• Options
  • Logowanie
     
  • Rejestracja
     
  • Desktop Style
     

MONIKA. MOJA HISTORIA.

  • Index  

    • forumAuPair.pl - Świat Operek
       
    • Ogólnie o programie Au Pair
       
    • Historie życiowe
       
    • MONIKA. MOJA HISTORIA.
       
  • Wątek zamknięty
  • MONIKA. MOJA HISTORIA.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    kasik > 11-09-2005, 4:58

    Otoz to Monka, zniesc amerykaniskie dzieciary to nie lada wyczyn!

    Ale zdaje sobie sprawe, ze kto nie doswiadczyl, ten nie ma pojecia...

    Kiedy sie zdecydowalas, ze zostajesz? I powiedz szczerze czy ze wzgledu na Amora czy inne powody wchodzily w gre?
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    monica07 > 11-09-2005, 19:40

    [quote name="kasik"]kto nie doswiadczyl, ten nie ma pojecia...[/quote]

    otoz to.dzieciaki tu, a w polsce- nie ma porownania.



    no wlasnie monka, tjago to na pewno nie jedyny powod?
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 11-09-2005, 19:54

    Odpowiem niebawem, teraz ide jesc.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    oliwka911gt > 11-09-2005, 19:58

    cfaniara :mrgreen:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 12-09-2005, 17:47

    Moje motywy zostania na drugi rok, czyli odpowaiadam Wam Babeczki.



    Wyjezdzajac do Stanow we wrzesniu 2004 zalozylam sobie, ze rok wykorzystam maksymalnie na nauke jezyka i poznawanie "kultury" USA. Moje zalozenia zostaly niestety brutalnie zweryfikowane przez zycie. W pierwszej host rodzinie niemozliwoscia bylo chodzenie do szkoly. Pracowalam od poniedzielku do piatku, codziennie 9 godzin (8am-5pm). Nie mialalm swojego samochodu, co oznaczalo, ze musialam czekac na hostke, az ta wroci z pracy, poniewaz bylam uzaleniona jesli chodzi o nieszczesna Honde, a wracala, jak jej sie podobalo, o 6, 7, albo i pozniej.



    Po dwoch miesiacach chcialam zmieniac host familie, ale nie bylo to takie latwie, jakby sie moglo wydawac. Straszono mnie rodzinami z czworgiem dzieci, a ja chcialam przeciez miec mozliwosc edukowania sie.



    Potem szukalam rodzin na zakazanych stronach, jedna nawet znalazlam "prawie idealna", ale po spotkaniu poczulam, ze to nie jest "ta" familia.



    Poznalam Thiago i juz w ogole nie chcialam sie nigdzie przenosic z dala od obecnego miejsca zamieszkania. U niego w domu czulam sie jak "w normalnym domu". No i oczywiscie zakochalam sie na maxa.



    Uswiadomilam sobie to na dobre na moich polskich wakacjach, kiedy we wlasnym domu czegos strasznie mi brakowalo. Nie moglam tego zrozumiec, bylam w Polsce, marzylam o tym tak dlugo, ale ryczalam w poduszke, bo serce zostawilam 5000 mil od polskiego domu.



    Kiedy Sue dawno temu napomknela o mozliwosci pracy z bejbikiem... nie miescilo mi sie to w glowie. Nie chcialam infantow za zadne skarby! W ogole nie myslalam, ze mogloby to byc mozliwe. Po incydencie z kasa, kiedy to pierwsza familia nie chciala mi zaplacic za wakacje przez wyjazdem do pl, o czym dowiedzialam sie na trzy godziny przed odlotem mojego samolotu, postanowilam, ze oczywiscie wracam do US, ale z tymi ludzmi dluzej pod jednym dachem mieszkala nie bede. Ostatecznie 300$ dostalam od Anne, a po powrocie zostalam zapytana, czy reflektowalabym. :wink: I przenioslam sie do ich. Pelna obaw, ale szczesliwa.



    Dostaje tu wiecej kasy, praca moja jest doceniana, mam wolne dni, wolne weekendy, praca overtime mam placona 10$/h. Plus znajomi hostow rozchwytuja mnie na bejbisittingi.







    Glownym motywem zostania tu byl fakt, ze pierwszego roku nie wykorzystalam tak, jakbym tego chciala, tak, jak planowalam.

    Wiedzialam, ze w nowym domu bede miala wolne dni, ktore moge przeznaczyc na edukacje, wiedzialam tez ze Anne bardzo podoba sie idea edukujacej sie operki, dlatego tez bedzie mi ulatwiala, nie utrudniala.



    Thiago byl oczywiscie waznym powodem. To, ze mam kogos na kim moge polegac, kto pomoze mi nawet w durnych sprawach, sprawia, ze nie czuje sie samotna, "nie zapadlam na homesick". Nie wiem, czy bedzie moim mezem, nie wiem, jak sie sprawy potocza, ale patrzac optymistycznie, w najgorszym wypadku naucze sie portugalskiego. Tzn portugalski bedzie benefitem, z naszej znajomosci.



    I fakt, ze w PL... no coz, jestem jak najbardziej patriotka, nie chce byc US citizen, nie powiem nigdy, ze America jest cool, ale... mam tu wieksze perspaktywy. Chce sie doksztalcic i wrocic do PL. Bo zycia tu na stale sobie totalnie nie wyobrazam. Chce skonczyc fajne kursy, pojsc na dziennikarstwo i... wiem, z jak sie upre, to mi sie uda.



    Moi rodzice byli bardzo przeciwni, zebym zostawala na drugi rok. Byli nawet zli na siebie samych, ze umozliwili mi ten wyjazd. Slyszalam prosby, zebym wracala, slyszalam grozby. Zostawilam w PL faceta, ktorego lubili, zostawilam studia, ktore oni mi finansowali. Poza tym w moim pl domu mam bardzo chora Babcie, ktorej najprawdopodobneiej nigdy w zyciu nie bedzie mi dane zobaczyc, malo tego, na pewno nie bede mogla byc na jej pogrzebie. To starsznie smutne.

    Ale prawda jest taka, ze dostalam od zycia szanse i stane na rzesach, zeby ja wlasciwie wykorzystac.

    Rodzice tez widza juz cala sprawe w innyc barwach, nawet mi ostatnio napisali, ze "jakby co moga mi finansowo pomoc, jesli chodzi o moja dalsza edukacje w US, bo widza, ze sie uparlam".



    I kazdej Wam powiem, musimy walczyc o siebie, bo jesli nie my, kto bedzie. :!:

    Dobrze, ze mamy sie tu wzajemnie, mozemy wesprzec i dodac otuchy.

    I tym optymistycznym akcentem zakoncze. :wink:
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    kasik > 12-09-2005, 19:37

    Monika lezka mi sie w oku zakrecila...ladnie to wszystko napisalas.

    Co do babci, wspolczuje i rozumiem, bo mam identyczna sytuacje, do tego jeszcze z dziadkiem... Oboje sa bardzo, bardzo chorzy. Dziadek ma Altzhajmera (nie wiem czy tak sie pisze) i nawet nie wie co sie ze mna dzieje, nie wie, ze mnie nie ma, nie wie nic...nawet sie z nim nie pozegnalam bo akurat spal prawie caly dzien przed moim wyjazdem, z reszta i tak by nie wiedzial co sie dzieje. Jest to dla mnie bardzo ciezkie, babcia jak wyjezdzalam to powiedziala, ze pewnie sie widzimy ostatni raz i tak strasznie plakala a nigdy nie widzialam jak placze. Dzwonie do domu zawsze z dusza na ramieniu, jak tam u dziadkow... I az sie poplakalam teraz. Ide sie ogarnac. Monka sorry za wtracanie swojej historii w Twoja. Zycze Ci duzo sily i wytrwalosci.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    martamaua > 12-09-2005, 21:12

    Moja tez nie doczekala.Przedterminowo do PL na pogrzeb jechalam.
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    MONIKA > 13-09-2005, 1:46

    (...)

    Ciesze sie Kasik, ze sprowokowalam Cie do otwarcia sie.

    Ja juz od dawna sprawdzam maile z dusza na ramieniu, " bo Babcia", ale nie chcialam o tym tu pisac, bo to takie prywatne, ze az intymne, choc... w koncu i to poszlo.

    Prawda jest taka, ze zycie mamy tylko jedno i musimu starac sie je wlasciwie wykorzystac.

    Chocbysmy czasem popelnialy bledy i podejmowaly nie najlepsze dacyzje, chcemy move forward! I za to Was kocham laski!
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    agulka > 13-09-2005, 2:18

    Monia, nic dodac nic ujac... i mam nadzieje, ze z babcia bedzie lepiej
  • Re: MONIKA. MOJA HISTORIA.

    monica07 > 13-09-2005, 4:35

    o gosh powtorze za agulka- nic dodac nic ujac. a ze akurat mam dzis dzien pt- 'rozkmin swoje zycie' to jeszcze bardziej to wszystko do mnie trafia...

    'moving forward' - dokladnie.
  • Starszy wątek Nowszy wątek
  • Pierwsza
  • Poprzednia
  • Następna
  • Ostatnia