-
-
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
risette1 > 22-02-2007, 22:28
Edytag...takiego zwiazku jaki ty opisujesz u swojej szefowej...nigdy (nigdy nie mow nigdy) bym nie chciala...Ja zyje nadzieja, ze los splata nam figla i bedziemy razem...Ale gdybym takiej nadzieji nie miala...to bym nie dala rady...
Bo jesli do ludzia tuli sie ludz...to ludz do ludzia musi cos czuc...i wtedy powinni byc razem...ew. poczekac na to aby byc razem :wink: -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edytag > 23-02-2007, 11:35
czasami tak musi być, jeżeli nie s? w stanie zrezygnować z dobrej pracy, każdy w innym kraju, a chc? być razemwiduj? się co weekend. To jak żona marynarza choci?z on nie jest marynarzem, nawet nie wiecie ile ludzi tak żyje! Mój współlokator jest kierowc? tira na trasach iędzynarodowych i jak jedzie w trasę to nie ma go tydzień, dwa, trzy i wraca na dzień lub dwa i znowu w trasę i w jego firmie tak jest jak i innych!Smutne jest to bo to już wogóle nie życie! Ale czasem tak trzeba, jeżeli nikt nie chce zrezygnować ze swojej pracy, żeby wyjechać do innego kraju. Oni zapewne teżn ie chc? tak żyć, ale rozstać też się nie chc?! A ile rodziców pracuje poza Polska i przyjeżdżaj? tylko na ?więta? Lub raz na dwa lata? Wiadomo ciężko ale trzeba jako? żyć i pewnie większo?ć z nich by chciała być cały czas razem. Nie mówie,że to dobrze ale wiem, że wiele ludzi tak żyje, czasem przej?ciowo czasem cały czas! -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Gość > 23-02-2007, 12:11
Czy mozna powiedziec, ze ludzie, ktorzy widza sie 3 razy na rok, naprawde sie znaja?
Z moim poprzednim widywalismy sie niemalze codziennie a mimo wszystko jak sprowadzilismy sie razem, to dopiero podjal decyzje o rozstaniu - bo na przyklad klocilismy sie o takie sprawy, ktore nigdy nie przyjda do glowy osobom, ktore ze soba nie mieszkaja.
Drugi przyklad: moi finscy hosci. Host pojechal na kontrakt do USA, hostka zostala sama z dzieciakami, psami, kotami, domem i wlasna praca w Finlandii. Pojawilam sie ja - same baby w domu, ale jazzHost przyjezdzal raz na 4-6tygodni. I co? I po 10 miesiacach stwierdzili, ze nie moga tak zyc, sprowadzil sie z powrotem, a co sie okazalo? Ze hostka nauczyla sie zyc bez niego i ze w pewien sposob zrobilo sie jej lepiej, lzej. Sztuka kompromisow tak potrzebna w malzenstwie zanikla zupelnie, przez 10 miesiecy po 15 latach malzenstwa na nowo miala wszystko w domu tak, jak sama chce, a nie jak chce maz i...
5 miesiecy po jego powrocie z USA byli juz po rozwodzie.
Ale sama kiedys myslalam o bycia stewardessa. Tylko jak teraz wiem, jak to jest na odleglosc, to wcale mi sie to nie podobaWiec i plany o lataniu porzucilam.
Edyta pochwalila mnie tutaj, za nierzucanie planow wlasnych i marzen na rzecz faceta - niestety, nie jestem pod tym wzgledem takim aniolkiem i silna baba, wszystko pod faceta robieTylko ze akurat tak sie zlozylo, ze teraz mam szanse na studia tutaj, jestem tak cholernie blisko, wiec w tym momencie nawet jak mnie facet rzuci, to po prostu znajde sobie host rodzine co mnie przygarnie, ale te studia, ktore juz na wyciagniecie reki sa, zrobie -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edyta_s > 23-02-2007, 13:50
No wlasnie, nie da sie dobrze znac kogos, widzac go pare razy w roku. Jeszcze taki zwiazek, gdzie widzi sie np w weekendy, mozna przebolec.
Znajac zycie, jakbym spotkala kogos i mialabym wybierac miedzy praca a nim (oczywiscie jesli bardzo bym go pokochala), to pewnie wybralabym jego. (Mimo ze on by pewnie tego dla mnie nie zrobil, przekonalabym sie, ile dla niego znacze po pewnym czasie i zalowalabym :lol: )
Racja, Emi, w trakcie wspolnego mieszkania wszystko wychodzi. -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Sol > 23-02-2007, 15:18
No Edyta i tu jestesmy takie same :wink:
Ja tez moge sie zalozyc ze jakbym miala wybierac miedzy facetem a moim zyciem i marzeniami to na pewno wybralabym faceta wiedzac o tym ze i tak bede tego zalowac...ale prawda jest taka ze prawdziwej milosci nie da sie oszukac i w fazie zakochania chcesz byc zawsze z ta osoba i wydaje ci sie ona idealem))O sobie wtedy mysli sie chyba najmniej :?
Ale jest w tym tez cos pieknego... -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edytag > 23-02-2007, 16:35
heheh ja kiedy? zrezygnowałam dla faceta a taki zakochany był ja też heheh i okazalo się, że mnie perfidnie oszukiwał od pocz?tkuwspaniale A ja napiszę tak! Z życia wiem, że nigdy sie nie pozan człowieka do końca jeżeli on nie będzie tego chciał!! Ja spotykałam się z moim facetem, spałam u niego w domu znałam współlokatrów i okazało się, że on mieszkał w tym samym czasie ze swoj? drug? dziewczyn?, sprytny był chociaż nie za długo a chciał,żebym z nim zamieszkała, nie we trójkę bo my?lał, że tamt? spławi szybciej niż ja się o niej dowiem, ale się przeliczył, a i tak ja na tym na t? zł? wyszłam, i ta druga wydzwaniała do mnie i na mnie wrzeszczała!!jakby nie zauważyła faktu, że to tylko wina naszego wspólnego faceta!Bo jak facet kocha to nie korzysta z okazji, a jak korzysta z okazji to już jego winna a nie tej drugiej!!!! -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
oliwka911gt > 23-02-2007, 18:56
emila, wyrachowana jestes. zaciskasz zeby i tak naprawde myslisz o sobie, w razie czego bedzie latwiej. obralam dokladnie taka sama droge :twisted:
co do zwiazkow na odleglosc, sasiedzi hostow widza sie raz miesiacu albo i rzadziej. maja wspolny dom w JC. on pracuje w CA a ona w minesocie. postawili na kariere a nie rodzine.
a wlasnie chyba te ostnie posty powinny znelsc sie w innym temacie, co?? bylo gdzies o milosci?? i to nie raz :roll: -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Gość > 24-02-2007, 12:51
[quote name="oliwka911gt"]emila, wyrachowana jestes. zaciskasz zeby i tak naprawde myslisz o sobie, w razie czego bedzie latwiej. obralam dokladnie taka sama droge :twisted:
[/quote]
Kasia, inaczej sie chyba naprawde w tym swiecie nie da. Faceta kocham, ale nie wiadomo nigdy, co sie moze wydarzyc. -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
oliwka911gt > 25-02-2007, 20:32
ale ja cie doskonale rozumiem :wink: -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Gość > 03-11-2007, 17:37
Jejku, jak mnie tutaj dawno nie bylo. Ktos jeszcze pamieta mnie?
Tylko daje update.
Juz nie jestem au pair! *gasp*
Po 3,5 roku wreszcie wyprowadzilam sie od mojej rodzinki i mieszkam teraz z matka mojego bylego hosta... heh Pomagam jej w przedszkolu troszeczke i w zamian za to dostaje pokoj w zajebistej dzielnicy londynu, pracuje part time dla nowej rodzinki jako niania dochodzaca - dostaje 9 funtow brytyjskich za godzine i sie woze ich srebrnym, sportowym mercedesem slk 3500, cos tam krece z pewna osoba wiec zycie towarzyskie super, jestem na 2 roku dziennikarstwa i planuje wyjazd do australii badz kanady jak skoncze bo mi sie anglia nudzi.
Nie mam czasu zupelnie na nic! Ale jest swietnie...
A co u was kociaki?