-
-
Re: Plany a rzeczywistość
idril > 25-07-2007, 0:21
ja tam siebie w Polsce na studiach nie widze. glownie ze wzgledow materialnych ale tez mam dosc tej calej polskiej otoczki na temat szkolnicta. dodatkowo odpycha mnie to ze student w zasadzie nie ma szans na utrzymanie sie samemu - zarabiac i studiowac w pl. samocdzielnie to w zasadzie nie wykonalne... -
Re: Plany a rzeczywistość
Ninka Jones > 25-07-2007, 1:03
a ja nie chce studiowac w Polsce bo rodzice musieli by ciagle dawac mi kase, bo jesli mialabym juz studiowac u nas to w Krakowie. A ja nie chce zeby przez kolejne 5 lat we wszystko mi sie wtracali a potem robili mi wyrzuty, tak jak robia mojej starszej siostrze ktora studia w tym roku rzucila... :roll: -
Re: Plany a rzeczywistość
idril > 25-07-2007, 2:16
no wlasnie!
Ty jeszcze z Krakowa jestes to i porzadne uczelnie u Ciebie sa, a ja z Suwalk jestem to u mnie nie ma o czym mowic. jest jedno studium pielegniarskie na ktore kazdy glab sie dostanie i jest jakas szkola platna ekonomiczna chyba po ktorej i tak nie znajdzie sie pracy... -
Re: Plany a rzeczywistość
Kierlajn > 25-07-2007, 2:23
Edyta, zawsze mozesz przyjechac do mnie!
Hosci pozwolili, tylko ja powiedzialam ze wyjezdzasz... -
Re: Plany a rzeczywistość
edyta_s > 25-07-2007, 11:30
Nie stac mniei nie mam kiedy.
Dzisiaj znowu to samo. Anna nawet mi z rana czesc nie powie, Carola z pretensja cos wytknie, dzieciaki zakrzycza. Niemalze jak w raju. A bylo tak fajnie. :/ -
Re: Plany a rzeczywistość
idril > 25-07-2007, 15:47
u mnie to smiesznie jest z aktulana opiekunka. ona jest jak to powiedzieli hosci local girl i przychodzi na 10 i wyhodzi o 17:40 i w poniedzialek ostatni ja poznalam i wychodze zaspana (ale juz ubrana) rano z pokoju a ona od progu mnie sie pyta co ja chce na sniadanie... a ja takie oczy 8O i mowie ze dzieki za pomoc ale sama zrobie a ona mowi ze myslala ze mna tez bedzie musiala sie zajmowac przez ten tydzien...
ja w ogole mam wrazenie ze jestem na jakiejs innej planecie tutaj...
ale zobaczymy jak to bedzie wygladac jak zaczne pelnoetatowo () zajmowac sie dziecmi... -
Re: Plany a rzeczywistość
edyta_s > 25-07-2007, 18:08
Toba? faktycznie malutka jestes :lol:
A ja dzisiaj staram sie ignorowac zachowania Caroli, obejrzalam z Anna fajny film (a ja filmy moge ogladac godzinami non stop, a jeszcze w moim ukochanym jezyku na dvd (=brak reklam) to w ogole), bylam na koniach (ciezka sprawa jezdzic samemu, kieruj, podnos dupe i jescze kop konia, zeby sie ruszal i jednoczesnie trzymaj nogi w Steigbügel, ale kwestia przyzwyczajenia, nawet jak mi idealnie nie wychodzi to i tak jest cudnie) i humor od razu 100% lepszy. -
Re: Plany a rzeczywistość
idril > 25-07-2007, 18:21
no i od razu lepiej... moi hosci tez mi proponowali zapisanie mnie na stadnine -hostka uwielbia konie- ale ja sie strsznie koni boje. poza tym ja nie lubie zwierzat, wedlug mnie sa nieprzewidywalne... -
Re: Plany a rzeczywistość
Gość > 25-07-2007, 18:28
Zwierzeta sa bardziej przewidywalne od niektorych ludzi... A zreszta jak sie jest z jakims takim stworzeniem duzo to sie je poznaje - tak samo jak dzieci - i wie sie, do czego jest zdolne a czego by nie zrobilo.
Mowia, ze zwierzat nie mozna byc pewnym, ale to pewnie jakis gbur bez serca powiedzial, co sie na rzeczy nie znal. -
Re: Plany a rzeczywistość
edyta_s > 25-07-2007, 21:38
Generalnie mysle, ze wlasne zycie, szkola, znajomi i hobby sa operce niezbedne. Inaczej mozna przeciez zwariowac. Mi czesci brakuje dlatego coraz czesciej uciekam do neta, filmow, nawet do nauki, oby tylko miec troche spokoju. Jutro chca gdzies wyjsc, za pare dni jedziemy na urlop, a mi sie tak nie chce nic z nimi robic poza tym co konieczne. :/
Ja to czasem wole zweirzeta od ludzi. Emi ma racje, ludzie bywaja bardziej nieprzewidywalni, a do tego falszywi, egoistyczni i w ogole (tu mozecie dodac sobie kilka przymiotnikow). A poza tym nie gadaja glupot, nie marudza, nie obrazaja sie. :lol: I sa takie slodkie.Ja tez sie mojego konika na poczatku balam, ale jak widze, ze sie mnie slucha, to czemu mialabym sie bac? Z tym poznawaniem tez masz, Emi, racje. Swojemu pieskowi to moge cala reke do pyska wlozyc i wiem, ze nic mi nie zrobi, bo to moj piesek i go znam. Swoja droga to strasznie za nim tesknie. Mojego kotka tez bym po brzuszku podrapala i posluchala, jak radosnie mruczy. Najchetniej to bym przeniosla swoj dom rodzinny do tego kraju. Zaczynam tesknic. A w domu bede marudzic, ze chce do Niemiec. Jak ja siebie nie lubie. :twisted: