• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    agulka > 07-12-2005, 18:42

    ty kobito chyba na lepetynke upadlas! chcesz sie w kosciotrupizm wpedzic?! marsz do kuchni jesc!
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    cioska > 07-12-2005, 19:55

    Monika, a co Ci sie stalo? Jakies zatrucie czy co?
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 07-12-2005, 20:28

    Patrzcie to. :lol:

    http://www.msnbc.msn.com/id/10355980/

    Niezle, nie? :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    agulka > 07-12-2005, 20:45

    hehe..moj host dostal kartke od busha..z oryginalnym podpisem jego i zonki - bo on ta sama "druzyna" co bush..eh...
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Czarna_ski > 09-12-2005, 4:29

    skad wytrzasnelas te swietna bluzke : I'm polish.." ??!! Ja tez jestem damn proud of it i chce miec taka sama!

    Pozna reakacja, wiem. ale rzadko kiedy wchodze na fotoblogi.

    napisz gdzie mozna taka dostac..
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 09-12-2005, 19:16

    Dzis jestem w cudnym nastroju i to dzieki moim.. dzieciom!

    Leze do gory brzuchem, dwonie, robie pranko, mlodzi maja home day, bo snieg, hostka w domu.

    Postanowilam zrobic ziemniaczki duszone z jajeczkiem, moje ulubione. Mlodzi uwielbiaja te potrawe, takze wiadomo bylo, ze mimo iz nie pracuje, zrobie dla wszystkich.

    Holls zjadla dwie dokladki, Will cztery, cali zadowoleni, pytali mnie, czy moga mieszkac w PL i jesc ziemniaki codziennie? Holls oczywiscie gada teraz "siemnikfi". Caly czas powtarzali, ze mnie kochaja, bo im ulubione zarcie gotuje. A rozpieszczony mlody na koniec rzucil, Monka, thank you so much! Those ware the best in my life".

    Myslalam, ze mi kopara opadnie.

    Az z wrazenia wlazlam pod nowe lozko Willa, ktore jest wielkim zamkiem, a pod nim maja "dom", chciali sprawdzic czy jestem cool dorosly. Jestem. :wink: Nikt sie nie miesci, tylko Monka. :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    22magda22 > 13-12-2005, 0:16

    Fajnie masz tylko pozazdroscic! najwazniejsze to czuć się docenionym, wtedy o wiele więcej chce się dla takiej rodzinki zrobić tez mi sie taka marzy. Dotychczas miałam 4 niemieckie rodzinki i żadna nie umiala docenić tego ja się dla tych padaczek jednych po?więcałam, mam nadzieję że rodzinka za oceanem okaże się lepsza
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Yoanna > 13-12-2005, 16:55

    Monika to super masz dzieciaczki, i jak lubia ziemniaczki heheh :wink:



    i gratuluje pomyslnego przejscia testu na 'cool doroslego' :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    joelle > 13-12-2005, 19:45

  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 17-12-2005, 5:07

    Dawno nie bylam taka zabiegana. Miliony rzeczy do zrobienia, wszystko na ostatnia chwile, jeszcze wzielam sobie dodatkowe obowiazki, extra godziny, w ogole kiszka.



    Zaczelo sie zeszlym tygodniem. Weekend mialam cudowny, az do niedzieli, kiedy to zaczelam rzygac dalej niz widzialam. Moj biedny Amor robil herbatki, przynosil tabletki, nic nie dzialalo. Mialam wtedy napiety skedzul, bo chcialam dodatkowa kase, wiadomo, Swieta za pasem. Skonczylo sie na tym, ze nie pracowalam poniedzialek i wtorek. Hostka zachowala sie cudownie, o nic nie pytala, mialam cisze w domu i tylko Tadziego na gore wpuscila, jak przywiozl mi jedzonko, sama nie biegala po moim pietrze, a juz dzieciom w ogole wara.

    Wiedzialam wiec, ze nie dostane dodatkowej kasy, co oczywiscie mnie nie cieszylo. Z nieba wiec spadla mi Lisa, mama trojgi uroczych rozbojnikow, w wieku (5,8,8) z pytaniem o bejbisiting. Z miejsca sie zgodzilam.

    Moja praca z John'em, Nicki'em i Danny'm byla najsmieszniejsza i najbardziej luzacka odkad jestem w US. Mlodzi sa tak totalnie smiechowi, ale zarazem bardzo dobrze wychowani. Takze skonczylo sie na siedzeniu w moim laptopie, gadaniu z cioska przez telefon, gadaniu z moim chlopem, co pol godziny i robieniu pracy domowej. Wysilki zawodowe ograniczyly sie do zrobienia mlodym lemoniady i graniu z nimi w gre video, polegajacej na zestrzeliwaniu wrogich samolotow. Zostalam przy czym pochwalona, ogolnie wymiatam. :lol:

    Za te noc obdarowana zostalam wielkim podziekowaniem od Lisy plus czekiem na bagatela 100$.



    I tu wzial mnie apetyt na dodatkowa kase, bo skoro ta tak latwo przyszla, to czemu nie podwoic sobie skedzula na nadchodzacy tydzien. Co uczynilam. W tym tygodniu pracowalam (wlasciwie nie skonczylam jeszcze, bo mam jutrzejsze popoludnie do wyrobienia) 55 godzin. Normalnie mam 30 godzin na tydzien. Trzy dni.



    Jestem zmeczona na maxa, padam na pysk i juz nawet pomijam fakt, ze w miedzyczasie mialam szkole, przygotowania zajmuja troche czasu, zwlaszcza, ze semestr konczy sie niebawem, musialam takze dokonczyc moje kartki, paczki i wielka pake do domu, co wiazalo sie z zakupami, opisywaniem, pakowaniem i wycieczka na poczte razy trzy.



    The best thing ever is REMONT. To co odchodzi w tym domu od poniedzialku przechodzi ludzkie pojecie!

    Nasz cudowny general overhaul zaczal sie juz jakis czas temu. Najpierw panowie robotnicy rozwalili czesc domu, ktora jednak niebardzo byla z domem "zwiazana", nie uzywalismy tej altanki kompletnie. Potem nastapilo glosne, aczkolwiek szybkie rozwalanie skaly. Za domem mam huge rocks wszedzie, a ze nowa kuchnia miala powstac w tym miejcu, trzeba bylo pozbyc sie przeszkody. Nastepnie zbudowane zostalo nowe pomieszczenie, w miejscu altanki zwanej tez arts 'n crafts room'em. Bylo glosno, ale ciagle "poza domem". Cyrk zaczal sie w ostatni wtorek, kiedy zostala zburzona sianka naszej kuchni. Od tego dnia przestalo byc mozliwe jakiekolwiek gotowanie, panowie robotnicy, mili, ale brudni, glosni i palacy smierdzace papierochy zagoscili w calym domu. Rozwalaja lazienke hostow, ktora znajduje sie na drugim pietrze, rozwalili cala sciane kuchni (parter), rozwalili back doors i ogolnie syf w cholere. Patrzac z boku, to nawet smieszne. Mam w chacie dziure, piec na dwa, mozna bez problemu wejsc, bo tylko folia odgradza te nowa czesc kuchni od starej, totalnie juz zdewastowanej. Nie mozna nic ugotowac, umyc naczyn, butelek Jull, smoczkow, kurz i brud plus smrod. Caly dzien koszmarne walenie w sciany. Na poczatku tygodnia hostka wyleciala z cudownym planem, ze oni wynajmna nowy dom na czas remontu. Ja moge zostac tu (z moim chlopem!), albo przeprowadzic sie z nimi. Host ponoc nie chce nigdzie isc. Sprawa stanela w martwym punkcie. A moje wkurwienie rosnie proporcjonalnie z halasem, smrodem, brudem i glodem!



    Tomowi wisi, bo on wychodzi z domu w godzinach rannych, wraca po 18. Anne tez pracowala w tym tygodniu ponad przecietna, wiec nie oni odczuwaja rabanie we lbie all day long. Dzis za to zostala w chacie do 2, wiec jak tylko sie wylonilam z mojego (dzieki Bogu) nietknietego trzeciego pietra, przyleciala nadac, ze glowa ja boli od tego walenia, poza tym smierdzi, bo oni pala, so Willa alergia sie nasili ( :lol: ), a tak w ogole nie mozna przeniesc piekarnika z starej kuchni do jadalni, w ktorej mamy prowizoryczna kitchen. Prowizoryczna i to bardzo, no bo chocby wody tam nie uraczysz, wiec Jull nie ma juz butelek i smoczkow, wiec bedziemy dzis reuzywac te stare. :lol:

    Ona juz prawie nastawiona byla, ze ok, zostaniemy tu, jakos damy rade, przejzala na oczy. :roll:



    No i taki week mialam po 10 godzin kazdego dnia, z chata trzesaca sie w posadach, robotnikami napierniczajacymi po calym domu, lub po tym, co z domu zostalo, gadajacymi po hiszpansku (Kryste napisalam chiszpansku!!! 8O ), albo zajebiscie po angielsku z fakami, a mnie mlodzi potem pytaja co to znaczyyyy?? :?

    Hosci zaczeli uzywac mojej lazienki, co mnie do szalu doprowadza, poleczki znow dziele (jak w starym domu, z poprzednimi hostami). Tom sie glupawo smial, ze mam tyle buteleczek w lazience i ze moja pink maszynka dzieli poleczke z jego zielona. Swoja droga, ja ten chlop sie goli pod prysznicem!!! 8O ???

    Przyzwyczailam sie do swojego pietra, ktore teraz jest mi "podkradane", co mnie nie cieszy bynajmniej. :roll:



    Nie moge sie jedynie doczekac mojego malego bialego skrawka papieru, ktory Anne powinna mi byla zreszta wreczyc wczoraj, bo umowa jest taka, ze zawsze placa mi w czwartki, so... Anyway, tylko mily czek poprawi mi humor i wynagrodzi babnienie we lbie, ktore towarzyszylo mojej pracy przez caly tydzien. :lol:



    Z nadzieja wypatrywalam w tym tygodniu mailmana, ktorego codziennie sie doczekiwalam, ale paczki juz nie. :mad: No i zla jestem, bo gdzie sie tak cholerna paczka podziewa? Wyslana z PL priorytetem, powinna byla tu byc po tygodniu, a juz minely dwa. SHIT! :mad:



    Za to ciesze sie, bo dostalam taka "opinie" od Amy mojej kobity na Harvardzie, ze heja hej!



    I dzis tez smiechowo bylo, do malla z mlodymi na obiad i "chodzenie" pojechalismy. Wyobrazcie sobie, w dooble wozku Will i Booki, Holls uwieszona i ja per matka Polka. :lol: Ja pierdykam, nigdy nie bede miec wiecej niz dwoje dzieci! Zdziwila mnie tez moja hostka. Zapytalam ja czy mialaby cos przeciwko, gdybym w przyszlym tygodniu zabrala Jull do malla, bo chce jej jakis ciuch kupic, a ona, ze moge mloda brac do malla, czy gdziekolwiek potrzebuje, kiedy tylko chce, nie mam pytac. 8O Myslalam, ze ona taka jest stricte, ze praca to praca, a tu.. takie zdziwko po pol roku. :lol:



    To bedzie na tyle.
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia