-
-
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Gość > 12-10-2005, 19:46
[quote name="Emm"]
Thiago jest nielegalnie, jesli nie wtedy to kiedys, wczesniej czy pozniej, i tak by go zatrzymali. Ile razy sama powtarzalas, ze bycie na nielegalu to loteria???[/quote]
wiem ze to akurat klotnia teraz miedzy Agnieszka a Monika, ale mysle, ze ta mysl Agi jest tu dosc wazna...
bycie na nielegalu to loteria, nie tylko dla operek, ale tez dla naszych najblizszych jesli takowych mamy, winy nie zgania sie na kogos tylko raczej powinno poszukac sie winnego najpierw w sobie...
reszta klotni jest raczej osobista, a nie uniwersalna wiec daruje sobie -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-10-2005, 19:58
Chcialam sie uspokoic. Emocje odstawic na bok. A byly to niemale emocje.
Prosze bardzo, oto jak wygladalo spotkanie z Emm i Sunny. Pierwsze i zapewne ostatnie takie spotkanie, ktore wspominam jako senny koszmar.
Umowilysmy sie w sobotnie poludnie, ostatecznie spotkalysmy po poludniu, bo dziewczyny spoznily sie dwie godziny. Wiedzialam od razu, ze bedzie problem z "wyrobieniem sie na czas". Mall jest duzy, ciuchow do przymierzenia masa, a ja zaczynalam prace wieczorem o 7.30. Moi hosci mieli wychodne, a mnie pomoc miala siostra hosta, bardzo fajna babka.
Dziewczyny mialy po naszym spotkanieu jechac do Bostonu, isc do klubu i nocowac u kolegi/ex chlopaka Emm. To byl ostatni weekend, kiedy Sue i jej kolezanka z Niemiec Nora byly w Melrose, w nastepny poniedzialek lecialy do domu. Dziewczyny o tym wiedziala, wiedzialay tez, o czym rozmawialysmy w ciagu tygodnia, ze nocowac u mnie z tego powodu nie moga, bo nie ma gdzie, (piec osob w dwoch pokojach, jest to oczywiscie mozliwa opcja w hotelu, ale nie w host domu, przynajmniej nie w moim), ja bede pracowac, a i na klub nie bardzo sie pisze, ze wzgledu na to, ze nie mam zamiaru szalec w plasach, gdy moja babci umiera w moim PL domu.
Poszlysmy sobie na jedzonko, pogadalysmy, pozniej rajd po sklepach.
Wszystko pieknie ladnie, tylko ze czas lecial nieublaganie. A co najlepsze, kolega/ ex chlopak milczal jak zaklety, sam nie dzwonil, nie odbieral tez telefonow od dziewczyn.
O 7.10 stwierdzialam, ze musimy wracac, bo przeciez za 20 minut zaczynam prace. sadzilam, ze odwioze je na metro, one pojada do Agnieszki kolegi (slawnego Czeresniaka) mimo to, ze sie nie odzywa. przeciez ustalily z nim, ze razem ida do klubu, ze tam beda spaly.
Wychodzimy z malla, a Emm do mnie, ze "jedziemy z Toba do domu my sobie posiadzimy na dole, bedziemy odladakly TV, a Ty mozesz pracowac". 8O Potem bedziemy u Ciebie spac, albo nas odwieziesz... 8O
Myslalam, ze padne, bo;
1. nie ma mowy u mnie w domu, ze ja pracuje i przyjmuje gosci;
2. hosci dziewczyn na oczy nie widzieli, wiec jakim cudem w nocy przyprowadze kolezanki, bo je facet wystawil do wiatru;
3. nie ma totalnie gdzie spac;
4. hosci juz sa out, wiec nawet jak ich zapytac nie mozna;
Poza tym przez to cale konwersowanie bylam spozniona. Pierwszy raz w zyciu, hosci wychodza na noc, a ja totalnie spozniona.
Zadzwonilam do domu, do Beth (ciotka), ze sie "troche" spoznie, laski odwiozlam na metro, zeby sprawdzily o ktorej maja autobus do Concord, gdzie mieszka Emm i albo pojechaly, albo wrocily.
Z tym, ze opcja wracania byla znacznie bardziej z gory przewidziana, bo one zostawily wszystkie zakupy i torby z ciuchami, u mnie w samochodzie.
Zadzwonilam do Toma na komorke, a on mnie opierniczyl. Chcialam zapytac, czy one moga tu mimo wszysto spac. Host stwierdzil, ze on nie uwaza, ze byloby to stosowne, bo tych osob nie zna, na oczy ich nawet nie widzial, poza tym byl mega wpieniony, ze z takimi sprawami przeszkadzam mu w czasie, kiedy on spotyka sie ze znajomymi.
Mam z moimi hostami fajowe relacje i ani przedtem, ani potem nie bylo sytuacji, zeby mnie za cos operniczyli. TEN RAZ.
Do domu wparowalam spozniona 40 minut!!! Dobrze, ze Beth nic im nie powiedziala, bo tak, to juz w ogole bylabym przegrana.
W miedzyczasie rozmawialam z Thiago, ktorego poprosilam, zeby odwiozl dziewczyny do domu Emm. On stwierdzil wtedy, ze ok, ale dodal, ze zawsze, jak spotykam moje operki kolezanki z PL, cos zlego sie dzieje, ze ciagle jakies klopoty, ze niby fajnie, a potem same klopoty.
I powiedzial tez "This is for you to learn."
Tych slow nie zapomnie, bo byly nadzwyczaj prawdziwe. I nauczylam sie, zapamietalam.
Tak wiec kolezanki wrocily do Malden metrem, skad odebral je Thiago i mial odwiezc do Concord.
Po wszystkim, kiedy dzieciaki lezaly w lozkach, poszlam wziac prysznic i taka jakas niespokoja bylam.
Godzina 10pm, a tu ani telefonu od nich, co sie dzieje, ani od Thiago.
Dzwonie do Kaski (Sunny) co sie dzieje, a ona, a nic, tylko policja nas zatrzymala, ale spoko, teraz nie moge gadac, ale luz. Nie masz sie co martwic.
8O 8O 8O
Moj facet jest w US nielegalnie, nie ma prawka, ani papierow, a ona mi mowi ze spoko.
Usiadlam na lozku, tak jak siedzialam, w reczniku i z mokrymi wlosami. Ryczec mi sie chcialo, bo dobrze wiedzialam, ze "ot tak sie to nie skonczy".
Po 40 minutach zadzwonilam do Thiago, on tylko powiedzial, ze zadzwoni pozniej. Znaczylo to, ze ciagla stali z policja.
Ostatecznie porozmawialam z moim facetem i tylko mi powiedzial, ze wraca do domu, jak chce, moge przyjechac. Oczywiscie konsekwencja tego spotkania z policja bedzie sad.
Zadzwonilam do dziewczyn, powiedzialam im o sadzie, a one, ze gdzie tam, nikt o sadzie nie mowil, ze przeciez tylko mu powiedzial, zeby wiecej tak nie jezdzil, i jeszcze z morda!!! 8O
Oczywiscie Thiago czeka teraz na sprawe w sadzie, dostal od policjanta "papier", do wyslania i czeka.
A kolezanki zamilkly po tym wydarzeniu. Dwa razy zaraz po wydarzeniu dzwonilam, to nie odebraly telefonu, a potem Emm na forum napisala, ze mam jej dac znac, co sie dzieje, bo ona nie ma w piwnicy zasiegu. 8O :evil:
I koniec. przedtem rozmawialysmy przez telefon kilka razy dziennie, a od tego wydarzenia, cisza, jak makiem zasial. Zero!!!
Oczywiscie, to ze Thiago jest nielegalnie to jedna kwestia, to ze mogliby go zlapac to druga, tylko ze tego wieczoru siedzielibysmy sobie i filmik na DVD ogladali. Nie musial odwozic olanych przez wspanialego czeresniaka dziewczyn.
Sunny nie byla tu winna wcale, bo przeciez to nie jej koles byl.
A co do zarzutow kolegowania sie z Polkami tu. Konkretnie z Kasa i toba.
Podczas pierwszego spotkania z Kaska, okazalo sie ze ona po ang ani me, ani be, poza tym byla niezadowolona, ze gadam z Thiago po ang, a po jakiemu mialam..?? 8O
Pozniej sie obruszyla, jak nie chcialam z nia do Bostonu jechac. Swojej woli nie moge miec? Co mialam pojechac, nawet jak nie chcialam?
Moi znajomi bliscy i dalsi nie sa Polakami i mi to pasuje.
Myslalam zas, ze Emm, ktora tak wiele o swoich kilku wizytach w Bostonie opowiadala, nie ma problemu z angielskim, zapytalam pozniej Thiago, a ona do mnie, ze gdzie tam, ze Sunny tak, spoko rozmawiala, ale Emm zanim sie namyslila... czyli jednak, duzo sie mowi.
Nie moja sprawa wasz angielski, ale wyobraz sobie spotykanie sie z PL laskami, ktore tylko po PL chca gadac. Zawsze pisalam tu, ze nie przyjechalam sie uczyc PL. Ze chce uzywac angielskiego i uczyc sie go.
Przez caly pierwszy rok nie chcodzialam do szkoly, wiec chociaz gadac chce. Nie uwazam sie za wielce wyedukowana, ale na pewno nie opowiadam, ze wiem wszystko, gdy tak nie jest. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 12-10-2005, 20:53
och monika....nawet nie skomentuje tego, bo to jest zalosne co napisalas.
Sama jestes zalosna.
Sunny zna prawde, ja znam-to jest najwazniejsze.
A swoja prawde-SWOJA-mozesz sobie w dupe wsadzic.Oj pewnie dlugo myslalas co tu napisac, co???Oj zaloze sie , ze tak. Coz, ja swojej i sunny prawdy nie musze tu udowadniac, bo wiem jak bylo.No i nie bede sie ponizac, tak jak ty wlasnie zrobilas.
I jeszcze jedno-odnosnie angielskiego.Dlugo musialam sie namyslac???A to ciekawe. Ciekawe tez czemu pracowalam jako operatorka telefonu w najlepszym hotelu w Bostonie?pewnie dlatego, ze dlugo sie namyslam.No tak, to zapewne byl powod.No i zapytaj Thiago , kto w aucie caly czas napierdalal po ang i zadawal Thiago pytania, bo Thiago ani me, ani be, a nie, sorry, wpomnial cos o tym, ze lubisz przesadzac.Buhahaha, bez kitu, naprawde to powiedzial. Ironia losu, co Moniko?Wlasny facet mowi o Tobie, ze przesadzasz.Pieknie sie ma to teraz to twojej powyzszej historii, wrecz idealnie.
A jesli juz mowa o angielskim-ucz sie ucz na tym harvardzie, moze wreszcie sie nauczysz jak sie pisze PROSTE, BANALNE slowa w tym jezyku, skomplikowanych zaczniesz pewnie uzywac( o ile w ogole zaczniesz) za kilka lat dopiero, wiec o tym nie wspomne teraz.
I to by bylo na tyle.
I prosze, nie pisz juz do mnie nic wiecej, bo-jak to mowi leneczka-rzygne. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-10-2005, 21:05
Nie wiem dlaczego ale myslalam o tobie ze inteligentna jestes.
A po tej sytuacji przekonalam sie, ze mozesz byc prawnikiem/lekarzem, a mozg miec jak ptaszek.
Napalila sie na kolesia, chciala u niego spac, a on zapomnial o niej. Przejmujace.
A co do nejlepszego hotelu, to znam kolku Brazylijczykow, ktorzy robia to samo co ty tam robilas. I jakos nawet nielegalnie mozna. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 12-10-2005, 21:22
ach te kompleksy monika, co??Co ty tam studiowalas?polonistyke?moze dziennikarstwo?na flogu jest, ze dziennikarstwo. Aaaa, sama nie wiesz..no dobrze, niech ci bedzie. Wazne ,ze teraz jest BIZNES na HARVARDZIE.
a co do czeresniaka, to nie wiesz nawet co sie stalo, ale juz tobie pisac nie bede ,sama sobie dopowiesz-jestes w tym dobra.Moze przenies sie na kierunek-zmyslanie historii, tylko idz od razu na poziom dla zaawansowanych.
KONIEC, NIC WIECEJ NIE NAPISZE ODNOSNIE TEJ HISTORII I CIEBIE MONIKA. DLA MNIE POKAZALAS JAKA JESTES NAPRAWDE.
a na marginesie-dostajesz privy w stylu "gratuluje", "jestem z toba"?
Bo ja tak.
SAYONARA BABY.( oj myslalam nad tym dlugo, bo wiesz "baby" to ang slowo).
hehe -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-10-2005, 21:31
Gartuluje, czego, ze ludzi w klopoty potrafisz wpedzic?
Zaluje, ze kiedykolwiek cie poznalam. A to spotkanie. :?
Ja sie nie musze privami chwalic.
Co dostaje, moje.
Przeciez sa tu ludzie myslacy. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
MONIKA > 12-10-2005, 21:34
Co do harvadru? Biznes? Gdzies ty to wyczytala?
Thiago i Diogo biznes, ja angielski!
Myslalam, ze masz pokory troche, bo by sie przydala, po tym co sie dzieki tobie wydarzylo! Ale gdzie tam.
Jak to sunny powiedziala, przyjechalas sobie tu bogatego amerykanskiego meza znalezc, to powodzenia zycze.
Poszukaj bardziej odpowiedzialnego niz czeresniak. -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
oliwka911gt > 12-10-2005, 21:51
KONIEC TYCH KLOTNI :!: :!: :!: STOP :!: :!: :!: PRZESTANCIE :!: :!: :!:
starczy tego skakania sobie do gardla. jak w przedszkolu. zaraz kazda z waz bedzie wymyslac co rusz nowa historie i bedzie ja tu opisywac :!: nie uwierze ze zadna jest bez winy. wina napewno jest po srodku.
nie powinnam sie wtracac w wasz klotnie, ale jako half admin musze cos zrobic z waszymi drakami. to jest forum a nie jarmark z przekupami. nie targujcie sie. to i tak niczego nie zmieni, niszczycie tylko to co utworzylyscie rok temu. wasza przyjazn. no i co z tego ze ona byla wirtualna. ale byla i to bylo najwazniejsze. przyjazn jest na wage zlota. szkoda tylko ze tak zadko sie zdarza. jak sie zdarzy to zostaje zniszczona, stlamszona, sponieiwierana i doprowadzona do hadesu. nie o to loto.
kiedys myslam ze skad sie biora wszelkie klotnie pomiedzy kolezankami/klotniami i odpowiedz jest prosta ZAZDROSC. wszytko jest ladne piekne ale na odleglosc. jak co do czego przyjdzie kazdy sie pokazuje z jak najlepszej strony. wiem, bo przerabialam nie raz. jedna drugiej zazdrosci i topi w lyzcze wody. jeden wypowiada slowa w innym kontekscie, drugi lapie w zupelnie innym. podejrzewam ze tak bylo jak thiago mowil o tym ze monika jest przewrazliwiona. z sytuacjami jest dokladnie to samo, to ze czeresniak nie odebral tel emm no coz zdarza sie, ale dlaczego w takim momencie?? wyszlo z tego tylko tyle ze thiago ma/mial ( nieweim jak jest wchwili obecnej) problemy. chlopak najmniej winny, chcial dobrze :wink: wyszlo jak wyszlo.
niech nikt nikomu nic nie narzuca, nie wtraca sie w czyjes zycie tylko zyje wlasnym, wlasnymi problemami. wyjdzie njalepiej. jak ktos mowi NIE to znaczy NIE. jesli ktos NIEMOZE to znaczy ze NIEMOZE.
laski, nie zarzucajcie sobie wychowania, skonczonych szkol - to o niczym nie siwadczy. sama jestem na etapie konczenia studiow i wcale nie uwazam sie ze ja to alfa i omega - tak kiedys ktos napisal gdzie. postepowania w zyciu uczy ZYCIE nie zadna szkola/uczelnia. one akurat robia czlowiekowi sieczke z mozgu, zwlaszcza w naszym wieku.
koniec madrosci adminki (half) jeszcze powiecie ze mam fisia i dopiero bedzie. podobno juz go mam i nagrali ze mna film w roli glownej 8O :lol: :lol: :lol:
spadam pisac prace mgr sluchajac ja rule new york 8) -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 12-10-2005, 22:18
Re: Studia w USA.
Autor: girlfrompoland
Data: 09.10.05, 21:55
------------------------------------------------------------------------
Jestem legalnie od 13 miesiecy w Bostone. Ucze sie na Harvardzie angielskiego i biznesu
bez komentarza -
Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.
Emm > 12-10-2005, 22:23
tez cie kocham oliwka, ale czasem czlowieka chuj strzela, szczegolnie jak czyta takie rzeczy na swoj temat.
Sunny na dniach to przeczyta.
I jeszcze jedno Monika-nie sklocisz mnie z Sunny.Wiec wypisuj sobie co chcesz, co to ona nie powiedziala, sama z biznesem na harvardzie pokazalas, ze jak ci tu wierzyc.
po prostu sie nie da.
koniec.