• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 01-11-2005, 5:31

    Anka, zmobilizowalas mnie, szukalam szkoly, tylko zawal mnie bierze, bo skad ja te tysiace wytrzasne??? 8O :roll:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    Gość > 01-11-2005, 22:23

    Czytalam gdzies ze bylas u dentysy tutaj ,jak wygladaja ceny ???
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    cioska > 02-11-2005, 3:21

    Monika! Bilety juz dostalam. Jak tylko dostane sie do NYC a potem w autobus to do Ciebie zadzwonie. Mysle ze ok. 10-11 bede z NYC wyjezdzac. A co do szkoly...laska..ja wlasnie z hostem skonczylam przegladac jeden informator ze szkoly..makabra... tyle rzeczy i papierkow trzeba zalatwiac, nawet z Polski, wiec Mage juz wkrecilam to, no ale szczegoly jak sie zobaczymy...w piatek See You next week...pierniku
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 02-11-2005, 5:11

    Jak to next week? Chyba weekend mialas na mysli, pierniku! :lol:

    Bosh, jakam zrabana, padam na pysk, a esej tworze. Musze skonczyc. :mad:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 02-11-2005, 20:46

    Kurczaczku, jak mi dobrze. :lol:



    Wczoraj gadalam z Tomem, jak to dwa miesiace temu cala w strachu bylam czy sobie dam rade z trojca, czy szkola, czy bede miala czas dla siebie, dla Thiago, na odpoczynek, a teraz... sie z tego smieje.



    Dzieciaki chodza do szkoly we wtorki i czwartki na cale dnie, wracaja o 3, takze jestem z nimi 3h. Bo do 6pm.

    W srody mlody idzie o 12, ale za to wraca o 4, a Holly nie ma do 5, bo ma dodatkowe zajecia, ale zebym sie nie przemeczala, woza ja znajome matki i ciotka.

    Sroda jest smiechowa, bo zawsze musze sie na ostatnia chwile do szkoly przygotowac. Ale mam na to czas, ktory wlasnie teraz przeznaczam na komputerowe bzdury.



    Moje bejbi zaczelo sie poruszac z nadspodziewana predkoscia, ale poki co jest zadowolone jak zostaje "zamkniete" w playroomie i tam sobie trenuje wstawanie i ladowania.

    Mlodych tez wytrenowalam, nie ma "play with me, playyyyyy", Will przychodzi, ze bedzie sie bawil sam, bo jest duzy. :lol: A jak ryczy, bo tesnki za mama, mowie mu, ze moja jest daleko i nie wroci na obiad, co o dziwo dziala doskonale.

    Hols skonczyla z byciem zlosliwa i klamaniem, Anne bez watpienia mi tu pomogla, swoja droga bardzo tez zaskoczyla.

    Takze z dzieci jestem zadowolona, juz nie truja, jak to mialy zwyczaj na poczatku.



    Hosci sa smiechowi, mamy naprawde swietne relacje, ktorych za nic nie moge porownac do poprzedniej relacji z hostami.



    Swoja droga, spotykam sie czasem ze Sveta i wiem, ze moja poprzedia host familia jaka byla, taka jest. Moje poprzednie dzieci wszystkie chodza do szkoly, wiec ten czas ona ma dla siebie, co musi "odpracowac", czyli zawsze 45h musi byc. Poza tym zabronili jej kategorycznie uzywania samochodu, do szkoly musi brac "T" i nic ich nie interesuje, ze wraca potem w srodku nocy i jest zmeczona.

    Nio i oczywiscie zabronili jej przyjezdzac z dzieciakami do mojego domu, musimy orgaizowac spotkania w parkach. :lol:



    Tom oficjalnie mi powiedzial, ze nie wie, jak to jest, ale totalnie nie lubil Sue, a mnie wrecz przeciwnie. :lol: Zawsze sie na maxa podnieca obiadkami, ktore co jakis czas przygotowuje. Poza tym jak wracam pozno, a on oglada TV przychodzi i sobie gadamy. I wogole stwierdzil, ze jestem "superhero" ze sobie z towarzystwem tak radze. :lol:



    Anne oprocz wszystkich milych rzeczy, zaczela nasylac rodziny zainteresowane bejbisitingami, malo tego, mowi im ile maja mi zaplacic, zeby nie zdzierali. :lol: Ostatnio sie wkurzyla, ze jej znajoma za malo mi dala. :lol: Ja lalam, bo TV ogladala, jadlam popcorn i wydzwanialam sobie pol nocy i jeszcze stowe extra mialam, a ona powaznie wkurzona, ze powinnam wiecej dostac. No w sumie, czemu nie... :wink:



    Tak sobie tez myslalam, ze Sue miala nakazana godzine powrotu, co niby mialo mnie na poczatku dotyczyc, ale oczywiscie nie dotyczy. Nie znaczy to ze wracam w srodku nocy, bo sama wiem ze musze isc spac o 11.30, zeby nastepnego dnia sie nadawac do zycia, ale nie musze obawiac sie, ze po szkole idziemu jesc, czy cosik.



    W domu mamy remont, zaczal sie pelna para, najpierw zburzyli nasz arts-n-crafts room, potem skaly rozwalili, teraz zmieniaja rury do wody, ale wode na szczescie na dwie godziny wylaczyli, a juz sie balam ze kapac sie bede poza domem. :lol:



    Bedziemy mieli nowa kuchnie, nowe lazienki i w ogole dom na uszach stanie chyba, dlatego intensywnie szukaja chaty do wynajecia na jakies dwa miesiace. I zapytali mnie czy chce sobie zostac i przyjezdzac, czy chce z nimi sie przeprowadzic. Wole zostac, bo moje trzecie pietro pozostanie nieruszone. No i zostane.



    Robotnicy napierniczaja pod oknami, ale tez smiesznie bywa.



    I juz sie nie moge doczekac Swiat. :twisted:

    Pozniej moje urodziny i na FL lecimy.

    A potem Rodzice do mnie wpadna, na wiosne. 8)

    U la la, polacimy sobie do gdzies. :lol:

    Ogolnie zyc, nie umierac. 8)

    I tez bym chciala do Brazylii poleciec, zobaczyc, ale musze jeszcze poczekac troche. 8)

    No i Ti Polske pokazac. :lol:



    Zajmujemy sie przygotowaniami do obchodow naszego roku. :lol:I nie pojmuje, jak to miedzy nami jest. Tzn, za dobrze. Z moich poprzednich doswiadczen wynikalo, ze po jakis 6 miesiacach konczylo sie slodka slodzycz, ten pierwszy etap, wielkiego zakochania, rozowych okularow i wszystkiego bardzo piekniego. A tu, znamy sie praktycznie rok, od poczatku bylo wielkie zakochanie, ktore trwa "na slodko" do dzis. I jak ktos na to patrzy z boku to wiem, slodko pierdzacy jestesmy, ale coz. :wink:

    Ostatnio dostalam eske (...) moj kruliczko (...)" I nie wiem, skad on to wytrzasnal!? Bo kroliczka to go nauczylam, ale nieodmienionego, a moj, skad wiedzial, ze o? W kazym razie naprawde gotowam sie wydac. Jeszcze nie dzis, ale... kiedys na pewno. :lol:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    martamaua > 03-11-2005, 13:35

    Jak milo poczytac takie pozytywne rzeczy
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 04-11-2005, 17:14

    Anna jest w drodze. :lol:

    Bosz, co ja wczoraj wyprawialam. Dziecko spalo, a ja, lozka pralam, lazienke sprzatalam (sprzataczka byla w tygodniu, ale ona jest do luftu), pokoje odkurzalam, firanki pralam.

    Potem sie wykapalam i well done. 8)

    Anna dzwon pierniku, bo nie wiem, kiedy bedziesz!!! :wink:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MaGa > 05-11-2005, 1:30

    hahahah milego spedzania czasu dziewczyny!!! Kto by pomyslal ,ze sie spotkacie tam za wielka woda
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 06-11-2005, 3:18

    Dzieki MaGa, mamy fuN!!! :lol:

    Ogolnie padam na twarz, a zaraz wybywamy znow. :twisted:

    Caly dzien w Bostonie bylysmy, zdjecia zapewne zostana doreczone. :wink:

    Lece, bo teraz czas na rewie mody w nowyh bluzkach, koszulkach, butach(!!!) i calym stuffie.

    PS. Nazarta jestem jak swinia piGi!
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 07-11-2005, 5:20

    Zdjec narobilysmy mase, tyle ze te najlepsze sa pojedyncze. :roll:

    Probka tutaj.

    Wszystko nowosci z weekendu. Sprobuje systematyczniej.



    http://www.fotolog.net/monikagata

    http://www.fotolog.net/tnk0304/

    http://www.fotolog.net/myowngoodshots/

    http://www.fotolog.net/bostonpics/
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia