-
-
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
oliwka911gt > 17-05-2006, 0:09
wlasnie z moja mama radzilam. to samo powiedziala mi. tylko ja sie boje czy ich tym nieuraze. musze to dobrze rozegrac. po rozmowie z moja mama doszlysmy do wniosku z czego wynikaja problemy z tym siedmiolatkiem. mianowicie: rodzice zajeci robieniem kariery (60h tyg w pracy), dzieckiem zajmuja sie od siweta jak wspomnialam wyzej, ambitni - chyba az za bradzo, chcieliby by ich dziecko bylo najlepsze - zgodze sie ale nie kosztem jego psychiki. dziecko jest agresywne, ma za duzo obowiazkow - 7h w szkole nauki i potem 3h w domu NAUKI!, pianio itp, ono potrzebuje zabaway, uwagi rodzicow, czasu z nimi jak najwiecej, wola o pomoc JA CHCE BYC Z WAMI NIE Z NIANKA! a ci nie slysza, jak grochem o sciane. bede z nimi dziasj jeszcze rozmawiac. zonacze na ile wskoraly wczorajsze gadania. teraz lece po tego urwisa do szkoly. jutro wiecej szczegolow. -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
Gość > 17-05-2006, 10:30
oliwka jak masz w swojej mocy zmienianie tytulow to sobie zmien na Mission Impossible: 4 teraz :lol:
powodzenia!
swoja droga ci rodzice by cie pewnie na rekach nosili jakby ci sie udalo! -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
(-:MARZENA:-) > 17-05-2006, 10:43
Mission Impossible wydaje sie jak najbardziej na miejscu -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
oliwka911gt > 17-05-2006, 11:43
emila, zmienie jak bede pewna gdzie wyladuje :wink:
wiesci z ostaniego wieczoru. chwili, napisac nie moge, bo bylo to pare godzin temu. musialam ochlonac i dojsc do siebie.
do rzeczy:
wczorajsze kazanie i wciry pomogly! chociaz dzisaj myslam ze bedzie znowu powtorka z rozrywki. poszlam po urwisa do szkoly, a ten zaczal kombinowac a nie isc ze mna do domu. jego koledzy zaczeli go popychac ze ja na niego czekam a ten siedzi pod sciana i totalna olewka. po chwili ow dziecko sie zdecydowalo isc do domu. droga ok, puszczanie samolotow i opowiesci o STAR WARS (niewem jak sie pisze - razem czy osobno, fanka nie jestem a glowy nie mam do myslenia teraz). zachodzimy, mamy snack time i zgpdnie z obietnica zabieramy sie za lekcje po snack time. i dziecko przrpbilo ze mna cala historie, ospytalam i naumiane. potem chwila wuglupow i znowu nauka czyli matma. zrobilismy dzialania - strona A4 (dobrze czytacie) i porobione. w miedzy czasie chwila zabawy i odpytanie dodawania, odejmowania i mnozenia. nawet niebylo kaprysow ani nic z tych rzeczy. oczy na wierzch wyszly mi. fakt, probowal mna manipulowac, ale sobie zaraz odpuscil. niezrobil tylko vocabulary bo ze szkoly nie zabral. szkoda bylo mi tylko dzieciaka bo jutro musialby 60 slow sie nauczyc - literacja i znaczenie plus cwiczenia czyli bagatela 15 stron. ale i tak bylo to sukcesem jak sie dowiedzial ze sie bawic moze. oczy dziecku sie smialy same. pytal sie mnie az kilka razy czy mozemy sie bawic. wiec zaczela sie zabawa i caly czas do mnie ze ma fun ze mna, a jak sie doweidzial ze mozemy bawic sie na dworze to wniebowziety. zupelnie inne dizecko niz wczoraj. tylko caly czas mysalam o dniu jutrzejszym. ile jutro nauki bedzie i ze bedzie zgrzyt jak nic. no nic poszlismy na trampoline. i jak natramploinie wiadomo skananie. dziecko zadowolone i i caly czas do mnie ze ma fun i jak super jest, ja przed oczami dzien jutrzejszy. mijaly ostnie minuty zabawy i chris upadl, nieraz przerwacalismy sie na trampolinie i bylo ok. nie tym razem. zlamal reke. zlamanie otwrte! kiedys zastanawialam sie jak mozna zlamac reke na sianie - moja kumela tak miala. teraz wiem ze mzona. upadla dokladnie na trampolinie, zero drutow zeroczegokowloek by dotknal. PANIKA! ale na tyle przytomna bylam ze uspakajam go i na 911 od razu zadzwonilam, potem sasaidka i rodzice. przyjechala policja, starz pozarna i pogotowei. dokladnie w takiej kolejnosci. uspakajali i chrisa i mnie. niedosc ze drugi dzien z nim jestem, dziecko z charakrterem to i jeszcze wypadek. bylam przy nim wiec dokadnie widzialam co sie stalo. WYPADEK. jak przyjechala policja to przed oczami mialam matke moja wlasna ze slowami: jak bedziesz jedzic samochodem to pozabijasz tam i dzieci i siebie, skonczysz w wiezieniu - byla przeciwna mojemu przyjazdowi tutaj. histeria jeszczewieksza. wiec policjant zaczal mi tlumaczycze to nie moja wina, ze to normlane, ze to dziecko i ma prawo tak sie stac. ja wiadomo, jeszcze sytuacja jest jaka jest, do tego wypadek. gorzej byc nie moze. pogotowie zabralo malego do szpitala. mial operacje, ma jakis metal wstawiony w reke. jutro moze wyjdzie. dzwonilam do hostki by sie dowiedziec co i jak. zoastanie tam na noc, host wroci bo ma spotkanie o 7.30.
w agencji wiedza co sie stalo. zadzwonilam by przyjechala tu ex nanka malego bo bylam tak spanikowana i wystraszona ze ow officer powiedzial ze boi sie mnie zpsatwic samej w domu (nogi jak z waty, nieumialam ustac, prxewracalam sie) niebylo ani nicole ani franzcuzki byla kordyantorak. wiec pogadala z oficerem - niebylam w stanie mowic - ten wyjasnil co i jak. zadzwonila do mnie LCC. ja pierdole!!! wlanieta baba. gada ze mna i wcina cos. podala mi swoja komore ze mam dzwonic jakby co o kazdej porze dnia i nocy. myslam ze walne. kordyantorka to samo. niewm od czego ci ludzie sa w tej agencji. wysluchaja i adijos. oni nic nie moga teraz zrobic bo sa zajeci. jedna je a druga siedzi w pokoju. ,r. policman powiedzial ze zrobilam GOOD JOB na najpierw na 911 zadzwonilam, potem do siasiadki i powiadomilam rodzicow. ze w takiej kolejnosci sie wykonuje wszytko. potem strazak pochwalil ze uspakajam malego i niepozwalam mu sie ruszac ani sama nieruszalam go.
laseczki mykam, zaraz host bedzie. chce wiedziec co i jka. czuje sie strasznie, pomijam zmeczenie. odpowiedzialnosc! niby wypadek a jednak. niewm na jakich warunkach teraz bede i jak dlugo. hostkam oiwla mi zie teraz bedzie mniebardzo potrxebowac. mam nadzieje ze uda sie poksromic siedmiolatka i bedzie dobrze. bedzie na zmiane ze mna inna nianka, bo ja moge tylko 45h. to raz a dwa niewm czy bece tylko do piatku czy jak.
rozpisalam sie. -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
Gość > 17-05-2006, 13:02
przygoda taka to mam nadzieje, ze mi sie nigdy nie trafi... a z dzieciakiem - coz, ewidentnie widac co sie dzieje, jak ambicja rodzicow wszystko przewyzsza, u nas zawsze jest awantura jak Simon, starszy, musi isc na skrzypcach grac, bo on tego nie lubi (i wlasciwie rozumiem, bo to w sumie takie troche gejowe zajecie), a oni go zmuszaja...
i ciesze sie wtedy, ze moi rodzice dawali mi zawsze wolna reke. I nauka dobrze szla, i reszta w zyciu tez. -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
(-:MARZENA:-) > 17-05-2006, 13:23
jesus maria....Oli jestem z Toba...wspolczuje...ja malo zawalu nie dostalam jak maly na glowe upadl i sobie giga guza na czole nabil...we wszystkich kolorach teczy...a tu otwarte zlamanie...gosh! -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
Pigwa > 17-05-2006, 20:20
Oli nie przejmuj się jak by nie było zawsze bedie dobrze!!!!
trzymaj się :wink: -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
oliwka911gt > 17-05-2006, 22:16
nerwy zzeraja mnie! pociesza mnie tylko jeden fakt ze hosci pochodza do tego racjonalnie. to jest wypadek i kazdemu sie zdarza. zareagowalam prawidlowo i bardzo szybko. za to sa mi bardzo wdzieczni. jak tak mysle i staloby sie to w poprzedniej rodzinie to tamta hostka zabilaby mnie na miejscu. bo wszytko co ja to zle. nawet jesli malego chcialam nauczyc podstawowych czynnosci np umycie rak po siusiu czy ubierac vel rozbierac za maly jest na to. niewazne. wrocilam ze szpitala. nieposkromiony siedmiolatek czuje sie dobrze, hostka tez. kazala mi odpoczac bo wieczorem bedzie potrzebowala mnie. host wylatuje do europy i niebdzie go troche. hostka potem w pracy bedzie. malym bede zajmowac sie i jeszcze jedna opikunka. narazie mam isc spac i cos zjesc. od wczoraj nic nier zjadlam. tylko woda i na sniadanie kawa. spalam strasznie, jakies koszmary i bog wei co. dojrze spalam lrotko bo czekalam na hosta az wroci ze szpitala (3 am) to jeszcze wstalam o 7 rano. NERWY NERWY NERWY. dobrze ze chociaz nerki mnie nie bola z nerwow. ok, ide po lunch i wziasc napke.
dzieki za wszytko! -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
edytag > 17-05-2006, 23:39
podziwiam , bo ja sie tak zastanawaim czasem jakbym ja miala taka sytuacje, boshe zawal gotowy, ale najgorsze za toba to jak hosci to przyjeli to spoko,ja kiedys noge zwichnelam tez na sianie, wiec wszystko jest mozliwe,wiadomo samo dziecko powie ze sie bawilliscie normalnie, wspolczuje sytuacji,bo jakbym to ja byla to chyba bym zawiadomila pogotowie wzieli by malego, aja bylm sie zastanawiala nad ucieczka zeby nie spojrzec na hostow, co by bylo podejrzane, ale mam nadzieje ze z tej sytuacji wyniknie cos dobrego, maly wieceh czsu spedzi z mama, pozna ciebie bez przymusu nauki, wiec moze bedzie dobrze, czasem takie rzeczy zle, koncza sie dobrze i abytak bylo! -
Re: Przygody i podroze, te male i duze.
kate-nasti > 17-05-2006, 23:49
No cholera! Ale sie narobilo. Czytajac ucieszylam sie, ze udalo Ci sie z nim te lekcje odrobic i pomyslalam, ze rodzice beda zadowoleni...a tu taki wypadekMam nadzieje, ze wszystko sie ulozy, ze malego uda Ci sie 'podporzadkowac' sobie, a nie jemu Ciebie. Mysle, ze rodzice nie powinni miec do Ciebie zalu, skoro mowisz, ze tak zareagowali. A jak maly jak odwiedzilas go w szpitalu? Jak sie zachowywal?
Trzymaj sie Oli ;* <tuli_mocniutko>