-
-
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
risette1 > 21-02-2007, 23:06
No widze ze gdzie Emi tam i Edyta...i odwrotnie
Teraz wracam do domku, aby w maju napisac trzy egzaminy...Uczem sie po wyjsciu dziewczynek do przedszkola...do obiadu i od 18-19 do czasu az przerwie mi dzwonek skypa, albo sama zasne (dobrze ze lozeczko tak blisko biurka) z drugiej strony dostaje tu juz klaustrofobii...ten pokoik ma jakis 5 na 3...nawet w nocy mrucze ze Ryby spodouste sa wzgledem srodowiska Hipertoniczne :roll: :wink: Ostatnio nagral mnie moj chlopak...ale mial ze mnie beke :lol:
Po maturze, kto wie moze wyjade do mojej siostry na miesiac. (Anglia...Gloucester)...badz co badz to byly by calkiem inne pieniadze niz bycie AuPair...Przynajmniej zarobilam bym sobie na wyjazd(y) do Niemiec...aby odwiedzic mojego Zuka.
A ok lipca okaze sie czy dostane kolejny kop i moje marzenia legna w gruzach...czy jednak przywitaja mnie w pazdzierniku wrota akademii. Boje sie myslec o przyszlosci za duzo rzeczy moge spieprzyc...ze tak sie brzydko wyraze, ale akurat taki humor. :?
Poza tym...obawiam sie tez czy 6 lat wzglednej rozlaki to dla zwiazku moze troche nie za dlugo...czy dam sobie rade i czy na pewno tego chce.
Es gibt sehr viel Fragezeichen. -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Gość > 22-02-2007, 12:16
Risette, z jednej strony znam zwiazki na odleglosc, ktore radza sobie ok (zwykle na trasie Finlandia - Polska), ale ja sama z doswiadczenia znowu nie dalabym sobie na odleglosc zadnej szansy... Wiec to wszystko chyba jedna wielka rosyjska ruletka.
Planowac nie trzeba - mozna sobie najwyzej jakis tam szkic zrobic, co sie chce, ale w cierpliwosc sie uzbroic, bo chciec to moc (naprawde), tylko sie nie trzeba zalamywac porazkami. Jak wyjezdzalam po raz pierwszy do Sztokholmu jako Au Pair (jest na poczatku mojej historii na forum), mialam plan: studia, nauka, praca - dzien zawalony od 6.30 do 21.00 i w ogole... Rodzina spox, ze mi pomoga, juz od pierwszego dnia zaczeli do mnie mowic po szwedzku, zeby mi pomoc. 5 dni pozniej bylam w samolocie do Polski, bo jednak nie nadawalam sie do opieki nad malusienkimi dzieciaczkami (1.5 i 3.5), istne ZOO, z ktorym poradzic sobie nie moglam (mimo juz rocznego operskiego doswiadczenia z Finlandii - ale taka wlasnie jest roznica wieku miedzy 12 i 8 a 3.5 i 1.5... koszmar!). I nagle plany legly w gruzach. Nie mialam zielonego pojecia, czy jeszcze w ogole do Szwecji chce wracac, czy Sztokholm to nie byla moja mzonka z powodu finskiego faceta, z ktorym wlasnie planowalismy sie tam przeniesc itd.
2 tygodnie pozniej znalazlam sie w szwedzkiej stolicy ponownie, tym razem u rodziny, ktora wlasciwie od siebie nie chciala dac nic. Do szkoly mnie kulawej zapisali (bo tanio! a przez telefon sie umawialismy, ze ja potrzebuje kursu codziennego, bo chce na studia), w domu trzeba bylo mowic po angielsku... W pewnej chwili myslalam juz, zeby sie poddac z tym wszystkim. Jeszcze do tego podali mi niepoprawne informacje prawne odnosnie mojego zarejestrowania sie, z ktorego to powodu mam teraz niewielkie problemy (tzn ja mam nadzieje, ze one sa niewielkie, dowiem sie w poniedzialek).
Po wakacjach wszystko szlo juz do dna. Facet mnie zostawil, chociaz mielismy jechac razem do UK i juz rodzinie powiedzialam, ze nie zostaje z nimi tak dlugo, jak planowalismy na poczatku. Z rodzina tez przestalo mi sie ukladac, bo niektore rzeczy po prostu przestalam tolerowac - jak marudzenie na moje sprzatanie czy prosby, zeby z innej ksiazki kucharskiej gotowac, bo oni chca wszystko miec "light" (takie szwedzkie zboczenie).
Wpadlam w wir imprez, przestalam myslec i... I odnalazlam siebie!Spotkalam nowego mezczyzne, wprowadzilam sie do niego, skonczylam z operska kariera. Znalazlam sobie cos, gdzie jezyk szkolic moge. Sprawy rejestracji mojego pobytu zapinam na ostatni guzik w nastepnych tygodniach (lacznie z wymiana prawa jazdy na szwedzkie, ktore od tej pory bedzie mi sluzylo za ID, bo cudzoziemcom nie chca juz tak za bardzo ID wyrabiac, bo jakas wielka afera byla ostatnio z podrabianiem). Nauczylam sie jezyka na tyle, zeby informacje niektore z Internetu automatycznie wylowic - i tym sposobem znalazlam droge na studia Znalazlam kurs na uniwersytecie, ktory jest kursem przygotowawczym z jezyka i wlasnie skladam na niego papiery, 21.maja egzaminy na uni, no i jesli wszystko pojdzie zgodnie z planem to od 28.sierpnia bede z powrotem studentka
Przyjezdzajac do Szwecji pierwszy raz mialam glupia naiwna nadzieje, ze da sie to zrobic w pol roku (tzn przy szwedzkiej pomocy by sie dalo, ale niestety, z pomoca tu ciezko, naprawde ciezko), niepowodzenia zwalily mnie z nog, ale jestem tu i teraz, minie poltora roku czy dluzej (jesli sie nie dostane w tym roku), ale teraz juz wiem - dojde do tego, co chcialam od sierpnia 2004!
Edyta, z praca tu jest cholernie ciezko. Moj facet byl bezrobotny, kiedy sie spotkalismy (a jest Szwedem), teraz tez nie jest zatrudniony nigdzie na etat, tylko na umowe-zlecenie z nienormowanym czasem pracy... A jest czlowiek po studiach, tyle ze po teorii muzyki to niewiele zawodow moze czlowiek wykonywac...
Nawet na sprzatanie trudno sie dostac, trudniej niz do dzieci...
Bezrobocie niby oficjalnie nie az takie wielkie, ale jak sie tu jest to widac. Mnie to Szwecja jawi sie jako taka druga Polska czasami - i mowie jak najbardziej powaznie.
Ostatnio na forum szwecja.pl mielismy rozmowe o pracy i byla dziewczyna z dokladnie taka sama sytuacja - jest tu tylko dla faceta, bo gdyby nie facet, to by sie wyniosla. Ja sama bylam w ubieglym roku w drodze do Kopenhagi juz, ale sprawy przyjely nieoczekiwany zwrot.
Nie narzekam jednak. Odnajduje siebie w kazdym dniuBo najwazniejsze jest nie to, co robimy, ale nastawienie
A wiec jak widzisz, wcale nie taka zla jestem. I jak najbardziej optymistyczna 8) -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edyta_s > 22-02-2007, 12:40
No ostatnio jakos nieSzokujesz mnie
Co do wytrwalosci, planowania itp, to chyba do postu Emi nie mam co dodawac.
A 6 lat w zwiazku na odleglosc ( i to b. duza odleglosc) to ciezka sprawa. Ja bym nie byla w stanie uwierzyc, ze to moze sie udac. Ale zawsze mozesz miec szczescie.Niby probowac zawsze warto. -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Sol > 22-02-2007, 15:41
Emi dla mnie Ty jestes wzorem czlowieka ktory potrafi walczy o swoje marzenia :lol: Ja uwielbiam takich ludzi i zaluje ze taka nie jestem bo moze wtedy nadal bylabym we Francji!!! -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Gość > 22-02-2007, 16:31
:oops:
Sol, bo ja juz sie nigdy na forum nie odezwe
Wzorem to ja jeszcze nie jestem, ale daze do tego. Jak sobie pomysle, ze za pare tygodni bede miec zalatwione wszystkie strony mojego pozwolenia na pobyt w Szwecji, bede miala szwedzkie prawko i prawa tutaj wlasciwie takie same jak Szwedzi, to az mi sie ryczec z radosci chce - bo przeciez o cos takiego mi chodzilo, kiedy postanowilam sobie w wieku 12 lat, ze z Polski wyjade, a to wszystko juz tak blisko...
Nie przypuszczalam, ze bedzie to akurat Szwecja, no ale jest i trzeba znalezc tego dobre strony
Nie wypominaj sobie Francji, bo moze akurat jestes w miejscu, gdzie powinnas byc w tej chwili i jeszcze wszystko sie ulozy tak, ze bedziesz dumna z tego, ze z ta francuska rodzina nie wyszlo - tak samo jak ja jestem szczesliwa, ze mi nie wyszedl zaden z poprzednich zwiazkow; bo wszystko sie perfekcyjnie ulozylo, a ja sama jestem madrzejsza, bogatsza o te doswiadczenia (bo to glownie to, co na dana chwile wydaje sie straszne i zle, na nasza psychike wplywa); latwiej jest ze mna zyc i w ogole
A ze:
Cytat:No ostatnio jakos nie Smile Szokujesz mnie Very Happy
po prostu skonczyl mi sie okres
:twisted:
:lol: :lol: :lol: -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
risette1 > 22-02-2007, 17:14
...jeszcze 7 miesiecy temu w zyciu nie pomyslalabym ze wyladuje w obcym kraju...
a to co przyjdzie pozniej...moze zaskoczyc mnie jeszcze bardziej...kto wie
... forever trusting who we are and nothing else matters... -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edytag > 22-02-2007, 18:42
moja szefowa jest w zwi?zku z facetem i od pocz?tku zyj? na odległo?ć, on w Szwajcarii ona w Plsce, teraz on w Niemczech ona w Polsce, będzie ?lub , a po ?lubie on będzie gdzie? w Europie pracował a ona w Polsce! Czy sie uda nigdy nie będziemy wiedzieć, ale nasze marzenia powinny być marzeniami naszych połówekoptymistycznie pisz?c Jednak należy my?leć o swojej przyszło?ci, bo gdy na miejscu nam nie wyjdzie z facetem, zrezygnujemy dla niego z czego? to wtedy będzie ból!!! Jak Emi d?ży do czego? co chciała, nie rezygnuje dla faceta! A studia to poważna sprawa nasza przyszło?ć! Nigdy się nie dowiemy jakby było jakby?my inna drogę wybrały, tak już jest! Kto? musi się czasem dla zwi?zku po?więcić bardziej, tzw. kompromis nie istnieje, bo zawsze kto? musi bardziej sie poswięcić, pytanie czy facet zrobiłby co? takiego dla ciebie? Moja szefowa poszła na kompromis mieszkaja osobno, ale gdy pojawi? się dzieci to ona będzie miała więcej pracy i zmartwień. -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
edyta_s > 22-02-2007, 20:15
Na takie życie osobno nigdy bym sie nie zgodziła, bo co to za małżenstwo? -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Sol > 22-02-2007, 21:15
A mi pewnie zwiazek na odleglosc by spasowal
Moja matka mi mowi ze powinnam byc z jakims sportowcem ktory by przyjezdzal na pare dni do domu, nie mialabym czasu sie z nim klocic i cieszylabym sie kazda chwila z nim spedzona))
I rutyny tez by nie bylo :lol:
Tylko zazdrosc o niego by mi pewnie nie pozwalala funkcjonowac :roll:
A powaznie mowiac to jednak na dluzsza mete nie wyobrazam sobie tekiego zycia...umarlabym z milosci i tesknoty...oczywiscie jezeli bylaby to naprawde milosc!!! -
Re: Koniec mojej operskiej kariery....
Yoanna > 22-02-2007, 21:24
jejku na odleglosc tez bym nie wytrzymala..
moja kol przyjechala 3 tyg temu do uk i jej chlopak teraz dopiero dojechal do niej, jejku co tu sie dzialo :lol: codziennie telefony, niewiadomo co, az do przesady. jakies to chore bylo, bo on jej nawet nie pozwalal ze znajomymi z pracy na piwo wyjsc.. :/
ale np moj kolega jest z dziewczyna juz prawie 2 lata i to wlasnie na odleglosc i ciagle szczesliwi. widza sie jakies 3 razy w roku... ja bym tak nie mogla