-
-
Re: Marlena-historia prawdziwa
marlenao > 23-09-2009, 2:58
bu no szkoda. ja wlasnei jestem po rozmowie z mala i z hostka, usiadlysmy we 3 i powiedzialam ze ten bachor mnie nie slucha ani nic. Postaramy sie to zmienic, zobaczymy czy podziala. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
kamysia > 23-09-2009, 6:10
. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
marlenao > 26-09-2009, 4:57
czy wasze host mamy tez was sprawdzaja codziennie? moja zawsze przychodzi z pracy i sprawdza WSZYSTKO. czy pranie jest ok, czy sa powycierane blaty od stolow, czy jest czysto, czy dzieci maja spakowany lunch na nast dzien, czy odrobily lekcje...i dopiero pozniej ja moge isc do siebie. masakra, ona zwsze mi mowi ze wszystko jest dobrze itp bo w sumie ja o niczym nie zapominam i juz sie przyzwyczailam do mojej pracy[to stalo sie dla mnie codzienna norma], ale dziwi mnie ze ona nadal po ponad 2 miesiacach mojego pobytu tutaj to sprawdza. no i zawsze mi dziekuje za to, ze wszystko zrobilam dobrze. dzisiaj np ja szybciej wrocilam od siebie i ona do mnie przyszla, zapukala i powiedziala ze wszystko sprawdzila, ze wszystko jest dobrze i ze mi bardzo dziekuje, no i oczywiscie dobranoc trzeba powiedziec bo ona nie zasnie jak mi tego nie powie hahah. powiedzcie , ze to normalne? -
Re: Marlena-historia prawdziwa
kamysia > 26-09-2009, 19:14
. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
Agata89 > 27-09-2009, 12:50
[quote name="kamysia"]
no kurna jakby to byla wielka filozofia zobaczyc czy but ma nr 4 czy 5. Oni sa czasem brdzo dziwni! Albo to my polk ijestesmy takie ogarniete we wszytskim![/quote]
To raczej my polki mamy ukryty geniusz, który objawia się w takich przyziemnych rzeczach xD (i nie tylko zresztą :wink: )
Na twoim miejscu cieszyłabym się z tego, że twoja host tak stawia sprawę. Moja była host, w ogóle mi nie dziękowała ( no może raz czy dwa, kiedy zgodziłam się na trzeci babysiting w tygodniu, a zrobiłam to tylko dlatego bo powiedziała, że wróci za godzinę, a wróciła za cztery :evil: ). W ogóle jak czegoś nie zrobiłam, albo zrobiłam nie tak jak należy to najpierw całą dobę zachowywała się jak obrażony bachor, a dopiero potem raczyła mi powiedzieć o co jej chodzi.
Na twoim miejscu, nie przejmowałabym się tym tak bardzo :wink: -
Re: Marlena-historia prawdziwa
marlenao > 30-09-2009, 16:19
Mam powoli dosc. Nie dlatego ze oni sa nie mili ze dzieci nie sluchaja czy cos. Po prostu mam dosc. Nie tak sobie to wszystko wyobrazalam, chociaz w sumie czego moglam sie spodziewac wyjezdzac do pracy jako nianka? To moj pierwszy i ostatni raz. Ona wczoraj troche przesadzila. Hostka znaczy sie. Wiecie, ze musze co poniedzialek robic zakupy...ok moze byc , pracuje tygodniowo 20h to moge robic zakupy sral to pies, ale...no wlasnie ale ona mi pisze liste i tam jest pelno rzeczy oktorych ja nie mam pojecia , w poniedzialek nie kupilam 6 rzeczy, wiec kazala mi wrocic do sklepu we wtorek i dokupic. Ok, pojechalam -znalazlam 3 rzeczy a 5 nie kupilam. Zadzwonilam do niej i powiedzialam, ze ma to kupic bo ja nie znalazlam , to ona oczywiscie juz przez telefon do mnie, czy pytalam, czy nie bylo, czy szukalam ble ble. Wrocila do domu i...okazalo ze ze kupilam zle warzywo wiec..musze jechac dzisiaj i wymienic , a ona mi pokazala wszystko co dokupila i z wielkim wyrzutem ze to juz ostatni raz bo ona nie ma czasu po pracy jeszcze jezdzic po sklepach bo chce wrocic do domu. Moja wina babo ze tak dlugo pracujesz? I do tego dzieci wrocily ze szkoly normalnie o 4 ...ja zazwyczaj sie z nimi wyrabiam do 7, wiecie zeby zrobily zadanie domowe, zjadly kolacje i wziely prysznic i w miedzyczasie pocwiczyly pianino i saxofon, ale ta durna stara rura wjebala wczoraj playdate na 1,5h ;/ wiec jak niby kurwa mialam zdazyc z tym wszystkim w 3 h ? I ona do mnie wyrzut , ze dzieci jeszcze odrabiaja lekcje[byla 7;30] ,moja wina? Nie moja! I oczywiscie akcja z psem ;/ Wyszlam z psem zeby sie wylal i weszlam z powrotem do domu a malej sie zachcialo swiezego powietrza, wiec otworzyla drzwi, a co zrobil pies? Spierdolil z domu , bez smyczy , biegal po ulicy, polecial na inna ulice, biegal miedzy samochodami i do tego wogole nie chcial sluchac . jedna z dziewczyn sie kapala, druga latala za psem a ja nie wiedzialam co robic, czy do psa czy do tej co sie kapie czy gdzie. ok po 5 min pies jakos wrocil do domu a co zrobila mala? za telefon i do matki odrazu zeby to powiedziec. a c zrobila matka? wrocila z pracy i do mnie, ze to nie jest wina psa tylko nasza ze drzwi powinny byc zamkniete itp. oczywiscie nie rozumie ze to wina malej tylko NASZA. Super zajebiscie. Czasami ta babka jest fajna, pogada sie z nia , posmeije i w ogole, ale jak ma zle dni to ja wole sie od niej nie zblizac. Zobaczymy jak pojdzie dzisiaj. Powinnam ze wszystkim zdazyc. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
marlenao > 30-09-2009, 16:21
Aha, wczoraj rozmawialam na skypie z mama. Wszystko bylo ok, dopoki nie zobaczylam swojego psa lezacego na moim lozku w moim pokoju. Jest mi tak strasznie smutno jak z nimi rozmawiam. Zawsze. Wczoraj zaczelam plakac jak tylko zobaczylam swojego psa, myslalam ze mama tego nie zauwazy ale niestety ..obie zaczelysmy plakac. Mam czasami ochote pierdolnac to wszystko, spakowac sie i wrocic. do rodziny, do przyjaciol. Ale z drugiej strony ja jestem twarda i wiem ze wytrzymam ten rok tutaj. Dobrze, ze czas szybko leci. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
89dzoana89 > 30-09-2009, 16:29
Ajjj Marlena ja mam tak samo jak tylko uslysze glos kumpeli czy kogos z rodziny
I to nie wazne czy jest sie w Anglii czy w USA
A moja hostka to do twojej podobna troche...bo jak ma zly humor to o glosne otwieranie drzwi sie przyczepi a nastepnego dnia to mi ciasstka na przeprosiny kupuje i dziekuje za wszelka pomoc!!
Jestes twarda i wytrzymasz
Ja tez sie obawialam ze nie bedzie lekko zdala od rodizny i znajomych ale powiem ci ze latwo odnalazlam sie w angielskiej rzeczywistosci
Jednak sercem nadal w USA jestem i snie po nocach o wymarzonym wyjezdzie
W Anglii mozna mieszkac i zyc ale nie jako au pair!!! -
Re: Marlena-historia prawdziwa
kamildzianka > 30-09-2009, 18:01
Z tymi zakupami ja mam podobnie, tylko ze moja babka jest w porzadku. Daje mi liste, ja czegos nie znajde i pozniej pokazuje jej, czego nie znalazlam w sklepie, albo zwyczajnie nie bylo.
Za pierwszym razem poszlam do pracownika sklepu z lista i pomogl mi poszukac chyba 10 rzeczy, ja tylko dziekowalam i dziekowalam jak nakrecona. Teraz sie orientuje i szybciej mi to idzie.
Babka chce mi pomoc, wiec zostawia puste pudelka, czy chociaz etykiety z produktow, ktore mam kupic. Dzieki temu widze, jak opakowanie wyglada i nie ma mowy o pomylce w sklepie.
Kupilam raz nie takie mleko, jakie ona pije, ale pachnela reka i powiedziala, ze je wypije, nie ma sprawy.
Ja jej zawsze mowie: tego nie kupilam, bo nie bylo; tego nie, bo na polce byly same prawie przeterminowane, wiec nie bylo sensu; tego tez nie, bo nie wygladalo ladnie. Albo o praniu, ze nie zrobilam, bo za malo ubran nazbieralam, albo ze jej bluzka nie jest wyprasowana, bo to jest elastyk i balam sie, ze moze sie stopic po zelazkiem, itd. Ja sie zawsze tlumacze, dlaczego czegos nie zrobilam, ona wtedy rozumie i mnie nie oskarza o lenistwo. Najwazniejsze to sie wytlumaczyc!
Twoja babka przesadza z tym warzywem. Ty masz teraz jechac i wymienic warzywo? Nie szkoda jej kasy na benzyne, czy jak ty tam dojezdzasz do sklepu?
Wez jej normalnie powiedz, ze nie znasz sie na produktach amerykanskich i zeby dawala ci konkretna liste, np. jaka to firma, jaki kolor pudelka, gdzie to bedzie (czy w deserach, czy w snackach). Ja tak sobie zapisuje i naprawde idzie mi to szybko.
Musisz zwyczajnie otworzyc buzie i jej to powiedziec, moze ona nie wie. Dla niej to normalne, bo ona mieszka w USA i ona sie dziwi, jak ty mozesz czegos nie znalezc. Pewnie jej sie wydaje, ze po prostu jestes leniwa i ci sie nie chce pochodzic i poszukac. Musisz zwyczajnie sie bronic, a nie klasc uszu po sobie.
Haha, mnie tez raz pies uciekl, olaboga, a to pies wyscigowy, prawie wpadl pod autobus. Razem z dziewczynkami chodzilysmy po ulicach w deszczu w styczniu. Jakas rodzinka go przywiozla po dwoch godzinach, wpakowali go zwyczajnie do samochodu i znalezli adres domu na jego obrozy. Dzieci mnie oczywiscie oskarzaly o to, ze otworzylam drzwi, a ja przysieglabym, ze zapielam psa na smycz. Okazalo sie pozniej, ze ta smycz byla felerna, zwyczajnie sie zeslizgnela, a ja otworzylam drzwi...
Po calej eskapadzie kazalam im sie przebrac w suche ubrania, dalam cos cieplego do picia, sama poszlam do drugiego pokoju i sie rozwylam, bo bylam zmeczona i zestresowana. Gdyby cos sie temu psu stalo, to by mnie chyba otruli.
Hostka byla w porzadku, przyszla do mnie i zaproponowala lampke wina na rozluznienie. Eee, dla mnie najlepszy jest placz, ja sie musze wyryczec, wtedy mi przechodzi. -
Re: Marlena-historia prawdziwa
kamildzianka > 30-09-2009, 18:06
Aa, z tym psem dopisze jeszcze: ktos, kto widzial naszego harta blakajacego sie po ulicach, zadzwonil na policje dla psow, czy towarzystwa opieki nad zwierzetami. Gdy tylko ta rodzinka przywiozla nam psa, rozlegl sie dzwonek do drzwi, ja patrze, a to babka w mundurze. Mowi, ze dostala wiadomosc, ze pies sie blakal w okolicy i ze wie, ze my mielismy takie psy, wiec przyszla sprawdzic. Pokazalam jej psa, ze jest caly i zdrowy, ona popatrzyla i pojechala. Ale sie wtedy wystraszylam!