-
-
Re: Sprawy samolotowe
agulka > 01-06-2009, 21:30
filmy tylko poglebaiaja nasz stres, ale przeciez takie wypadki maja miejsce..chocby ten dzisiejszy.
nigdy nie wsiade na poklad samolotu usmiechnieta i zrelaksowana , zawsze bede sie obawiac.. -
Re: Sprawy samolotowe
kamysia > 02-06-2009, 10:35
. -
Re: Sprawy samolotowe
marlenao > 25-06-2009, 13:28
a ja mam takie pytanie. gdzies slyszalam, ze na lotnisku dokladnie sprawdzaja i przeswietlaja laptopy. czy ktos mi to moze potwierdzic? czy tak jest na 100% ? i w zwiazku z tym mam kolejne pytanie, co , jesli osoby , ktore przeswietla mi kompa zobacza, ze mam troche nielegalnej muzyki sciagnietej z netu ? -
Re: Sprawy samolotowe
vegemilka > 25-06-2009, 16:16
Takie przeswietlenie nie poakazuje co masz w swoich plikach i folderachPrzepraszam, sie usmialam. Przeswiatlaja laptop, zeby sprawdzic czy to faktycznie jest laptop, a nie jakas atrapa z bomba w srodku. -
Re: Sprawy samolotowe
agulka > 25-06-2009, 16:20
mnie juz dawno by zamkneli -
Re: Sprawy samolotowe
marlenao > 25-06-2009, 17:24
oo to dobrze, dzieki -
Re: Sprawy samolotowe
dominikan@ > 01-07-2009, 18:26
A ja się zastanawiam czy ten rentgen szkodzi komputerom??? Co do nielegalnych oprogramowań, filmów, muzyki itd itp to ja tak na wszelki wypadek zawsze usuwam takie rzeczy z kompa. -
Re: Sprawy samolotowe
Kachaaa > 01-07-2009, 18:59
matko ta jakby nielegalne wykrywali to wszystko bym musiala usunac praktycznie z lapka :lol: -
Re: Sprawy samolotowe
kamildzianka > 01-07-2009, 22:02
No to ja wam teraz opowiem, jaki mialam lot w piatek.
Juz od poczatku czulam, ze ja nie chce leciec, ja sie balam, nie mialam ochoty na ten lot. Ale obiecalam kolezance, ze ja odwiedze, wiec polecialam.
Bylam nieco niewyspana, dzien wczesniej poklocilam sie z Kevinem, mialam zle przeczucia.
W trakcie lotu kazali nam sie zapiac, bo gdzies tam byla kiepska pogoda - moze burza, a moze tylko wiatr. Ja juz czulam, ze slabo mi sie robi. Samolotem zaczelo troche trzasc, a ja myslalam tylko o tym Airbusie, ktory spadl miesiac wczesniej.
No i dostalam ataku paniki. Symptomy sa takie, jak przy zawale serca, czyli uderzenia goraca i zimna, drzenie, bole serca i szybka akcja serca, brak powietrza, duszenie sie, placz, ogolnie przekonanie, ze sie umiera, wielki niepokoj. Ja tak mam przed pobieraniem krwi, no i to samo stalo sie na pokladzie.
W Polsce to wszyscy bagatelizuja, pielegniarki szczegolnie mowia: "Nie histeryzuj, uspokoj sie, przestan udawac!". A to jest nie do przezwyciezenia, taki atak paniki moze sie skonczyc tragicznie, bo chory albo sie zapowietrzy i zemdleje, albo dostanie ataku serca.
Ja myslalam, ze ona mnie zabierze gdzies na tyl, gdzie ja sie sama uspokoje, moze da mi troche wody, ja sie wyplacze i mi przejdzie. A ona poszla pare siedzen dalej, otworzyla te gorna polke, wyjela butle z tlenem i maseczke! Mowie wam, jak na filmie! Ludzie w tym czasie zaczeli sie ogladac, co sie dzieje, ja juz siedze tam, juz mi lzy leca, juz stracilam kontrole, trzese sie jakbym miala atak, oddycham szybko i czuje, ze nie mam powietrza, ze zaraz osune sie na fotelu!
Jakas babka podala mi torebke papierowa, bo im sie wszystkim wydaje, ze w samolocie to sie tylko rzyga i nic wiecej. Powiedzialam, ze mam problem z sercem, ze to nie wymioty.
Ludzie zaczeli sie obracac, a ja siedzialam na srodku samolotu, wiec wyobrazcie sobie ten cyrk! Wlasnie ta cala sytuacja jeszcze mnie dodatkowo zestresowala, zaczelam szlochac z tego wszystkiego i juz w ogole nie moglam zlapac oddechu.
Stewardessa przyniosla te butle, polozyla ja na siedzeniu miedzy mna, a pasazerem, ktorym byl chlopiec! Ale on sie patrzyl! Normalnie czyste przerazenie, oczy jak talerzyki. Stewardessa przewiazala butle wokolo specjalna tasma na zastrzaski, jakos specjalnie owinela wokolo tej podporki na lokiec tak, zeby w razie ladowania butla sie nie wysunela do przodu. Znaja sie na tym. No i zalozyla mi maseczke na twarz i powiedziala, ze pusci mi troche tlenu, a ja mam oddychac spokojnie.
Mnie lzy ciurkiem po twarzy sie leja, ludzie patrza, wiec zamknelam oczy i skupilam sie na sobie. Ja sobie wyobrazam, jak sie ci ludzie zdenerwowali!
No i zaraz przyszla kolejna stewardessa oraz steward i on zadawal pytania, czy biore leki, czy mialam jakas stresujaca sytuacje niedawno, czy jadlam sniadanie. Potem kazal mi scisnac swoj palec z calej sily - najpierw prawa reka, a potem lewa reka i pytal, czy przy sciskaniu czuje bol serca, klucie. No ja nic nie czulam takiego, bo to nie atak serca, zaden zawal. Ja po prostu tak sie nakrecilam ta cala podroza, zestresowalam sie maksymalnie, ze strach wzial kontrole nade mna, ja nie umialam juz tego zatrzymac.
W miedzyczasie pilot powiedzial, ze w powodu zlej pogody nie dano nam zezwolenia na ladowanie i bedziemy krazyc. Mnie to jeszcze bardziej zestresowalo, ale czulam sie jak sparalizowana, tylko czulam, jak para z moich ust osiada na maseczce od wewnatrz, jak moja twarz robi sie mokra od pary. I tylko myslalam o wstydzie, jak sie wszyscy na mnie gapia, jak sie moze ze mnie smieja, albo mi wspolczuja!
Do konca lotu trzeslo i przy ladowaniu tez, co mi wcale nie pomoglo. Przy ladowaniu, gdy samolot uderza w ziemie, czuc mocny wstrzas, to ja otworzylam szeroko oczy i myslalam, ze normalnie ataku serca dostane, juz tak dyszalam mocno, serce mnie bolalo. Ale gdy sie zatrzymalismy, to zaczelo mi przechodzic. Stewardessa powiedziala, zebym na razie zostala na fotelu, ze ona wypusci wszystkich wokolo, a ja mam jeszcze posiedziec, uspokoic sie.
Ludzie, ktorzy przechodzili kolo mnie, oczywiscie, obracali glowy, co tam i komu sie cos stalo...
No i gdy wszyscy wyszli, to stewardessa pytala, czy chce, zeby zawolali dla mnie ambulans. Powiedzialam, ze nie. To potem zatrzymali dla mnie lekarke, ktora akurat byla na pokladzie, ona przy mnie usiadla i mowi tak, ze sugeruje mi isc albo na ostry dyzur, albo po powrocie do domu pojsc do lekarza, opowiedziec, co sie dzieje, ze dostaje sie na to leki uspokajace, ktore mozna brac przed lotem. I ciagle mowila o tym, zeby pojsc to sprawdzic. Obiecalam jej, ze pojde, ale nie poszlam, no bo jak na weekend ja znajde lekarza, a na ostry dyzur isc nie bede, bo to kosztuje 200$. I co mi pomoga na ostrym dyzurze? Mnie juz przeszlo, gdy juz bylam na ziemi, wiec bylam zdrowa.
Panie daly mi wody, a ja z tego stresu zrobilam sie taka rozpalona, zaczelam miec mroczki przed oczami, zrobilo mi sie tak goraco. Daly mi jakies krakersy, ze moze glodna jestem. I pytaja sie, czy moze dla mnie zalatwic wozek inwalidzki, ze w razie czego bedzie lepiej, jak ja bede na wozku, bo jak zemdleje, upadne i sobie glowe rozbije, to bedzie gorzej.
Ale ja sie nie zgodzilam, ja nie jestem niepelnosprawna staruszka, zeby mnie wozic. No daj spokoj, jeszcze gorzej bym sie czula, jak jakas nienormalna, ktora sama nie moze chodzic.
Przeszlo mi, podziekowalam, oni patrzyli na mnie ni to z usmiechem politowania, ni to ze wspolczuciem, wzielam ciezki plecak i wyszlam.
Dajcie spokoj, jutro znowu lece Airbusem! Co za przygoda! :/ -
Re: Sprawy samolotowe
agulka > 01-07-2009, 23:20
o f***k wspolczuje bidulko! ja bede tak leciala do USA... ja sie stresuje tak juz na zapas. po nocach mi sie koszmary snia...
i w ogole uznalam, ze ja to chyba sie zabiore statkiem, razem z rzeczami Mayki
trzymaj sie dzielnie Kamila. spokojnego i bezpiecznego lotu