-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 11:11
Poniedzialek.
Ona wyszla w momencie, gdy ja zeszlam na dol. W ciagu dnia swietnie bawilam sie z dzieciakami, ktore sa przeziebione i siedzymy z tego powodu w domu. Z nim niby gadam, ale widze, jakie to jest... :? Wieczorem bylysmy w kinie, a gdy wrocilam wszyscy juz spali. Leniwce pieprzone. Nie musialam ogladac niczyich geb. :evil:
Wtorek.
Ona zaczyna (po trzech dniach) cos ze mna rozmawiac. Dzwoni do mnie Maura z zapytaniem, jak jest, bo jej w niedziele wieczorem napisalam maila, ze bardzo nieciekawie. Umawiamy sie na czwartek u niej w domu. Wieczorem odwiedzam w centrum Bostonu Svetlane (znam ja ze szkoly w NYC, wlasnie jest drugi tydzien po zmianie rodziny, jest zadowolona. Zeby bylo smieszniej, znalam te laske, zmieniona operke, byla Polka, ale dziwna. Svetlana ma teraz super warunki, laptop, TV, radio, cieplutko w domku, wlasna lazienka i jedna czterolatka (przedtem miala trojaczki), ktora chodzi do szkoly, no i Downtown Boston. W tym mieszkanku czuje sie tak dobrze, ze nie mam najmniejszej ochoty wracac do swojego zimnego, pustego, nieprzytulnego pokoju. Dlatego tez, mimo ze hostom mowie, ze bede o 10, w chacie jestem po 12. Dojrzewa we mnie mysl, ze zmiana rodziny, to nie przestepstwo. I caly czas mam w sobie to uczucie, "przytulnosci" pokoju i w ogole mieszkanka Svetlany, ktore tak bardzo kotrastuje z moim zimnym i nieprzytulnym pokoikiem trzy na trzy.
Sroda.
Nadal jest dziwnie. Dzieci sa masakrycznie chore. Od poniedzialku Matty nie byl w szkole, co oznacza, ze mam 9.5 godzin dziennie troje chorych dzieci na glowie. Mike oczywiscie jest w domu, ale cale dnie spi, bo sie zle czuje. Tzn jest przeziebiony, jak ja. :? Od upalu w domu :? A jak mu przykladowo mowie, ze Press trzeci raz wymiotuje, on stwierdza, aha to ja ide do biura 8O Debil.
Wieczory spedzam na podliczaniu za i przeciw. Tzn zasatanawiam sie, co poczac. Nie jestem szczesliwa w tym domu, choc dzieci kocham, jak swoje wlasne. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 11:57
Czwartek.
Znow caly dzien z trojgiem masaktycznie chorych dzieci. Wieczorem jeszcze raz opowiadam Maurze o swojej sytuacji w rodzinie, w ktorej jestem. Tym razem nie pomijam niczego.
W domu jest zimno, przez co trzeci raz jestem chora, przec co chore sa i dzieci. Nie mam obiecanego i zawartego w aplikacji TV i PC w moim pokoju, w ktorym tym samym nie mam co robic. Drzwi do wspolnej lazienki sie nie zakluczaja i nie zamykala, wiec podczas jej uzywania odwiedzaja mnie dzieci, ale nie tylko, bo zdarzylo sie, ze i Mike przyszedl sobie just wziac swoje okulary, a ja omal na zawal nie zeszlam. W tym domu nie mam zadnej prywatnosci, nie mam miejsca, gdzie nie slysze dzieci, ktore budza mnie kazdego dnia o 6 rano, a ja przeciez nikogo nie budze o 9 wieczorem, (bo Brudasica tak wczesnie chodzi spac), ze oni wcale nie zwracaja uwagi na moje godziny pracy no i jeszcze, ze rozmijamy sie w kwestii pogladow na wychowanie dzieci "w czystosci", kiedys dostalam ochrzan, ze sie za szybko skonczylo mydlo, a Brudasica zapytala mnie z wyrzutem, czy oni po kazdym uzyciu toalety myja rece, czy co, ze tak znika to mydlo?! :roll: Powiedzialm tez o burdelu w tym domu, ktory mi przeszkadza, o brudnych gaciach w lazience, czekajacych nieskonczenie dlugo na pranie.
Powodem za sa dzieci, ale ja nie czuje sie szczesliwa, a nie moge w nieskonczonosc czekac na nie wiadomo co, tym bardziej, ze nie daj Boze oni sie zaczna w styczniu przenosic, a wiadomo, jak o rodzine na poczatku roku trudno!
Powiedzialam Maurze, ze przemyslalam swoja decyzje i POSTANAWIAM ZMIENIC RODZINE. Oczywiscie zostaje w Bostonie, tylko juz nie na przedmiesciach, a w centrum, czyli na tzw downtown. 8)
Ona przyjela to oki.Stwierdzila, ze widzi, iz jest to dojrzala decyzja, bo powiedzialam jej, ze sa powody, dla ktorych zle zyje mi sie w tym domu, ale oni mogliby zmnienic te rzeczy (TV, PC, ogrzewanie), ale kardynalna sprawa jest maluczki domeczek, w ktorym mnie mam prywatnosci, nie mam miejsca na chwile wytchnienia, nie moge poczuc sie, jak po pracy i tego oni nie sa w stanie zmienic, no chyba, ze sie przeprowadza, ale ja sie przeprowadzac nie chce nigdzie, wiec to odpada.
I najlepsze na koniec. Maura przyjdzie do nas do domu ustalic warunki we wtorek (bo w poniedzialek mamy szkolenie przeciwpozarowe, ach, te domki z drewna... :lol: ). Z tym ze ja musze ich oswiecic. I mean, powiedziec, iz odwiedzi nas LCC, ale i poinformowac, z jakiego powodu ta wizyta.
I tu klops. Jak ja mam to zrobic?! Oni chyba niczego sie nie domyslaja. W sobote na pewno nie, w niedziele, koncert Jey-Z and Friends, a w poniedzialek to szkolenie, we wtorek medjejszon, tylko to juz wlasciwie nie ma co "mediowac", I'm leaving i koniec kropka.
Powiem Wam, ze po wyjsciu od Maury z domu, bylam taka szczesliwa, ze "to zrobilam", iz podjelam decyzje, ze jezdzilam hondka godzine po okolicy z wlaczonym na maxa radiem i nadmierna predkoscia (pewnego dnia do kicia mnie za to wsadza, bo dwa razy dozwolana predkosc mam, np mozna 30, a ja 60 8) )drac gebe z calych sil. Potem pojechalam nad jezioro, do parku by the lake i mialam ochote drzec sie na cale gardlo z tej radosci.
Lepsza jest najgorsza decyzja niz brak jakiejkolwiek decyzji i trwanie w niezadowoleniu -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 12:07
ROZPOCZYNAM MALA DYSPUTE
1 Czy uwazasz, ze postapilam slusznie?
2 Jak mam ich poinformowac i swojej decyzji?
3 Czy podobalo Ci sie, ze tak duuuuuzo dzis sie pojawilo? :wink:
U mnie jest trzecia godzina. Jaaaaaa. Ide spac. Jak po bibie sie bede juto czulam Sic!
Dziekuje za uwage "moim kochanym Czytelnikom". :wink: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 13-11-2004, 15:18
to ja pierwsza chyba bede.
Uwazam , ze to powinna byc Twoja wlasna, przemyslana decyzja.Ty wiesz sama najlepiej jak tam jest i jesli jest Ci zle to nalezy to zmienic.Nie znam tej rodziny, nie wiem, co oni by powiedzieli, ale znam ciebie i jesli bedziesz szczesliwa zmieniajac rodzine, to dla mnie jest to jak najbardziej ok.Przyjechalas tam, zeby sie bawic i uczyc jezyka i opiekowac sie dziecmi tyle godzin, ile bylo w umowie.Mialas miec tv i kompa, nie dali Ci tego , wiec nie masz co siedziec i myslec, ze zle zrobilas.To ma byc Twoj szczesliwy rok i masz go wspominac dobrze.
A w ogole jak to jest ze zmianami rodzin?Wszystko przebiega latwo i szybko?Maura ma juz na oku jakas rodzinke dla Ciebie?Ja w styczniu skladam papiery i tez bym chciala sam Boston a nie przedmiescia i boje sie, ze nie bedzie rodzin itd.Sama nie wiem.
Co do tego jak im to powiedziec, to po prostu usiadz z nimi i powiedz, ze mialas sie opiekowac dziecmi tyle i tyle godzin, mialas miec kompa i tv, nie wywiazali sie z umowy , choc nie raz ich o to prosilas.To nie jest tak, ze udawalas , ze jest wszystko super, nagle siadasz i mowisz , ze odchodzisz.Uprzedzalas ich i dwalas im do zrozumienia , ze ta sytuacja Ci nie pasuje.
Tak, ciesze sie , ze bylo duzo, bo lubie czytac twoje wypociny wariatko.Kiedys wydaj ksiazke "byc au pair w USA"-zarobisz krocie tak jak te laski, ktore napisaly nianie w NY.A za 5 lat bedziesz sie przechadzac po czerwonym dywanie podczas premiery filmu , ktory powstal na podstawie Twojej ksiazki.A glowna kobieca role zagra Twoja ulubiona aktorka.O kurde, ale by bylo, co? -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Pallula > 13-11-2004, 21:22
MONICZKA...WIEC JUZ POSTANOWIONE ...I BARDZO DOBRZE UWAZAM ZE TO JEST THE BEST DECYZJA.TO JEST TWOJ(NASZ )ROK MI TO NAWET MOJA HOSTOWA POWTARZA...POZA TYM TWOI JUZ CENTRLANIE PRZESADZAJA DZIECI SWOAJ DROGA ...ALE HOSCI TEZ SA WAZNI.poza tym masz wiele powodow do zmiany rodzinki...i to waznych powodow...NIE PRZESTRZEGANIE TWOICH GODZIN PRACY I PRZEPROWADZKA TO NIE SA BALHOSTKI...NIE JESTES ICH WALSNOSCIA A PRZEDE WSZYSTKIM JESTES CZLOWIEKIEM...A JKA TO POWIEDZIEC????NIE ZWLEKAJ MOZE OD DZIECI ZACZNIJ...A IM NA WSTEPIE NADMINE ZE MASZ WAZNA SPRAWE ZE ZAPEWNE ZAUWAZYLI ZE OSTATNIO SOE MIEDZY WAMI NE UKLADA I POWIEDZ GENERLANIE WSZYSTKO CO JEST...SKARBEK TO NAPRAWDE DOBRA DECYZJA!!!!!!!!!!DZIEKI ZA FOTKI...TEN MALY MA TAKIE LADNE OCZKABUZKA PAPAPTKI -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
white > 14-11-2004, 0:10
Czesc Monisiu. Jeszcze ja cos dopisze… Z tego co widze to od dluzszego czasu na nich narzekasz. No ale to Ty wiesz najlepiej jak jest naprawde. Moim zdaniem dobrze robisz zmieniajac rodzine chociaz domyslam się ze to nie latwa decyzja. Musi być tylko lepiej, miejmy nadzieje, ze nie dostaniesz drugiej rodzinki ktora ma zimno w domu (kiedy pada snieg, jeden TV bo mamy tylko jedno gniazdko (dorobienie drugiego duzo kosztuje) . No i ten nadmiar Twoich godzin pracy (który ich nie obchodzi) itd. No chyba, ze wszystkie rodzinki w USA sa takie
Jak im to powiedziec, no fakt z tym może być problem no ale przeciez nie będziesz nic wymyslac tylko same fakty !! Pewnie ich zaskoczysz ta wiadomoscia ale z drugiej strony jeżeli oni się Toba nie przejmuja no to Ty tez się nie przejmuj.
3mam kciuki zeby ta cala "operacja" sie udala:!:
Tymczasem dobrej zabawy na koncercie
pozdrowienia 4 all -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 14-11-2004, 0:21
a ja na razie nie wybywam na zadne imprezy, bo z tym grzybem nie mam ochoty, poza tym nie moge malowac oczu!I pije sobie tak sama w domu.A przed chwila popilam leki(ale nie antybiotyki)winem, no tak, ciekawe , czy dozyje tego bostonu we wrzesniu.
Monika, kiedy Ty do mnie wreszcie zadzwonisz?
Ktora z was ogladala Gothike?Zaczelam ogladac , ale ten film jest straszny!I nie wyrobilam i wylaczylam na scenie pod zbiorowym prysznicem.Jak to sie w ogole konczy?
Cos mi przyszlo do glowy.Mona, patrz sobie na strony www.avalonboston.com.szczegolnie na to, jaki DJ gra.Jak bedzie Louie DeVito to idz koniecznie na niego.Boze, uwielbiam go-gdybym mogla, to za 5 minut wyszlabym za niego za maz.Genialna muzyka.Bylam na nim 2 razy w Bostonie w Avalonie i pamietam, ze to byla impreza mojego zycia(fakt, ze to byly urodziny mojego kolegi i wszyscy popilismy sobie, ale co tam!).Bawilismy sie wszyscy po prostu rewelacyjnie.Polecam!!!! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Meg > 14-11-2004, 2:40
Jako stały "kochany czytelnik" postanowiłam zabrać głos w sprawie
1 Czy uwazasz, ze postapilam slusznie?
Tak. Wygl?da na to, że Twój los w tej rodzinie nie ulegnie znacznej poprawie. Szykuj? się zmiany, ale niekoniecznie dobre dla ciebie (mam na my?li ten NY). Tym bardziej, że próbowała? już rozmawiać (co zalecaj? wszystkie agencje :roll: ), protestować itp. Nie można im pozwalać na takie traktowanie. W końcu to Ty tam jeste? dla nich a nie oni dla Ciebie.
2 Jak mam ich poinformowac i swojej decyzji?
Niestety nie mogę nic doradzić. Nie wiem nawet jakbym sama tak? "akcję" zorganizowała. Ale wierzę, że sobie poradzisz.
3 Czy podobalo Ci sie, ze tak duuuuuzo dzis sie pojawilo?
Jasne :wink:
Powodzenia! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 14-11-2004, 7:24
Jeszcze raz, bo wydaje mi sie, ze nie wszyscy zrozumieli, jaki jest GLOWNY POWOD MOJEJ DECYZJI DOTYCZACEJ ZMIANY RODZINY.
Jest wiele malych powodzikow (TV, PC, zimno, godziny pracy, niezamykane drzwi do wspolnej lazienki, ich "brudasinstwo"), ale to nie moglby byc moim zdaniem argument przemawiajacy za zmiana, poniewaz te male powodziki oni moga zmienic. No nawet jesli ich nie zmienia, to moga obiecac, a ja musialabym tu dalej wegetowac.
GLOWANYM POWODEM JEST TOTALNY BRAK PRYWATNOSCI W TYM DOMU :!: Moj pokoj jest sciana w sciane z pokojem dzieci, czyli nie mam mowy o sluchanui glosniej muzyki, wizycie Sue po 8, nawet odkurzaniu! Kiedy zas wracam po "nocce" nie moge nawet sie porzadnie odlac, bo za glosno! :? Nie moge brac prysznica po godzinie 9.30 piem, ale za to jak sie wszyscy z mordami dra o szostej rano to jest ok :evil: ja wiem, ze dzieci sa male i sie im nie wytlumaczy, ale to hosci byli totalnie zacmieni (sa nadal, do poniedzialku), sadzac, ze mamy jeden pokoj, wstawimy tam lozko i mozemy brac operke.
Na poczatku sadzilam, ze to normalna sytuacja. Pozniej jednak poznalam wiele domow z operkami i w zadnym bylo tak, jak u mnie. :?
Sue ma wlasne pietro z dwoma pokojami i lazienka 8) , Leila ma swoj livingroom z kompem i tv, Nicole ma swoja piwnice, a Svetlana ma boski pokoik i lazieneczke. Tylko ja mam taka kuzwa chora sytuacje. :mad: Jeszcze troche.
BRAK PRYWATNOSCI POWODOWANY BARDZO OGRANICZONA POWIERZCHNIA DOMU MOICH HOSTOW, JEST WIEC POWODEM ZMIANY RODZINY.