-
-
Re: pierwszy dzień u rodziny
martyniok > 23-09-2012, 13:09
Jestem drugi dzien u rodziny, wczoraj przylecialam. Ona jest samotna matka z 15 miesieczna coreczka. Przyjechala na lotnisko po mine jej siostra, bardzo maila ale widac jakas spieta, zajeta. Troche pogadalysmy ale wiekszosc drogi byla niezreczna cisza. Gdy przyjechalam do domu to zjadlam jeden kawalek pizzy, strasznie mi bylo glupio, czulam sie strasznie nieswojo. Troche z nia pogadalam ale niestety nie za duzo. Jak weszlam do pokoju to tak zaczelam ryczec !!!! Nie wiem, man mieszane uczucia. Ale ona nic wczoraj nie powiedziala o moich obowiazkach, nic o ktorej mam wstac wiec w koncu sama zapytalam, to powiedziala ze jest jutro moj wolny dzien i moge wstac i kktorej chce. Wstalam o 9, umylam wlosy ale nie wiedzialam czy move czy nie, zeszlam nna dolm zjadlam sniadanie i troche mi ulzylo bo powiedziala ze dzis jak bedzie ta mala spac popoludniu to pokaze mi wszystko i przewiezie mine po okolicy. Nie wiem czy oni zawsze tak obojetnie podchodza ? Myslalam ze bedzie suuuupeeerrr przygoda chyba sie pomylilamnajgorsze jest to ze nie wiem jak mam sie zazachowywac z tta mala, co mowic. -
Re: pierwszy dzień u rodziny
Nimell > 23-09-2012, 19:49
Martyniok witaj w klubie ;P mam dokladnie tak jak Ty. Tzn nie wiem czy to dobra decyzja. Ale juz tu jestem, to chociaz na bilet do domu musze zarobic. Mi minal pierwszy tydzien jakos tak szybko i bylam od srody zdana sama na siebie bo Hostka juz uznala ze wszystko wiem! -
Re: pierwszy dzień u rodziny
angelaa > 23-09-2012, 21:21
Próbuję Was zrozumieć.. chodzi o to, że rodzinka daje Wam za mało zainteresowania? -
Re: pierwszy dzień u rodziny
CamilaAnaB > 23-09-2012, 22:33
[quote name="martyniok"]Myslalam ze bedzie suuuupeeerrr przygoda chyba sie pomylilamnajgorsze jest to ze nie wiem jak mam sie zazachowywac z tta mala, co mowic.[/quote]
Jestem tu 3 tygodnie i wciagu pierwszego myslalam dokladnie to samo co Ty. bylam przerazona, bylo mi przykro, czylam ze to nie miejsce dla mnie, ze sie pomylilam. Dzwonilam do domu z rykiem i obliczalam ile tu musze przesiedziec zeby tylko zarobic na powrot.Z czasem to sie zmienilo. No okey! nie czuje sie tu super szczesliwa i nie zostalabym tu jako au pair przez pare lat ale jest lepiej. I na podstawie tego jak bylo i jak jest wnioskuje ze bedzie jeszcze lepiej. To trzeba poprostu przejsc... i potem bedzie dobrze. nie mozna sie poddawac po paru dniach. Trzeba podejsc do tego z taka mysla ze to ma byc zajebiste doswiadczenie a nie meczarnia!
Moja hostka to wgl po mnie nie przyjechala na lotnisko. Dziedki Bogu w samolocie spotkalam znajomych i zadzwonilam do niej od nich. Wyobrazcie sobie ze ona zapomniala ze ma mnie odebrac !!! Przyjechala po jakims czasie, tez jakos takani be, ani me. Tez pozwolila mi spac wiec poszalalam do 12.00 wstalam, zeszlam i nei wiedzialam co mam robic. Zagadywalam do malej. Nie wiedzialam jak mam sobie tak poprostu podejsc do lodowki i zrobic sniadanie? nic w domu mi nei pokazala, o wszystko musialam sie pytac albo sama szukac i dowiadywac. Ona mysli ze ja tu kurna mieszkam i wszystko wiem. Jak ja bym kogos przyjmowala do domu to bym mu nawet pokazala jak kurki od kranu odkrecac ! Bo powiedzmy sobie szczerze krany sa roznehaha No coz, widocznie nie wszyscy o wszystkim mysla.
Tak czy siak ... NIE ZALAMYWAC SIE !!! -
Re: pierwszy dzień u rodziny
Nimell > 24-09-2012, 1:49
Angela moi hości mi dają zainteresowania tyle ile potrzebuje a nie potrzebuje go za wiele. To są dla mnie obcy ludzie więc raczej ich zainteresowanie jest mi zbędne. Zresztą napisałam Ci na blogu o co chodzi.. Ale to racja, że z każdym dniem jest lepiej. I pewnie z każdym miesiącem będzie łatwiej. Więc popieram to, że trzeba dać sobie czas i nie łamać się. Tzn nie dać się złamać swojej psychice. Rozmawiać, rozmawiać i wychodzić z domu. Nie siedzieć w pokoju, spacerować..nawet samemu. Od razu człowiek się lepiej czuje. -
Re: pierwszy dzień u rodziny
martyniok > 24-09-2012, 14:34
Po tych trzech dniach czuje sie troszeczke lepiej, powoli przezwyczajam sie do wszystkiego. Dzis od 6 mam sie ok 3 godziny pobawic z ta mala 15 miesieczna Amelka... nooo nie man pojecia co robic!! Ta mama ma z nia super kontakt, ona ciagle sie smieje a ja nie mam pojecia co mowic do takiego malego dziecka !!! Szczegolnie ze bedzie przy mine jej mama a to mine stresuje najbardziej. Wiem ze nie moge sie tak szybko poddac, ale wczoraj juz sprawdzalam ile kosztowalby mnie powrot do domu.. ja tez nie potrzebuje jakis specjalnie zainteresowania od hostki, ale fajnie by bylo gdyby mine wprowadzila troche albo chociaz powiwdziala glupie 'czuje sie jak u siebie'. Nie wiem czy moge korzystac z jej jedzenia, na ten temat tez nic nie mowila. -
Re: pierwszy dzień u rodziny
carona > 04-10-2012, 19:18
Ja mam za sobą już prawie cały drugi tydzień i postanowiłam, że się z Wami podzielę tym pierwszym dniem.
Przyjechałam do Londynu w piątek, ale z rodzinką umówiłam się na przyjazd w niedzielę. Wszystko to dlatego, że moja przyjaciółka od trzech lat mieszka w Londynie i koniecznie chciałam ją odwiedzić, zanim wpadnę w wir pracy, stresu i całej reszty. Dzięki temu odrobinę oswoiłam się z używaniem języka, bo jej współlokatorzy i znajomi to większości Anglicy i tylko z nią mogłam gadać po polsku.
Do rodzinki pojechałam z Euston pociągiem i odebrali mnie ze stacji. Oczywiście spóźniłam się na pociąg i przyjechałam następnym - z półgodzinnym opóźnieniem. Wysłałam smsa, ale - jak się później okazało - nie przeczytali go. Na szczęście byli wyrozumiali i poczekali ;p. Wysiadłam z pociągu i na peronie nikogo kompletnie, deszcz leje, ja nic nie widzę i targam walizę za sobą, myśląc o braku kasy na bilet powrotny do Londynu, gdyby jednak nie przyjechali.. Jakiś miły chłopak pomógł mi wtaszczyć walizkę po schodach do budynku stacji i tam już zobaczyłam swoją hostkę - z ulgą uśmiechnęłam się, ładnie przywitałam i poszłyśmy do samochodu. Mówiłam o stresie, że ich nie znajdę, że oczywiście pomyliłam perony i dlatego tak się spóźniłam. Hostka była uśmiechnięta, cały czas mnie uspokajała. Poszłyśmy razem do samochodu, przywitałam się z chłopcami i hostem i wsiadłam. Po drodze nie było niezręcznej ciszy. Host od razu włączył radio, hości o czymś rozmawiali, a chłopcy się dźgali palcami po ramionach i przedrzeźniali. Jak już dojeżdżaliśmy do miasteczka, w którym mieszkają, pokazywali mi ważniejsze budynki, mówili o okolicy, sklepach, zabytkach i kościołach. A jak dojechaliśmy, hostka pokazała mi wszystkie pokoje w domu, lodówkę, a na samym końcu - mój pokój. Weszli ze mną razem, pokazali mi gdzie co jest, jak się włącza prysznic itd i dali mi czas na ogarnięcie. W domu byliśmy ok. 13, o 18 był obiad i dopiero po obiedzie dowiedziałam się, co dokładnie mam robić, o której wstać, jakie są moje obowiązki itd. Pokazali mi również ich 'diary', w którym zapisują mi wszystko, czego by ode mnie chcieli danego dnia. Strasznie wygodne! Schodzę na dół do kuchni i wiem, co mam robić, o której będą chłopcy, co jest na obiad itp.
Po obiedzie poszłam do siebie spać, bo byłam wykończona, a w poniedziałek zaczęłam już normalnie pracę -
Re: pierwszy dzień u rodziny
rockowawaga > 17-10-2012, 12:28
Witam ze Stavanger w Norwegii.
Wczoraj o 19 przyleciałam. To były pierwsze loty w moim życiu. Goleniów - Oslo (przesiadka) - Stavanger. O sprawach samolotowych napiszę w innym temacie. Być może to komuś się przyda.
Tylko host miał po mnie przyjechać na lotnisko, a okazało się że przyjechali całą bandą. Byłam wzruszona. Dzieciaki z rysunkami, flagą norweską. Od razu mnie przytulały, całowały...byłam zaszokowana. Tak od razu? Hości też buzi, przytulenie. Pytanie o lot.
Pojechaliśmy do domu. Dzielnica samych domków, cisza, spokój, zieleń...bajka. Dzieci niestety głośne, szalone, ruchliwe. Pracując w przedszkolu i mając 23 dzieci miałam spokojniej niż z dwójką chłopców: 4 i 6 lat. Dziewczynka, 8 lat, jest spokojna, dziewczęca na maksa. Ale ich energia jest pozytywna na szczęście. Żadnej agresji. Wspinaczki po drabinkach, na lotnisku wchodzenie na pas dla bagażyale to prawdziwe norweskie dzieci.
Po przyjeździe od razu zaprowadzili mnie do mojej kwatery. Mam osobne wejście, swoją kuchnię i łazienkę. Świeżo po remoncie, antresola jako sypialnia.
Tak, warunki bytowe świetne, chociaż ich dom jest za duży jak dla mnie, za wiele tam ubrań, dodatków, zabawek, pierdół, książek. Ale jest czysto o dziwo!
Dzieci mają swój pokój ze ścianką wspinaczkową, wielkim telewizorem, stołem i pudłami lego....czuję się jakbym przyjechała z Kazachstanu, a w Polsce nie mogę narzekać na warunki domowe. Tak kochani, Norwegia to inny świat. Jednakże są inżynierami paliwowymi to nie mają co z kasą robić. Nie myślcie sobie, że chcę w tym opisie się przechwalać czy podniecać. Nie. Służy to tylko do celów informacyjnych.
Dziś mój pierwszy dzień po przyjeździe, o nie! nie ma obijania. 6.50 na nogach u nich w domu. A wspomnę, że chciałam troszkę poznać ich zwyczaje to wczoraj do 21 siedziałam i obserwowałam kolację, układanie do snu, nawet czytałam bajkę po norwesku.
Tak więc, rano 6.50 przychodzę, szykuję dzieciom śniadanie i jedzonko do szkoły. Pomagam w ubieraniu. Idę z małym do przedszkola...uwaga! 4 latek w wózkui wracam. Ogarniam chatkę, choć to tylko godzina, góra dwie pracy. O 14.30 idę znów do przedszkola. O 15.30 jesteśmy z powrotem i czekam na dzieci, które wrócą ze szkoły. Robię obiad...mrożonki jedzą...chyba im będę proponować choć od czasu do czasu normalny obiad, ponieważ jem z nimi i lubię gotować zupy, naleśniki, dania jednogarnkowe. Mam wolne od 10/11 do 14.30 i od 17.00. Nie ma tragedii, jeśli chodzi o rytm dnia i obowiązki.
W tygodniu jeszcze jedziemy na policję i do urzędu podatkowego załatwiać formalności. To mnie cieszy najbardziej. Są mili i cierpliwi.
Ale...nie czuję się dobrze. Tak jak CamilaAnaB pytam się co ja tu robię!!!?? Czy rzeczywiście powinnam tu być???? 26 lat, stara dupa, powinnam mieć już swój kąt i czuję instynkt macierzyński, a ja jestem tu!!! Mój mężczyzna w Polsce, za tydzień leci do Irlandii by trochę zarobić i przylecieć po nowym roku do Norwegii. Tak, au pair ma być moimi drzwiami do życia tu....ale jest bariera - język. Czy ją przeskoczę przez prawie 1,5 roku? Tak, rozmawiam z nimi, oni mnie rozumieją, a ja mam problemy...Mętlik myśli w głowie. Obcy świat, żadnych znajomych czy przyjaciół tutaj. Idę na kurs za jakiś czas. Może tam kogoś poznam. A najgorsza myśl związana z miłością. Mój ukochany widzi w au pair wielką szansę i popierał mnie w tej decyzji. Ku byciu razem, w lepszej rzeczywistości niż Polska. Jesteśmy 6 lat razem, więc niejedno przetrwaliśmy. Setka pytań w głowie, no ale jestem tutaj i dam radę. Toż to dopiero pierwszy dzień
Pozdrawiam!!! -
Re: pierwszy dzień u rodziny
natalla85 > 18-10-2012, 11:03
rockowawaga witaj w świecie au pair..Powiem Ci, że mam identyczną sytuację jak ty..ten sam praktycznie wiek..też jestem już kilka lat z chłopakiem, który został w Polsce i te same obawy..co ja tu robię? W prawdzie jestem we Włoszech a nie w Norwegii ( teraz żałuję trochę ) i jestem już 1,5 mieś. a wątpliwości ciągle są..raz jest lepiej a raz gorzej.. No i ciężko jest, naprawdę..Ja tęsknie nie tylko za chłopakiem, ale i za przyjaciółmi, moim miastem i Polską generalnie. Na szczęście mam tu koleżankę polkę..gdyby nie jej obecność pewnie już bym dawno się spakowała.. Bo bardzo tu potrzebne jest odreagowanie, odetchnięcie od dzieciaków i rodzinki. Ty masz o tyle lepiej, że pojechałaś właśnie do Norwegii. Ja niestety jestem tylko we Włoszech heeh, ale zrobiłam to bo zawsze chciałam nauczyć się włoskiego tak więc tak czy siak ten rok nie powinien być zmarnowany. Początki są zawsze najgorsze i z czasem powinno być lepiej tak więc trzymaj się i odzywaj się jak tam rodzinka i samopoczucie! -
Re: pierwszy dzień u rodziny
rockowawaga > 18-10-2012, 22:10
Natalla85 czy to, że wybrałaś Włochy był tylko spowodowany tylko chęcią nauki języka? To piękny język. Znajoma osoba ma z nim do czynienia i często się chwali znajomością w praktyce. Rozmawiasz z rodziną po angielsku, tak? Fajnie, że jest polska koleżanka. Można razem spędzić wolny czas. U mnie to życiowy cel. Jestem w Norwegii au pair, aby zostać (może się uda) nauczycielem w przedszkolu. Nie chcieli mnie przyjąć do pracy, ponieważ nie mam adresu norweskiego i żadnych norweskich referencji. Język mój był dla nich zadowalający, a startowałam na asystenta w przedszkolu. Dziś drugi dzień...taaajest coraz lepiej. Już wczoraj dostałam pieniążki. Dziś usłyszałam,że mam się czuć jak u siebie, brać z lodówki i spiżarni co chcę. Dzieci się mnie słuchają. Moja 2letnia nauka norweskiego nie poszła w las. Dziewczyny i chłopaki...jestem spokojna, szczęsliwa i dobrze trafiłam. Życzę Wam wszystkich takich rodzin...ale jak u Was czasem bywa...rodzina przechodzi przemianę. Lepiej nie myśleć negatywnie:/ Mam do końca roku 5 dni urlopu. Hostka zaproponowała mi, abym podczas jej kilkudniowych wyjazdów robiła nadgodziny i będę miała wolne od 20 grudnia do 3 stycznia...idealny czas na spotkanie z ukochanym