• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    agulka > 21-12-2005, 22:25

    i tak to jest..zawsze same problemy z chlopami :lol: :lol:



    a co do tej plyty z nauka jezyka.. naprawde polecasz? moze ja sobie wloska wersja sprawie
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    monica07 > 22-12-2005, 17:37

    Monka napisz cos wiecej o tych plytkach (sa do innych jezykow?)



    Problem z hostem zawsze jest. Ja mojemu kupilam komplet kieliszkow do Martini na niebieskich nozkach (sliczne sa) bo Pat za Martini przepada a w domu u nas nie widzialam. Oprocz tego smieszny szit w stylu - sztuczne oko do wrzucania do kawy, dwie pary yakie sztucznych zebow, plastikowy komplet Chicago Cubs - talerzyk i miseczka. Tak dla smiechu. :lol: I wiewiorke spiewajaca - All I want for Xmass is my two front teeth.... Goofy i weird to wszystko ale wiem ze jemu sie spodoba.



    Z chlopami tam samo problemacje. Ja w tym roku pierwsze swieta jako 'single' spedzam wiec mnie to ominelo. Zawsze kupowalam cos z ciuchow albo elektroniki, bo sie sprawdza.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 23-12-2005, 18:45

    Problem mialam z moim prywatnym chlopem, ale juz go rozwiazalam.

    Kupilam mu kurtke. Plus ta plyte, trzy pary gaci( :lol: ) i nasz kalendarz z fotami i slodycze.



    Wlasnie zlecialam na dol polozyc prezenty pod chionka i musze powiedziec, ze niezla kupa tego. :lol: Oczywiscie zostawiam tu tylko stuff dla hostow. I dzieciakow.



    Chyba nigdy w zyciu, co chyba, na pewno nie wydalam tyle na prezenty, nigdy nie mialam tyle osob do konkretnego obdarowywania, ale jestem szczesliwa, bo moglam zrobic niektorym nie mala niespodzianke.

    _____________________________________________________________



    Rosetta Stone mozecie uczyc sie wszystkich mozliwych jezykow, od hebrajskigo i chinskiego, przez niemiecki, wloski, hiszpanski, portugalski, polski, rosyjski, angielski, wietnamski, dunski, szwedzki...

    Polecam bardzo serdecznie.



    Z PL w paczce dostalam ksiazke z gramatyka portugalskiego i wyjasnieniami po polsku, zaczelam sie wczoraj. I PL ksiazki dostalam tez, wiec jak usiadlam, to sie pokapowalam, ze musze wstac kolo 60 strony. :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 25-12-2005, 1:37

    Probowalam sluchac koled, podeslanych przez moje laski, ale zaraz beczalam, jak glupia.

    Wlaczylam wiec moje podskokowe kawalki i udalam sie do malla. :roll:

    Nic nie ma jak "sie trzymac". :? Kiedy sciska w gardle i oczy jakies mokre.

    Jest sympatycznie, ale.. to nie to w czym zostalam wychowana.

    I nawet karpia nie mam, bede jesc PL chleb z poledwica i majonezem Winiar i keczupem tez PL i pierniczkami i popijac Kubusiem. Roztrwonilam dzis w PL sklepie majatek, ale i tak nie bede miela PL potraw.

    Moje Swieta. Drugie juz takie. Czy ostatnie...?? :roll:

    Dostalam od hostow pokazny czek, ale.. wolalabym miec mozliwosc spedzic ten czas w domu niz to... Chocby nawet po Swietach za ta kase poleciec, niestety, nie moge.

    Nic, jede do Brazylijczykow. Z nimi zawsze jest jakos tak bardziej swojsko i rodzinnie.

    Moja PL RODZINKA jest na Pasterce teraz.

    Gadalam z nimi kilka razy dzis. Jeszcze bede dzwonic, ale, co to jest?

    Ten rok jakis koszmarny dla mojej Mamy, najpierw ja zadecydowalam, ze nie wracac, co ja nie cieszylo ani nie cieszy, pozniej Babcia umarla. Szymon (moj brat) napisal mi w mailu, ze mama stwierdzila, ze to pierwsza Wiglilia od 50 lat, kiedy jest sama przygotowujac Swieta. (Troche nie rozumiem, bo ona jeszcze nie ma 50 lat, ale niebawem). Anyway, ide bo sie rozczulam.



    Feliz Natal pra vcs.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 26-12-2005, 19:23

    Szukalam czegos madrego, znalazlam kolejny dowod na super inteligencje, madrosc, czy jakkolwiek by to nazwac. O Amerykanach mowa, rzecz jasna.



    Nagroda Darwina



    Dla tych, którzy nie wiedza, co to jest Nagroda Darwina - to jest coroczne uhonorowanie osoby, która zginęła w najbardziej idiotyczny sposób.

    Zdarzenia s? autentyczne, wyszukuje je jaka? specjalna komisja i nagradza wygranych, a wła?ciwie ich rodziny, jak?? kwot?.



    KANDYDACI DO NAGRODY

    - We wrze?niu w Detroit, 41-letni mężczyzna utkn?ł i uton?ł, gdy przecisn?ł głowę przez 36-centymetrowy otwór kanału ?ciekowego, żeby wyci?gn?ć kluczyki od samochodu.



    - W październiku, 49-letni makler z San Francisco, podczas swojego codziennego joggingu spadł z 60-metrowego nabrzeża.



    - Buxton, Północna Karolina: Mężczyzna zgin?ł na plaży, gdy obsypała się 2.5-metrowej głęboko?ci jama, która wykopał. Wg zeznań ?wiadków, 21-letni Daniel Jones wykopał dziurę dla zabawy lub w celu ochrony przed wiatrem i siedział w niej na leżaku. Jama się obsypała i nakryła go 1.5 metrowa warstwa piachu. ?wiadkowie próbowali go ratować, ale im się to nie udało. Ratownikom przy pomocy ciężkiego sprzętu udało się to po godzinie. Daniel Jones zmarł w szpitalu.



    - W lutym, Santiago Alvardo, lat 24, zgin?ł w Lompoc, Kalifornia, gdy spadł z dachu sklepu z rowerami, który zamierzał okra?ć. ?mierć nast?piła z powodu długiej latarki, która Santiago trzymał w ustach (żeby mieć wolne ręce) i która przebiła podstawę jego czaszki, kiedy uderzył twarz? w ziemie.



    - Na podstawie dokumentów policji w Dahlonega, Georgia, 20-letni kadet Nick Barrena zgin?ł od uderzenia nożem przez kadeta Jeffreya Hoffmana, lat 23, który chciał sprawdzić, czy nóż może przebić kamizelkę kuloodporn?.



    - Sylvester Briddell Jr., lat 26, zgin?ł w lutym w Selbywille, DE, gdy wygrał zakład z przyjaciółmi, którzy twierdzili, ze nie jest w stanie włożyć lufę rewolweru z 4 kulami do ust, zakręcić magazynkiem i poci?gn?ć za spust.



    - W lutym Daniel Kolta, lat 27 i Randy Taylor, lat 33, zakończyli zabawę w tchórza remisem, gin?c w zderzeniu czołowym w swoich pługach ?niegowych.



    - We wrze?niu, 7-letni chłopiec spadł z 30-metrowego urwiska niedaleko Ozark, Arkansas, kiedy stracił równowagę, bujaj?c się na krzyżu, który u?więcał ?mierć innej osoby w tym miejscu w 1990 roku.



    HONOROWE WZMIANKI NAGRODY DARWINA



    - W Guthrie, Oklahoma, w październiku, Jason Heck próbował zabić krocionoga ze swojej strzelby kaliber 22, ale kula zrykoszetowała od kamienia i zabiła Antonio Martineza, trafiaj?c go w głowę.



    - W Elyria, Ohio, w październiku, Martyn Eskins, chc?c oczy?cić piwnice z pajęczyn za pomoc? pochodni, poniósł ?mierć w pożarze, który doszczętnie strawił 2-pietrowy dom.



    - We wrze?niu Paul Stiller, lat 47, został hospitalizowany w Andover Township, New Jersey, gdzie trafił razem ze swoja żon?, gdy zostali ranni podczas wybuchu ćwiartki laski dynamitu w ich samochodzie. Paul z żon? jad?c około 2 nad ranem, postanowili podpalić dynamit i wyrzucić przez okno, żeby zobaczyć, co się stanie. Nie zauważyli, ze okno było zamknięte.



    JESZCZE KILKA SERII



    - Cztery osoby zostały ranne podczas ci?gu dziwacznych wypadków. Sherry Moeller została ranna kamieniem w głowę. Tim Vegas miał uraz kręgosłupa i klatki piersiowej, ręki i twarzy. Bryan Corcoran miał rozlegle rany cięte dzi?seł. Natomiast Pamela Klesick straciła 2 palce prawej ręki, które zostały odgryzione. Moeller odprowadzała męża, który szedł pierwszy raz do pracy, i na pożegnanie, zamiast pocałunku, odsłoniła mu swoja pier?. "Nie wiem, dlaczego to zrobiłam", mówiła później. "Byłam bardzo blisko samochodu, wiec my?lałam, ze nikt nie zauważy". Niestety, Vegas, kierowca taksówki, zauważył i stracił panowanie nad swoim samochodem, uderzaj?c w róg budynku Kliniki Medycznej Johnsona. Klesick, technik dentystyczny, czy?ciła zęby Corcorana. Uderzenie taksówki w budynek spowodowało, ze podskoczyła i rozcięła dzi?sła Corcorana obrotowa tarcza czyszcz?c?. Corcoran w szoku zacisn?ł żeby i odgryzł palce Klesick. Rana Sherry Moeller powstała od kawałka muru, który urwał się od elewacji budynku kliniki.



    - La Grange, Georgia. Prawnik Antonio Mendoza został wypisany ze szpitala po usunięciu telefonu komórkowego z odbytu. "Mój pies roznosi rożne rzeczy po całym domu. Musiał widocznie zanie?ć telefon do kabiny prysznicowej. Po?lizgn?łem się na kafelku, potkn?łem się o psa i usiadłem na telefonie". Usuniecie było o tyle trudne (trwało ponad 3 godziny), ze wewn?trz ciała Mendozy telefon się otworzył. "Podczas zabiegu Mendoza trzymał się naprawdę bohatersko", powiedział dr Dennis Crobe. "Tony cały czas opowiadał dowcipy i wygl?dało na to, ze jest nawet zadowolony. Trzy razy podczas zabiegu dzwonił telefon i za każdym razem Tony żartował, aż się pokładali?my ze ?miechu".



    - Tacoma, Washington. Kerry Bingham od dłuższego czasu pil z przyjaciółmi, gdy kto? zaproponował, żeby pój?ć na most Tacoma Narrow Bridge i skoczyć na linie (bungee). O 4:30 rano 10 mężczyzn poszło na most. Na miejscu okazało się, ze zapomnieli liny. Bingham zauważył zwój kabla w pobliżu. Jeden koniec kabla został przywi?zany do jego stopy, drugi do barierki mostu. Bingham spadał 12 metrów, zanim kabel się naci?gn?ł i urwał nogę na wysoko?ci kolana. Bingham cudem przeżył upadek do lodowatej wody i został uratowany przez wędkarzy. Kawałka nogi nie odnaleziono.



    - Bremerton, Washington. Christoper Coulter podczas uniesień miłosnych z żon? zaproponował, że nasmaruje masłem czekoladowym swojego penisa i da Rudiemu, ich Irlandzkiemu Seterowi do oblizania. Niestety, Rudy stracił panowanie i odgryzł penisa. Żon? Christopera, staraj?c się odgonić psa, rzuciła w niego butelka z perfumami, które się wylały na psa i wła?ciciela. Kiedy żon? niosła nieprzytomnego Christopera do samochodu, przewróciła się dwa razy, skręcaj?c nadgarstek i łami?c rękę w łokciu. Penis Christopera został ulokowany w woreczku z lodem. "Christoper miał duże szczę?cie", powiedział lekarz po 8-godzinnej skomplikowanej operacji przyszywania. "Mocny alkohol, zawarty w perfumach, zdezynfekował ranę. Same ugryzienia, spowodowane przez psa, nie były rozlegle. Mam nadzieje, ze teraz pan Coulter będzie wiedział, gdzie wsadzać swoje kończyny". Waszyngtoński TOZ nie zamierza u?pić psa.



    - We Francji, Jacques LeFevrier postanowił popełnić samobójstwo. Stan?ł na urwisku i przywi?zał kamień do szyi. Następnie wypił truciznę i podpalił swoje ubranie. Próbował nawet się zastrzelić podczas skoku, ale kula chybiła, przecinaj?c linę z kamieniem. Woda morska, do której wpadł niedoszły samobójca, ugasiła ogień, a woda zalewaj?ca usta spowodowała wymioty, które usunęły truciznę z żoł?dka. Jacques został wyci?gnięty przez rybaków i odwieziony do szpitala, gdzie zmarł z powodu wychłodzenia organizmu.



    --== A zwycięzca został: ==--



    16 kwietnia 1997 roku, Tajlandia. Japan Times: "Rz?d musi ukrócić modę na pompowanie !" Artykuł pod takim tytułem pojawił się po tym, jak szcz?tki 13-letniego Charnchai Puanmuangpak zostały przewiezione do szpitala. Charnchai używał niewielkiej pompki (której koniec wsuwał sobie do odbytu i pompował powietrze), ale to go już przestało bawić. Wraz z kolegami postanowił spróbować kompresora na stacji benzynowej. Pod przykryciem nocy, nie podejrzewaj?c mocy kompresora, wsun?ł rurkę do odbytu i wł?czył urz?dzenie. Zgin?ł (a wła?ciwie znikn?ł) natychmiast, ?wiadkowie s? nadal w szoku. "Wci?ż nie znaleźli?my wszystkich jego czę?ci", powiedział wysoki urzędnik policji. "Gdy taka ilo?ć powietrza zadziałała z gazami w jego organizmie, Charnchai po prostu eksplodował. To wygl?dało jak bomba lub cos w tym rodzaju".





    Dziwnym trafem prawie wszyscy boharetowie super przygow sa/byli Amerykaninami. :wink:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    (-:MARZENA:-) > 26-12-2005, 19:29

    8O 8O 8O
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Yoanna > 26-12-2005, 23:13

    glupota ludzka nie zna granic :wink: a amerykanie jak zwykle przoduja...
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 26-12-2005, 23:14

    http://www.fotolog.com/monikagata/

    http://www.fotolog.com/myowngoodshots

    __________________________________________

    relacja fotograficzna tam.

    chwalenie sie pozniej tu. :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    oliwka911gt > 26-12-2005, 23:45

    8O 8O 8O





    a co ma darwin do tego??
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 27-12-2005, 5:11

    Moje Swieta Bozego Narodzenia 2006 uwazam za zakonczone.



    Rozpoczely sie w piatek wieczorem, kiedy to po trzech tygodniach ciezkiej pracy nie musialam nic robic. Tylko teoretycznie nie musialam, poniewaz chcac zdarzyc w sobote ze wszystkim, co chcialam zrobic, zmuszona bylam sie sprezyc. :roll:

    Moje najstarsze dziecko swietowalo szoste urodziny, ale ja postanowilam zostac w domu, by w spokoju pofarbowac sobie wlosy, strzelic henne, popakowac reszte prezentow i sprzatnac pokoj. Kiedy ku memu wielkiemu zadowoleniu skonczylam wszelakie zabiegi, hosci wrocili juz do domu i wreczyli mi trzy dosc poteznych rozmiarow podla, plus "skarpete".

    Wiedzieli, ze swieta bede spedzala u Thiago, co i pewne bylo im nawet na reke, bo u nas w domu brud, smrod i ubostwo (to tak z rozpedu, ubostwa jako tako oczywiscie nie ma, ale jedzeniowe, niestety jest, co i sluzy mi na figure, nie sluzy zas na humor), a i powierzchnia sie "kurczy", bo robotnicy "demoluja" kolejne pomieszczenia, a ludzi przybywa (z okazji swiat zjechali do nas rodzice hostki, spali nota bene na moim pietrze, w pokoju obok).



    Pakunki do domu Thiago wiozlam "na dwa razy", nie wnioslabym sie na dwunaste pietro za jednym zamachem. Zreszta Tadzi musial mi pomagac z tymi ich paczkami, bo jeszcze swoje dla tesciow mialam i innych ludzikow, ktorzy mieli spotkac sie na Wigilii. Ogolnie paczek moc. :lol:

    W zeszlym roku symbolicznie kazdemu cos kupilam i przerazilam sie, kiedy zobaczylam, ile i za ile oni wszyscy dawali/dostawali. (Mam tu na mysli Brazylijczykow). Wszyscy wszystkim jakies drogie ciuchy, kosmetyki, perfumy, buty, ceny odpowiednie, marki tez. A ja biedna dziewuszka z moimi wowczas 140$ nigdy centa wiecej nie mialam w ogole pojecia, ze tak to bedzie. :roll: Ani pomyslow nie bylo, ani zaplecza finansowego. :?



    W tym roku zas nawal pracy spowodowal, ze (oprocz koszmanrgo zmeczenia) mialam finansow, ze hej, a i pomyslow, takze bylam bardzo zadowolona, poniewaz kazdemu moglam cos szczegolnego podarowac. Nie mialam problemu z uszykowaniem wypasionej paki dla Rodzinki w PL, fajnych prezentow dla hostow no i mojej "drugiej" rodziny czyli Brazylijczykow. Chociaz prawda jest taka, ze Tadzini mame najbardziej ucieszyl kalendarz z fotkami z wakacji, kiedy pol familii z Brazylii bylo tutaj. Czyli jednak pomysl sie liczy. Choc z drugiej strony ten kalendarz cenowo "symboliczny" nie byl, bo 30$ za kawalek papieru z 12 fotkami, to niemalo. Anyway, skoncze juz o mamonie, bo zaraz zostane obrzucona "materialistkami". :wink:



    W sobote rano pojechalismy z moim lubym do PL sklepu, gdzie zakupilam wszelakie PL specjaly. Odbilo mi kompletnie, ale przynajmniej mialam polskie jedzonko w czasie swiat, a ze nie "to wlasciwe", co za roznica. :lol: Jadlam wiec poledwiczke z pl keczupem, majonezem Winiar, pasta z lososia, popijalam Kubusiem, zagryzalam kilkoma rodzajami pierniczkow. Mialam tez pieczarki marynowane (mniaaam!), ogorki, placki i kilka rodzajow PL chlebka. Karpia nie bylo, ale przynajmniej zaoszczedzilam na czasie, ktory przeznaczylabym na gotowanie tegoz.



    Po polskich zakupach stwierdzilam, ze oto czas wypieknic sie do konca i w tym celu udalam sie do salonu nail'sowego, gdzie pani Chinka/Wietnamka/Tajka zrobila mi frencz, z ktorego nota bene nie bylam zadowolona, ale to juz inna historia. :? (Dzien pozniej umyslam wlosy moje pofarbowane bez rekawiczek i frencz zrobil sie azul, czyli ni mniej ni wiecej niz niebiski! :evil: ) Nastepnie udalam sie do malla, poniewaz czekal mnie jeszcze zakup prezentu dla tescia. Po mallu szwedalam sie prawie do samego zamkniecia, czyli do 6pm. Tesciowi kupilam sweter Dockersa. Pol godziny myslalam, czy nie jest "za zolty", byl jasny, ale nie wiedzialam, czy nie bedzie zbyt pstrokaty. :lol:

    Nie moglam uwierzyc, ze ja sie tu szlajam po sklepach, podczas gdy moja polska rodzinka jest juz po kolacji wigilijnej i udaje sie na Pasterke. 8O

    Pedem wrocilam do domu, wzielam prysznic, zapakowalam ciuchy i pojechalam do oddalonego od host domu o jakies 10 minut (nie pytajcie czy pieszo, bo w us nie mierzy sie nic "w pieszo", wszedzie autem) drogi domu mojego Amora.



    Ludziki sie juz schodzily. Poczekalismy do 23 i zaczelismy jesc "przed czasem", poniewaz wszyscy byli glodni. :lol: Podzielilam sie z moim chlopczykiem oplatkiem, ale rozczulil mnie widok Mea (czyt. maj, znacz. mama) i Paj'a (tata) Thiago, ktorzy takze podzilelili sie oplatkiem, nie wiem nawet czy zrozumieli, co i jak z tym zwyczajem, ale wzruszyl mnie fakt, ze ot tak, zobaczyli, ze jest to dla mnie wazne, (Tadziego nawet opierniczylam, ze po czytaniu i modlitwie polecial zaraz jesc), wiec i oni postanowili dopelnic zwyczaju.



    Nazarlam sie jak swinia pigi. :twisted: Nie karpiem, a lososiem, tez ryba. :wink: (Salmon brzmi dla mnie normalnie, losos jakos tak burzujsko, mimo ze jadalam go w pl domu na co dzien, coz... :roll: ) Potem dowalilam deserem i czulam, ze do szczescia potrzeba mi tylko wyrka, tak sennie mi bylo. A tu przeciez czekala gora pudelek, pudeleczek i paczuszek do wreczenia ale i otrzymania.



    Otwieranie zainaugurowalam wiec sama, prezentami z host domu. Po otwarciu pierwszego pudla lalam, jak opetana, byly to zajebiscie rozowe "baletki" z satyny. :lol: Do teraz nie wiem, czy jest to indoor czy outdoor obuwie, aczkolwiek pozniej doszlysmy z Mae do wniosku, ze z czarnymi spodniami na kant cizemki te pasuja nawet ladnie. Byl takze w tym pudle pokazny zestaw kosmatykow. Nastepny karton wypchany byl po brzegi cudowna pizamka, flauszowa, zielona (bo Anne wie, ze gustuje w zielonym), w sam raz na moje zimne pieterko. Nie sadze, ze spac w tym bede, bo bym sie zagotowala i zaplatala, ale na pewno sie przyda.

    Ostatni karton stanowily sliczne rozowawe zamszowe buciki. Cudo.

    Ale najlepsze kryla "skarpeta". Zyczenia, karta z fota mojej trojcy, karty telefoniczne, slodycze, male zabaweczki swiateczne... i czek opiewajacy na 500$. Tyle hosci.

    (Tu zaraz przypomnieli mi sie strzy hosci i stuff z CVS za 99 centow plus gift card 75$ :wink: )



    Wreczanie prezentow u Brazylijczykow to caly rytulal. Wszyscy siadaja dookola, obdarowyjacy staje na srodku i opisuje, dla kogo prezent jest przeznaczony, a osoba obdarowywana powinna zgadnac. Boze, jak ja sie nameczylam, zeby wyartykulowac te opisy. :lol: Bylo prz tym smiechu co niemiara. Nossa siniora, najchetniej bym walila pra voce, pra voce, pra voce. :wink:

    Pierwsi podarki wreczyli mi tesciowie. Dostalam od nich satynowa czarna pizamke, ze spodniami i koszulka na naramkach, zarabiscie mile slipersy, tez czarne, plus kolejna satynowa pizamke sukienke, tym razem zielona z koroneczkami na dole i zestaw kosmatykow. Thiago sie konkretnie wygadal, bo on mial w/w na mojej liscie zyczen swiatecznych. 8O Pozniej dodal jeszcze, ze on sam wybieral te pizamisy, bo wiedzial, co sie jemu i mnie spodoba! :lol:

    Nastepnie ja obdarowywalam mojego lubego, ktory na szczescie zachwycony byl kurtka (dostal ode mnie sportowa i od mamy plaszcz :wink: , nie ma jak bogactwo kurtkowego wyboru :lol: ), kalendarzem i majtasami (wrrr), ale najwieksza furrore zrobila plyta Rosetty Stone do nauki polskiego. Zrobilam filmik, bo wiedzialam, ze beda jaja. :wink: Dorzucilam jeszcze slodycze, w przewazajacej mierze polskie, w stylu krowki, czekoladki, ktore moj chlop uwielbia. :lol:

    Thiago taki zaoferowany byl swoim stuffem, ze myslalam, ze o mnie zapomnial, a on, ze czeka, zeby mi sie adrenalina podniosla. :lol:



    Zaczal (niech sprawdze na fotkach :wink: ), wielkim "wiadrem" protein, co by mi wloski pieknie rosly ( :lol: ) i w ogole, zebym himenka zostala. Czekoladowe cudo naprawde daje kopa energetycznego i wlasnie o pojemnik protein go prosilam. (Bo to kupuje sie w sklepach dla "pakerow", a ze mnie paker marny, wiec nie chcialam sie tam pachac :wink: ). Przy nastepnym pudelku omal nie dostalam zawalu, okulary sloneczne CK, ktore razem kiedys ogladalismy, wiedzial, ze je chcialam, ale po pierwsze uznalam, ze latem sie kupuje ten sprzet (co za bzdura!), a po drugie uznalam, ze za drogie, bo to fancy mall, byl, tzn z samymi fancy sklepami. A on pamietal! 8) Nastepnie kolejna zaskoczka, moj wymarzony i wysniony od roku perfum DKNY "be dalicious" size xl. :lol: Przed poprzednimi swietami chcialam sobie go kupic, ale ze nie lubie wydawac na zbytki, postanowilam sobie "podarowac" ten zakup.

    Thiago uwiecznil moja radosc na fotce, ktora jest tu: http://www.fotolog.com/myowngoodshots

    Zakonczenie stanowil sliczny bialy sweterek i rekawiczki rowniez biale ze stwierdzeniem, ze beda pasowaly do moich nowych sniegowcow. Wow, a myslalam, ze faceci nie maja takiego "wyczucia". (Pudelko otwieram tutaj http://www.fotolog.com/monikagata/) :wink:

    Dostalam od Tadzini jeszcze najcudowniejsze zyczenia swiata plus bilety do kina amc. I cos jeszcze, ale to pozostanie slodka moja tajemnica. :twisted:

    Ludzi bylo sporo, takze obdarowywanie trwalo dosc dlugo. Spac poszlismy grubo po polnocy.



    Dzien pierwszy swietowania leniwego stanowilo, jedzenie, dzwonienie (godziny na telefonie z Polska), odwiedziny ludzikow i ogladanie filmu w domu. Przesympatycznie bylo w tesciowym domu. Atmosfera iscie rodzinna. Choc nie powiem, ze nie myslalm, zeby "skoczyc do domu". Uwalilismy sie, na jednym materacu in front of the TV Diogo i Morgana, na drugim ja z Tadzim, a na kanapie za nami Mae i Paj, dwie tony popcornu,(pipoki) piec litrow Guarany i dawaj Blooma walecznego. :lol:



    Swieta uplynely w milej atmosferze, spokojnie, blogo i radosnie, choc tesknota tez oczywiscie byla. Zapytalam nawet Mame Moja Prawdziwa, czy moge przyjechac "No mamo, wezme samochod i przyjade na troche, hmm?" Konwersacje z cala familia, poniewaz moj brat Bartosz skonczyl 18 lat. ("Maly" przeobrazil sie juz dawno w wysokiego, a teraz ponad to w doroslego czlowieka!) Za przyczyna czego w moim pl domu biba trwala od 24 grudnia do dzis. Moze z biba przesadzilam, bo przeciez wszyscy sa w zalobie po smierci Babci, mialam na mysli odwiedziny i posiedzenia rodzinne.



    Myslalam, ze jutro wielki boom i back to the reality, a tu niespodzianka!Pracuje we wtorek i srode, a pozniej wolne mam do 2 stycznia! Wow, to juz sie kompletnie odzwyczaje od zapierniczu i dzieci i burdelu naszego remontowego.



    Jestem szczesliwa, bo dzieki prezentowi hostow nie bede miala najmniejszcze problemu z zaplaceniem sobie za kolejny kurs na Harvardzie. Ale to dopiero w polowie lutego.
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia