• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 22-11-2004, 19:29

    Zaczynam teraz, dokoncze wieczorem, czyli czasu polskiego gdzies kolo 2 w nocy.

    Niedziela 14 listopada. KONCERT JEY-Z AND FRIENDS.

    Wlasciwie nie zdawalam sobie sprawy na co sie rzucilymsmy. Sala na 80 tysiecy ludzi (bo tak ciagle koncert w naszym radio reklamowali), no i my, dwie biale dziewuszki z Europy w otoczeniu naprawde mnostwa afroamerykanow. Jami! 8)

    Miejsca mialysmy super, bo calkiem nad scena, ale na tyle, ze widzialysmy wszystko. No coz moge powiedziec, emocje kosmiczne, nie da sie tego opisac.

    Na poczatek spod sceny na wielkim fotelu wylonil sie JEY-Z palac cygaro, ktorego zapach czulo sie w calej sali 8)

    Mary J Blidge byla wprost cudna, ale najlepszy i calkiem bezkonkurencyjny okazal sie byc Ja Rule spiewajac "I am from New York, New York". Polowa sali darla sie I'm from Boston, Boston, na co Sue, Wariatka, zaczela wykrzykiwac "I'm from Poland, Poland. Mnie nie przyszlo do glowy spiewanie I'm from Germany, pozostalam jedynie przy wersji oryginalnej, New Yorkowej. (Do MyszOna piosenka nosi tytul New York, New York, smaczniutka jest). Swoja droga, nie rozmawialam jeszcze z Sue o sprawach "najwyzszej rangi", a wlasciwie, szeroko mowiac o wojnie, moich zainteresowaniach holocaustem, a takze niechecia do Niemcow i jezyka niemieckiego, ktora z tego powodu zywie (nie tylko z tego powodu, mam inne powody rowniez. Ale o tym moze innym razem). Z niespodziewanych gosci pojawili sie Basta Rythmes i DMX.

    Fajna sprawa, zrobili Newsa, o uciekajacych po autostradzach autobusach, a tu w pewnym momencie dwa autobusy wlanely w konstrukcje na scenie i na nia wjechaly, a zaraz potem wylonil sie z jednego z nich P Diddy, z drugiego zas Mary J Blidge. Ze ja tam zawalu nie dostalam, Puff ubrany w bialy garniutr, AAAAAAAAAAAAA!!!

    Wnioski i konkluzje. Oczywiscie Amerykanie nie potrafia sie bawic, bo po ostatnim songu, cos ze sceny padlo, ze to koniec, wszyscy wstali i wyszli, a ze wejsc we Fleet Center jest od metra, poszlo to tak szybko, ze nawet sie od razu nie zorientowalysmy, o co chodzi. :? Poza tym w trakcie tez wiekszosc siedziala na tylkach, a jak tu siedziec kiedy bity takie, ze dupka sie sam rusza :wink: No i prezenciki, dostalysmy plytki za free, a takze mnostwo papierow, jak poster z Mary, naprawde ladny i inne plakaciki i tego typu bajery.

    Koncert byl fantastyczny i nawet wisi mi, ze za dwie i pol godziny godziny zabulilysmy po 50 baksow. 8) Tych emocji nie da sie opisac, bo jakichkolwiek uzylabym tu slow, zawsze zdawac mi sie bedzie, ze niewystarczajaco sie uzewnetrznilam. Trzeba bylo tam byc, by czuc te atmosferke, to wibrujace w rytm muzylki podniecenie skaczacego i ruszajacego pupkami (pozostajacego jednak w mniejszosci w porownaniu do siedzacych spaslakow) tlumu. I tu oczywiscie, czarni sa bardziej rozruszani, nawet jesli deczko za duzki :wink: Spiewaja i sie ruszaja. I dlatego lubie czekolade, a nie bardzo lubie bialych, spasionych hamburgerowcow. :?

    Po powrocie, takie bylysmy rozruszane, ze jezdzilymsy sobie samochodem, az w koncu nad jeziorem wylaowalysmy.

    Podsumowujac, MyszOn, zaluj, ze Cie tam nie bylo :!: :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 23-11-2004, 8:16

    Poniedzialek 15 listopada.

    Od rana czulam sie, jakbym nastepnego dnia miala wyjezdzac. Kazdy dzien dokumentuje przynajmniej kilkoma zdjeciami, tego poniedzialku zrobilam ich bardzo wiele. Probowalam pogadac z dzieciakami, ze niedlugo wybywam. To mi sie zapytali, czy rano, jak sie obudza, bede w domu. Wiec im tlumaczylam, ze zabiore caly moj staff, ksiazki, ciuchy i walizki, i wyjezdzam. A oni na to, ze jade do domku, do Polski, a kiedy wroce. No to dalej, ze wyjezdzam na zawsze, ze nigdy nie wroce i juz nigdy sie nie spotkamy. Matty niby posmutnial, a Press na to, dobra, to mi moje M&M'sy otworz. :roll: Oni nie rozumieja. Za maili sa. Zrozumieja, jak znikne. :roll:

    Pol dnia bylismy sami w domu, wiec moglam bez przeszkod dzwonic do biura w Bostonie, zeby sie od regionalnej menegerki dowiedziec, ile rodzin jest w trakcie zmiany teraz. Nie bylo latwo ja zlapac. :? Rozchwytywana jest kobieta. Ostatecznie nie rozmawialam z nia. Zostawilam jedynie trzy voice mail'e, ale z zastrzezeniem, ze nie ma do mnie dzwonic, bo dopiero bylaby jazda. Oni nieuswiadomieni, ze jakiekolwiek kontakty ponadprogramowe z Maura mialam, a tu dzwoni Laura, ktora sie calym MA zajmuje! Od Maury dowiedzialam sie, ze Tessa, druga babka zajmujaca sie City of Boston, ma tylko jedna rodzine w czasie transakcji. :? Ustalilysmy, ze pogadamy wieczorem na spotkaniu w Strazy Pozarnej z wszystkimi operkami. Ustalilysmy tez, ze nie mam im mowic, ze chce zmienic rodzine, bo jesli mam zamiar zostac w Bostonie, a maja tylko jedna rodzine w trakcie zmiany, nie bedzie to teraz takie easy. Zwazywszy na fakt, ze mam 14 dni na znalezienie nowych hostow.

    Takie mnie zniecheceinie dopadlo, ze blizniaki na trzygodzinny nap do lozek poslalam, Matty'emu wlaczylam TV (nigdy nie ogladamy TV, bo zreszta Mike sie na to nie godzi, a przeciez siedzi w chacie, wiec w sumei nie mam wyboru), a sama poszlam sie kapac! Myslalam sobie, co by bylo, gdyby mnie tu host (podczas wykonywanie moich obowiazkow) dorwal. :wink: W koncu mlody sam na dole przed TV lezal, a ja pod prysznicem sie szorowalam, potem balsamowalam, fryzurowalam. Chyba z poltorej godziny. Zla bylam jak cholera. No nie jestem lucky girl. :evil: Mlody za to zadowolony byl, jak nigdy, trzy godziny TV to dla niego bomba! :lol: Sue przyjechala (ona ma monday off), chciala mi jakos pomoc, ale jak mi moze pomoc, odda mi swoja rodzine, u ktorych pracuje trzy dni w tygodniu?! :roll: Zreszta za wieksza kase niz ja. 8O

    Hosci wieczorem sie oczywiscie spoznili, jedyne 50 minut! Dobrze wiec zrobilam o 14 biorac prysznic, bo po pracy nie mialam czasu nawet nic zjesc, jak tylko weszli, podjechala Sue i pognalysmy (spoznione) na spotkanie.

    Poznalysmy nowego opera ze Slowacji, ktory przyjechal na miejsce Mika z Niemiec (ten wrocil do domu po szesciu tygodniach poszukiwan nowej rodzinki, po 7 rozmowach z nowymi potencjalnymi hostami, zadni mu do gustu nie przypadli :? ).

    Szkolenie "pozarowe" polegalo glownie na robieniu sobie zdjec na samochodach strazackich, a takze w strojach strazakow. Wygladalam, jak urodzona strazaczka. I choc smiesznie bylo, mnie lepetyna napierniczala i caly czas myslalam, co ze mna bedzie. :roll:

    Po wszystkim rozmawialam z Maura, ktora doradzila mi poczekac na lepszy czas, ona wlasciwie dala mi to do zrozumienia. Tzn, tu juz Swieta sie rozkrecaja, Dziekczynienie jest w przyszly czwartek, dla nich to juz Holidays. Nie ma teraz wielkiego wyboru, wiec moze lepiej bedzie, jak przekimam ten swiateczny miesiac u nich, a potem rzuce sie na nowe wody...? Dokladniej po Nowym Roku.

    Do wyra kladlam sie spac calkiem wyglupiona i niezadowolona oczywiscie. Nie tego chcialam, ale raczej bede musiala zrezygnowac z mojej "zachcianki", bo zmiana dokonywana teraz w pospiechu, bo Swieta, moze nie wyjsc mi na dobre, wrecz przeciwnie. Sic! :evil:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Pallula > 23-11-2004, 19:36

    Moniczka kurrcze ale ci fajnie ja tez chce na taki koncertCholera a co do tych czarnych ludzi czy afro.....jka by to /amerykanie powiedzili they are so hot(przynajmniej niektorzy bo ugly tez nie brakujeAle fakt jest faktem , ze oni ta czarna muze czujaPoza tym to jest cos vzego w Polsce nie ma za duzo bo prawie wcaleSkarbek trzyamj sie i nie nie probuj nawet miec homesick ....bo sie do ciebie przelece a wtedy bedziesz in big troubles Dasz rade , bo kto jka nie ty!!!!!!!!
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Zocha > 23-11-2004, 19:57

    Monika, wysylam Ci pozytywne wibracje Ja dalam sobie czas do konca grudnia na zdecydowanie co dalej? Zblizajacy sie koniec roku sklania mnie do zrobienia takiego bilansu zyskow i strat, nowe plany... Nie czuje sie tu tak zupelnie szczesliwa, moj 'american dream' coz...Zobaczymy, sadze ze trudno bedzie podczas tego miesiaca, mam tylko nadzieje, ze decyzje ktore podejme beda sluszne A Tobie zycze wytrwalosci, szkoda ze akurat trafil Ci sie taki marny okres na zmiane rodzinki... ale moze to tylko teraz takie trudnosci a potem bedzie poprostu rewelacyjnie! Musi k* byc, w koncu nie mozna ciagle pod gorke
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 25-11-2004, 7:41

    Wtorek 16 listopada.

    Wstalam, bo wstac musialam, ale takie mnie zniechecenie dopadlo, ze szok. Rano Mike wybyl, to z dzieciakami cale przedpoludnie w domu siedzilismy. Stalam sie najgorsza operka, jaka moge byc. Nie mam cierpliwosci do dzieciakow, wkurzaja mnie ich wrzaski, nie mam zamiaru sie z nimi bawic. Ogolnie mam podejscie "wielki zwis". Wiem, ze chce zmienic rodzine, ale dla wlasnego dobra musze czekac na nowa caly miesiac. Ponad wlasciwie. Nie chce mi sie nic.

    Zapominam, ze Matty ma dzis szkole do 12.30 i jedziemy po niego pol godziny wczesniej. (Normalnie ma zajecia do 12). Nie mam glowy do niczego. "Gratisowe" pol godziny wykorzystuje na podroz do domu Maury. Wiem dobrze, ze spoznie sie na 12.30, ale zalezy mi na pogadaniu z nia i powiedzeniu osobiscie, ze ok, poczekam do stycznia. Maury nie zastaje (Sic!). Wracamy do szkoly oczywiscie spoznieni 15 minut, a jakby tego bylo malo, dzieci spia w samochodzie, jak zabite. Kazdy, kto jest w USA wie dobrze, ze zostawic dzieci w aucie samych nie wolno pod zadnym pozorem. Lece wiec jak oparzona do szkoly i wloke Mattego do samochodu.

    Po poludniu zabralam ich do parku, bo host wrocil, wiec "zeby nie bylo". Zreszta nap mieli ponad dwugodzinny, a Matty w tym czasie ogladal TV, wiec przyda im sie powietrze. Chociaz robie to tylko przez wzglad na swoje wlasne dobro, bo zostajac w domu 1. musialabym sie z nimi czynnie bawic, bo Mike slyszy przeciez, co robimy, zwlaszcza po poludniu, gdy swojej pracy konkretnej juz nie ma (kiedy on ma konkretna prace, jesli w ogole?!) 2. czas minie mi szybciej, bo podroz zabierze pewnie z czterdzieci minut (droga niedaleka, ale swiatel mamy tu jak nasrane, a ponadto ruch po 3pm jest wiekszy). Wybralam wiec jazde cieplym autem z muzyczka, a nie czynna zabawe w domu. Egoistycznie, ale mam to calkiem gdzies. W parku jestesmy jakies 30 minut i jak robi mi sie zimno, wracamy.

    Po pracy, jak zwykle nieco dluzszej, szybki prysznic i jedziemy z Sue do mola. Od jakis dwoch tygodni nie jem z nimi obiadow, wiec musze posilic sie "na miescie". Przy okazji kupuje nowe spodnie, bo humor marny, to trzeba sie pocieszyc. Niby wspolne "smiechy hihy" codziennie wieczorem rozladowujamoja zlosc na caly swiat, ale i tak wiem, ze rano musze wstac i znow to samo... Frustracja. :?
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 27-11-2004, 2:09

    KTO SIE ZE ZDJEC UCIESZYL? :?:



    KTO NIE CHCE WIECEJ ZADNYCH ZDJEC? :?:



    KTO CHCE ZEBYM DO NIEGO DRYDNELA I JEST W USA OBECNIE? :?:

    (Jestem mega inteligentna i zamist kupic karte internationale, kupilam 1000 minut w USA!!! Teraz moge dzwonic i dzwonic. To mi tu prosze numery wpisywac. Paula, Kinga, Zocha, kto tam jeszcze? Cioski numer mam, to niebawem dryndne. O! amjw, daj mi namairy na NYC, na Twoja nowa host rodzinke, tez chetnie zadzwonie).
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    cioska > 27-11-2004, 2:14

    No pewnie ze sie ucieszylam ze zdjatek i chce jeszcze;p ja niedlugo podesle Ci moje nowe. Tymaczem ide dekorowac choinke bo moi hosi juz dzis wyciagneli caly stuff swiateczny do uslyszenia
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 27-11-2004, 22:39

    Sroda 17 listopada.

    Nowe spodnie na starym tylku zazwyczaj poprawiaja humor. Tym razem zdaly sie na nic, bo oczekiwanie na zmiane rodziny sie koszmarnie, bo o piec tygodni przedluzy!

    Ranek w naszym domu zazwyczaj jest glosny i szybki. Wszyscy pedza, wrzeszcza, dzieci nie chca sie ubierac, a potem pietnascie razy przytulaja i caluja mamusie wychodzaca do pracy. Nie spodziewalam sie niczego szczegolnego, a tu masz. Mike z dziwna mina podal mi telefon. Polska sie odezwala! A mianowicie Katarzyna do mnie zadzwonila z pytaniem, co sie wydarzylo. Ze gadula jestem koszmarna, zagadalam biedna Sunny na amen. Praszam. :wink: Niestety rano mam mnostwo roboty, obiecalam zadzwonic pozniej i pojechalismy do szkoly.

    Mika nie bylo w chacie cale przedpoludnie, takze najgorsza na swiecie operka nie musiala sie wysilac zbytnio. Siedzilismy w piwnicy. Mlodzi sie bawili, a ja online. To sie nazywa praca. Potem pojechalismy odebrac Mattego do szkolki i szybki lunch. Nap trwal 3 godziny. Zazwyczaj nie pozwalam dzieciakom spac tak dlugo, bo pozniej wariuja w nocy i doskonale wiadomo, co jest tego przyczyna. Za dluga drzemka. Tym razem, zachowuje sie, jakbym niebawem miala wyjezdzac. Co mnie obchodzi, co dzieciaki beda robic w nocy. Nawet jesli beda za glosno. Phi.

    Ja w tym czasie gadalam z Sunny. Tak dlugo, az mi sie karta nie skonczyla. Mysle, ze bylo to ponad godzine. Nie wiem, ile ponad, ale na pewno ponad. :wink:

    Po poludniu host wrocil, a mi na glowe zwalila sie Sue z cala banda! Tzn z Holly (lat5) i Williamem (2lata). Narobili wielkiego burdelu i pojechali. Oczywiscie dzieci byly cale szczesliwe, ale mnie raczej teraz interesuje to, ze ja jestem nieszczesliwa. Ciagle jestem zmeczona, boli mnie glowa i nic mi sie nie chce. Nawet jesc emememsow.

    Wieczorem, oczywiscie, Mike pojechal odebrac Kris z roboty, a ja z dzieciakami sie siedzialam jedyne 45 minut dluzej niz skedzul przewiduje. Wzielam prysznic i pytam, czy moge wziac Honde, bo Sue ciagle kieruje, a ja nie chce byc posadzona, ze jestem wygodnicka i free taxi drivera potrzebuje, tym bardziej, ze bardzo "moja" Hondke lubie. Oczywiscie moge wziac samochod. Kiedy wychodzilam on zapytal mnie, czy moglabym wrocic o 9, bo chcieliby ze mna porozmawiac. 8O

    W molu mloda przebila sobie uszy i nawet bylo smiesznie, bo choinka juz stoi, wielka na dwa pietra mola. Robilysmy sobie zdjecia i milo. Glowe jednak zaprzatala mi mysl, co moi hosci chca ode mnie.

    Wracam nader punktualnie. Siadamy i sie zaczyna gatka szmatka. Ona pyta, co sie ze mna stalo, ze jestem inna osoba niz na poczatku. Nie jem z nimi obiadow i nie jestem juz taka radosna, jak bylam. :? Mowie, ze nie jestem zadowolona i wyjawiam dlaczego. Glownym powodem staje sie to, ze nie dbaja o godziny mojej pracy. (Tak naprawde glownym powodem jest to, ze ta chata jest za mala na posiadanie operki, bo moj pokoj sciana w sciane z dzieciakami, a takze wspolna lazienka z otwartymi drzwiami sprawiaja, ze nie mam tu zadnej prywatnosci i intymnosci, a ze oni tego zmienic nie moga, bedzie to argument, dla ktorego zmieniam rodzine, ale to jeszcze (NIESTETY) nie teraz). On przyznaje mi racje, ale Brudasica, w ogole nie wie, o czy mowie, "oni sie spozniaja, niemozliwe, np. kiedy?" (!!!) Przytaczam im historie mojej kolezanki operki, ktora takze konczyla prace o 17. Zastrzegla swoim hostom, ze o 17.10 wychodzi i oni maja byc w domu. Powiedziala, ze nie interesuje jej, do ktorej maja swoje zajecia, ona konczy prace o 17, to o 17.10 chce byc wolna. Dodam jeszcze, ze dziewczyna zajmowala sie dwoma bejbisami. Hostka rzuca sie, jak rybka bez wody. Oni potrzebuja kogos elastycznego, takie zasady tu nie przejda ( :!: ), bo ich praca nie pozwala na bycie w domu o 17!!! 8O No rozumiecie to??? Myslalam, ze przyznaja mi racje, obiecaja, ze postaraja sie cos z tym zrobic, a ta bicz, jeszcze sie rzuca!!! Mike obiecuje mi, ze kompa w pokoju da sie zalatwic, z nawet taniej wyjdzie ich posiadanie stalego lacza!!! Co za glupki. O TV nie ma jednak mowy. Gdy zas pytam ich o przeprowadzke, zostaje potraktowana, jak przedszkolak. "No przeciez przeprowadzimy sie do wiekszego domu, to bedzesz miala lepiej". (No zwlaszcza na tej wsi, gdzie planuja mieszkac). Oni w ogole nie biora pod uwage, ze moglabym powiedziec nie, gdy beda sie przenosic. :? Z ciekawszych rzeczy dowiaduje sie, ze na urodziny mamy Mika wyjezdzaja juz w piatek o 6 rano, takze mam caly weekend off!!! Caly piatek, cala sobota i niedziela w cichym domu, bez dzieciecych wrzaskow i piskow.

    Po tej rozmowie jestem pewna, ze musze stad spadac, bo mnie zamecza. Wiem juz na sto procent, ze operka dla nich byla tylko kolejnym etapem oszczedzania na nowy dom. (Hostka lazi w dziurawych ciuchach, nie myja sie, bo woda za duzo kosztuje, dzieci nie sa nauczone spuszczania wody po "zalatwieniu sie", bo po co, a takze mycia rak po tychze czynnosciach, bo znow po co, nikt nie myje rak po powrocie do domu z dworu czy pracy, w domu nie jest cieplo, bo ogrzewanie za wiele kosztuje, nie bede miec TV u siebie w pokoju, bo za drogo, mamy jedna linie telefoniczna, bo to oszczednie. Moglabym tak wymieniac). Wiem tez, ze nie jestem dla nich pomoca przy dzieciach, oni chca wycisnac ze mnie tak wiele, jak tylko sie da. :evil:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 28-11-2004, 0:37

    Czwartek 18 listopada.

    Po odwiezieniu Mattego do szkoly wstepujemu do Starbuck'sa na kawe, bo lepetyna mi napiernicza. Pol ostatniej nocy myslalam, co powinnam zrobic. Spotykam tam Sue z Williamem, siedzimy wiec i pijemy kawke, a dzieci sobie biegaja wszedzie. Coz za sielanka. :? Dwie mlode mamusie.

    Wracam do domu i korzystajac z okazji, ze Mika nie ma dzwonie do domu, opowiedziec, co sie stalo. Zawiadamiam takze Maure, coz mialo miejsce poprzedniego wieczora. Mowie jej, jak mnie rozwalila ich reakcja na moj zarzut o godziny, ze nie mogli pojac, ze to niemalze oni mieli pretensje, ze mi cos takiego do glowy przyszlo!!!

    Robie lunch i jedziemy z mlodymi do mola. Napalilam sie na jedne buty,a ze mam dzis ubrana moja dzinsowa spodnice, musze sprawdzic, czy beda pasowaly do niej wlasnie. Brzmi to koszmarnie. W czasie pracy wloke dzieci autem do mola (w sumie 10 minut drogi :wink: ). Kupuje im cukiery i idziemy sprawdzic, czy moje nowe (przyszle) buty im sie spodobaja. Kenzie, stwierdza, ze sa swietne. Moje dzieci maja gust. :wink:

    Nap znow jest przydlugawy. Coz, postanowilam sie nie przemeczac. Wiem, ze jest to nie fair wobec dzieciakow, ale ich rodzice sa tak samo nie fair wobec mnie.

    Po szybkiej pobudce musielismy udac sie na silownie, Matty w czwartki ma gym. Normalnie w takich sytacjach zabieralam dzieci do parku. Dzis jednak zimno bylo, jak cholera postanowilam wiec tylko do CVSu ich ze soba wziac. Ja zrobilam sobie potrzebne zakupki, a oni cali w skowronkach, bo im emememsy kupilam. :wink: Pozniej poszlismy razem do Starbucks'a, ja pilam kawke, a oni jedli wspomniane M&Msy. Leniwa sie zrobilam. Czasem mi z tego powodu glupio przed sama soba, czasem zas mam to gdzies, bo wiem, ze w tym ukladzie, to nie ja zaczelam byc nie fair.

    Po gym'ie jedziemy na godzine do domu Sue, zeby dzis dzieciaki mogly znow pobawic sie razem. To znow atrakcja dla nich, egoizm dla mnie. Robimy wiec burdel w ich domu i jedziemy do siebie. Oczywiscie przeliczylam sie sadzac, ze bede wolna zaraz po 5pm. W koncu jutro mam off, wiec musze zamknac gebe na klodke. :?

    Wieczorem nawet jem z nimi "prowizoryczna" kolacje, zanim Mloda nie podjezdza po mnie. Jedziemy do mola. :lol: Znow. :wink: Kupuje sobie "kozaki-papuciaki", na ktore napalalam sie juz dluzszy czas i torbe, tzn duza torebke do tych papuci. Humor mam z tego powodu doskonaly. Zwlaszcza, ze zaczal sie dla mnie dlugi weekend. Jeszcze nigdy, bedac tu nie mialam trzech dni pod rzad wolnych. :twisted:

    Klade sie spac poznnnnnooo, ale z zalozeniem, ze bede nynac do poludnia. Bo jakby nie bylo, padam na pysk, przepracowalam w tym tygodniu trzy dni, ale po 10 godzin. :? W sumie to moj standard 10 godzin dziennie. :mad:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    white > 28-11-2004, 2:59

    witam

    ooo czyli jednak powiedzialas im o Twoim planie...

    Monisiu jest 27 a nie 18 listopada napisz co sie teraz dzieje?

    pozdrawiam
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia