. Perfekcyjne sa szkolne.
Moje idealne dzieci to dwoje chlopcow w wieku 6,7 lat. Chodza do szkoly, a ciagle sa normalni. Wiecej niz 3 nie dlatego, ze mamy dwie rece, wiec trzy to i tak jedo za duzo. Bejbi tez jest super, jesli jest jedno i male. Spi pol dnia. Zyc i nie umierac.
Dobrze jest miec rodzine, gdzie rodzice sa po przyzwoitych studiach i maja fajna robote. Gwarantuje to; A. ze beda to ludzie "na poziomie", B. ze nie beda cierpieli na braki finansowe, C. ze beda wymagali od dzieci kultury i jakis manier, D. ze beda wyjezdzali do domku letniego. :lol:
Dobrze miec mozliwosc zapraszania kogos na noc, tzn kolezanek operek, ktore rodzina pozna, a takze na dzien. Choc jesli nie masz dwoch pierwszych punktow, to se daruj, bo i tak nikogo nie zaprosisz.
JESUS MARYJA, EMI, ALES MNIE WROBILA W TOPIC.
To byl chyba najdluzszy post w moim zyciu operskim. -
Re: co negocjowac a czego nie chciec
agulka > 09-06-2005, 5:45
uffff to nie chwalac sie ..chyba wszystko dobrze "wynegocjowalam " :wink: i oby mi sie to tak pieknie juz na miejscu ulozylo :wink: