-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 11-11-2004, 4:19
Piatek. Maura i moja desperacja :evil:
No sie wkurwilam na maxa. Powiedzialam Maurze wszystko, poczawszy od mrozu w domu, dzieki czemu jestem trzeci raz chora, ale oczywiscie musze pracowac, poprzez brak (a mialam to w aplikacji) telewizora w pokoju, brak kompa w pokoju (zostal mi telefonicznie obiecany), poprzez drzwi od lazienki (wsponej), ktore to sie nie zamykaja, nie zakluczja tez, ale zamknac ich nie mozna. No wszystko, ze nie mam zadnej prywatnosci, ze u siebie w roomie nie mam co robic, ze pracuje codziennie dluzej niz powinnam i jeszcze sobie te smieszne nocki zaczeli wymyslac. Ze widzialam, wpisany w kalendarzu na jutro wieczorny obiad ze znajomymi, o ktory mnie sie nikt nie pytal, a weekendy mam off. Maura byla zla, nie na mnie, czego sie obawialam. Powiedziala, ze lamia zasady, ze z praca ponad norme to podstawowa zasada, ktorej lamac nie wolno.
Pierwszy raz, od kiedy jestem w Stanach, u niej pilam herbate!!!
Poradzila mi, po pierwsze, zaczac zapisywac godziny pracy ponownie, zeby w razie zmiany rodziny, miala na pismie, ze ciagle sie spozniaja, po drugie pogadac o ogrzewaniu (probowalam nie raz), kompie i telewizorze. Po trzecie w zadnym wypadku nie zostawac z nimi w sobote, ani podczas ich innych nocnych eskapad, bo to tez sa moje godziny pracy.Ponadto pozalilam sie, ze oni chyba wkrotce chca sie przeprowadzic do stanu NY, a Maura, to nie ma sprawy, tylko daj mi znac, to ci znajde nowa rodzinke, zanim sie wyprowadza, bo jak nie chcesz to sie nie musisz nigdzie przenosic. Piec razy pytalam sie jej, czy uwaza, ze jestem przewrazliwiona, a ona stwierdzila, ze przeciez moja rodzina nie jest damb (a wlasnie ze jest) i oni dobrze wiedza, ze ja pracuje wiecej i ze mnie jakby nie bylo wykorzystuja. Zapytala, czy chce zmienic rodzine. Nie chce.Uwielbiam dzieciaki, ale ich rodzice daja mi bardziej popalic niz troje maluchow. Nie chce ich zmieniac, bo kocham dzieci, mam tu Sue, no i Maura jest przemila, wiem, ze trzyma moja strone. Ona stwierdzila, ze jak tylko podejme decyzje o zmianie, mam dac jej znac, a znajdzie mi nowych.
Wyszlam od niej podniesiona na duchu. Ale znow musialam wrocic do mojego zimnego, nudnego pokoju. :? -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Pallula > 11-11-2004, 22:41
Witam...Moniczko widze ze z hostami nie za dobrze sie uklada...wiem i rozumiem to ze nie chcesz zmieniac rodzinki przez dzieciaczki...sa jkaie sa(mowie o moich)maja humory lae ja tez bym ich nie umiala zostawic...ale z drugije strony jakby tak o sobie myslec to nic na przeszkodzie nie stoi zebys rodzinke zmienila.Maura to twoja LCC????Jak juz sie zdecydujesz to popros o rodzinke z okloc Saint PaulZartuje wiem ze lubisz swoje miasto i masz tam znjomych...a twoja LCC musi byc zaje....a moja taka zyczliwa nie jest Ale ja na szczescie nic od niej nie potrzebuje Moniczka a do Trish probowallas napisac... moze ona by miala jkais pomysl zeby sprawe z hostami w delikatny sposob wyjasnic.Ja mam gdzies jej adres jka znade to ci przesle ale ty pewnie tez gdzies w ksiazce masz Skarbek znjadz czas i napisz mi maila albo wyslij jakies twoje foteczki z dziecmi oki???Wiesz co teskni mi sie za toba...krotko sie widzialysmy ale chyba wystarczajaco Oki...koncze trzym sie cieplo nie daj amerykancom -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-11-2004, 3:43
Oj, wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie. Dzis znow wybieram sie na herbate do Maury (LCC). Musialabym Wam mnostwo opowiedziec, a jakos nie mam natchnienia. Koncentruje sie na przemysleniu wszystkich za i przeciw. Probuje podjac decyzje, co robic. :roll: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
cioska > 12-11-2004, 5:35
Hejka MOnika
Czytajac Twoje notki widze dokladnie ta sama sytuacje jak u mnie. Rodzinka na poczatku super, chceili zebym zostala na drugi rok itp. NO i tez za duzo pracuje, tylko czasem uslysze slowo dziekuje. Wiadomosci na sekretarce w ogole mi nie przekazuja, zimno w domu tez maja. Jestem tez wqrzona. JEszcze dzis mialam wypadek samochodowy( na szczescie nie z mojej winy!!) Ale jak tylko cos mnie gryzie to ide do nich i im to mowie i to pomaga! W ogole dzwonilam dzis do Ciebie ale znow Cie nie zastalam. Trudno, zadzwonie pozniej. Take care -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
cioska > 12-11-2004, 5:41
aaa..jeszcze cos, moi tez mi powiedzieli ze na przelomie zimy/wiosny pradopodobnie przeprowadzimy sie do NY;/ -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Zocha > 12-11-2004, 6:47
czytam Wasze posty i sie tak zastanawiam... przyjechalyscie tydzien przede mna i przechodzicie teraz kryzysy z rodzinkami - czyli statystycznie rzecz biorac ja zaczne miec problemy za tydzien? Moi fajni hosci sie popsuja ale zeby moje popsute dzieci mogly popsuc sie jeszcze bardziej?No, ale tak wsrod moich znajomych au pair to: 1 au pair "zniknela" tydzien temu po miesiecznym pobycie; 2szt au pair zmieniaja rodzinki (po 4 miesiacach); 2 szt au pair sa na etapie zastanawiania sie nad zmiana i 1 au pair jest bardzo szczesliwa ze swoja rodzinka. Ta jedna au pair to nie ja Ja zaliczam sie do tych, ktorym zyje sie z rodzinkami tak w miare (jesli tak bedzie dalej to pobyt zalicze do udanych ) -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Pallula > 12-11-2004, 8:14
Cze Kobitki...Po przeczytaniu waszych postow uswiadomilam sobie ze ja tez chyba zalicze sie do grupy au pair ktrym z hostami uklada sie w miare dobrze Jedynym problemem jestem ja sama dla siebie...uwielbiam wmawiac sobie ze wszystko robie zle i wogole jestem beznadziejna....im bardziej chce byc the best au pair tym gorzej wszystko robie.Moja rodzinka miala przede mna 5 au pairs...i ja nie lubie jak wspominaja mile chwile spedzone z pozostalymi...(po mnie beda wspominac ciagle lazenie po "meat markets" A wlasnie...czy moze ktos ma taki sam problem???Wiem ze to egoistyczne myslenie ...ale jesli mialbym zostac tu na drugi rok to tylko z ta rodzinka a nie jestem pewna czy oni by mnie chcieli Dobre rady tu uskuteczniacie bede wdzieczna za jakas Moniczka a ty to jka mowialm szukja rodzinki w okolicach Saint Paul -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 7:32
CIOSKA, fajowo, ze zadzwonilas. Bo nie dosc, ze mialam krotszy dzien pracy :lol: , to milo bylo uslyszec, ze nie jestem osamotniona w moich tarapatach z rodzaju, "Jestem pierwsza operka w rodzinie, co wiaze sie z wieloma dziwnymi rzeczami..."
Anka, Ty juz wiesz, co postanowilam, inni jeszcze nie, wiec zaczynam relacji cd :wink: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 9:48
Sobota.
Maura zabronila mi zostawac z dzieciakami w nocy.Tzn mnie sie ta nocka nie usmiechala, poniewaz przepracowalam juz w tym tygodniu wiecej nic 45 godzin, a poza tym, weekend, to wiecie. 8) Tylko ze ja dobra dziewucha jestem, a moje dzieci kocham na maxa (choc mi czasem daja niezle popalic), wiec w ostatecznosci zostalabym z nimi. Tylko ze potem byloby gorzej i gorzej, o ile moze byc gorzej?! :?
O drugiej piem bylam gotowa do wyjscia, a moja rozczochrana hostka stwierdzila (nie zapytala mnie), po prostu stowierdzila, ze o 5.30 oni wychodza na dinner i ktos musi zostac z dziecmi. 8O A ja do niej, ze ja nie zdaze raczej wrocic do tego czasu. Cala bylam chora, jak mialam to zrobic, bo czulam, jakie beda konsekewncje. Przybyla do mnie Sue, a Mike do niej przed drzwiami zagadal, ze musimy (!!!) wrocic do czasu, jak oni beda wychodzic. :evil:
Wyszlam z domu, wzielam kluczyki od Hondy i pytam (zawsze pytam) czy moge wziac car. Oczywiscie. A kiedy bede back? A ja, ze o 7!!! No i Mike w slup. :twisted: Kazal mi poczekac i poszedl do chaty. Jak sadze, myslal, ze ona mnie zapytala, a ja naiwniaczka sie oczywiscie zgodzilam. Wyszedl z domu z mina, jakby mu ktos w jego niepiekny ryj przywalil i ok. Bede back o 7. :twisted: Sue, wariatka, jechala swoim wozem i oczywiscie za zakretem zatrzymala sie zeby wysluchac, co sie stalo. Bo sie scykala i zwiala. :wink:
Najlepsze ze na Downtown rzucialam sie calkiem sama, z nikim nie bylam umowiona, jak im powiedzialam. Po powrocie z udanych zakupkow, pojechalam do chaty Sue, a potem, cala w nerwach, co tez sie wydarzylo po moim wyjsciu (jakze nieoczekiwanym, zwlaszcze, ze weekendy zawsze mam off), wrocilam do mojego host domu. .
Moj "piekny, stjupid amerikan host dad" przywital mnie glupim wyrazem twarzy. Normalnie obchodzi ich, co robilam czy jak bylo. Tym razem nie powiedzial do mnie slowa. Ona tez. Za bardzo nie mialam czasu sie przjmowac, bo wybywalysmy z Mloda na noc, wiec trzeba wybrac stroj (nie jest to latwe, gdy w pokoju nie masz zadnego lustra, a w lazience tylko malutkie), wziac prysznic, szybko cos packnac na gebe i spadowa. :wink: Slyszalam tylko glupi komentarz mojej hostki, kurwa, brudasicy w cholere, (ktora brudne gacie w kiblu zostawia, gdzie przez tydzien czekaja na pranie), ze jak sie mozemy tak dlugo szykowac i co mozna tak dlugo robic przed wyjsciem. Pomyslalam, a gowno cie to, brudasie, obchodzi! I wkrotce bylysmy w Palace. Bylo smieszniej niz zwykle. A brazyiljczycy z kolczykami na jezyku sa fajowiutcy! :wink:
Po powrocie, w kuchni znalazlam mnostwo prospektow dotyczacych nowej roboty dla niej. Nowej, ale w tej samej firmie, w ktorej pracuje tutaj. Nowej, bo w tym miescie, do ktorego oni chca sie przeprowadzic w stanie NY. (Glupia nie jestem, mam oczy, uszy i mozg. Najpierw widzialam mnostwo walajacych sie po chacie gazet z ofertami domow, wlasnie w tym miescie, potem niejednokrotnie slyszalam, jak on sobie szuka tam roboty, pozniej ona potwierdzila moje przypuszczenia, kiedy razem bylysmy obciac wlosy, stwierdzajac, ze teraz musi wygladac, jak profesjonalistka (buahahahahahaha, baba z dziurami w skarpetach, z rozczochranymi klakami, bez sladu makijazu i w ciuchach "bez ladu i skladu, jak profesjonalistka!!!bbbbppphhhhhhaaaaaaaaaa), poniewaz zaczyna sobie szukac nowego jobu. Czyli oni chca sie przeprowadzic. Mnie o zdanie nikt nie pytal oczywiscie, bo ja jak mebel, mozna mnie po prostu wziac. A ja wam, kurwa pokaze. :evil: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 13-11-2004, 10:33
Niedziela.
Mike chcial ze mna porozmawiac. I porozmawial. Probowal mnie przekonac, ze moja wina bylo, ze oni wczoraj nie poszli na dinner ze znajomymi. 8O Wkurwilam sie i mowie, zaraz, zaraz (MyszOn, jak Barbara Be :lol: ) Jak to moja wina? A on, ze powinnam ich informowac o moich planach. :?: A ja juz mega zla, ze chyba mu sie cos pomieszalo, ja mam weekendy off, to kogo interesuje gdzie bede, jedno jest wiadome, nie bede pracowac, a jak chcecie cos ode mnie, to chyba wypadaloby wczesniej zapytac, a nie trzy godziny przed!?! A on, ze to byla wyjatkowa sytuacja, bo Kenzie byla chora i Kris myslala, ze zostanie w domu, ale Kenzie sie polepszylo, to oni chceli isc, a ja mialam zostac. :evil: Powiedzialam mu, ze uwazam, ze nasze stosunki chyba reguluja pewne zasady!!! Jasne. Zapytal mnie, czy poza tym wszystko ok. Sklamalam, mowiac, ze tak. Na zakonczenie fascynujacej pogawedki, powiedzialam, ze chcialabym miec TV u siebie w pokoju, a on, ze nie jest to mozliwe, bo to stary dom i gniazdko pozwala na podlaczenie jednego telewizora w domu, ze w zasadzie moznaby to zrobic, ale za duzo by to kosztowalo :!: (Ja pierdole, w domu mam cztery telewizory i stale lacze, a tu kurwa, przyjezdzam do wysnionej przez wielu Ameryki i mamy jedna linie telefoniczna, ktora obsluguje telefon i net, czyli jak jestem online, to nikt mnie nie moze zlapac!!! Kurwa dzungla :evil: ) Jak chce ogladac, to mam to robic z nimi!! 8O A wal sie, pomyslalam i pojechalam.
Wieczorem, chcialam byc mila i jadlam z nimi obiad, ale nikt oprocz dzieci ze mna nie rozmawial. :? Zajebiscie bylo i postanowilam, ze to byl moj ostatni posilek przy jednym stole z tymi ludzmi. :mad: Zwlaszcza, ze Brudasica, nawet na mnie nie patrzyla! :twisted: