-
-
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
marlenao > 16-08-2009, 17:44
[quote name="cailet"]lądowaniem na Newark w NYC.
Newark jestw NJ , nie w NYCSzkolenie tez w hotelu w NJ
Co w tym temacie? Nie wiem, co napisać poza tym, że jestem niesamowicie przerażona.
tez bylam przerazona, ale tylko przed podroza. Jak wsiadziesz do samolotu ktory poleci z Toba do USA, nerwy Ci puszcza, zobaczysz, zaczniesz sie cieszyc i pomyslisz "o kurde za 9h bede w USA''
Wierzę, że będzie dobrze, a jeśli nie, to po postu zrobię co w mojej mocy, żeby było, żeby wszystko się jak najlepiej ułożyło.
WSZYSTKO BEDZIE OK! NIE MA CO SIE DENERWOWAC NA ZAPAS!)) No i powodzenia zycze!! Jak tylko dolecisz i bedziesz miala dostep do inernetu(w hotelu mozesz korzystac 15 min za free hah) napisz co u Ciebie [/quote] -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
kamysia > 19-08-2009, 3:37
. -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
aaleeksaandraa > 19-08-2009, 15:31
Dziewczyny piszcie co i jak, bo my, przyszłe au pairki z niecierpliwością czekamy na wieści jak wasz American dream się spełnia! -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
cailet > 21-08-2009, 4:43
Spokojnie, już piszę
Na szkoleniu praktycznie nie miałam internetu, więc przepraszam, że nic nie napisałam, ale teraz pewnie będzie dłuższa wypowiedź, więc pewnie będziecie usatysfakcjonowane
No więc przygoda zaczęła się w poniedziałek rano, kiedy wyszłam z domu o 6:30, żeby dojechać do Krakowa i wsiąść do samolotu o 13:00 (no dobra, jak mam być szczera, to o 13:10, bo było opóźnienie). Już wtedy były ze mną dziewczyny z Prowork, które, jak już wcześniej wiedziałam, miały ze mną lecieć.
Lot do Monachium, opóźnienia, praktycznie bieg do samolotu, żeby zdążyć się przesiąść. I spotkanie z saniną, zupełnie niespodziewany, który udał się tylko dlatego, że zajrzała mi do biletu. Inaczej pewnie zajęłoby nam jeszcze sporo czasu znalezienie się
Lot był... Zależy jak dla kogo. Mnie tam pękała głowa przez cały czas, więc było zabawnie. Ale na lotnisku Newark wysiadając, byłam już naprawdę padnięta. Kontrola paszportów -----> woreczek, jak się okazało był zupełnie niepotrzebny, tylko ludzi nim stresują!Potem cło i odbiór bagaży, a na dole przy wejściu, czekał już na nas pan z napisem AuPair Care i busik przed głównym wejściem. Pan w busiku nie dostał napiwku, bo nie miałam wtedy pojęcia, gdzie są moje pieniądze nie mówiąc już o tym, że dzięki sprawności katowickich kantorów, dysponowałam jedynie banknotami 50-cio dolarowymi
Najfajniej jest, jak dojeżdża się wreszcie do hotelu, gdzie marzy człowiek tylko o łóżku, a oni stwierdzają, że trzeba jeszcze jakiejś babki słuchać, która w sumie tylko bredzi. Przepraszam, ale taka jest prawda. Daliby nam klucze do pokojów i tyle, a oni jeszcze sprawdzają, pytają, sprzedają, jakby to nie mogło poczekać na lepszy moment.
Pokoje są z góry przydzielone. Pomarzyć można o tym, że się będzie z kimś z kim się chce.
Potem do łóżek. Rano pobudka o 6:00. Śniadanie ----> mi osobiście jedzenie smakowało średnio, ale co kto lubi.
Za to uważam, że szkolenie było całkiem interesujące. Pewnie jestem jedną z niewielu osób, które tak uważają. I było wyczerpujące. W czwartek, jeszcze jak kazali wstawać wcześniej niż normalnie, to już w ogóle nie byłam w stanie słuchać. Po prostu, ile można?! Oczy mi się zamykały.
Za to co prawda nie pojechałam na wycieczkę, którą organizowało AuPair Care, za to pojechałyśmy z dziewczynami w środę co NYC. Nieźle byłoAle o tym może innym razem I nikt przed wycieczką oczywiście nie wspomniał, że busy z hotelu za darmo przewożą ludzi na stację metra, dopiero po wycieczce okazało się, że jednak tak i wszystko jest możliwe
No... I ta cieakawa część. Dziś około południa trafiłam z powrotem na lotnisko. Oczywiście nikt nie raczył nam powiedzieć, że trzeba samemu się odprawić na takich ekranikach. My oczywiście zielone pod tym względem. Jakaś kobieta z linii lotniczych pomagała nam. Ale to też trzeba ją poprosić, zapytać, znaleźć. Dałyśmy radęPotem samolot i po trzech godzinach wysiadam na Florydzie.
Ale zatrzymajmy się w tym miejscu. Chciałam napisać, że byłam przerażon. Mówię zupełnie poważnie. Nowi ludzie, nowy dom, wszystko ... niemoje. Przerażało mnie, że dzieci mnie nie zaakceptują, że mała będzie przy mnie jakaś nieswoja, czy po prostu mnie nie polubi. Albo wcale nie będzie słodkim dzieckiem. Bo przecież takie też bywają. Albo starsza mnie nie polubi, albo po prostu będzie chciała, żeby dawna operka wróciła. I co ja bym wtedy zrobiła? Bez prawka, w domu, w którym nie będę umiała wytrzymać, bo dzieci mnie nie będą lubić, a rodzice będą myśleć, że jestem jakaś beznadziejna. Albo że się z rodzicami po prostu nie dogadam. Bywa i tak. Różnice zdań itp.
W każdym razie byłam przerażona i przez cały ranek chciało mi się płakać.
No więc kiedy wysiadłam z samolotu, jakoś sobie wmówiłam, że będzie dobrze. Wysiadłam z uśmiechem, gotowa powitać nowych najbliższych mi ludzi.
... No i wysiadłam, a tam pusto!!! Poszłam, zapytałam, gdzie ewentualnie mogą jeszcze być, ale nie, nikogo. Wróciłam. Miałam niemal łzy w oczach z przerażenia, kiedy usłyszałam moje imię, i hostmama z wózkiem i małą dziewczynką obok niego, pojawiła się, wychodząc zza zakrętu. Ale chwil miałam prawdziwej paniki.
Potem powrót do domu, oprowadzanie po nim, bajka małej, kąpiel, kolacja (bynajmniej nie w tej kolejności), rozpakowanie się, podłączenie komputera i jestem na forum
A jutro wczesna pobudka. Zobaczymy, jak będzie. Na razie kończę, bo chcę jeszcze pocztę sprawdzić, a oczy mi się same zamykają. -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
monita > 21-08-2009, 9:21
Cailet przechodzisz przez to, przez co my wszystkie będziemy musiały przebrnąć na początku, także trzymamy kciuki! Odrobina paniki na początku a później już tylko lepiej -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
karolinka > 21-08-2009, 10:06
a jakas dziewczyna ze szkolenia leciala z Toba na Floryde? to sie troche strachu najadlas, jak nikogo nie widzialas..ale wazne, ze sie pojawily
czekamy na dalsze opowiesci -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
shante > 21-08-2009, 10:50
Jak dobrze przeczytać, że kolejna dziewczyna bezpiecznie trafiła do swojego nowego domuPewnie mogę sobie jedynie wyobrazić, jaki stres przechodziłaś. Podejrzewam, że nawet jak wyląduję w UK, to nie będę przeżywać tego tak, jakbym to przeżywała w USA. Świadomość, że jest się tak daleko od domu, od rodziny i innych bliskich nam osób potrafi wywołać ogromną panikę i przerażenie. Podziwiam wszystkich za odwagę wyjazdu tak daleko, nie jestem pewna, czy ja bym była w stanie to przetrwać :wink: Czekam cailet na resztę Twoich opowieści i mam nadzieję, że w przewadze będą one pełne optymizmu, mimo ciężkich chwil, jakie czekają każdego z nas. :wink: -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
PawelAuPair > 21-08-2009, 11:22
Świetna wiadomość, że doleciałaś w całości i wszystko się skończyło szczęśliwie. Trzymaj się dzielnie, powodzenia. -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
arven86 > 21-08-2009, 13:02
trzymamy kciuki i czekamyna nowe wiesci -
Re: This is what dreams are made of :) - my story...
aaleeksaandraa > 21-08-2009, 14:07
świetnie, że wszystko poszło (prawie) gładko!
Czy Wy też macie wrażenie, że u innych to wszystko sprawnie idzie, no wiecie, dokumenty, matching, wyjazd
Tylko u nas samych się strasznie wszystko dłuży
Caliet życzę Ci abyś w następnych swoich postach opisywała nam swoje dzieciaki jako aniołki, hostów, jak najlepszych przyjaciół, nowo poznanych ludzi jako starych dobrych znajomych, a okolicę jako raj!