• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

pierwszy dzień u rodziny

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • O wszystkim związanym z programem Au Pair
       
    • pierwszy dzień u rodziny
       
  • pierwszy dzień u rodziny
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    natalla85 > 19-10-2012, 21:04

    Tak od kilku lat marzyłam by zamieszkać jakiś czas we Włoszech i nauczyć się języka. I też potem chce starać się o pracę w przedszkolu, ale już chyba w Polsce. Super, że rodzinka fajna i że dzieci się słuchają.. z moimi nie jest tak kolorowo..często są nie do zniesienia, ale rodzinka generalnie jest spoko mam czasami załamki, ale wierze, że ten rok nie będzie zmarnowany
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    rockowawaga > 25-10-2012, 18:53

    ha, ha! ponad tydzień mija jak tu jestem. Nie wiem czy mogę ten post umieścić tu, ale nawiązuje on trochę do pierwszego dnia i drugiego dnia. Dzieci leją się między sobą, kłócą się, gryzą, wyzywają od idiotów, biją też rodziców, np. po głowie ( a oni tylko: Auuu i koniec), rano humory i pyskowanie. Do mnie też się zdarzają odzywki, ale dobrze, że znam norweski na tyle, że się nie daję. Już wyrobiłam sobie metodę, że jak są rodzice to jestem niewidoczna. Nie gadam z dziećmi, nie wtrącam się, bo tylko papa i mama mają prawo coś z nimi zrobić rano. Szykuję ich do szkoły, małego zaprowadzam do przedszkola i czad. W spokoju robię lekkie prace w domu. Nikt mi się nie wtrąca. Muzyczka, kawa z ekspresu, coś dobrego, gazetka Dzieci się zmieniły, rodzice na szczęście nie, ale widzę że dzieci mogą tu wszystko z dorosłymi. Żadnego szacunku dla nich. I komicznie to wygląda jak dziecko poniewiera dorosłym. Dla mnie, nauczyciela, dla której wzajemny szacunek, pomoc, empatia to podłoże wychowania, jest to przerażające. Dystans przede wszystkim. Krótkie zwroty, miłe, ale dyscyplinujące. Uśmiech, ciepło, ale w ich przypadku trochę odległości też.

    Rodzice są bardzo mili. Widzę, że mają kilka dni w tygodniu zwariowanych, więc wolę żeby zajęli się dziećmi, a ja sobie włożę naczynia do zmywarki, ogarnę kuchnię itp Mam spokój. Wiem, że au pair to przede wszystkim dzieci, ale w tym przypadku, preferuję jednak coś zrobić w domu. Wczoraj miałam pierwszy babysitting, tata był w domu obok. W ciągu ponad 6 godzin od 17 do 23.30 były tylko dwie interwencje dziecka u rodzica Więc zaliczone Dostałam za to ekstra pieniążki i wolne.
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    maddalena_italia > 26-10-2012, 17:36

    Dziś mija mi 7 tydzień odkąd jestem w moich wymarzonych Włoszech. Mój pierwszy dzień, weekend, tydzień... wolę tego nie rozpamiętywać, wszystko mogę streścić w jednym słowie: SAMOTNOŚĆ. Przyjechałam w pt., gdyż jak sądziłam chcą spędzić ze mną weekend, pokazać miasto, poznać mnie lepiej itd. Jeszcze z moją nauczycielką włoskiego przed wyjazdem, marzyłyśmy co to za atrakcje mnie nie czekają. Dojechałam z opóźnieniem, po 20h jazdy autobusem (w ten dzień nie było tanich lotów tutaj). Najpierw nie mogłam się odnaleźć z moją hostką (ona jest taka zakręcona, że zamiast czekać na stanowisku międzynarodowym, czekała po stronie, gdzie kursują miejskie autobusy, a ja pierwszy raz w mieście, to skąd niby miałam wiedzieć, że są jeszcze inne perony). W końcu doszłam na stację benzynową i wysłałam jej SMSa, że tam czekam, na szczęście wiedziała gdzie to jest i się odnalazłyśmy. Żadnego powitania, tylko włożyłyśmy walizki do bagażnika, wskoczyłam do samochodu i w drogę. Przyjechała z dziewczynkami, przywitałam się z nimi, najmłodsza spała, ale też żadnego przedstawienia nic. Zapytała mnie tylko czy chcę zostać na rok czy na semestr (pytali mnie już o to dziesięć razy! A poza tym chyba bez sensu się pytać pierwszego dnia jak długo będę, skoro nie wiem jak będzie), a tak to nic nie rozmawiałyśmy, bo powiedziała, że pogadamy w domu. Na szczęście dziewczynki lubią śpiewać, więc cicho w samochodzie nie było a ja podziwiałam miasto, zastanawiając się jaka przygoda mnie tutaj przez ten rok czeka... W domu w przelocie przedstawiła mnie dziewczynkom, pokazała wszystkie pokoje. Potem wzięłam zimny prysznic, bo akurat nie było tego dnia ciepłej wody :/ Zjadłam z nią obiad, też niewiele rozmawiając. Po czym ona poszła na drzemkę, a ja do swojego pokoju, gdzie spędziłam prawie cały weekend. Na popołudnie miała zaplanowane wyjście do fryzjera, więc zostałam w domu z dziewczynkami tzn. nie opiekowałam się nimi, bo one się bawiły po cichu (tak, tak, jeszcze wtedy były ciche i spokojne ) w swojej części, a ja mogłam odpoczywać u siebie, a że się stresowałam, że się z nimi nie dogadam, to też siedziałam zamknięta i pewnie płakałam (tyle tych łez było, że już nie pamiętam kiedy ). Dopiero wieczorem one same do mnie przyszły i zagadały, bawiłyśmy się, że pokazywały mi obrazki i mówiły jak się dana postać/rzecz nazywa. Jak mamuśka wróciła, poszłyśmy do parku. (Oni to nazywają parkiem, a dla mnie jest to skrawek zieleni z huśtawką, zjeżdżalnią i karuzelą.) W tym czasie wrócił z pracy tatusiek i poszłam z nim do sklepu, bo w domu nie było zupełnie nic do jedzenia, gdyż wrócili dzień wcześniej z wakacji. Kupiliśmy chleb i kurczaka, wróciliśmy do domu, on zastawił mięso, po czym rodzinka się wyszykowała i poszła na kolację do znajomych, a ja zostałam... z wodą, chlebem i nóżką kurczaka. Poszłam spać o 21. W sobotę jedyną atrakcją było to, że byłam z mamuśką na dużych zakupach, mogłam kupić co chciałam, ale wiadomo, że za dużo nie wzięłam, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam jakie zasady żywieniowe tu obowiązują (to osobny temat). Wieczorem poszłam z nimi na festyn do parafii, ale że widziałam, że pewnie chciałaby porozmawiać ze znajomymi, a musi siedzieć ze mną i jeszcze do tego w ogóle ze mną nie rozmawia, wróciłam po jakimś czasie do domu. W niedzielę poszliśmy razem do kościoła, a popołudniu pojechałam z tatuśkiem i dziewczynkami na zwiedzanie okolicy, którą zwiedzałam głównie z okna samochodu. Na koniec zabrał nas na lody i to było pyszne doświadczenie, bo pierwszy raz jadłam lody w ciasteczku, mniam Jedyny miły akcent weekendu. Od poniedziałku już pracowałam. Generalnie przez pierwsze dni oswajałam się z prawdziwym włoskim akcentem, żeby cokolwiek zrozumieć. Udało się, bo w środę czyli po 5 dniach od przyjazdu rozumiałam już wszystko i tak jest do dzisiaj. Z przykrych dla mnie jeszcze wydarzeń, dotyczących właśnie języka, było to, że w poniedziałek po tym "weekendzie pełnym atrakcji" mamuśka wzięła mnie na rozmowę, że oni myśleli, że ja umiem lepiej język, pytała czy na pewno ja z nimi rozmawiałam przez telefon, czy sama pisałam maile itd. Zrobiło mi się wtedy naprawdę przykro- w Polsce cieszyłam się, że po roku nauki zaczęłam poziom B1, a tutaj taki "komplement", wyszłam na spacer i 2h przeryczałam ;( Generalnie do dzisiaj stwierdzenie "czuj się jak w rodzinie" tutaj nie funkcjonuje i wątpię, żeby kiedykolwiek miało funkcjonować. Nie jest źle pod względem obowiązków, nie ma wyzyskiwania ani tym podobnych historii, których na forum wiele. Dziewczynki kochane, przylepki, wiadomo, że się kłócą, krzyczą, płaczą, ale dostaję od nich mnóstwo wyrazów miłości i to jest najpiękniejsze. Ale psychicznie jest mi ciężko tj. to, że jestem tylko od tego, żeby zająć się dziewczynkami od.. do.., że muszę podać do jedzenia to, co ona mi wcześniej pokaże, upewnianie się czy na pewno wyjdę z nimi do parku lub czy byłam w parku (ale jak w weekend mam wolne i siedzą znudzone cały czas w domu, to nikt o tym nie pomyśli..), tysiąc razy przypominanie, że nie mogą jeść nic z czekoladą.. no mnóstwo takich małych, irytujących sytuacji, jakbym była ułomna, które wyprowadzają mnie z równowagi. Do tego mamuśka prawie ze mną nie rozmawia, bo przez to, że robię błędy, już mnie chyba "przekreśliła", mimo, że miałyśmy trzy sytuacje (waw! aż trzy razy przez prawie 2 m-ce :/), gdzie gadałyśmy długo, normalnie, ona nie robiła tych swoich min, że nie rozumie co mówię (nie jestem Włoszką i nie ukrywałam na jakim poziomie jestem, kiedy rozmawiałam z nimi przed wyjazdem, ale wiem, że muszę mówić, żeby się nauczyć- to chyba logiczne; jak źle mówię w rozmowie z dziewczynkami, to one mi odpowiadają, to tym bardziej dorosła osoba może się domyślić o co chodzi). To wszystko doprowadziło mnie do takiego stanu, że w tym tygodniu zaczęłam się zastanawiać co ja zrobiłam?!!! Też mam swoje lata, skończyłam studia w PL, nie udało mi się wyjechać od razu, więc przez rok pracowałam, dobrze zarabiałam, ale ciągle marzyła mi się "wielka włoska przygoda", więc ją zrealizowałam...



    ps. Przepraszam, że tak długo, ale nie umiem krótko pisać, może założę bloga- przeglądam czasem wasze i coraz bardziej mi się ten pomysł podoba
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    Piotrek1990 > 19-11-2012, 23:07

    UK Berkshire



    Wczoraj przyjechałem, dziś mam urodziny. Z mlodym jak i z hostką gadamy po polsku, z hostem po ang. Wczoraj się bałem że przyjazd tutaj to uber-fail, dzisiaj już czuję się swobodnie. Wczoraj nie mogłem dogadać się z młodym, czasem sam nawiązywał rozmowę i żartował a za moment pytany o cokolwiek ignorował mnie albo się obrażał bo nie lubię tego co on, albo oglądałem wszystkie filmy które chciał mi puścić na DVD. Był bardzo uparty. Hostkę polubiłem już od pierwszego kontaktu telefonicznymi, kobieta bardzo konkretna i nie zwraca uwagi na pierdoły, problem w tym że wieczorem doszedłem do wniosku że takie pierdoły i detale to coś co warto było by omówić a hostka raczej nie specjalnie na to reflektowała. Dzisiaj z rana poznałem hosta, fantastyczny człowiek, jest dla mnie ogromnym supportem, z dużym poczuciem humoru, dużo z nim przegadałem i nie miałem większych problemów z językiem, tak samo jak w rozmowie z sąsiadką u której dzisiaj byliśmy i graliśmy w piłkę z młodym i jej trzema synami (was fun xD) Ogólnie w domu czuję się swobodnie i nieskrępowanie, jedynym miejscem w którym nie mogę się połapać jest lodówka z mnóstwem śmiesznie oznakowanym żarciem obcego pochodzenia. Chcę podłapać jakieś znajomości ale z internetu mogę korzystać dopiero po 18:00 a do jutra mam i tak zdezaktywowanego FB, bo dziś Bday i chciałem uniknąć spamu xD



    Narazie jest bardzo pozytywnie, pozdrawiam.



    DO CHŁOPAKÓW! Nie łamcie się. Ja pierwszą rodzinkę znalazłem w 3 dni od rozpoczęcia poszukiwań, a u tej rodzinki jestem po 2 tyg od pierwszego kontaktu - Da sie? DA SIĄ! My też mamy szansę
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    balbina > 20-11-2012, 19:11

    super, że się udało ale najlepiej też wypowiedz się po trzech miesiącach pobytu : )

    eii dobry pomysł z usunięciem fejsa na jeden dzień ja też mam niedługo urodziny haha



    Niestety przeczytałam " do chłopaków" :<

    bardzo szybko Ci poszło, dobrze mówisz - nie łamać się!
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    Nimell > 20-11-2012, 19:38

    A po co dezaktywować facebooka jak można w ustawieniach zaznaczyć żeby nie pokazywało daty urodzin i nie powiadamiało, że masz dzisiaj urodziny :P ja tak mam już kilka lat ;P
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    balbina > 20-11-2012, 21:40

    no tylko, jak jeden znajomy napisze sto lat - bo będzie pamiętał to wszyscy zaczną pisać
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    agnieszka89 > 20-11-2012, 23:47

    Ale można w ustawieniach prywatności zablokować dodawanie postów na oś czasu, lub zaznaczyć że posty innych osób na twojej osi czasu widzisz tylko ty. Nie trzeba od razu kombinować z usuwaniem fb.
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    Catarina > 09-02-2013, 2:09

    [quote name="rockowawaga"]ha, ha! ponad tydzień mija jak tu jestem. Nie wiem czy mogę ten post umieścić tu, ale nawiązuje on trochę do pierwszego dnia i drugiego dnia. Dzieci leją się między sobą, kłócą się, gryzą, wyzywają od idiotów, biją też rodziców, np. po głowie ( a oni tylko: Auuu i koniec), rano humory i pyskowanie. Do mnie też się zdarzają odzywki, ale dobrze, że znam norweski na tyle, że się nie daję. Już wyrobiłam sobie metodę, że jak są rodzice to jestem niewidoczna. Nie gadam z dziećmi, nie wtrącam się, bo tylko papa i mama mają prawo coś z nimi zrobić rano. Szykuję ich do szkoły, małego zaprowadzam do przedszkola i czad. W spokoju robię lekkie prace w domu. Nikt mi się nie wtrąca. Muzyczka, kawa z ekspresu, coś dobrego, gazetka Dzieci się zmieniły, rodzice na szczęście nie, ale widzę że dzieci mogą tu wszystko z dorosłymi. Żadnego szacunku dla nich. I komicznie to wygląda jak dziecko poniewiera dorosłym. Dla mnie, nauczyciela, dla której wzajemny szacunek, pomoc, empatia to podłoże wychowania, jest to przerażające. Dystans przede wszystkim. Krótkie zwroty, miłe, ale dyscyplinujące. Uśmiech, ciepło, ale w ich przypadku trochę odległości też.

    Rodzice są bardzo mili. Widzę, że mają kilka dni w tygodniu zwariowanych, więc wolę żeby zajęli się dziećmi, a ja sobie włożę naczynia do zmywarki, ogarnę kuchnię itp Mam spokój. Wiem, że au pair to przede wszystkim dzieci, ale w tym przypadku, preferuję jednak coś zrobić w domu. Wczoraj miałam pierwszy babysitting, tata był w domu obok. W ciągu ponad 6 godzin od 17 do 23.30 były tylko dwie interwencje dziecka u rodzica Więc zaliczone Dostałam za to ekstra pieniążki i wolne.[/quote]







    Hey ,Czy jesteś nadal w Stavanger jako aupair? JA jestem tu od 1 lutego - rodzinka OK, trochę mi smutno bo nie znam jeszcze nikogo. Dokładniej mieszkam w Randaberg.

    Jeśli nadal jesteś w Stavanger i miałabyś ochotę się spotkać, pogadać sobie albo cos w tym stylu było by fanie.

    mam 27 lat i to moje drugie operowanie.

    Kasia

    ( <a href="mailto:kat.zareba@wp.pl">kat.zareba@wp.pl</a> )
  • Re: pierwszy dzień u rodziny

    Olesya94 > 23-08-2013, 19:50

    Hej! odświeżam temat, opowiadajcie o swoich pierwszych dniach w nowej rodzinie ;-) dużo stresu? ja wyjeżdżam dopiero w połowie września, ale już mnie brzuch boli na samą myśl o zupełnie nowym miejscu, nowych ludziach i tej okropnej barierze językowej, ale jestem pozytywnej myśli.
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia