• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

Plany a rzeczywistość

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • Plany a rzeczywistość
       
  • Plany a rzeczywistość
  • Re: Plany a rzeczywistość

    Kierlajn > 08-07-2007, 22:51

    hehe ale to bardzo trudne..chociaz nie niemozliwe

    Edyto widzimy sie w tym tygodniu jestes moim celem zyciowym jak naraziehehe

    musze sobie obierac takie cele zeby mi szybciej czas lecial..juz CI mowilam o jutrzejszym..mianowicie: pojscie do supermarketu po joghurt i slodycze aa i jeszcze na poczte wyslac pocztowki ktore hmmm napisalam 1wszego lipca..jakby co zgonie na poczte ze powolna jest

    we wtorek pojde kupic sobie jakis ciuch no i juz szybciej czas mija
  • Re: Plany a rzeczywistość

    edyta_s > 09-07-2007, 10:43

    najwazniejsze, ze nie niemozliwe

    Heheh ale no wiesz, jak mozesz mnie porownywac do jugurtu? <foch> :lol:

    Koniecznie sie widzimy, zanim zapadniemy na nowa chorobe zwana 'ludziopotrzebica' :lol:
  • Re: Plany a rzeczywistość

    Kierlajn > 09-07-2007, 23:31

    Nie podoba CI sie porownanie do joghurtu no wiesz hehe
  • Re: Plany a rzeczywistość

    edyta_s > 10-07-2007, 15:56

    Jakos mi sie w tym tygodniu nic nie chce... Tak szaro za oknem, monotonnie i juz nie tak mega optymistycznie jak wczesniej... Jak mi dzieciaki dzisiaj zaczely ryczec, bo je burza obudzila, a jeszcze Deik byl nie wiem czemu wielce obrazony, to mialam ochote zaczac plakac razem z nimi.

    Z nudow spotkalam sie wczoraj z jakims kolesiem z neta, nawet ok, tradycyjnie (jak niemal kazdy) mial problemy ze zrozumieniem, ze nie jestem Niemka i po miesiacu pobytu nie rozumiem WSZYSTKIEGO jak ktos nawija jak do rodowitego Niemca, bo po co sprobowac sie postawic w czyjejs sytuacji. I tu zaczyna sie moj problem - spotkania z kims po prostu ok sa najczesciej jednorazowe, bo mam gdzies osoby, od ktorych mam wrazenie, ze nie moge oczekiwac, ze stana sie dla mnie wazne - nie wiem, czy rozumiecie co mam na mysli. Nie potrzebuje kupy znajomych, tylko kilka bliskich mi osob. A ze spotkaniem osob, ktorym mozna zaufac, jakos ciezko bywa. Sama sobie zycie utrudniam? Bardzo mozliwe.

    Pies by mi wczoraj pod samochod wpadl i stwierdzilam, ze to byl moj ostatni spacer z nim. :/

    Nawet mi sie uczyc kompletnie nie chce, mimo ze ostatnie tyg robilam to raczej bez zmuszania sie, jak to z nauka do szkoly bywa.

    A z tych milych rzeczy to ide dzisiaj konno pojezdzic. I oby po nikt mi humoru nie popsul.
  • Re: Plany a rzeczywistość

    Kierlajn > 10-07-2007, 17:05

    hmm ja rozumiem,tez tak mam..a z 2strony nie wiem czy chcialabym sie tu z kims zzyc...bo co potem...2miechy jeszcze niecale i gdybym sie zzyla ciezko mi by bylo wyjechac stad
  • Re: Plany a rzeczywistość

    edyta_s > 10-07-2007, 20:55

    U mnie drugiej strony nie ma, bo chce tu (no, prawie tu) wrocic. Chociaz rok to zawsze dosc dlugo. Ja tak tego bardzo chce, ze jak mi sie nie uda, to chyba skocze w ma koszalinska Dzierzecinke.



    Piekny wieczor - hostka wyszla na jakies spotkanko rodzicow w szkole. Host kladzie dzieci do lozka, wiec dzien jak co dzien, tylko od razu czuje wiecej swobody. Chetnie pojde sobie film z hostem obejrzec, nie tak jak ostatnio przychodzilam, bo czuje, ze hostka tego oczekuje (a jakby miala mi jeszcze bardziej humorki przedstawiac, to dziekuje bardzo, wole dobrze z nimi zyc, a co do hostki to nawet udawac, ze mnie nie irytuje czasem). Generalnie zauwazylam, ze hosci sa jacys tacy bardziej przystepni. A nie mamuski - na maksa przejete wszystkim, humorzaste, zrzedliwe. Oczywiscie nie chce generalizowac, roznie to bywa. Ale przy mojej hostce nie czuje sie swobodnie - mam wrazenie, ze wiekszosc rzeczy jej nie pasuje, ciagle te humorki, glupie minki, takie jakies generalnie dziwne troche podejscie, jakby chciala, a nie mogla albo tez i mogla, a nie chciala. Nie mowie, ze jej nie lubie, bywa tez ok.



    Jak sie ciesze, ze w koncu bedzie normalny weekend. Tak, wybywamy z Karola do Lübeck, a potem nad Ostsee. Ale hostki jeszcze nie spytalam o wczesniejsze wolne, bo wczesniej jej nie widzialam, akurat przy kolacji dzieciaki sie pozarly, a teraz jej nie ma. Lepiej poczekam na odpowiedni moment. A te bilety trzeba rezerwowac czy mozna na miejscu kupic? Do Lübeck i tak sobie dzien wczesniej kupie. Swoja droga nie chce mi sie zapieprzac na drugi koniec miasta. Ja Ci, Karola, dam duzo okazji do pocwiczenia niemieckiego. Wyreczysz mnie, ja sie juz nagadalam. Dzisiaj bylam z siebie bardzo dumna, jak wytworzylam (jak na mnie) calkiem dlugi monolog, chyba poprawnie i bez zajakniecia.



    A i jeszcze koniki i ja nieswiadomie niedoinformowana...

    Na koniec lekcji pytam sie mego nauczyciela, ile place, bo nie jezdzilam pelnej godz. A on do mnie wielkie oczy, o co mi chodzi. To mu tlumacze, a ten do mnie, ze przeciez przy prywatnych lekcjach nie trwa to godz, tylko 45 min. To fajnie, ze 2 razy mowil inaczej. :/ Poza tym faceta lubie.



    Ide oczyscic sie z konskiego zapachu. A potem hostowa Sofa i Fernsehen, jak zwykle. Wiele sie to od mojego polskiego polozenia nie rozni, tez mam wygodna kanape i wiekszosc niemieckich programow. Czy to takie przeznaczenie, ze na mej satelicie pozostaly jedynie niemieckie kanaly?
  • Re: Plany a rzeczywistość

    Kierlajn > 10-07-2007, 23:13

    tak i ja powiem: ich heiße Karolina ich komme aus Polen ich wohne in Ostrowiec ich bin aupairmädchen und ich verstehe nicht...

    to moj niemiecki

    i na pewno zalatwimy wszystko

    a wtedy oni powiedza cos po angielsku i zaczne mowic

    ale tez sie ciesze na ten weekend

    a jezeli chodzi o hostki to CI mowilam cos...

    mam podobnie
  • Re: Plany a rzeczywistość

    asiafrugo > 11-07-2007, 0:19

    a z moja hostka jakos problemu nie mam....chwali raczey to co robie (a czasami zrobie to byle jak, takze moja mama by mnie za to wyzywala :lol: a ona oo jak ladnie dziekuje !!!! a ja 8O ) ale co tam wilk syty i owca cala - ja sie nie przemeczam a ona jest zadowolona 8) i tak chyba powinno byc hyhy chociaz lubie jak jej nie ma w domu - nie ze mi jakos przeszkadza ale ogolnie lubie byc sama w domu :wink:
  • Re: Plany a rzeczywistość

    Gość > 15-07-2007, 8:42

    z pierwsza hostka moglabym konie krasc. Z druga juz bylo beznadziejnie i jak jej nie bylo to nawet jak mialam wiecej pracy to i tak cieszylam sie jak diabli, bo host super czlowiek byl Wole balaganiarzy niz pedantow



    A co do poznawania ludzi - Edyta, bo wlasnie tak trzeba, malo a dobrze, ale tak niestety w szybkim tempie w obcym kraju sie nie da. W Szwecji mieszkam przeciez juz poltora roku i nie mam jeszcze ani jednej takiej specjalnie bliskiej osoby oprocz mojego chlopaka.
  • Re: Plany a rzeczywistość

    edyta_s > 15-07-2007, 16:24

    Dlatego poczatkowo w nowym miejscu bywa ciezko, mimo ze ludzi tyle, to jednak latwo czuc sie samotnym. Ale jednak prawda, ze najwiecej (i te najblizsze) osoby z reguly sie w szkole/pracy poznaje.



    Nasz operkowy weekend juz vorbei. Tzn moj i Karoli (dla niewtajemniczonych panny ukrywajacej sie pod nikiem kierlajn). Jak to wczoraj zostalo stwierdzone, weekend mozna zaliczyc do udanych. Najpierw Lübeck, 'zwiedzanie' pol dnia, poszukiwanie milej knajpki przez 1,5 godz (czy ci ludzie nie jedza nic NORMALNEGO?), a jeszcze wczesniej problem z odnaleziem sie (Udalo sie dzieki genialnemu pomyslowi Karoli) Miasto srednio piekne, nie podbilo mego serca. Za to wieczorkiem wyladowalysmy w Heilihenhafen, gdzie akurat odbywaja sie Festtage, wiec akurat (mimo ze meiscina mala) co nieco sie dzialo. Piwko na plazy po zachodzie slonca zawsze = punkt zwierzen. Nawet w Niemczech Sobota - smazenie sie na plazy (czyli raj dla kogos, kto urodzil sie nad morzem). Coby zrobic cos dobrego to nawet w kosciele wyladowalysmy. I udalo mi sie zrozumiec sens kazania. Ponownie Hafentage i tutaj biedna Edytka wymiekla. Wybacz, Karola. I za to, ze kazalam Ci wstac dzis przed 8. A przed 8, bo niestety to jedyne polaczenie, kiedy moglam miec JEDYNIE 2 przesiadki i nie jechac Intercity. Balam sie, ze sie zgubie, bo w takich sprawach jestem strasznie nieogarnieta, ale jednak udalo sie i chyba moge byc z siebie dumna. Oczywiscie za kazdym razem pytalam ludzi o cos, ale chociaz jezyk pocwiczylam. Jeszcze bym niemieckiego w Niemczech zapomniala i co. Teraz juz (w tym miesiacu) na zadne przyjemnosci poza koniami sobie pozwolic nie moge, ale i tak musimy jeszcze Kiel nawiedzic.
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia