-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
szpyrka > 17-12-2005, 12:33
Monika mam do \ciebie pytanie. W twoich postach ciagle jest temat pieniedzy. Na nich Ci tlyko zalezy? To jest dla ciebie chyba najwazniejsze, szczesliwy jest dzien w ktorym dostajesz czek? Zastanow sie troche nad soba,pieniadze to niewszystko.!! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
martamaua > 17-12-2005, 12:42
Szczescia nie daja, ale bardzo ulatwiaja zycie.
Ja z wrazenia nawet zapomnialam o mojej wyplacie 14tego. 6 dni i jadeee
I tez sie zawsze bardzo ciesze jak mi kasy przybywa.Bo jakby nie patrzac zawsze sa jakies wydatki. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
(-:MARZENA:-) > 17-12-2005, 12:54
moze jakbym nigdy nie byla au pair tez postawilabym taki zarzut ale z wlasnego doswiadczenia wiem ze wyplata i ewentualnie jakas premia sprawia straszna radosc i to nie dlatego ze jestesmy jakos strasznie nachapane na pieniadze i poza nimi swiata nie widzimy ale bardzo cieszy to ze je mamy i mozemy wydawac ze swiadomoscia ze same ciezko (lub mniej ciezej :wink: ) na nie zapracowalysmy! -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
agulka > 17-12-2005, 21:23
to chyba normalne nie.. nie rozumiem czego sie czepiasz.. ja tez niby materialistka nie jestem, ale kasa jest tu dla mnie wazna. ciezko pracujemy, wiec zaslugujemy na to. nie rozumiem..a moze ty bys tak bez kasy chcial/a pracowac? a monika pisze o tym, bo to jej historia i skoro cie to drazni..omin temat..proste. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 17-12-2005, 23:50
Emocje...
Tak, pieniadze sa dla mnie wazne. Nie najwazniejsze, ale wazne. Nie jestem obludna, zeby to ukrywac.
Mieszkam z dala od domu juz prawie poltora roku. Praca operki nie jest szczytem moich marzen, a wiec jedyne, co moze mne tu cieszyc, oprocz mojego Amora rzecz jasna, to wlasnie czeki.
To za zarobiona forse moglam wyslac wielka pake do domu, nie moge spedzic z bliskimi Swiat, wiec choc to moglam zrobic.
Nie mysl, ze wyrwalam sie z dupajewa, gdzie bylo mi zle i teraz sobie odbijam. W domu mialam bardzo dobrze i nadal mialabym, gdybym tylko wrocila, ale zaparlam sie, ze nie. Mam cel do zrealizowania, poki co wiec musze byc w US.
Rodzice nauczyli mnie, ze pieniadze nie spadaja z nieba. Mimo ze w moim domu nigdy ich nie brakowalo, zawsze moglam chodzic na dodatkowe angielskie, komputery i bajery, moglam kupowac ksiazek, ile chcialam, nie bylam rozpieszczona, nie dostawalam stow kieszonkowego, na przyjemnosci musialam "zapracowac". I byc moze dlatego bardzo wczesnie zaczelam sama zarabiac, bez pomocy rodzicow znalazlam zajecie, zmienialam swoje "profesje" kilkakotnie, ale zawsze sama pracowalam na ciuchy, kosmetyki, podroze.
Jestem wdzieczna moim Rodzicom za to, bo dzis doskonale wiem, ze nie ma nic za darmo, ze jesli czegos chce i bede na to pracowac, zdobede to. (To juz tak szerszym znaczeniu, nie tylko materialnym).
Szczerze, nie rozumiem podniecenia, jestesmy operkami i dla wiekszosci z nas, zakupy, szkoly, podroze, imprezy, czy inne formy wydawania zarobionych pieniedzy to czesc normalnego zycia.
Fakt, moze gdybym byla dziennikarka, pracowala, jak lubie, liczylyby sie dla mnie inne wartosci niz money, ale nie oszukujmy sie, ze operki, sa operkami, bo kochaja dzieci. :lol:
Nowe kraje, jezyki, podroze, ludzie i wlasnie pieniadze motywuja nas do tego, zeby wycierac cudzym dzieciom zady. :twisted: -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
(-:MARZENA:-) > 18-12-2005, 0:40
wiesz Monika to chyba zalezy, ja mialam chyba inna motywacje wyjazdu, rok wczesniej spedzilam miesiac w londynie w szkole jezykowej i pomimo ze mieszkalam u 'ciotki' to wynioslo to moich rodzicow kupe kasy i czulam sie z tym zle, nikt mi nic nie wypominal ale ....( i tu sie rozpisywac nie bede) wiedzialam ze nastepnych wakacji nie chce spedzac w domu i tak sie jakos program au pair nawinal, pojechalam raczej zeby udowodnic sobie i innym ze dam rade, spedze sobie wspaniale wakacje nie narazajac nikogo na koszty- i dopielam swego, zwiedzic tez chcialam ale liczylam sie z tym ze bedac na wsi sie nie wyszaleje za bardzo ale jak juz kilkakrotnie wspominalam nie zaluje, a co do dzieci to zawsze jakos nie mialam problemow maluchy do mnie lgnely i juz bedac au pair opieka nad dzieciakami zaczela mi sie naprawde podobac, nawet swoje plany na przyszlosc (studia) wiaza sie z dzieciakami -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 18-12-2005, 3:17
Mialas moze troche inne powody, zeby wyjechac, ale pieniadze tez wchodzily w gre. Chcialas udowodnic sobie i innym, ze mozesz sama na siebie i swoje wakacje zapracowac. I dopielas swego. Czego gratuluje.Sama zaluje, ze w czasie LO nie zdobylam sie na wyjazd do Anglii czy Irlandii.
Z dziecmi natomiast nie chodzi mi o to, ze mam je gdzies, choc czasem mam, ale o to, ze raczej bycie operka nie jest niczyim marzeniem, w sensie, zeby to robic cale zycie. Jest to jedynie przystanek na drodze do celu. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
agulka > 18-12-2005, 4:34
wiesz, tak na chwilke to ja tez moge sobie pojechac dla przyjemnosci, zapominajac o kasie.. ale skoro mam tu spedzic 2 lata to musze miec cos w zamian. niestety bez kasy nic sie zrobic nie da.. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 19-12-2005, 1:46
Moje zabieganie doprowadza mnie do szalu. Chcialabym miec jeden dzien, kiedy nic nie musze. Bez pracy, bez nauki, bez koniecznosci.
Nie ma takiego dnia. I co dziwne nawet na zakupy sie w spokoju wybrac nie moge, ciagle cos. :?
Anne zapytala mnie, jak jest w PL swietowany 26, bo byc moze bedzie musiala pracowac. Skrzywilam sie, a ona, ze nie ma sprawy, Tom zostanie z dziecmi. Chyba oszalala. 8O
Juz nawet nie nadmiar pracy mnie tak frustruje, jak ten nieszczesny remont. W normalnych warunkach moglabym uczyc sie, gdy mloda spala, spac tez bym mogla, czy robic wszystko, co chce czy potrzebuje. W tej sytuacji nie moge nie tylko gotowac, nie moge tez skupic sie jakkolwiek, bo ciagle to babanie w sciany, nie moge nawet brac prysznica i robic prania, kiedy chce, bo po domu szwedaja sie kolesie. :roll:
Dzis Thiago mnie leczy herbatka z przepracowania i frustracji zwiazanych z dziecmi, z ktorymi ostatnimi czasy przebywam ponad przecietna. :wink:
Ide konczyc cholerny esej. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 21-12-2005, 5:53
Od poniedzilaku moja praca jest smiechowa. :twisted:
Rano jedziemy do malla, potem w mallu jemy lancz za hostki kase, pozniej odbieramy mlodych ze szkoly i oni ogladaja TV, a ja pakuje zakupione tego dnia prezenty. Dzien konczy sie mega szybko.
Moja hostka stwierdzila, ze mam robic, co chce byle Booki w domu za wiele nie przebywal.
Poniedzialek byl sredni, bo katapultowalismy sie do tego malla o osmej rano, nigdy w zyciu o tej porze w mallu nie bylam. Dzis poczekalam, az mloda sie wyspi, ja wzielam prysznic, wyszykowalam sie, jak na odpust, wozeczek, Booki i dawaj. :lol:
Kupilam sobie odjechane biale "papucie", cieple outdoor bootsy, ktore najpierw chyba z miesiac temu upatrzylam, pozniej z pobliskim sklepie sie skonczyly, myslalam, ze sie porycze, bo snilam o nich doslownie, ale dzis je dostalam i cala w skowronkach, jak glupek.
Poza tym Mlodej mojej nakupilam ciuszkow na Gwiazdora. Kurcze, to dziecko bedzie mialo 10 miesiecy a rozmiac 12-18. 8O
I dla Holls nauszniki z rekawiczkami na urodziny, bo ma 24-tego. Z tych nausznikow strasznie sie ciesze, bo Mloda sie na moje podniecala i caly czas psioczyla, ze Santa moze jej przyniesie, a Anne nigdzie nie mogla znalezc, so...
Jutro jedziemy na myjke, bo samochod mam brudny i odebrac Avon, no i mall again.
Najbardziej leje, jak wszystkie kobieciny sie podniecaja, jakie to mam boskie dziecko, a dzis jedna palnela, "te blond wlosy pewnie po tacie odziedziczyla", a ja na to "taaakk". :lol: A Books, Boze, to dziecko jest wprost stworzone do szopingu, metki je, kartoniki, przytula sie do ciuchow, krzyczy do wszystkich "babaaaaa" na caly regulator, smieje sie, jak szalona i rzuca wszystko, co probuje wsadzic do koszyka, a potem ladnie zasypia i nie przeszkadza w przymierzaniu.
Problem mam tylko w kompletowaniu niektorych prezentow.
Najpierw obkupilam bliskich w PL, potem kolezanki, pozniej host rodzine, dla ktorej prawie wszysko mam, zostal mi Tom, ale wiem, co i jak, musze tylko nabyc. No i CDka im zrobic.
Zostala rodzina mojego chlopa i on sam. Z szwagrem no problem, tesciowa mam cudo kalendarz z Kodaka z fotkami calej "naszej" rodzinki, wiem, ze bardzo jej sie to spodoba, dokupie jeszcze jakies kosmetyki i all done. Problem rodzi sie przy tesciu, ale temu zawsze moge jakies ciuchy kupic.
Najwieksze wyzwanie to moj chlop! :roll: , bo moj chlop wszystko ma. Ciuchow, jak narabane, spodni z 30 par, swetrow, koszulek chyba z setke, niektore z metkami, bo nie zdarzyl ich zalozyc ( 8O ) od nowosci ani razu! Zreszta koszulek nakupilam mu juz dosc. Kosmetyki, szkoda gadac, kiedy byli ze Diogo (jego brat) modelami dla CK, po pokazie dostali po torbie perfumow, balsamow, kremow, olejkow. Wystarczy mu, jak sam mowi, do konca zycia. Gorzej dla mnie! :?
Technika, ma iPODA, ma aparat, ma nowy komputer, ktory byl jego marzeniem, plus wszystkie bajery do tegoz komputera, lacznie z powalajacym 32 inczowym monitorem.
Co ja mam mu kupic? :roll:
Mam trzy rzeczy, a mianowicie plyte Rosetta Stone do nauki PL, taka sama mam do nauki portugalskiego i wiem, ze jest super (polecam).
Mam taki sam kalendarz, jak dla jego mamy, tyle ze z naszymi fotami z Kodaka.
I trzy pary smiesznych gaci, ale to raczej zart jest, a propos smiesznej sytuacji, jaka ostatnio mielismy.
Wiem, po poprzednim roku, ze prezentow u Brazylijczykow bedzie cholernie duzo, zreszta chce mu cos fajnego podarowac, tylko co???
Szukam w glowie, w necie, nic. :roll: Kasa jest a idei nie ma. :? Pierwszy raz w zyciu mi sie to zdarza!
Najgorsze, ze wiem, ze on wyleci z cala lista, bo ja mu takowa dalam, nigdy nie doczekawszy sie jego. :evil: