-
-
Re: KASIK - to ja:)
kasik > 30-09-2005, 23:09
Cudownego dnia ciag dalszy.
Pojechalam odebrac gnojka razem z alanem. nie wiem po co on tam ze mna jechal bo pozniej prostu mial gdzies jechac i cos zalatwiac. Alan stwierdzil zebym zabrala malego do Macka na lunch, ale maly powiedzial, ze z kasia nigdzie nie idzie i chce z daddym. Wiec daddy powiedzial, ze pojedziemy we 3. Do macka nie chcial, wiec pojechalismy gdzie indziej. Potem zostawil mnie tam z nim i mielismy jechac odebrac dziewczynki. Ok, szczegol, ze wywiozl mnie w nieznane mi miejsce i nawet sie nie zapytal czy wiem jak wracac (bo musialam jechac inna droga niz przyjechalismy z jego szkoly). Na szczescie jakos sobie poradzilam. Odebralismy dziewczyny, wrocilismy do domu. Pod domem Monika zorientowala sie, ze nie zabrala czegos ze szkoly, wiec powiedzialam, ze wracamy po to. Pojechalismy. W miedzyczasie zadzwonil Alan zapytac gdzie jestesmy, powiedzialam co i jak, i ze za 15 min. bedziemy w domu, on powiedzial, ze monika ma softball a zora przyjecie, wiec musimy sie streszczac. Dojechalismy na miejsce, monika poszla na poszukiwania, dzieciarnia (zora i kyle) wylecieli z samochodu sie bawic. Mysle sobie ok, niech sie bawia poki mo nie wroci. Mo wrocila, swojego stuffu nie znalazla, wsiadla do samochodu. Tymczasem ja zawolalam tamta dwojke, ktora ani myslala wracac. Mowie, ze dzwonil dad i mamy wracac do domu natychmiast, jesli chca sie tu bawic przyjedziemy innego dnia. Gowniara w ogole sie mnie nie sluchala, pelna olewka, ja mowie wracaj, ona biegnie dalej a gowniarz leci za nia. Ja biegne za nimi i dre sie zeby wracali. W koncu staneli, dogonilam ich, wkurwiona mowie co to ma byc wracamy do domu that's it. Zora ani mysli sie posluchac, w koncu ja jej rozkazywac nie bede. Prosi o 1 min. (ja wiedzialam jak sie to skonczy), mowie 1 min. i wracamy do domu. Za chwile wolam, ze minuta minela i jedziemy definitywnie i nie zamierzam wdawac sie w dyskusja. gnojowa udaje, ze nie slyszy, podchodze blizej dre sie wracamy (wszystcy naokolo patrza!!!) w koncu niezadowolona dwojka rozpaprancow idzie w kierunku samochodu. Prawie pod samochodem kyle wpada w szal i histerie, ze on chce tu zostac, odwraca sie, biegnie w druga strone, wolam go, nie reaguje, biegne za nim i lapie go, zaczyna sie drzec jak opetany "i hate you".W miedzyczesie monika spada z drzewa, sciera skore z plecow i placze. Kyle zaczyna drzec sie glosniej, ze hate me i nie chce wracac i ponownie ucieka. W koncu udaje mi sie wsadzic wszystkich do samochodu. W drodze dzwoni alan gdzie jestesmy bo dziewczynki potrzebuja juz wyjsc!!! Wracamy do domu, awantura o to, o tamto, kazde dziecko w ryk, monika wpada w szal, kyle wybiega za zora z domu i chce jechac z nia, ja zabieram go sila, tlumacze co i jak, znow slysze, ze hate me. Monika rzuca swoj stuff na ziemie i ryczy. Ja zaeszlam na dol do lazienki, uspokoic sie troche, mlody poszedl za mna i teraz ja pisze a on sobie cos z klockow uklada. A co z nia nie mam pojecia. ide sprawdzic, bo furiatka mogla zrobic cos glupiego. nie mam sily. zamierzam dzis z nimi porozmawiac, ale chyba wiem co ta suka mi powie...
Dalej tak byc nie moze. -
Re: KASIK - to ja:)
kasik > 30-09-2005, 23:14
Nie ma jej rzeczy, przeszlam caly dom, nie ma jej, alan musial po nia wrocic i pojechali na softball, jak zwykle wiem co sie dzieje...
schodze na dol a dzieciak do mnie z tekstem "i love you kasia" i wez wytrzymaj w tym domu wariatow. Albo oni wszyscy szaleni albo ja wariuje... -
Re: KASIK - to ja:)
Emm > 30-09-2005, 23:34
kiedys slyszalam, ze co piaty Amerykanin ma cos nie tak z glowa, najlepiej mozna to zaobserwowac w metrze. Twoj dzieciak moze miec jakies powazne problemy psychiczne, a matka zamiast pojsc z nim do psychologa totalnie to zlewa.
Wez ich olej i zmien rodzine. To moja rada. -
Re: KASIK - to ja:)
efusia > 30-09-2005, 23:54
no to prawda ze amerykanie maja powalone w glowach,np moj wujek kiedys pracowal jako dekorator wnetrz i mieli jakos sale na przyjecie przygotowac no ale nie powiedzieli na jakie przyjecie, no i amerykaniec zapytal czy mu na scianach koty namaluja, to ok we 3 namalowali w wielkiej sali na wszystkich scianach pelno kotow, nad tymi kotami im ponad 2 tyg zeszlo i byli pewni ze to przyjecie dla dzieci jakis ma byc... poustawiali tam wielkie stoly i takie dziwne na wysokich nozkach krzeselka, firanki i zaslonki w koty, no i wujek sie pyta amerykanca jak te dzieci beda siedziec skoro takie krzesla wysokie i ze bedzie im niewygodnie a amerykaniec mowi ze to krzesla i przyjecie dla kotow :lol: Czy to normalne? 8O hehe tyle zachodu dla kotow, zmienili wystroj sali w jakims klubie dla kiciusiow :lol: a najlepsze jest to ze tydzien po przyjeciu musieli te koty zamalowac i zmienic wystroj sali na "dla ludzi"....
Moze nie na temat troche powiedzialam kasi nie pomoze, ale tak mi sie przypomniala glupota amerykanow, jak to moj wujek opowiadal -
Re: KASIK - to ja:)
kasik > 01-10-2005, 0:38
Dziewczyny dziekuje Wam za wszystkie cieple slowa!
Wlasnie mialam rozmowe z aska, nie nalezala do przyjemnych, ona uwaza, ze nic nie moze zrobic, i jej teksty, praca z dziecmi nie jest latwa, zawsze beda cie "probowac", ja nic na to nie poradze.
I " prosze nie rozmawiac przez telefon w prywatnych sprawach w czasie pracy", "prosze tu troche ogarnac po dzieciach"...
Jestem teraz tak zdenerwowana jak nie bylam tu jeszcze nigdy, mam ochote sobie strzelic w leb. Nic wiecej nie jestem teraz w stanie pisac. Poryczalam sie (ale nie przy niej) drugi raz odkad tu jestem i pierwszy z powodow "operskich". Nawet sama siebie opanowac nie moge. Ide pod prysznic, moze sie uspokoje.
Wlasnie dostalam tez maila od kolezanki, ale takiego wiecie, co jak sie czyta to chce sie wracac i w ogole.
MASAKRA. WSZYSTKO DO DUPY. -
Re: KASIK - to ja:)
Gość > 01-10-2005, 12:07
oj biedna... 3maj sie, niewiele moge powiedziec, a pomoc tym bardziejmoze faktycznie rozejrzyj sie za innymi familiami? moze zrobilabys jak leneczka, poszukala na necie, moze znalazla jakas ktora chcialaby zaplacic w biurze i cie miec po zmianie? nie zaszkodzi sie zarejestrowac, ale pomoc moze
tutaj tez mialam akcje z dziewczyna z Tajlandii, przyjechala do Norwegii (a wiadomo jak to z Tajlandii, wizy i te sprawy) no i sie okazalo, ze dziecko na nia wode wylewalo, pokazywalo jej palec srodkowy co troche a jak poszla sie hostce poskarzyc to hostka mowila ze to z dziewczyna jest cos nie tak, no i zalatwila sobie laska przeniesienie do Finlandii! nie wiem jakim cudem, ale niedlugo sie przenosi, tylko ta finska rodzina pracuje nad jej sprawami wizowymi zeby ja przeniesli na tej samej wizie do nas
3maj sie i wielkie BUZI :* -
Re: KASIK - to ja:)
monica07 > 01-10-2005, 20:45
no wlasnie kasik, pogadaj z nimi na powaznie, ja juz mialam taka rozmowe- co prawda w mniej powaznej sprawie- Nicole sie mnie nie sluchala i oklamywala ze np. nie ma pracy domowej itp.
Ale Pat zawolal ja, lekko opieprzyl i wytlumaczyl ze tak byc nie moze. Slowem wzial sprawe w swoje rece i sie tym zajal. Becky raczej by zignorowala zeby dziecka nie stresowac.A tak..poskutkowalo.
So..twoi powinni zareagowac i to ostrzej, bo w koncu sprawa jest powazniejsza.
3maj sie 'laska z Polska', niech ci sie wzystko ulozy, jak nie tak, to tak Emi napisala. W koncu po co masz sie az tak meczyc.: * -
Re: KASIK - to ja:)
kasik > 02-10-2005, 7:09
Czuje sie juz znacznie lepiej.
Dzis rano obudzily mnie wrzaski Aski i dzieci i juz nie moglam zasnac. A o 11 am Aska przyszla do mnie zapytac czy nie wiem gdzie jej kamera :?
W kazdym razie rano czulam sie srednio w dodatku bolala mnie glowa i uszy. Porozmawialam z mama, wszystko jej opowiedzialam i ona sama stwierdzila, ze w razie czego nie ma sie co meczyc, trzeb dzialac. Po rozmowie z mama poczulam sie jakos lepiej. Pozniej pojechalam do Alexandrii z Niemkami Veronika i Helena. Pogoda byla piekna, tak nam sie przyjemnie spacerowalo nad rzeka i w ogole zrelaksowalam sieNiestety o 6.30 pm mialam byc w domu na babysit. I uwaga 6.33 dzwoni Aska (akurat wysiadalam z samochodu pod domem) "Hej Kasia gdzie jestes umawialysmy sie o 6.30?" Powiedzialm, ze jestem pod domem. Trzyminutowe spoznienie, ale ona juz nie mogla wytrzymac i zadzwonila. Rozumiem, zeby gdzies wychodzili na konkretna godzine, ale nie... Ok, niewazne. Wyszli dopiero kolo 7. Dodam, ze oni do punktualnych nie naleza gdy umawiaja sie ze mna, i w gre nie wchodza 3 minutowe spoznienia a raczej 30 minutowe. Aska trzy razy powtarzala wszystkim, ze maja byc grzeczni i sluchac sie Kasi. Mialam im wlaczyc film, zrobic jedzenie i polozyc spac. Ogolnie wieczor przebiegl nadspodziewanie milo. Zora biegala za mna i pokazywala swoj nowy stuff na halloween, Monika byla milutka i pomocna i nawet dzieciak nie mowil "I hate you" i sluchal sie mnie w miare. Musieli miec jakies niezle pranie mozgow. Ja wiem, ze to nie bedzie tak na stale, ale zobaczymy. Aska byla dzis milutka jak nigdy i wlasnie wrocili (12.30) i ona mi 5 razy dziekowala, ze zostalam wieczorem i jeszcze sie pyta "oh well, jak super wygladasz, wychodzisz gdzies?" a ja w dresie latam, tyle, ze makijazu nie zmylam jeszcze:lol: Powiedzialam, ze nie wychodze bo juz troche pozno a poza tym to jestem na potege zmeczona i czekalam na nich a teraz ide spac. Co do konca nie jest prawda, bo jeszcze nie ide spac, ale co tam Humor mam juz o niebo lepszy, choc jutro dzien zrywania jablek... :mad: Jeszcze sie dzis upewnialam dzieci, czy aby na pewno jutro jada na jablkobranie :wink: i niestety odpowiedz byla twierdzaca. Shit. Ale teraz nic mi nawet nie powiedzieli o ktorej ani nic. ??Mam plan, ze rano nie wstane, wiec jak na przyklad beda wyjezdzac ok.10 -11 to ja bede jeszcze u siebie. Inna sprawa, ze na 100% wezma mojegoa vana, ale lepiej siedziec w domu bez fury niz spedzic niedziele z nimi na jablkobraniu...! A wieczorem sie i tak wybieram do kina
W ogole to rozmawialam dzis z Veronika (ona jest tu drugi rok i znala dobrze moja poprzedniczke Marte) i powiedzialam jej jak sie sytuacja ma, i ze mysle o zmianie, ale na razie zobacze jak sie wszystko rozwinie. Ona mi tylko powiedziala, ze Marta chciala zmieniac to jej powiedzieli, ze jak ona od nich odejdzie to juz nie dostana nowej oper bo wczesniej juz 2 z nich zrezygnowaly a podobno takie sa zasady. Nie wiem sama czy to prawda, pierwsze slysze... Jesli prawda, to wiem, ze za wszelka cene beda chcieli mnie zatrzymac, bo moje odejscie wiazaloby sie ze zmiana agencji i pewnie dluzszym oczekiwaniem na nowa operke juz z nowej agencji. Moze Dlatego Aska sobie sytuacje rozkminila i postanowila jednak byc mila i dzieciaki poskromic przynajmniej dla pozorow. Nie wiem. We'll see 8) -
Re: KASIK - to ja:)
Gość > 02-10-2005, 11:04
kasik! nawet nie wiesz, jaka to dobra dla ciebie wiadomosc jesli prawdziwa! masz nad nimi niesamowita przewage w takim razie, mam nadzieje ze to wykorzystaszpowoli powoli i ta rodzina bedzie pod twoje dyktando
swoja droga to powinny agencje informowac ze z rodziny jakas operka zrezygnowala... -
Re: KASIK - to ja:)
Gość > 02-10-2005, 11:45
jest szansa. wierze ze bedzie dobrze Kasiu.caluski